osoby techniki

now browsing by category

 

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas, Krym 01.-10.05 2019

 

 

a79

a45

Wszechświat od początku pokazywał i ostrzegał abyśmy sobie dali spokój. Już jadąc przez Polskę, mając napięty czas dojazdu na warsztat, zmagaliśmy się z porywistym wiatrem w drodze w kierunku Moskwy. Potem już poniżej stolicy Rosji coś zaczęło piskać w aucie. A jak już dojechaliśmy na miejsce, chciano zakwaterować nas w świeżo malowanym jeszcze cuchnącym farbą pokoju i ze zdumienia przecieraliśmy oczy na widok wnętrza hotelu pełnego ludzi imprezujących przy stole zastawionym misami z szaszłykami. Smród był taki że myśleliśmy, że to nie jest ten hotel z warsztatem.

 

a23

a12

Zabrakło w nas trzeźwości i przyznania się do tego, że to my się pomyliliśmy jadąc tu trzy i pół tysiąca kilometrów!!!
Bo co to za pomysł aby wybrać taką lokalizację. Uczestnikom wchodzącym w procesy niejedzenia raczej potrzebna jest przyjazna, miękka wibracja miejsca. A nie codzienny smród gotowanej baraniny, bo jak się okazało w kolejnych dniach pobytu hotel wypełniony był robotnikami z republik kaukaskich, którzy przyrządzali sobie samodzielnie posiłki- głównie mięsne.
W czasie warsztatu byłem 6 dni na wodzie i musiałem przechodzić przez falę odoru kuchennego gotowanych zwłok zwierząt. I to często baraniny która ma taki smród, że od opuszczenia pawia ratował mnie pusty żołądek. Wszystkie osoby będące na głodówkach wiedzą jaką wrażliwość osiąga się w kwestii zapachu, odczuwania energii, wibracji miejsc i osób, zatem prowadzący warsztat ma zadbać o wibracyjnie przyjazne miejsce! A nie hotel robotniczy, gdzie się pali papierosy i pije alkohol.

a57

a40

Niestety zakpiono z nas. W ofercie reklamującej całość wydarzenia był komfortowy hotel, po zgłoszeniu się na warsztat dopiero zostaliśmy poinformowani że tylko część z uczestników będzie miała pokoje z łazienkami. A w rzeczywistości nikt takiego nie miał. Uczestnicy gnietli się w trzy lub czteroosobowych pokojach mając do dyspozycji 2 toalety i prysznic z umywalką na 14 osób. Nam dano pokój w części hotelu robotniczego ze wspólną łazienką na 12 mężczyzn. Nic do nich nie mam, muzułmanie są czystsi od nas – tylko ta liczba osób powodowała że podczas dziesięciodniowego pobytu byliśmy tylko jeden raz pod prysznicem. Stanie bowiem po kostki w przypchanym baseniku prysznica używanym wcześniej intensywnie nie należy do przyjemności.j
A te przyjemności zażywali tylko uczestnicy, ponieważ organizatorzy, w tym Galina mieszkali w swoim własnym położonym w pobliżu domu. I przychodzili jak do pracy. To że jest to Rosja – to ściema, jest ona tak samo cywilizowana jak Polska, w szczególności tu nad morzem Czarnym, gdzie baza turystyczna jest potężna od lat.

a54

a58

I to właśnie potęgowało rozczarowanie nasze i innych uczestników z którymi rozmawialiśmy. Nad samym lustrem morza teraz przed sezonem pokoje dwu osobowe z łazienką zaczynają się od 60 zł od osoby, a koszt warsztatu był z wysokiej półki pranobiznesu. Były zatem środki by nie lokować go w hotelu robotniczym. Część uczestników przyjechała również odpoczywać po prostu nad morzem Czarnym, a mieliśmy około 1,5 kilometra do brzegu i co najmniej 20 – 30 minut drałowania z powrotem pod niezłą górkę. Spacery są zdrowe – owszem, pod warunkiem jednak że ich trasa nie przebiega w ruchu samochodów, jak w naszym przypadku.

 

 

a98

 

 

Nic więc dziwnego że prowadząca warsztat Galina z każdym dniem była w gorszej kondycji psychofizycznej, która i tak nie była od początku górnolotna. Na pewno próbowała roztoczyć i utrzymać przestrzeń energetyczną. Jednak w tych warunkach dużo ją to kosztowało. Zapewne była od początku świadoma tej wtopy z lokalizacją warsztatu. Zwyciężyła wygoda i chęć zaoszczędzenia na zakwaterowaniu organizatorów.

 

a62

 

a63

 

 

Galinę poznaliśmy rok temu we Włoszech na zlocie Prana World Festiwal. Była wtedy kwitnąca. Coś się stało przez ten rok. Gdybyśmy byli tego świadomi nie przyjechalibyśmy tutaj.

 

a78

a12 (1)

A sam warsztat. Pierwsze dni to wycieczki po okolicznych górach połączone z medytacjami. Medytacje Galiny to coś co nas do niej przyciąga i na nie liczyliśmy. Niestety były tylko jedna, w nieliczne dni dwie dziennie, i też takie dni bez niej.

a19

a15

 

 

Każda sytuacja coś jednak wnosi w życie. Dla mnie była to puszczona bariera możliwości mojego ciała. Do teraz okresy na samej wodzie spędzałem wyłączony z życiowych funkcji, przeważnie słaby i obolały trzymałem się domu i łóżka. Teraz w trzecim dniu uznawanym za najtrudniejszy bez jedzenia, szedłem (co prawda ciężko) w kilkugodzinnym marszrucie przez góry, gdzie podejścia były całkiem konkretne. A po 6 dniach pijąc tylko wodę, nie widziałem upadku wagi ciała, co mnie bardzo ucieszyło, bo wcześniej bywało dramatycznie w tym temacie. Może to być takie „załapanie” projektowania wagi ciała.
Dla Brygidki czas był na odpuszczenie rozdrażnienia, wysiłek wniesiony podczas warsztatu i po nim – przyniósł skutki.

a17

Oboje również zmodyfikowaliśmy swoje odżywianie, idąc w stronę lekkości i płynnej diety.
Wyjeżdżamy z mieszanymi uczuciami, rozczarowani, i wręcz z poczuciem oszukania nas przez twórców warsztatu. Warsztatu gdzie nie został zrealizowany program, a organizator potem przesyła przez Internet brakujące tematy – jako zapisy z innych seminariów – po naszych interwencjach. Warsztatu gdzie niektóre wykłady, jak np. nauka uzdrawiania były na bardzo niskim poziomie, ograniczającym się do suchego tłumaczenia zasad, stojąc nad ciałem osoby wziętej do demonstracji. Gdzie nawet dochodzi do spięcia pomiędzy prowadzącą a uczestnikiem, który zwraca uwagę że chciałby nie tylko usłyszeć jak się robi zabieg ale też to zobaczyć. Nie doszło do demonstracji procesu, ani wyjaśnienia tych emocji. Filozofia Galiny opiera się bowiem na pozytywnym nastawieniu do myślenia i każde złe, krytyczne słowo jest wielce niestosowne. Dla nas to wielka iluzja zamiatania pod dywan swoich emocji, racji, prowadzi to tylko do frustracji, a nie poznania kawałka siebie właśnie w stosownym miejscu – czyli na warsztacie.

a69

Ten kurs był na znacznie niższym poziomie niż ten który kupiliśmy wcześniej przez Internet. Podobnie jak wcześniej kupione przez Internet warsztaty z których bardzo skorzystaliśmy jak np. praca z rodem lub oczyszczanie z pasożytów.
Słaby był też typowo marketingowy dzień poświęcony omawianiu preparatów oczyszczających, o których można sobie przeczytać po prostu w Internecie. Nie podobało nam się również wypełnienie przerw prowadzącej Galiny dodatkowo płatnym zabiegami energetycznymi lub konsultacjami. W programie warsztatu nie było ich przewidzianych w formie bezpłatnej, ani żadnej innej pracy indywidualnej, nawet pytania na osobności – choćby po to aby poznać samopoczucie uczestników. Powodowało to właściwie brak kontaktu z prowadzącym poza wykładem na sali.
Ciekawą sprawą lecz wprowadzającą zamieszanie było proklamowanie przez jej córkę surowej diety. Rodziło to sprzeczność kiedy Galina mówiła o opróżnieniu jelit jako sposób na powrót do harmonii ciała i jego samowystarczalność w zakresie witamin i minerałów, a jej córka o konieczności dostarczenia ciału zrównoważonej w witaminy i minerały diety. Może ma to ukryty sens, ponieważ warsztat ten przyciąga do siebie osoby w zdecydowanej większości które odżywiają się mięsem. Opowiadanie im o tym aby przestali w ogóle jeść – to czysta abstrakcja i fantazja. Zaawansowanych informacji o odżywianiu się czystą praną było zatem prawie nic, i tyle co nic się nowego dowiedzieliśmy. Warsztat uważam jest skierowany do osób które chcą się zorientować – co to jest w ogóle PRANA?

received_381734236019266

received_190565298543548

Hołd natomiast należy oddać mistrzowi kuchni , który przygotowywał surowe dania dla tych co chcieli jeść.

k3

 

 

 Pomysłowość i smak zup których próbowała Brygidka był wyśmienity. Kucharz był również mistrzem ceremonii witkowania w saunie – dziękujemy raz jeszcze.
P.S. Jednak dowiedziałem się czegoś nowego, gdy godzinę przed wyjazdem wziąłem sobie dodatkowo płatną sesję….
Koncepcja że warto posiedzieć w polu osoby wyżej wibracyjnej nie miała tu zastosowania że względu na stan psychofizyczny prowadzącej. Powyższy tekst zawiera nasze odczucia po warsztacie z pranojedką Galiną El-sharas .

received_2393250174240193

received_311973703026898

P.P.S. Brygida słuchając prowadzonego przez obie panie „klubu szczęścia” po zakończeniu warsztatu, i słysząc rozpływanie się nad tym jak on wspaniale wypadł – ku zadowoleniu, szczęściu i radości wszystkich uczestników – zaprotestowała pisząc prawdę o warsztacie w komentarzu. Oraz to że rozmawiała z wieloma innymi uczestnikami którzy mieli podobne zdanie. Została natychmiast wyrzucona dyscyplinarnie z klubu, a jej komentarz usunięto. Podobnie wyraziła się publicznie podczas końcowego spotkania, gdzie każdy mógł wyrazić swoje zdanie. To że inne osoby nie zwróciły uwagi na to co im się nie podobało, przypisujemy obserwowanej przez nas w Rosji problematycznej komunikacji międzyludzkiej dotyczącej emocji i uczuć. Byliśmy uczestnikami klubu od 7 miesięcy i zawsze dziwiliśmy się dlaczego Galina miała tyle warsztatów, a na klubie szczęścia jest 10 osób? Może jednak wcale się te warsztaty nie podobają się tak mocno jak to mówią organizatorki.
Ale na pewno cała ta sytuacja przyjazdu na Krym jest pozytywnym aspektem warsztatu, bo tak nie przyjechalibyśmy tu, a podoba nam się półwysep teraz we wiosennej odsłonie.

 

 

received_355628321762156

Przodkowie

Przodkowie 01 -04.08.2018

 
20

 

Przodkowie to temat rzeka. Temat rozległy jak puszcza – dlatego wolałem się go nie czepiać przez wiele lat. Wokół mnie albo wołano – trzeba rozpracować wszystkich przodków do 7 pokolenia wstecz, lub szydzono – to nic nie da – to tylko sposób na wyciągnięcie kasy przez terapeutów. Wszystkie te głosy cechowała jedna zasada: zawsze twierdziły że to właśnie one mają rację….. A gdzie jest prawda…..zapewne w mądrości złotego środka. Tak więc od kilku lat rozgrzebuję przodkowe programy – których spuściznę czuję w moim codziennym postępowaniu. Na przestrzeni czasu zmienia się tylko podejście i sposoby.

A jednym z nich było ostatnio spędzenie dłuższego czasu na cmentarzu przy konserwacji nagrobka. Akurat tak się składa że mój ojciec u swoich dziadków wykonał nagrobek z drewna, który co kilka lat potrzebuje konserwacji. Miałem zatem sposobność pobyć jakiś czas w energii rodziny pochodzącej z Mazowsza. Nie było mi bowiem dane bezpośrednie doświadczenie kontaktu z dziadkiem i babcią mieszkającym we wsi Gaj. Szlifowałem zatem bez psychicznego oporu warstwy łuszczącej się farby, mimo fali ponad 30 stopniowych upałów. Zrywając starą farbę zrywałem mój własny sposób postrzegania ich. Moje własne przekonania zaczerpnięte ze starej epoki – od nich. Uprzedzenia, kult ciężkiej pracy fizycznej, jako jedynej słusznej i wartościowej.

 

Uwalniam się od programu szacunku tylko do ciężkiej pracy fizycznej.

 

Uwalniam się od przekonania że szanuję siebie tylko wtedy, gdy ciężko pracuję fizycznie.

 

Uwalniam się od poważania tylko ciężko pracujących osób

 

Moi przodkowie żyli w czasach w których ciężka praca dawała przetrwanie – a u mnie już tylko blokuje rozwój moich talentów i utrzymuje podświadomą pogardę dla osób pracujących umysłowo lub artystycznie.

 

Otwieram się na rozkwit moich twórczych, duchowych i artystycznych talentów…..

 

I tak uruchamiając te uzdolnienia powstała nowa aranżacja nagrobka. Aranżacja do której się uśmiechnąłem, jak twórca do swojego dzieła. W rzeczywistości uśmiechnąłem się do moich przodków, od których będę teraz brał to co mi służy idąc własną drogą…

 

14
P.S.

Przy okazji pobytu w leśnej daczy u  ojca, nieomieszkaliśmy zaskrzacić to miejsce.

 

11

 

10

 

9

 

8

Jak wyleczyłem się z alergii – historia Bartka 06.12.2016

Historia autentyczna sprzed około 9 lat, potwierdzona długim czasem wolności od alergii i wynikami sportowymi. Mój “domowy” sposób na tę przypadłość, która przeradzała się już w początkową formę astmy oskrzelowej.

 

Tbilisi i święty Gabriel

Tbilisi z wizytą u świętego Gabriela 19-20 wrzesień 2014.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Tbilisi ściągnęła nas przetwornica napięcia (12 na 220 V) w której zaczął siadać wentylator. Stwierdziliśmy, że skoro przejeżdżamy obok poszukamy sklepów, gdzie coś takiego może być. Sklepy nam się nie ujawniły, ale dzięki szukaniu przejechaliśmy Tbilisi parę razy.

Wstąpiliśmy na potężny targ przy samym wjeździe do miasta od wschodu, gdzie przytrafiła nam się ciekawa przygoda.

Bowiem odpoczywając wśród budek targowych od energii Kakhetii, powiesiłam na ramieniu aparat, w sumie nic nie sfotografowałam, ale miałam. W pewnym momencie po około dwóch godzinach chodzenia zorientowałam się, że nie mam aparatu.

Gdzie może być ? zaczęliśmy się zastanawiać.

To nie możliwe aby go znaleźć , jednak krok po kroku zaczęliśmy odtwarzać, nie wiem jakim cudem trasę w tej plątaninie straganów. Gdzie coś kupowaliśmy, przymierzaliśmy, oglądaliśmy. Wszyscy żałowali nas, jednak nigdzie go nie było.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Idąc krok za krokiem, już straciliśmy nadzieję, pożegnaliśmy aparat i zdjęcia, szczególnie ze zjazdu z Omalo. Nagle w ostatnim straganie gdzie przymierzałam spodnie, znaleźliśmy grzecznie leżący czarny aparacik na czarnych ubraniach. Tu około pół godziny leżał na swoim miejscu . Jaka radość, ale z drugiej strony zdaliśmy sobie sprawę z naszej reakcji jaką było odwiązanie się i odpuszczenie przywiązania do tej cząstki materii, może dlatego siły wyższe pomogły nam go znaleźć .

Wiatraczku nie kupiliśmy,a na nocleg zaprosiło nas miejsce przy Soborze Świętej Trójcy największej budowli sakralnej Gruzji. Budynek nowy jednak zrobiony z rozmachem i miejsce energetycznie spokojne po walecznej Katheti.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Tbilisi udaliśmy się znów w kierunku Mcchety do Klasztoru Samtawro, gdzie znajduje się grób świętego Gabriela. Świętego tych czasów Gruzji, do jego grobu przybywają wierni z prośbą o zdrowie itp. . Wierzą, ze z jego grobu promieniuje niesamowita energia.

A czym zauroczył nas Gabriel?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdarzało się, że chodził z tabliczką na piersi: „Kto nie ma miłości, jest jak naczynie bez dna” i na dowód nosił ze sobą dziurawy kubek. Przez tę dziurkę patrzył na ludzi

 

Bez jedzenia, bez snu mógł wytrzymać całe dnie. Bez Cerkwi ojciec Gabriel żyć nie mógł, a z uwagi na podpalenie portretu Lenina w czasie pochodu piewszo majowego, nie mógł uczestniczyć w Euchrystii. – bez jedzenia snu można żyć, ale bez ducha (to nasz komentarz patrzący szerzej na temat)

Osobliwy był też i w zachowaniu. Dawał ludziom powody, by myśleli o nim źle. Czasem przeklinał, czasem bywał jak pijany. Mawiał, że gdy wszyscy się z niego śmieją to wie, że niczego nie jest godzien.

 

Kiedy kogoś na Paschę widział ze smutną miną, nauczał, że w radości paschalnej trzeba zapomnieć i o swoich grzechach.

 

Najważniejszą nauką o. Gabriela było jednak przykazanie miłości. To, że w czasach ostatecznych ludzi zbawi tylko miłość.

 

W czasach ostatecznych zwolennicy antychrysta będą chodzić do cerkwi, będą się chrzcić i głosić Ewangelię. Ale nie wierzcie tym, którzy nie będą czynić dobrych uczynków [uczynkiem złym – samym w sobie, będzie przyjęcie liczby bestii] . Tylko po owocach można poznać prawdziwego chrześcijanina.
Prawdziwa Wiara przebywa w sercu, a nie w rozumie. Za antychrystem pójdzie ten, kto będzie miał Wiarę rozumu, a kto będzie miał Wiarę serca, ten rozpozna antychrysta.
Obecnie zaczynają się doniosłe wydarzenia. Takiego zagrożenia nie było na ziemi od czasu stworzenia świata.

 

 

W czasach ostatecznych ludzi uratuje miłość, pokora i dobroć. Dobro otworzy bramy Raju, pokora wprowadzi do Raju, a miłość ukaże Boga.

 

(Cytaty z http://www.przegladprawoslawny.pl/articles.php?id_n=3360&id=2)

 

Czy nie warto było jechać specjalnie w odwiedziny, do takiej postaci?

Słyszałam również, że potrafił kupić butelkę wódki w sklepie i pić, gdy ktoś próbował okazywało się, że pił wodę.

 

Obrazek Gabriela podróżuje z nami, chcemy uczyć się od niego powyższego przesłania, ale również tej zabawności w życia. Tego :”kpienia” z pozornie poważnych rzeczy.

Dziękujemy , że pojawił się w naszym życiu. 

Życie codzienne , niecodzienne

Życie codzienne , niecodzienne ostatnie kilka miesięcy

 

No właśnie życie codzienne , wiele się dzieje , jednak mnie wydaje się , że nie mam się czym dzielić na blogu . W podróży każda rzecz , wydarzenie , spotkani ludzi są ważni . Na tyle ważni, że warto o nich pisać , fotografować , a w domu …..

Wszystko wydaje się mniej wartościowe .

Może dlatego nie ma zachwytu nad pobytem w domu, nie umiem w nic dostrzec nic wartościowego , na tyle aby dzielić się z innymi

Nawet warsztaty nie są na tyle istotne , aby o nich pisać , pokazywać Wam jak dobrze się na nich bawimy. Taki domowy marazm , niesiony przez pokolenia .

Dopiero pisząc to uzmysłowiłam sobie jak jest naprawdę i obiecuję dzielić się bardziej tym co dzieje się na co dzień . W życiu codziennym , w naszym wykonaniu tak bardzo niecodziennym.

A przecież przez ostatnie pół roku dużo się wydarzyło , tak ważnych, wartościowych rzeczy

W listopadzie rozpoczęliśmy warsztaty w Veni

http://www.veni-loveandlight.com/ ,

kobietą która może żyć bez jedzenia . Zmieniło to bardzo nasze patrzenie na jedzenie . Zrozumieliśmy , że jest to jedno z większych przywiązań ludzkości . Większość gdy słyszy iść na warsztat , aby potem nic nie jeść , jest przerażona .

A dlaczego ?

Bo jest przywiązana

Przywiązania zabierają nam najwięcej energii , a przywiązanie do jedzenia powoduje , że musimy pracować i jesteśmy zależni od tych którzy to jedzenie produkuje .

Uwolnienie się od przywiązania daje nam wolność co nie znaczy , że musimy przestać jeść . Możemy , ale nie musimy taka maleńka różnica .

I to gdzieś jest nasz cel, nasze marzenie .

Na drodze do jego realizacji trafił się również warsztat z Victorem Truviano,( człowiekiem , który 9 lat nie je i nie pije, wywiad z nim)

http://www.youtube.com/watch?v=v3WFUbzjXHg

 11 dniowy proces na którym pije się rozcieńczone soki , a 3 dni pozostaje bez picia i jedzenia. Takie łamanie schematu, że bez picia się umiera . Może kiedyś opiszemy wrażenia z procesu bo wniósł bardzo wiele w nasze życie .

P1140929 P1140937

Minął miesiąc od jego zakończenia , a my praktycznie dalej więcej pijemy niż jemy . Pijemy świeżo wyciskane soki, gotujemy zupki bez soli , oleju i innych chemicznych dodatków i pijemy ich wywarki . Czasami jemy świeże owoce jak truskawki czy czereśnie . I tyle, a przy tym czujemy się fantastycznie lekko.

Dziś wiemy jedno , że aby móc obejść się bez jedzenia trzeba pracować nad swoimi myślami .

Gdyż im bardziej wysubtelniamy jedzenie tym nasze myśli krążą szybciej , a dzięki temu to co myślimy szybko się realizuje . A przecież nie chcemy aby nasze „złe' myśli się realizowały wobec nas, a tym bardziej wobec innych.

Poza tym każda emocja powoduje , że schodzimy z drogi odżywiania pranicznego, a wstępujemy na drogę czerpania energii z zewnątrz czyli m.in. z pożywienia

Więc nasze zadanie to praca nad tym aby mieć dobre myśli o sobie , innych . Widzieć dobro wszędzie gdzie jesteśmy .

Jest to nasz eksperyment praniczny , jak się skończy zobaczymy ….

 

Drugą ciekawą rzeczą którą robimy jest Społeczna Akcja Śmiechowa. Razem z naszą koleżanką Danką Grabczan prowadzimy ją od stycznia w Galerii Wzgórze Pana Franciszka Kukioły

Więcej o niej można poczytać na

www.naszklubsmiechu.blogspot.com

 

koktajl

Trzecią rzeczą która bardzo nas cieszy są ustawienia energetyczne

Ustawienia przyszły do mnie same i potrafią zmieniać wiele w życiu naszym i innych

więcej o nich

http://brygidaibartek.pl/nowy-dar-praca-z-przodkami-ustawienia/

 

Poza głównie sprzątamy stare zaszłości sprzedając większość naszego majątku , zarówno w postaci ruchomości jak i nieruchomości .

Zajmuje to wiele czasu ,

Chyba najwięcej trzeba tu siły psychicznej aby odwiązać się od tego co stare i zrobić krok w nowe nieznane

http://brygidaibartek.pl/sprzedajemy-sprzedajemy-c-d-nowosci/

 

Nasza kota urodziła 3 wspaniałe kociaki, które już znalazły (Alicja jest zamówiona ) cudowne domki .

P1140786

 

Spędziliśmy święta na Bagnach Biebrzańskich , wspaniały tydzień w Sklenych Teplicach – może opiszę mój ulubiony kurort niebawem

 

Trafiliśmy do wspaniałego osteopaty , który nie tylko ustawił, nam atlasa , ale i poszczególne kosteczki . U mnie okazało się , że problem mojej sylwetki nie leży już nawet w źle ustawionym atlasie , ale w oponach mózgowych . Praca trwa . Bartek natomiast po 4 wizytach został uznany za poustawianego i ma przyjść na kontrolę gdzieś za pół roku . Bardzo polecamy Pana Dominika www.dominikwrotaniak.pl

Wiadome , że dobry przepływ energii w ciele to i więcej energii i siły życiowej .

 

W majówkę zrobiliśmy warsztat u nas w domu było Vedic Art, joga śmiechu i wiele cudownych transformacji .

_1040970

_1040972

_1040991

P1140594

To tylko te ważniejsze rzeczy tak i czy tak niewiele . Teraz jesteśmy w kolejnej podróży troszkę innej niż poprzednie, ale o tym w następnych postach .

W podróży one pójdą szybciej