Jedzenie i zdrowie

now browsing by category

 

Powitanie Calabrii – magiczna droga

Droga z Sapri przez Aquafredo do Playa di Mare 17-19 czerwca 2018

 

3

 

12

 

24

 

To że na półwyspie Apenińskim są góry widać na mapie Europy, ale o tym że będziemy jeździli skalistymi klifami, gdzie droga wije się po stokach gór spadających ostro do wody – tego nie przypuszczaliśmy.

A cały ten piękny odcinek zaczyna się w Sapri, które przyjęło nas chłodnym powiewem wieczoru. Zjeżdża się do niego poprzez góry zajmujące dwa parki narodowe. Zarówno droga przez góry jak i samo miasteczko ma inną miększą energetykę. Od razu poczuliśmy odprężenie. Mniej hoteli, tu sezon jeszcze się nie zaczął, w plażowej knajpce całe rodziny – mieszkające zapewne w niedużych pensjonatach. Poczuliśmy takie zaopiekowanie przestrzeni, że postanowiliśmy spać na przyplażowym, ale jednocześnie przydrożnym parkingu.

 

32

  • Są czasem takie przyjazne miejsca – jak zauważyła Brygida – że nawet jak to jest hipermarket to Cię przyjmie i się tobą zaopiekuje lepiej – niż dzika przyroda z którą rezonujemy……

    I tak było i tutaj. W sklepowej supermarketu garmażerce obsługa przygotowuje z uśmiechem w wielkich garach różne potrawy kuchni Włoskiej. Kilka z nich to wegetariańskie specjały. Mamy zatem możliwość kupić i popróbować ich w niewielkich ilościach, za to wielu dań. Na czoło wychodzi makaron pływający w gęstym białym sosie, smażona cukinia, ziemniaczki z rozmarynem.

Wieczorem obserwujemy życie miasteczka w pobliżu promenady nadmorskiej. Spora część przechodniów biega z pudełkami z pizzami. I to nie po jednym, ale czasem niosąc i pięć. Wszystkie tropy tych pizzożerców wiodą do knajpeczki w bocznej uliczce, niedaleko rynku. Knajpka pełna, a przy barze czeka kilkoro klientów na swoje zamówione dania na wynos. Atmosfera jedzenia, wręcz fascynacji jedzeniem, lub radości z konsumpcji jest tu tak wielka, że my także ulegamy jej sile. Zamawiamy margaritę na wynos. Mają rację Ci którzy zjeżdżają się do tego lokalu z całej okolicy. To jedna z najlepszych pizz jakie próbowaliśmy w swoim życiu.

33

 

Droga biegnąca klifowym wybrzeżem ma długość niespełna 30 kilometrów. Jej piękno jest połączeniem natury i dzieła człowieka , który przy swoich siedzibach nasadził egzotyczną roślinność. Wczesna pora roku powoduje „kwiatowy zawrót głowy” , a zieleń jest mocna i soczysta. Różnorakie palmy mieszają się z różem kwitnących bugenwilli, oleandrów.

Jesteśmy tak zauroczeni tym kawałkiem Włoch że przejeżdżamy tę drogę jeszcze raz tam i z powrotem.

1

 

4

5

 

Nawet zatrzymujemy się w połowie drogi w Aquafredo, gdzie szukamy pokoju. Niestety hotele, czy domy południa Włoch nie mają ogrzewania, zatem panuje w nich pozimowa stęchlina i wilgoć – która zapewne ulatnia się w czasie wakacyjnych upałów.

13

 

11

 

15

 

16

 

Teraz lepiej mamy w naszej Landrynce…. Zaprasza nas natomiast malutka plaża. Jest tak położona głęboko w klifie że chodnik wije się w dół odsłaniając kolejne skały z agawami na pierwszym planie.

A sama plaża jest smutna…powtarzające się ulewy naruszyły otaczające ją ściany skalne, co w konsekwencji powoduje lęk do jej odwiedzania przez turystów. Niegdyś zapewne nieodparte piękno i chluba miasteczka, dziś problem i wygląda jakby władze chciały o niej zapomnieć…..

Sytuacja sprzyja zatem kąpieli bez niepotrzebnego moczenia stroju kąpielowego……. pozdrawiamy Cię zatoczko z plażą – kiedyś na pewno odzyskasz swój blask….. Dałaś nam radość kąpieli i ofiarowałaś zabawę balonikiem

21

 

18

 

17

 

19

 

Dziękujemy piękna drogo,a w Playa do mare przywitaliśmy się z Calabrią

 

7

 

10

8

 

9

 

6

Prana World Festival czy na pewno po drodze umysłu?

Prana World Festival 4-11 czerwiec 2018

 

111

 

Naszą podróż rozpoczęliśmy spotkaniem z Alinem – odżywiającym się praną, który zrobił z nami wywiad, o nas, o naszej drodze.

 

 

Potem gdy czekaliśmy na naprawę autka byliśmy na medytacji z Veni – również odżywiająca się praną, kiedy to my zrobiliśmy z nią wywiad.

 

 

Pamiętam jak Grażyna Klein partnerka Alina powiedziała z uśmiechem, tutaj zaczęła się Wasza podróż i właśnie tak………

energie niejedzenia od początku zagościły w naszej podróży i……..

Zaprowadziły nas nie tam gdzie zmierzaliśmy z umysłu, a całkiem w przeciwną stronę. Tak, jechaliśmy na północ, a potem zmieniliśmy kierunek na południowy – by jechać na Prana World Festival do Włoch.

Taki znak, że niejedzenie jest o 180 stopni w innym miejscu niż myślimy???

Umysł dużo wie, chce wiedzieć, zrozumieć, ciężko mu zdobyć się na zaufanie, że tak bez jego kontroli wszystko zmierza w dobrym kierunku.

 

Kontrola to lęk przez nowym, nieznanym.

 

Mój umysł lubi zrozumieć duszę, wtedy idzie z nią ramię w ramię. I znając ten mechanizm, który wzmacnia mnie i moją drogę – pozwala mi być tu gdzie jestem , przyglądać się programom.

Programom zarówno swoim jak i społecznym, światowym, czy galaktycznym.

Pozwala mi to nie tylko zrozumieć mnie, ale również drugiego człowieka, jego agresję, kpiny, przemoc i popatrzeć na to ze współczuciem, a nie z lękiem, wyższością czy agresją.

 

Zrozumienie programów mojego umysłu, wspiera mnie w mojej drodze.

 

I postanawiam bez wstydu podążać dalej tą drogą.

Tak bez wstydu, bo jak to ja przejmowałam się tym co powiedzą inni bardziej medialni facebookowo czy youtubowo. A większość z nich krzyczy zły umysł, odrzuć go. W większości religii kiedyś odrzucano ciało i do czego to doprowadziło, wszyscy wiemy. Tak samo teraz z umysłem .

Dla mnie umysł to przyjaciel, a jego oprogramowanie …………..

Aaa… sam festival to niesamowite przeżycie – to spotkania z taką różnorodnością energii pranicznych. Praktycznie każdy ma swoją własną drogę .

Opowiadamy o tym w filmiku.

 

 

Obraza muzyczna na festiwalu była bardzo bogatam.in 

10

Mirit pranojednka ze Słoweni z zespołem Vedun  http://www.veduna.si

 

 

 

Taki znak , że niejedzenie jest o 180 stopni w innym miejscu niż myślimy???

Tak poznałam ten znak , znak ,który znałam dobrze, ale w moim stylu wstydziłam się tego, że działam inaczej .

Bo niejedzenie jest dla mnie drogą, a nie celem samym w sobie.

 

103

 

A sama droga też nie jest dążeniem samym w sobie.

 

Rzucam intencję i idę za tym obserwując co pojawia się po drodze.

 

12

 

Uwierzyłam cała sobą, że na pranę mogę przejść z dnia na dzień, bez żadnych przygotowań i nie kontrolując tego i nie udając, że się jest dalej niż jest.

Doskonale wiem, że wszystko najlepiej się dzieje, kreuje gdy daję intencję i o niej zapominam.

I tak zrobiłam i cieszyłam się jedzeniem razem z Włochami. To pierwszy spotkany przeze mnie naród (szczególnie Ci z południa), który ma dużo radości jedzenia.

Jadłam wegetariańskie pizze, makarony, gnocci , piłam cappucino z mlekiem, pojawiło się wino, szampan….

Tyle nabiału co teraz – nie zjadłam chyba przez ostatnie 5 lat, a wszystko w dobrym samopoczuciu, radości i przy dobrym trawieniu.

Myślę, że o dobre trawienie zadbał grzybek tybetański, który dostaliśmy z festiwalowej kuchni i codziennie wypijaliśmy ok. 1,5 litra płynu.

 

Pozwalam sobie jeść z energią, radością każde jedzenie czy materialne czy niematerialne

 

Wprowadzam w siebie energię radości, miłości według mnie.

 

To takie przesłanie Włoch i festiwalu –

Dawaj swojemu ciału to co daje mu radość, miłość, energię – bez patrzenia na innych – co im daje. Bez kontrolowania tego .

 

Mam odwagę słuchać siebie i iść za tym

 

To chyba największe przesłanie dla mnie z tego festiwalu, bo bardzo często otrzymywane przeze mnie przekazy, wizje są całkowicie inne od nauk wielkich tego świata

Idę z odwagą i pewnością za swoimi wizjami i przekazami

 

Tak jest….

 

11

Przepis na kraba wg Bartka – tajemnice włoskiej kuchni

Tajemnice kuchni włoskiej, przepis na kraba wg Bartka 4 czerwiec 2018

 

4

 

7

 

Moja opowieść może wydawać się nieco dziwaczna. Dla mnie samego też jest nieco zagadkowa. A wszystko zaczęło się od tego jak opierniczyłem Brygidkę, że chciała zjechać z porządnej drogi na boczną dziurawą – ale taką idącą wzdłuż wybrzeża. Powodem zapewne tej decyzji była chęć odwiedzenia jakiejś knajpeczki, których tu dostatek……ale mi powód – aby po ciemku się teraz męczyć dwieście kilometrów dziurami w gęstym ruchu włoskich wieczornych powrotów. I to jeszcze jak się śpieszymy na poranną medytację z Wiktorem Truwano na Pranic World Festivalu!!!

W końcu jakaś pizzeria zagadała – może i dobrze – bo poziom mojego zionącego ognia zagrażał stopieniem się tapicerki. Gdy weszliśmy do wnętrza moją uwagę przykuło akwarium z kilkunastoma krabami. Były śliczne więc zacząłem się im przyglądać. Powoli dochodziła do mnie świadomość że nie jest to ozdobny zbiornik, tylko są one przeznaczone do konsumpcji….Troszkę stopiłem się tym faktem. Uwagę przykuwał jeden z nich, siedział cały czas w jednym miejscu i się gapił….zgadnijcie na co…..naturalnie na mnie! Obchodziłem akwarium z trzech stron a on, wiecie jak to krab, tymi swoimi wyłupiastymi oczkami cały czas za mną patrzył…i patrzył.

  • Dziwne – pomyślałem.

I wtedy coś poczułem – niczego nie usłyszałem – tylko gdzieś w głębi mojej głowy zrodziła się myśl………..

 

  • URATUJ MNIE!

 

Dobre sobie – jak mam Cię uratować? – nie jestem zbawcą skorupiaków – zresztą codziennie na świecie tyle krabów trafia do garnków……nawet licząc to wybrzeże…..to też za dużo….. – analizowałem sytuację w myślach.

 

  • MOŻESZ MNIE URATOWAĆ – MASZ KASĘ – MOŻESZ MNIE KUPIĆ JAK KAŻDY INNY KLIENT, KTÓRY KAŻE MNIE UGOTOWAĆ W BURACZACH! – rodziły się kolejne myśli z dużą swobodą wyobraźni!!

 

Kolejny raz zacząłem się przyglądać akwarium, tylko ten krab był mną zainteresowany – TAK JAKBY TYLKO TEN JEDEN MNIE O TO PROSIŁ. Inne były zajęte sobą.

 

  • To fakt mogę go sobie kupić – podpowiadała pacynka – przecież ma cenę obiadu – tylko HOLA – TO JAKIEŚ WARIACTWO – OCZYM JA WOGÓLE MYŚLĘ – czy na pewno u mnie wszystko dobrze – dziś słonko dawało ze 33 stopnie w cieniu.
  • Przyszedłem kupić pizzę, a nie jakiegoś kraba……………………….nie odpowiadam za działania całej ludzkości – głos zdrowego rozsądku (!) kończył tę zabawę.

Moje rozważania przerwało pojawienie się pudełka z pizzą.

– Cześć, nie mogę Ci pomóc , a dlaczego miałbym pomagać tylko tobie i dlaczego akurat Tobie…….. – żegnałem się ze skorupiakiem.

  • BO TYLKO JA O TO PROSZĘ! – tutaj włączyła się moja logika na podstawie wcześniejszych obserwacji.

Świeże powietrze i chłód wieczoru orzeźwił mnie, gdy wyszliśmy z restauracji. Pizza była na dobrym poziomie, ale niestety po chorwackich mieliśmy teraz nieco niedosytu, szczególnie że jesteśmy w kolebce tej kultury.

Ruszyliśmy dalej, ruch nieco zelżał, ale noc i nawierzchnia czyniły tę drogę trudną technicznie. Po około 15 minutach jazdy, uciężony wcześniej pizzą umysł powrócił do tematu. Powoli zacząłem się nieśmiało dzielić tym z Brygidą, a po kolejnych minutkach wyrażać chęć powrotu do restauracji. Jeszcze chwilka na akceptację dla samego siebie „że mi bije na mózg” i z zachętą Brygidy zawróciłem w powrotną drogę.

Jak daleko odjechaliśmy!!! To dopiero teraz sobie uświadomiłem, powrót bez końca…..

Do restauracji wszedłem sam…..krab siedział w tym samym miejscu……do kelnera mówiącego po włosku zwróciłem się po polsku, z prośbą o kupno kraba …..kelner zaprosił mnie do stołu…..poprosiłem o zapakowanie kraba „na wynos”….kelner zapytał o sosy i sałatki……pokazałem 5 litrową butelkę i pokazałem wodę i kraba….. kelner pokazał mi łazienkę…..lub lodówkę z napojami……………………….zapachniało porażką, na szczęście wyszedł kucharz znał 10 słów po angielsku – tych samych co ja…………powiedziałem – hołm – akwarium – bjutiful – i pokazałem na kraba i butelkę…..odpowiedział że do jutrzejszego obiadu wytrzyma bez wody…………………….ręce mi opadły – wszystko to działo się w dość porządnej restauracji i dobrze że pustej o godzinie 23 bo bym pewnie uciekł…………noł it, maj hołm akwarium im Polonia…i pokazałem na migi że pojadę autem z nim do domu……….ZAKAPOWAŁ…….butelka była za mała……przyniósł mi duży styropianowy pojemnik, posolił wodę….zapytał którego chcę i nawet dołączył pakuneczek z pokarmem………uf………..jeszcze tylko rachunek………..teraz nie muszę tłumaczyć co chcę kupić.

 

2

 

Rachunek jak rachunek, pewnie zapłaciłem razem z nakryciem, buraczkami, przyrządzeniem i lampką wina. Dla jednych dużo dla innych mało, uchylę rąbka tajemnicy, że mogłem sobie kupić w tej restauracji za to 3 do 4 pizz.

Brygidka dostaje przesyłkę na kolana, wyznaczamy najbliższy dojazd do brzegu morza………kolejne 20 kilometrów w bok……ale teraz trzeba to zrobić bo ze zbiornika chlapie woda.

Ceremonii uwolnienia kraba przegląda się miejscowy zaspany kot. Jest koło północy gdy w jakimś malutkim porciku znajdujemy dogodne miejsce. Kot zapewne zastanawia się nad tymi ludźmi, co jedni wyciągają kraby z morza i je wywożą , a inni przywożą z powrotem.

 

3

 

1

 

Pozostaje zdjęcie ze szczypiec taśmy sklejającej, skorupiak razem z pudełkiem ostrożnie może się zapoznać z akwenem. W świetle latarek widać inne malutkie krabiki które przyszły go powitać. Myślałem że na pożegnanie pomacha chociaż szczypcami, i odpłynie jak ryba. Ale gdzie tam, bez miałknięcia – homar poszedł pionowo na dno, znikając z pola widzenia. Homar – bo jak zaraz zaczęliśmy szukać po internecie, żyje i chodzi po dnie nawet do kilkudziesięciu metrów głębokości.

Naszym towarzyszem podróży przez ten moment był

bowiem homar, który jest niezwykle ciekawym stworzeniem. Mianowicie linieje ze swojego pancerzyka, a dzięki posiadanemu hormonowi telomerazie odmładza się niemal wracając do wieku młodzieńczego. Gdy znaleziono ogromne okazy homarów, okazało się że ich ciała są biologicznie w wieku 2 – 3 lat.

Jaki zatem morał z tej opowiastki?

 

ZRZUCISZ SWÓJ PANCERZYK – ODMŁODNIEJESZ

 

Więcej na ten temat w poniższym linku

https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/homary-nie-umieraja-ze-starosci-ich-organizm-nie-jest-na-to-zaprogramowany,99022,1,0.html

 

Oczywiście nie zdążyliśmy na poranne spotkanie z Wiktorem Truwano. Ta misja specjalna zajęła dwie cenne godziny. A po upalnym dniu zmęczenie było zbyt duże, aby jechać dalej……

I na zakończenie jeszcze jeden, prezent od wszechświata. Gdy się zwierzyłem z tych wydarzeń pewnej zaufanej osobie, pytając czy to są jakieś pierwsze uboczne skutki diety pranicznej – osoba ta wyciągnęła jedną trzecią moich kosztów zakupu homara i stwierdziła że dokłada się do tego całego wydarzenia. Od tego czasu bałem się o tym mówić, bo nie taka była moja intencja. Ale to też taki mały cud tych dni………

 

9

W poszukiwaniu wiosny IV

W poszukiwaniu wiosny IV – 5-6.04. 2018

 

 

1

 

98

 

Pełni obrazu różnorodności przyrodniczej wyspy nadaje okolica miasteczka Klimno,  która porośnięta jest normalnym lasem sosnowym.

 

85

 

Mniejsze zagajniki tego drzewa widzieliśmy też w wielu innych miejscach wyspy.

 

59

 

Odwiedziliśmy także miasteczko Omislj które zaskoczyło nas swoją martwotą. Jednak mamy wrażenie że jest jednym z pierwszych osiedli ludzkich na wyspie. W głębi zatoki znajduje się stara twierdza. A w miasteczku kościół z bodajże XII wieku, są w nim informacje o istniejących napisach GŁOGOLICĄ – w starożytnym języku Słowian. Gdzieś nam się obiło o uszy że wtenczas msze były prowadzone po słowiańsku, a nie łacinie. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – Chrześcijaństwo nie przefrunęło nagle z Palestyny do Rzymu – by się z niego dalej rozprzestrzeniać, tylko droga lądową małymi kroczkami – budując po drodze np. w Armenii kościoły w pierwszych wiekach naszej ery – jeszcze pozbawione krzyży i z otworami w szczytach kopuł (można o tym przeczytać w naszych wpisach o Armenii). Miasteczko jest położone ponad skarpą na której urządzono park. Są tam cedry, drzewa laurowe, pnącza bluszczu i inne zimozielone rośliny – oddające nieco klimat strefy subtropikalnej.

 

96

 

93

 

92

 

95

 

Mam wrażenie że to jeden z pierwszych kurortów wyspy, na który teraz mija moda – pewnie za sprawą budowy rafinerii na sąsiednim półwyspie….

 

91

 

86

 

Badania które podesłał nam Łukasz Łuczaj – widząc że jesteśmy teraz na Kyrku – świadczą również o dużej zasobności wyspy w dziko rosnące rośliny jadalne. I właśnie teraz można było obserwować mieszkańców którzy zbierali pęczki dziko rosnących szparagów. My także ich szukaliśmy – z miernym wynikiem……

 

94

 

40

 

Niesamowite są żywe relikty minionej epoki. W tym przypadku swoją świetność Krk ma za sobą. Taki okaz widzieliśmy tylko jeden. Ciekawe czy w czasach na początku nasze ery był tu taki obfity las?

 

46

 

33

 

34

 

Docieramy także do końca wyspy Krk gdzie ulokował się kurort Baśka. Biegnący tu masyw górski jest imponujący i przypomina fragment wybrzeża koło Makarskiej na południu Chorwacji.

 

101

 

60

 

Miejscowość właściwie nie ma starówki, złożona jest tylko z apartamentowców, ale jest tu imponująca jak na ten kraj kamienista, szeroka plaża – długa chyba na dwa kilometry.

 

50

 

48

 

49

 

47

 

51

 

Od wegetarianizmu w stronę frutarianizmu…

 

Od wegetarianizmu w stronę frutarianizmu…wywiad z moim ojcem Józefem.

 

 

Filmik przedstawia pewnego rodzaju posumowanie ponad 30-letniej podróży poprzez różne diety, która poczynając od wegetarianizmu potoczyła się w stronę frutarianizmu. Jest to rozmowa z moim ojcem – 83-latkiem, który do dziś zachował kondycję fizyczną i psychiczną polskiego przeciętnego 60-latka, tylko takiego bez konieczności zażywania lekarstw.

Przekonanego o zachowaniu zdrowia dzięki połączeniu odpowiedniej lekkiej ekologicznej diety, ruchu na świeżym powietrzu i przebywaniu w przyrodzie lasów i gór. Krzewiący wiedzę o ekologii – był bowiem pierwszym sadownikiem na Śląsku posiadającym certyfikat sadu ekologicznego.

Filmik przypomina również o tradycyjnej kilkusetletniej diecie polskiego chłopa, który ze względów ekonomicznych jadał mięso sporadycznie – a pomimo to jego siła, sprawność i zdrowie były na wysokim poziomie i nie wymagały interwencji lekarza nawet przez całe życie.

P.S.

Obserwując wzrastającą wrażliwość różnych osób pragnę zwrócić uwagę na wyjątkowość diety owocowej, jako najmniej kontrowersyjnej z ziemskich sposobów odżywiania. Bowiem nie chcąc krzywdzić , czy też zabierać innym roślinom, czy zwierzętom energię poprzez ich konsumpcję – pozostaje nam owoc, który jest tak naprawdę darem od drzewa które nie ponosi przy tym żadnego uszczerbku na swoim zdrowiu. Tak bowiem fizjologicznie zaprojektowane jest drzewo, które wręcz chce aby jakaś istota skonsumowała jego owoc wraz z nasionami i tym sposobem „rozsiała” je w pewnej odległości od niego.

(osobnym moralnym tematem są sady wysokotowarowe w których zmusza się drzewa pod groźbą śmierci do wysokiego corocznego plonowania – warto zatem zadbać o dostęp do takich „szczęśliwych”)

Bartek