polecane produkty

now browsing by category

 

Mydło – nie tylko do zadań specjalnych

Cudowne, naturalne mydełko do prania – do zadań specjalnych…

 

mydlo

 

Brzmi to trochę jak reklama, jednak nie o to mi chodzi, chcę Wam pokazać produkt do prania, który zachwycił mnie niesamowicie swoją skutecznością w czasie naszej podróży.

Posłuchajcie opowieści o nim.

W maju 2015 roku koleżanka opowiadała mi o cudownych środkach firmy Pink Solution, pokazując jakie cuda robią, a przy tym są całkowicie naturalne .

Używamy praktycznie tylko takich – naturalnych i ekologicznych środków, tym bardziej jest to dla nas ważne w czasie podróży, gdy myjemy się, pierzemy w krystalicznie czystych wodach w przyrodzie.

Dlatego podchwyciłam temat i zamówiłam mydełko.

Jakie było moje zdziwienie gdy otrzymałam maleńką kostkę „laundry bar” za 45 zł. Pokręciłam nosem, że drogo i spakowałam do podróży.

A potem zdziwiłam się kolejny raz, gdy zaczęłam w nim prać, okazało się bardzo skuteczne.

Podróżujemy samochodem terenowym, gdzie śpimy, dużo czasu przebywamy na przyrodzie, paląc ogniska, zbierając jagody, grzyby, posiłki często przygotowujemy w aucie, więc czasem lądują one na naszych ubraniach.

Czyści wszystko. Nawet kurtki nie prane długo i jakby to rzec – porządnie upaprane. Wystarczyło wziąć mydełko na szczoteczkę, czy gąbkę – natrzeć plamę, i zostawić na noc, a rano wypłukać.

Z czasem pojawiła się jeszcze jedna dobra strona mydełka, nie miało tendencji to szybkiego zmydlania się. I tak podróżowało z nami osiem miesięcy przez Rosję i Mongolię, by potem udać się w kolejną wielomiesięczną podróż na północ Rosji, gdzie ostatecznie się skończyło.

Na początku używaliśmy go do prania wszystkiego , a potem gdy zobaczyliśmy cudowne działanie – do rzeczy bardziej zabrudzonych i plam.

To takie cudowne w podróży przez dzikie ostępy przyrody – móc wyprać pobrudzone owocami, popiołem ubrania – nie zanieczyszczając przyrody wokół.

W styczniu 2017, gdy wróciliśmy z północy, zaraz nabyliśmy cudowne mydełko i powiem Wam – kolejny raz mnie zaskoczyło.

Kładłam hennę na włosy w bluzce którą bardzo lubię (mam czasem takie pomysły i dlatego bardzo cenię produkty, które są do zadań specjalnych) i pobrudziłam ją w paru miejscach. Zorientowałam się o tym dopiero gdy zmyłam zioło z głowy, czyli po około 2 godzinach, natarłam plamy, namoczyłam na noc i rano była czysta.

Wiem, że można go stosować do pralki, ale nie mamy jej teraz – więc i nie mamy doświadczeń.

Ostatnio też jak brakło nam zwykłego mydła w domu, myliśmy się nim.

Gdyż jest bardzo wszechstronne.

To tyle mojej opowieści.

Poza mydełkiem firma posiada jeszcze pasty, które na razie testuję. Myją bardzo dobrze wannę, patelnie itp., są wydajne i wszechstronne.

Zarówno mydełko, jak i pasty mają wiele zastosowań, trzeba po prostu testować.

Zapraszam na stronę dystrybutora na Polskę , http://pinksolution.pl , gdzie można je zamawiać. Ze strony pochodzi opis i zdjęcia produktów znajdujący się poniżej:

 

pink_solution

 

PINK SOLUTION – ECO Product Line

Ekologiczne produkty, które stanowią doskonałą alternatywę dla chemicznych środków czyszczących.
Skuteczne do czyszczenia każdego rodzaju powierzchni znajdujących się w domu i ogrodzie, jak również samochodów osobowych, ciężarowych i łodzi.
Pink Solution jest również bezpieczny w użyciu jako szampon dla zwierząt domowych.

Bezpieczny dla dzieci i zwierząt

Pink Solution to bezpieczny i skuteczny produkt do stosowania na wszelkie powierzchnie w domu.
Wspaniały do czyszczenia podłóg, płyt ceramicznch, piekarników, grilli, kabin prysznicowych i blatów kuchennych.
Jest także doskonały nawet jako szampon dla zwierząt domowych ponieważ jest nietoksyczny, oraz co najważniejsze, nie pozostawia żadnych szkodliwych oparów lub pozostałości po użyciu.

Naturalny enzym – delikatny środek czyszczący

Pink Solution to naturalny enzym “uniwersalny środek czyszczący”, który po zmieszaniu z wodą eliminuje tłuszcz i brud.

Przywraca wszystko do stanu naturalnego, co oznacza, że nie tylko czyści, ale także rozjaśnia powierzchnię w jednym procesie. W przeciwieństwie do większości innych środków czyszczących Pink Solution nie będzie rysował powierzchi stalowych, wannien z włókna szklanego i kabin natryskowych.

Aktywny enzym będzie eliminował nawet najstarsze zabrudzenia, co oznacza, że tak długo jak nie ma żadnych trwałych przebarwień, możesz mieć pewność, że nawet najstarsze plamy będą usunięte. Pink Solution nie zawiera żadnych środków chemicznych.

Może być używany gołymi rękami, bez złych efektów – pożegnaj się z rękawicami gumowymi i maską.

Bardzo ekonomiczny

Kiedy jest stosowany według instrukcji, Pink Solution może zastąpić wszystkie chemiczne domowe środki czyszczące, a nawet proszki do prania. Jest to również bardzo opłacalne.

Jeden litr Pink Solution wystarczy przeciętnej rodzinie na cały roku, zastępując konieczność zakupu ogromnej liczby innych środków czyszczących

Oszczędność zdrowia i kosztów dla Ciebie i Twojej rodziny!

Pink Solution wykonany jest z naturalnych składników:
woda, tłuszcz roślinny,soda kalcynowana, olej kokosowy, wodorosty morskie.

Pink Solution nie zawiera żadnych substancji chemicznych, jest całkowicie nietoksyczny.

Bezpieczny dla ludzi, zwierząt i środowiska.

mothers_choice

Górny Ałtaj – gdy nie idziesz po swojej drodze

Powitanie w Republice Górny Ałtaj – 11-12 lipiec 2015 – wszystko co nie jest naszej drodze.

 

 

Kraj ałtajski wyrzucał nas od siebie nie dając miejsca na nocleg, aż grubo po północy zobaczyliśmy duży parking, okazało się że to już Republika Ałtaju. Troszkę przeraziły nas informacje na bilbordach, że rocznie przybywa tutaj 1,5 miliona turystów, a mieszka ok. 200 000 ludzi – z czego 40% to ałtajcycy.

Do tego w rejon pasa przygranicznego potrzebne nam przepustki, jak potem się okazało (spotkaliśmy się z tym w rosyjskim Kaukazie, ale tam ta strefa obejmował tylko grań graniczną – a tutaj to wielki rejon masywu Biełuchy i płaskowyżu Ukok – z którego przede wszystkim czuliśmy zaproszenie). Obcokrajowiec czeka na nią 2 miesiące. Szczegóły www.ssb.ru

Pierwszy raz w czasie naszej podróży popadliśmy w całkowitą pustkę. Zapraszał nas tylko płaskowyż Ukok, ale tam przepustki.

Chodziliśmy po Gorno Ałtajsku, spotykaliśmy bardzo nieprzyjemnych ludzi, wręcz chamskich. Inny świat. Po co tu przyjechałam zaczęłam się zastanawiać…..??? Energia trudna, ciężka, zamknięta.

Gdy nagle na ulicy zobaczyłam pierwszy raz w Rosji plakat: „niet faszyzma”.

 

 

 

Od zawsze miałam problem z akceptacją Niemiec i może to trop!

 

Uwalniam się od wszystkich emocji do faszyzmu.

 

Choć z drugiej strony, ludzie mogą być jacy chcą – mają wolną wolę – nawet źli, a ja czy inni – nie muszą ich przyciągać do siebie – spotykać.

 

Pozwalam ludziom być takimi jak chcą, pozwalam sobie być taką jak chcę

 

Wśród mało sympatycznych miejsc, najpierw na herbatkę trafiliśmy do skrzatów,

 

 

a potem przyciągnięci barem sushi (zasmakowały nam sushi tutaj) trafiliśmy na coś co można zjeść tylko chyba w Rosji – pizze z ziemniakami.

Cieniutkie ciasto, a na nim z centymetr ziemniaczanego pure, na tym parę pieczarek i już na świeżo posypane koperkiem. Rewelacja i jeszcze u bardzo miłego pana. Tym bardziej dla mnie miłośniczki ziemniaczków i ich pure.

 

 

 

 

Czekając na pizze zaczęliśmy tak z umysłu – oglądać internet, wertować mapy, gdzie jechać.

Bartek wymyślił jezioro Czeleckoje 200 km od Gorno Ałtajska, czemu nie, może tam dostaniemy odpowiedź co dalej. Bo tak cały czas szły kalkulacje z umysłu, czy jechać na Bajkał przez Mongolię, czy Rosją.

 

 

 

Trochę przerażeni ciężką energetyką Ałtajczyków, chcieliśmy wrócić w rosyjskie władania, choć wiadome, że byłaby to ucieczka, a nie iście za energią.

Jechaliśmy wzdłuż rzeki Bii która wdzięczyła się do nas różnymi odsłonami. Od pięknych mgieł do deszczu, chociaż przyroda nam się pokazuje to i tak nas nie przyjmuje.

 

 

 

 

Jezioro przyjęło nas deszczem i znów mało sympatycznymi ludźmi. Masą straganów z ałtajskim rękodziełem z całego świata. Energetyka produktów mało zachęcała do kupna, ceny też. Za to nocleg na jednym z miejsc do biwakowania nad samą rzeką utulił nas do snu.

 

 

A w dzień, jak to zawsze wtedy jest gdy traci się prowadzenie, zaczęliśmy szukać nie wiedzieć czego, zastanawiając się nad wycieczkami, statkami itp. Wszystko to co bardziej wpadało nam w oko, nie można było doświadczyć dziś, bo ostatni statek właśnie odpłynął, bo właśnie przerwa w restauracji ….. wycieczka kosztuje 1000 zł. (a my nie czujemy aby to dać ) itp.. jeden wielki Chaos

 

 

 

 

Zostawaliśmy odcięci od wszystkiego co w miarę nam się podobało. Pojawiały się emocje – mi cały czas chciało się płakać, a Bartek jadł (ruszał ustami – zagryzał). Do tego zrobiła się kłótnia między nami, gdyż Bartek nie akceptuje płaczu, ja wtedy chciałabym wsparcia, a on mnie odrzuca i ……….. awantura gotowa.

 

Akceptuję swoje emocje, akceptuję emocje innych.

 

Akceptuję sposób zachowania, reagowania innych

 

Pozwalam sobie okazywać emocje, nie przejmując reakcją innych

 

I tak wyciągając sobie to – co nie jest w harmonii między nami, podjęliśmy decyzję, że wracamy i jedziemy nad Bajkał przez Rosję.

Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia dróg – jedna wiodła na Gorno Ałtajsk – droga przez Mongolię, druga do Biijska – droga przez rosyjską część.

 

 

Zatrzymajmy się i przemedytujmy – powiedziałam – zrównoważmy umysł.

 

W stanie wzburzenia emocjonalnego , medytacja i słuchanie głosu wszechświata jest raczej trudne. Jednak kochane moje duchy opiekuńcze podpowiedziały mi :

 

Policz ile aut w ciągu 10 minut jedzie w każdą ze stron i podąż tam gdzie więcej pojedzie.

 

Uspokoiłam się i z u ważnością zaczęłam patrzeć na drogę, licząc każdy samochód.

 

Wyszło 22-15 – w stronę Mongolii.

 

Bartek medytował, gdy się ocknął powiedziałam mu o podpowiedziach moich duchów.

Nie zaufał mi w wyniku, i sam chciał sprawdzić (on lubi wszystko sprawdzać), wynik był podobny w stronę Mongolii.

 

Zadaliśmy pytanie, dostaliśmy odpowiedź i to 2 razy, bez żadnego sprzeciwu pojechaliśmy tą samą drogą, którą jechaliśmy wczoraj w kierunku Gorno Ałtajska.

 

A jak już byliśmy w Gorno Ałtajsku, to jak nie zajść na pizze z ziemniakami u sympatycznego Pana.

Gdy wyjechaliśmy z miasta na niebie rozbłysły sztuczne ognie.

 

Na nocleg przygarnęło nas miejsce nad Katuń wśród wielu innych piknikowiczów (teraz latem rzeki są zapełnione piknikowiczami z namiotami. Rosjanie nawet jak podróżują zwiedzając okolicę, zatrzymują się na nocleg nad rzeczką, palą ognisko, rozbijają namioty i nie ma to nic wspólnego ze stanem zamożności. Na brzegu stoją zarówno luksusowe leksusy i stare ładiczki).

 

I znowu zaczęła się magia.

 

Podjechaliśmy już o zmroku, kiedy w lesie ciężko się szuka drzewa na ognisko, obok nas ludzie właśnie gasili swoje ognisko gdyż szykowali się do snu.

Poprosiliśmy ich aby nam go zostawali ……….

 

 

 

Trafiliśmy na sympatycznych ludzi i kolejny znak, że jesteśmy na swojej drodze, że obrany przez nas kierunek jest słuszny. Znak, że wróciliśmy na ten rodzaj drogi którą chcemy iść.

Bo przecież każdy ma wybór.

 

Dziękujemy za pokazanie ile energii kosztuje zmaganie się z życiem, gdy nie jesteśmy na swojej drodze, gdy nie pozwalamy siebie na prowadzenie, ile umysłu, energii, emocji trzeba wtedy wkładać w życie.

 

Wybieram życie w lekkości i radości, prowadzona przez duchy opiekuńcze.

 

A samo jezioro Tjeleckoje jest bardzo turystyczne, znajdują się nad nim wodospady, kamienne grzyby, ludzi dużo – komercja straszna i mało przyjemna.

Choć jezioro piękne położone wśród zalesionych niskich gór, w dużej części dzikich i słabo dostępnych.

Praktycznie są dwie drogi do jeziora, jedna na od strony północnej, gdzie my byliśmy i druga bardzo ekstremalna (to droga gdzie na odcinku 3,5 km pokonuje się 900 m przewyższenia – w 9 serpentynach, tylko dla samochodów 4×4 z odpowiednimi oponami, po deszczu nie polecana) na brzeg południowy, gdzie znajdują się kamienne grzyby.

 

 

 

Rzeka Katuń nad którą znaleźliśmy potem nocleg i która płynie w północnej części Górnego Ałtaju znana jest przede wszystkim ze spływów po niej pontonami, raftingów.

Mandarynkowe zbiory – chwile zadumy

Mandarynkowe zbiory 29 grudnia 2014

 

11

 

Dawno, dawno temu…….(a właściwie do niedawna) nie mieliśmy nawigacji. Teraz gdzieś od 2 miesięcy mamy na telefonie i jesteśmy z niej zadowoleni. Dobrze przeprowadza przez miasteczka, pozwalając szybciej wydostać się z mniej przyjaznych dla nas energii. Jednak teraz gdy prowadzenie przejęły skrzaty zaczyna prowadzić po mniej głównych drogach.

Co w sumie chyba nam się podoba.

Tak zaprowadziła nas do Mery i Georgika.

A dziś po nocy spędzonej Achi – w mandarynkowe sady – w zagubione dróżki. Gdzie jechaliśmy wśród dużych, bogatych domów otoczonych sadami mandarynkowymi, przez które prowadziła wąska droga, kręta i pagórkowata.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Gdzieniegdzie busy skupywały owoce, do których przywozili plantatorzy swoimi samochodami.

Ten rok jest wyśmienity.

Gruzińscy biznesmeni znaleźli sposób obejścia rosyjskiego embarga i większość mandarynek jedzie do Rosji.

Co za radość!!!!

Czasami tego nie rozumiem, dlaczego cieszą się z tego, że znienawidzona przez nich osoba, kraj będzie jadł ich produkty?

 

5

6

7

 

Cała wcześniejsza gospodarka Gruzji była oparta o eksport do Rosji ( jadąc przez wsie ma się wrażenie że większość domów została wybudowana i ostatni raz restaurowana w komunie). Potem się na nią wypieli, okrzykując ją znienawidzonym wrogiem i okupantem, jednocześnie podcięli gałąź na której siedzieli ( razem z pniem i korzeniami).

Przecież lepiej takiej osobie nie sprzedawać, skąd ta radość – może trochę konsekwencji w zachowaniu!

Ale ona dobrze płaci i dużo bierze – odpowiecie.

Więc wtedy ją (klienta) lubicie?

A jak ona mówi – tak jak Polakom:

Skoro mnie nie lubicie, nie będę jadła Waszych jabłek –

obrażacie się, bojkotujecie rosyjskie towary.

Ale dlaczego nie gaz i ropę w pierwszej kolejności? Tylko jakieś drobiazgi!

Bo ona musi?

Ma obowiązek?

Na prawdę tego nie rozumiemy. A że Gruzini podobnie rozumują jak Polacy mechanizm jest podobny.

Dlaczego nie ma konsekwencji zachowania?

Tylko działanie jak mi wygodnie, obrażanie się, pretensje itp.

I tak samo z mandarynkami – jadą do Rosji – hip hip hurra

Ceny są wysokie.

Najwyższy sort mandaryny, duża, piękna pomarańczowa dochodzi nawet do 50 tetri (ok 1 zł w hurcie ) i niżej , niżej jak komuś nie chce się sortować to niesort kosztuje 10 tetri (20 groszy)

A takie z lekkim czarnawym nalotem na skórce ,czyli odpowiednik naszego parcha – nie są już do sprzedania ( a równie pyszne)!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

10

 

I tu nasuwa się kolejna refleksja….

Teraz większość praktycznie nie daje chemii. Jednak gdy będzie mieć wybór – mięć piękne, ładne, jasno pomarańczowe, które drogo sprzeda, lub odpad z nalotem?

Chyba nie trzeba być jasnowidzem co zrobi?

Pryśnie chemią, najpierw raz, a gdy się choroby uodpornią pedzie pryskać i pryskać – tak jak nasze jabłka, pryskane są w przemysłowych sadach 30 razy w ciągu sezonu pestycydami.

Czy na pewno winny przemysł, korporacje?

Jesteście tego pewni?

Bo według mnie to klient chce kupować piękne. Zresztą nawet niby świadomi klienci ekologiczni też chcą piękne owoce i warzywa. Myte ziemniaki itp.

To świat dostosowuje się do klienta, a my decydujemy na co dajemy naszą energię czyli pieniądze.

Teraz często wolimy kupić nie tam gdzie taniej, ale tam gdzie fajniejsza energia, tam przecież zostawiamy cząstkę naszej.

 

12

13

1415

 

I tak w zadumie nad naszą cywilizacją dojechaliśmy do Czarnego Morza do Chakwi (gdzie spędziliśmy pierwszy tydzień w Gruzji we wrześniu), które powitało nas pięknym zachodem słońca.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nagorny Karabach powitanie i kulinarne odkrycie wyjazdu. Żjengjałow Has

Nagorny Karabach powitanie i kulinarne odkrycie wyjazdu. Żjengjałow Has 6 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czyści przy w pięknym słońcu i ośnieżonych szczytach znaleźliśmy się na granicy.

Tylko granicy czego, kogo?

Państwa, którego nie ma? Więc skąd granica?

Bo Państwo jest tylko nie uznawane.

A na granicy wszystko, miło sprawnie.

O Nagornym Karabachu słyszeliśmy od Ormian bardzo dobrze.

Piękny kraj

Druga Szwajcaria

Jak lubicie przyrodę to tylko tam

I jak było nie przyjechać tutaj

Zrobiliśmy wizę http://brygidaibartek.pl/wiza-do-kraju-ktorego-nie-ma-nagorny-karabach/ i jesteśmy,

witamy.

Piękną drogą dojechaliśmy do Stepanakertu tj. stolicy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I na dzień dobry zaprosiła nas piekarenka, gdzie pojawiły się zielone chlebki tzn. cieniutkie ciasto chlebowe jak na lawasza ( 1 mm) nadziewane zieleniną jaką bądź. Tutaj szczawiem i pietruszką, cebulką soloną i z niewielką ilością oleju.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I znowu zostałam zaskoczona przez samą siebie. Wydawało mi się, że już żaden smak mnie nie zaskoczy. Tak też myślałam roku temu nim spróbowałam orzeszków cedrowych ……………

Tym bardziej jakiś tam cienki placek jak naleśnik z ciasta drożdżowego nadziany surową zieleniną (pierwszy był ze szczawiem i pietruszką , drugi z bazylią, kolendrą, cebulą, pietruszką ) i usmażony na elektrycznej blasze bez tłuszczu.

Zrobił w moim podniebieniu taką rozkosz, że tego dnia zjadłam 2 szt, a nie są to małe placuszki. I jak to być na pranie …….. gdy wszechświat tak cudownie karmi?

 

Chyba największe smakowe odkrycie tego wyjazdu, jak na razie.

 

Są to narodowe placki karabaskie i nazywają się Żjengjałow Has, co znaczy zielony chleb.

Powitanie iście królewskie. Kosztowały w Stepanakercie 400-500 drahm ( 3-4 zł.)

Nagorny Karabach słynie z ziół i dzięki temu z długowieczności (jak Abchazi i Adżarowie)

Będziemy się temu przyglądać. Fakt Panie stojące z owocami i warzywami miały również do sprzedania pokrzywę, którą mówiły, aby nie parzyć tylko posolić, wtedy traci ostrość i smakuje wyśmienicie. Popróbujemy jak trafi się gdzieś w przyrodzie.

 

Symbolem Nagornego Karabachu jest pomnik Tatik-Papik (Babcia i dziadek), zbudowany jest z tufy wulkanicznej, ukazuje jedność ludzi tutaj żyjących z okolicznymi górami .

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

My jesteśmy naszymi górami

 

W Karabachu waluta jest ormiańska, ceny paliw i inne są podobne.

Spotkani ludzie nie mówią „u nas w Karabachu”, tylko „u nas w Armenii”, albo ”to nasze armeńskie”, a nie nasze karabaskie.

20-letnia przesympatyczna dziewczyna w sklepie zionęła agresją na Azerów, twierdząc jak my Ormianie ich nienawidzimy.

Przed wieloma laty dziwne włączenie Karabachu do Azerbejdżanu z europejskim poparciem, powoduje te trwające już wiele lat przepychanki.

Co jest w tym kraju, miejscu, że tak musi walczyć o swoje.

A może nie ma odwagi powiedzieć tak do końca, ”ja chcę być Karabachem” nie wierząc w swoją siłę, tylko z uwagi na mały obszar szuka jej na zewnątrz, chcąc zjednoczyć się z większymi od siebie.

 

Wierzę w moją wewnętrzną siłę i daję jej moc.

 

Na ulicy dzieci mówią „Hello” do turystów. Czasami próbują bardziej skomplikowanej konwersacji jak

How are you?

What is your name?

Najprawdopodobniej nauczyciele angielskiego namawiają ich do rozmowy z turystami. Bardzo fajne, a przede wszystkim przemiłe.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Niestety komunikacyjne przyjecie nie było tak huczne jak jedzeniowe.
Po tanim wręcz bardzo tanim (0,60 groszy dziennie ) internecie w Armenii, tutaj zażyczono sobie 70 zł za 3GB, i to tylko na telefon, gdyż jakbyśmy chcieli na komputer musielibyśmy kupić ich modem, bo na innych nie działa.

Potrzebny nam kontakt z Polską, do tego pisanie bloga również potrzebuje internetu, a WI-Fi w miejscach które najbardziej lubimy nie jest zbytnio popularne nigdzie na świecie (niedźwiedzie, szakale nie mają go w swoich norkach) . A poza tym tutaj też z WI-Fi jest różnie.

Nawet WI-Fi przy symbolu Nagornego Karabachu czyli pomniku babci i dziadka miał być free, a chciał login i hasło.

Więc co robić – trzeba było kupić, bo nie lubimy być zdani na knajpki z WI-FI. Zresztą coraz mniej interesują nas restauracje. I jak już do nich idziemy, to tam gdzie chcemy, a nie tam gdzie WI-FI. Dzięki temu, że nie mogliśmy kupić internetu do komputera, poznaliśmy tethering, który pomógł nam spiąć telefon robiący za modem z komputerem.

Wszechświat pokazał rozwiązane potrzebne nam teraz bardzo, a do wykorzystania wszędzie. Dziękujemy Bartkowi za podpowiedzi, a opatrzności za prowadzenie.

 

Kupując telefon z internetem zwróciłam obsłudze uwagę na to, że przy pomniku ”babci i dziadka” pisze, że jest free WI-FI, a chce hasło. Zrobiła się z tego ostra awantura, w końcu w ramach przeprosin dostaliśmy kubek i czapeczkę z symbolami sieci Karabach Telecom . Czyżby znowu kreacja i jej spełnienie przez wszechświat. Jakiś czas temu rozbiła nam się jedna szklanka i jakoś nie mogliśmy kupić drugiej. . Teraz zadbano o nas, aby każdy mógł pić co chce.

I tak objadając się zielonymi chlebkami, oglądając budujące się miasto, słuchając i podziwiając jego muzyczną fontannę czy nawet próbując w restauracji słynnej wódki z morwy – 3 letniej (57%) (z umysłu) spędziliśmy przemiłe popołudnie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A na nocleg pojechaliśmy 50 km dalej do ichniejszej Częstochowy – monastyru Gandzasar.

Magiczny targ i głęboka medytacja

Niedzielny poranny targ i wieczorna medytacja 14 września 2014

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gruzja jest bardzo dziwna energetycznie. Pojawiają się cudowne miejsca wibracyjne , jednak są to perełki, ogólnie energia jest dość ciężka i po wyjściu z tych perełek, trafia się w gówno i dosłownie i w przenośni, gdyż krowy pasą się wszędzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po noclegu na boisku piłkarskim zjechaliśmy do Tianeti, gdzie wszechświat miał dla nas nie lada atrakcję – targ, bez turystów. Boczniaki prosto z drzewa i niestety kolejna ciekawostka serowa – zielony ser pleśniowy. Tak, ser pleśniowy robiony w domu. Kupujemy najmniejszy kawałek z możliwych 8 gram . Cena 20-25 lari za kilogram (40-50 zł) .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie chcemy dać się zaserować, a chcemy popróbować . Kolejny mistrzostwo serowego smaku. Trudno mi znaleźć porównanie z serach pleśniowych które do tej pory jadłam, a kiedyś jadłam ich sporo, degustując smaki. Jednak wszystkie były przemysłowe i kupowane z energią tysiąca i jednego pośrednika. Tutaj prosto od wytwarzającej go osoby. Trzeba wybrać ten, którego energia najbardziej przemawia. Na targu jeszcze przepyszna kawa i ciepły chleb prosto z pieca. O skład lepiej nie pytać, ale podejrzewam, że lepszy niż u nas. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Właśnie kawa – klasyczna tutejsza kawa, którą zresztą nauczyłam się parzyć 25 lat temu będąc w Soczi i Abchazji. Jest to gotowana w tygielku kawa razem z cukrem, czasem w ramach super atrakcji dodawany był koniak.

Kawę gotowało się tak, że do tygielka dawało się: kopiastą łyżkę drobno mielonej kawy

szklankę zimnej wody

łyżkę cukru

na małym ogniu (wtedy na rozżarzonym piasku) gotowali do wrzenia, po zagotowaniu piórkiem lub małym patyczkiem mieszali odstawiali na moment i znowu podgotowywali , tyle razy, by za ostatnim podgotowaniem nie było piany).

Potem taką kawę odstawiało się na 2-3 minuty aby osad opadł i gotowe.

Tutaj są właśnie takie miejsca, że dostaje się kawę, która nie wchodzi między zęby. Jednak zazwyczaj jest to już niestety kawa parzona, tak jak u nas po turecku.

Piszę niestety gdyż kawa gotowana :

nie zakwasza organizmu,

nie drażni żołądka

poprawia perystaltykę jelit

 

Właśnie następuje zanik tego co dobre, w kierunku wygody i szybkości. I tutaj właśnie na targu dostaliśmy taką kawę, i to w budce do której większość europejczyków by nie weszła. Taka iluzja w skromnym miejscu – najlepsza jakość.

Dziękujemy temu miejscu za ucztę smaków i pokazanie takiego normalnego targu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A na wieczór zaprosił nas monastyr Alaverdi. Sam monastyr jak większość odwiedzonych przez nas bardzo komercyjny. Sypiące się cerkwie, a obok mnisi wskakujący w luksusowe terenówki, do tego pięknie odnowione plebanie. Tylko nie cerkwie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Choć może duchy miejsca nie chcą odnawiania ich świątyni z taką energią????

 

Właśnie monastyr Alaverdi – trzeba przebić się, jak – zresztą wszędzie tutaj w Gruzji, przez coś trzeba się przebijać – do cerkwi gdy wchodzi się w energię miejsca, łączy z pierwotną energią tworzenia jej, dochodzi się do momentu, gdzie nie tylko świat ludzki łączy się ze światem duchów, ale świat ducha zaczyna przeważać, ciało się rozpuszcza i pojawia się cisza, pustka w nicości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo silne przyjazne nam miejsce,

I po wyjściu znów trzeba się przebić przez energię mnichów, a potem przez energię miasteczka, które zmagając się z życiem nigdy może nie pozwoliło sobie na zaufanie dla Stwórcy i życie w tak prosty sposób jak on mówił. Szukając wymówki na takie życie, poprzez szukanie wad w mnichach.

Dzięki tutejszym miejscom czyścimy sobie żale, pretensje i urazy (których już prawie nie było w nas – tak nam się wydawało ) do chrześcijaństwa. Widzimy jego duchową siłę w początku wieków, widzimy również przepaść duchową pomiędzy cerkwiami, a wioskami i mamy wrażenie, że często monastyry były to enklawy dla ludzi duchowych, szukających ducha, którzy może i mieli wady, ale byli wśród swoich i nie musieli nikomu nic w tym zakresie w kółko tłumaczyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szybko tworzyli majątki, bo pomyśleli (dali silną intencję) i Bóg im to dawał.

Tak, mówisz i masz

Proście, a będzie Wam dane.

To nic nadzwyczajnego, tylko trzeba wierzyć, że się dostanie, nie oczekiwać , nie być przywiązanym do tego, nie sabotować, wybierać innymi myślami.

Tylko tyle i ………. możemy cieszyć się całym bogactwem świata.

Tylko pamiętajcie, że jak materializują się Wasze myśli to każde, a nie tylko dobre. Im wchodzi się w bardziej duchowe przestrzenie tym bardziej trzeba pilnować swoich myśli.

Bo jedna nieuważna myśl, może spowodować koniec naszej podróży przez życie. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA