przepisy kulinarne

now browsing by category

 

Przepis na kraba wg Bartka – tajemnice włoskiej kuchni

Tajemnice kuchni włoskiej, przepis na kraba wg Bartka 4 czerwiec 2018

 

4

 

7

 

Moja opowieść może wydawać się nieco dziwaczna. Dla mnie samego też jest nieco zagadkowa. A wszystko zaczęło się od tego jak opierniczyłem Brygidkę, że chciała zjechać z porządnej drogi na boczną dziurawą – ale taką idącą wzdłuż wybrzeża. Powodem zapewne tej decyzji była chęć odwiedzenia jakiejś knajpeczki, których tu dostatek……ale mi powód – aby po ciemku się teraz męczyć dwieście kilometrów dziurami w gęstym ruchu włoskich wieczornych powrotów. I to jeszcze jak się śpieszymy na poranną medytację z Wiktorem Truwano na Pranic World Festivalu!!!

W końcu jakaś pizzeria zagadała – może i dobrze – bo poziom mojego zionącego ognia zagrażał stopieniem się tapicerki. Gdy weszliśmy do wnętrza moją uwagę przykuło akwarium z kilkunastoma krabami. Były śliczne więc zacząłem się im przyglądać. Powoli dochodziła do mnie świadomość że nie jest to ozdobny zbiornik, tylko są one przeznaczone do konsumpcji….Troszkę stopiłem się tym faktem. Uwagę przykuwał jeden z nich, siedział cały czas w jednym miejscu i się gapił….zgadnijcie na co…..naturalnie na mnie! Obchodziłem akwarium z trzech stron a on, wiecie jak to krab, tymi swoimi wyłupiastymi oczkami cały czas za mną patrzył…i patrzył.

  • Dziwne – pomyślałem.

I wtedy coś poczułem – niczego nie usłyszałem – tylko gdzieś w głębi mojej głowy zrodziła się myśl………..

 

  • URATUJ MNIE!

 

Dobre sobie – jak mam Cię uratować? – nie jestem zbawcą skorupiaków – zresztą codziennie na świecie tyle krabów trafia do garnków……nawet licząc to wybrzeże…..to też za dużo….. – analizowałem sytuację w myślach.

 

  • MOŻESZ MNIE URATOWAĆ – MASZ KASĘ – MOŻESZ MNIE KUPIĆ JAK KAŻDY INNY KLIENT, KTÓRY KAŻE MNIE UGOTOWAĆ W BURACZACH! – rodziły się kolejne myśli z dużą swobodą wyobraźni!!

 

Kolejny raz zacząłem się przyglądać akwarium, tylko ten krab był mną zainteresowany – TAK JAKBY TYLKO TEN JEDEN MNIE O TO PROSIŁ. Inne były zajęte sobą.

 

  • To fakt mogę go sobie kupić – podpowiadała pacynka – przecież ma cenę obiadu – tylko HOLA – TO JAKIEŚ WARIACTWO – OCZYM JA WOGÓLE MYŚLĘ – czy na pewno u mnie wszystko dobrze – dziś słonko dawało ze 33 stopnie w cieniu.
  • Przyszedłem kupić pizzę, a nie jakiegoś kraba……………………….nie odpowiadam za działania całej ludzkości – głos zdrowego rozsądku (!) kończył tę zabawę.

Moje rozważania przerwało pojawienie się pudełka z pizzą.

– Cześć, nie mogę Ci pomóc , a dlaczego miałbym pomagać tylko tobie i dlaczego akurat Tobie…….. – żegnałem się ze skorupiakiem.

  • BO TYLKO JA O TO PROSZĘ! – tutaj włączyła się moja logika na podstawie wcześniejszych obserwacji.

Świeże powietrze i chłód wieczoru orzeźwił mnie, gdy wyszliśmy z restauracji. Pizza była na dobrym poziomie, ale niestety po chorwackich mieliśmy teraz nieco niedosytu, szczególnie że jesteśmy w kolebce tej kultury.

Ruszyliśmy dalej, ruch nieco zelżał, ale noc i nawierzchnia czyniły tę drogę trudną technicznie. Po około 15 minutach jazdy, uciężony wcześniej pizzą umysł powrócił do tematu. Powoli zacząłem się nieśmiało dzielić tym z Brygidą, a po kolejnych minutkach wyrażać chęć powrotu do restauracji. Jeszcze chwilka na akceptację dla samego siebie „że mi bije na mózg” i z zachętą Brygidy zawróciłem w powrotną drogę.

Jak daleko odjechaliśmy!!! To dopiero teraz sobie uświadomiłem, powrót bez końca…..

Do restauracji wszedłem sam…..krab siedział w tym samym miejscu……do kelnera mówiącego po włosku zwróciłem się po polsku, z prośbą o kupno kraba …..kelner zaprosił mnie do stołu…..poprosiłem o zapakowanie kraba „na wynos”….kelner zapytał o sosy i sałatki……pokazałem 5 litrową butelkę i pokazałem wodę i kraba….. kelner pokazał mi łazienkę…..lub lodówkę z napojami……………………….zapachniało porażką, na szczęście wyszedł kucharz znał 10 słów po angielsku – tych samych co ja…………powiedziałem – hołm – akwarium – bjutiful – i pokazałem na kraba i butelkę…..odpowiedział że do jutrzejszego obiadu wytrzyma bez wody…………………….ręce mi opadły – wszystko to działo się w dość porządnej restauracji i dobrze że pustej o godzinie 23 bo bym pewnie uciekł…………noł it, maj hołm akwarium im Polonia…i pokazałem na migi że pojadę autem z nim do domu……….ZAKAPOWAŁ…….butelka była za mała……przyniósł mi duży styropianowy pojemnik, posolił wodę….zapytał którego chcę i nawet dołączył pakuneczek z pokarmem………uf………..jeszcze tylko rachunek………..teraz nie muszę tłumaczyć co chcę kupić.

 

2

 

Rachunek jak rachunek, pewnie zapłaciłem razem z nakryciem, buraczkami, przyrządzeniem i lampką wina. Dla jednych dużo dla innych mało, uchylę rąbka tajemnicy, że mogłem sobie kupić w tej restauracji za to 3 do 4 pizz.

Brygidka dostaje przesyłkę na kolana, wyznaczamy najbliższy dojazd do brzegu morza………kolejne 20 kilometrów w bok……ale teraz trzeba to zrobić bo ze zbiornika chlapie woda.

Ceremonii uwolnienia kraba przegląda się miejscowy zaspany kot. Jest koło północy gdy w jakimś malutkim porciku znajdujemy dogodne miejsce. Kot zapewne zastanawia się nad tymi ludźmi, co jedni wyciągają kraby z morza i je wywożą , a inni przywożą z powrotem.

 

3

 

1

 

Pozostaje zdjęcie ze szczypiec taśmy sklejającej, skorupiak razem z pudełkiem ostrożnie może się zapoznać z akwenem. W świetle latarek widać inne malutkie krabiki które przyszły go powitać. Myślałem że na pożegnanie pomacha chociaż szczypcami, i odpłynie jak ryba. Ale gdzie tam, bez miałknięcia – homar poszedł pionowo na dno, znikając z pola widzenia. Homar – bo jak zaraz zaczęliśmy szukać po internecie, żyje i chodzi po dnie nawet do kilkudziesięciu metrów głębokości.

Naszym towarzyszem podróży przez ten moment był

bowiem homar, który jest niezwykle ciekawym stworzeniem. Mianowicie linieje ze swojego pancerzyka, a dzięki posiadanemu hormonowi telomerazie odmładza się niemal wracając do wieku młodzieńczego. Gdy znaleziono ogromne okazy homarów, okazało się że ich ciała są biologicznie w wieku 2 – 3 lat.

Jaki zatem morał z tej opowiastki?

 

ZRZUCISZ SWÓJ PANCERZYK – ODMŁODNIEJESZ

 

Więcej na ten temat w poniższym linku

https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/homary-nie-umieraja-ze-starosci-ich-organizm-nie-jest-na-to-zaprogramowany,99022,1,0.html

 

Oczywiście nie zdążyliśmy na poranne spotkanie z Wiktorem Truwano. Ta misja specjalna zajęła dwie cenne godziny. A po upalnym dniu zmęczenie było zbyt duże, aby jechać dalej……

I na zakończenie jeszcze jeden, prezent od wszechświata. Gdy się zwierzyłem z tych wydarzeń pewnej zaufanej osobie, pytając czy to są jakieś pierwsze uboczne skutki diety pranicznej – osoba ta wyciągnęła jedną trzecią moich kosztów zakupu homara i stwierdziła że dokłada się do tego całego wydarzenia. Od tego czasu bałem się o tym mówić, bo nie taka była moja intencja. Ale to też taki mały cud tych dni………

 

9

Jednodniowe ogórki małosolne na sucho

Ogórki małosolne na sucho jednodniowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak kisić ogórki na sucho? Zobaczyłam to pierwszy raz 3 lata temu w pociągu jadącym nad Bajkał.

http://brygidaibartek.pl/pociagowe-refleksje/

Pokochałam te ogórki jednak nie wychodziły mi nigdy w Polsce.

Teraz gdy znalazłam się w Rosji w ogórkowym sezonie, gdy inni częstowali mnie nimi zdecydowałam, że znów je zrobię. Szczególnie, że bardzo zasmakowały Bartkowi.

I gdzie okazał się problem tego, że w Polsce mi nie wyszły?

Same ogórki. Sprzedawane tutaj ogórki mają dużo w sobie suchej masy i mało wody. Odwrotnie niż większość sprzedawanych u nas (napompowanych wodą i nawozami).

Dlatego warto wybrać jak najbardziej treściwe ogórki do tej procedury.

A sama technika jest banalna:

Ogórki, umyć, obciąć końcówki, można dać całe lub pokrojone włożyć do woreczka foliowego dodać sól ok. 2 łyżki na kilo ogórków, ale to zależy od soli, ogórków itp. więc warto eksperymentować zacząć np. od jednej i spróbować za parę godzin, 3 ząbki czosnku pokrojonego jak najdrobniej, natka koperku drobniutko pokrojona. Wszystko wg smaku. Można dać jeszcze inne rzeczy, my z nimi nie eksperymentowaliśmy. Takie nam smakują.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tyle – zamknąć woreczek i potrzepać nim, aby składniki się połączyły.

Położyć zamknięte szczelnie w woreczku bez zbędnego powietrza na talerzyk i zostawić ….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No właśnie gdzie?

Tutaj, każda z osób, które nas częstowała miała swoją teorię. My zostawialiśmy w temp ok 10-15 stopni w naszym samochodzie. Najczęściej dają do lodówki na dolną półkę. W międzyczasie można wstrząsnąć, sprawdzić czy nam smakują, jak nie to dodać soli czy koperku, czy czosnku.

Po 12-36 godzinach są gotowe. Są zielone, oblepione koperkiem czosnkiem i kąpią się w niewielkiej ilości własnego sosu. Jeżeli obficie puściły sok to znaczy że ogórki były zbyt wodniste, a do wody wypłynął smak – one same będą szmatowate – a powinny być jędrne, twarde, smakowite.

Warto je szybko zjeść, gdyż po paru dniach robią się bardzo miękkie.

Smacznego.

Wierzbówka kiprzyca – herbatka z pięknej rośliny

Gdy latem jedzie się przez Rosję w sumie to niezależnie gdzie się jest, ma się wrażenie, że wierzbówka kiprzyca jest jej symbolem. Jej różowe kwiatuszki dodają uroku każdemu krajobrazowi. Nie mogłam napatrzyć się na piękno tej wyniosłej, dumnej , a z drugiej strony delikatnej roślinki. Silnej w swym pięknie, subtelności, w swej magii.

DSC_0649-01

Rośnie prawie wszędzie od pól po śmietniska, przy drogach tworzy niesamowite szpalery, rośnie w miejscach siły, koło rozwalających się domów. Ma w sobie niesamowitą zdolność aklimatyzacji.

I gdy pijemy taką roślinkę taką informację wprowadzamy w siebie

Uwalniam się od przymusu wzrostu tylko w określonych szklarniowych warunkach

Mogę wzrastać wszędzie

Wszędzie kwitnę pięknie

Tak, z pożywieniem dajemy informację danej rośliny, tego jak wzrastała, czy była wolna, czy pod przymusem rosła karmiona w sztuczny sposób, czy rośnie tylko w określonej wibracji, czy rośnie wszędzie.

A Iwan Czaj – lubię tę nazwę – rośnie wszędzie, jak mi powiedziano rośnie tam gdzie żyli ludzie, gdyż go uprawiali. A on polubił ten kontakt z człowiekiem i dalej chce zarażać go swoim pięknem, smakiem, dodawać mu siły.

Dlatego postanowiliśmy zrobić filmik dla Was o tej herbatce w którym znajdziecie jej historię, informacje o tym jak jak ją fermentować (gdyż taka jest najlepsza), pokażemy Wam to jak sami to robiliśmy łącznie z tym jak ją zaparzamy i pijemy.

Dla umysłu: ta herbatka to źródło karotenu, wit. C, B, żelaza, miedzi , manganu, zawiera 20% tanin, bioflawonoidy, pektyny. Ma silne działanie przeciwzapalne.

zapobiega przerostowi gruczołu krokowego, łysieniu adrogennemu, nadmiernej keratynizacji naskórka,

wzmacnia włosy, poprawia wydolność układu odpornościowego,

likwiduje ból głowy, zmniejsza ciśnienie krwi, uspokaja,

oczyszcza krew z toksyn, pomaga likwidować skutki przejedzenia i nadużywania alkoholu, działa przeciwzapalnie.

Jednak namawiam do picia tego co czujecie i co Wam smakuje, niezależnie od tego czy jest to na Wasze schorzenie czy nie. Zresztą tak naprawdę to Wasze schorzenie może mieć swój korzeń w innym miejscu. I dopiero wzmacnianie tego właściwego miejsca przyniesie efekt.

Namawiam również do eksperymentów z Iwanem Czajem. I pamiętajcie, że inna jest herbatka z fermentowanej rośliny, a inna ze świeżej.

W fermentację dajemy intencję i naszą energię, łączymy się z rośliną i wzmacniamy jej właściwości. Dlatego wszelkie działania róbmy w dobrym nastroju i z dobrymi myślami, pamiętając o tym, że potem będziemy to wprowadzać w siebie.

Smacznego…

W zielony Gaju ptaszki śpiewają

W zielonym Gaju ptaszki śpiewają 23-25 maja 2016

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pierwszy nasz postój, planowany – to letnia rezydencja Bartka ojca w Gaju na Mazowszu. Wieziemy mu baterię słoneczną, aby zrobić w jego leśnym domku maleńką elektrownię.

Miejsce to z gatunku naszych ulubionych, czyli takich, że gdy jesteśmy w pobliżu z radością do nich zaglądamy.

Gdy Bartek z ojcem zajęci byli montowaniem baterii, ja zajęłam się zbieraniem sosnowych szyszek na syrop.

Przepis jest banalny szyszki najlepiej pokroić i zasypać cukrem. Ja robię maleńki eksperyment zalewając cale szyszki wodą z cukrem.

Tutaj przepis jak kiedyś robiłam świerkowy, idea ta sama 

http://brygidaibartek.pl/gorskie-zbiory/

 

Chodziłam po lesie przyglądając się szczegółnie sosnom.

Trafiliśmy na czas ich pylenia, czyli największej zawartości pyłków w powietrzu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Gruzji nauczyliśmy się nie tylko zbierać pyłek (strząsać do reklamówki), ale przede wszystkim tego, że okres pylenia to najlepszy czas na regenerację układu oddechowego, przede wszystkim płuc. Namawiam więc do wizyt teraz w sosnowych lasach i głębokim oddychaniu, takim pełną piersią….

 

Pozwalam sobie oddychać pełną piersią

 

Sam pyłek jest silnie regeneracyjnym środkiem.

O pyłku sosnowym ładnie napisała Ania z „Oblicz Gruzji” na swojej stronie : http://obliczagruzji.monomit.pl/reportaze/abastumani-kurort-owiany-sosnowym-pylkiem

Przyglądałam się pięknie kwiatostanów, a chyba bardziej pięknie natury, jej formie, kolorom, zapachom.

Piękny czas w sosnowym gaju. „

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bateria zamontowana czas dalej w drogę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciasto makowe wegańskie

Mój ulubiony makowiec

 

Makowiec ten jest u Oleńki Kos w Akamie w Mazańcowich jednym z flagowych ciast makrobiotycznych www.akama.blogspot.com. Mi też bardzo przypadł

od początku do gustu z uwagi na dużą ilość maku , bakalii i brak słodkości.

Teraz gdy przez pół roku przebywałam w rejonach gdzie makowe potrawy nie były popularne, zatęskniłam za nim. A wszechświat, jak to wszechświat – realizuje nasze marzenia. I tak dostałam kuchnię z piekarnikiem, aby upiec to pyszne cudo.

Przepis poniżej jest od Oli. Ja na średniej wielkości brytfankę zrobiłam z dwóch porcji, nie dodałam słodu, ani cukru, za do parę suszonych moreli, fig i orzechy włoskie. Wyszedł przepyszny

 

 

1 szkl. maku
2 szkl. soku jabłkowego (100%)
1/2 szkl. wiórek kokosowych
1/2 szkl. pokrojonych daktyli bez pestek
1/2 szkl. mąki kukurydzianej bio
1 średniej wielkości jabłko
1/3 szkl. pokrojonych migdałów
2 łyżki słodu zbożowego lub cukru trzcinowego

Wykonanie:

1. Sok jabłkowy wlewamy do rondelka i doprowadzamy do wrzenia.
2. Do gotującego się soku wsypujemy mak, wiórki kokosowe i gotujemy na małym ogniu przez 20 minut.
3. Całość zdejmujemy z ognia, lekko studzimy i miksujemy w blenderze do uzyskania gęstej masy – ok. 10 minut, po czym przekładamy do dużej misy.
4. Jabłko obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę.
5. Do zmiksowanego maku dodajemy pokrojone jabłko oraz pozostałe składniki i dokładnie mieszamy.
6. Ciasto przekładamy do wąskiej formy wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy z wierzchu papierem do pieczenia (bardzo ważne!).
7. Ciasto pieczemy w piekarniku w temperaturze 200 stopni C przez 50 minut.
8. Smacznego!