o podróży na wschód

now browsing by category

 

Ucieczka z magii? Dlaczego? Rosyjska mierzeja kurońska

Mierzeja kurońska 9-12 stycznia 2016

 

 

 

 

Zielonograd kolejny kurort kaliningardzkiego obwodu. Nazwy miast zostały zmienione z pruskich na proste, odpowiadające temu co dzieje się w miasteczku – jak wygląda. Wszystkie tutaj tak wyglądają.

A Zielonograd malutki z promenadą, knajpeczkami, choć jakiś energia walki chce wyjść z nas i zamiast ją obserwować szukamy zaczepki między sobą, zaczepki to chyba za mało powiedziane, tym bardziej, że jesteśmy na wodzie bo przecież nów.

Bartek cierpi z powodu niemożności pójścia do knajpki.

Gdy za jakiś czas emocje ochłonęły okazało się, że chodziło o komfort psychiczny do którego był przywiązany, nie chciał też zobaczyć swoich emocji, chciał udawać spokojnego mimo że wiele razy gotował się w środku.

 

Uwalniam się od przymusu komfortu psychicznego w moim życiu

 

Obserwuje życie i jego doświadczenia

 

Uwalniam się od przymusu zasłaniania moich emocji, pozwalam sobie je obserwować

 

Wjazd na mierzeję (park narodowy) kosztuje po stronie rosyjskiej 150 rubli od sztuki (człowiek, samochód), czyli płacimy 450 rubli na rogatce parku i ruszamy dalej. Przygarnia nas parking przy morskiej plaży Lesnyj.

Po miasteczkach – tutaj wreszcie czas pobytu na przyrodzie, a rano spacer po bezkresnych piaszczystych plażach, których piasek oscyluje od jasnego po ciemny. A do tego teraz dochodzi jeszcze lód, w nocy przyprószył śnieg, więc pojawił się kolejny kolor. Zawsze marzyłam o zobaczeniu śniegu na plaży. Mówisz i masz. Fakt, że trzeba było troszkę poczekać, ale za tę scenerię która tutaj panuje powiem, że warto.

Magia i bajka spotkania człowieka, Boga, wiatru, wody….

Jak cudnie, że możemy tego doświadczać.

 

 

 

 

Jest niedziela ostatni dzień prawosławnych świąt Bożego Narodzenia, powoduje to że muzeum regionu jest otwarte (wstęp 150 rubli). A na miejscu również muzeum podarunków prowadzone przez bardzo sympatycznego rzeźbiarza (fotografowanie 100 rubli), który uchwycą w swoich dziełach niewidzialne duszki mieszkające w legendach i nie tylko – tutejszych ludzi, oddając ich emocje, uczucia.

Mierzeja Kurońska zarówno po stronie litewskiej jak i rosyjskiej od wieków zamieszkiwało wiele stworzeń.

 

 

 

 

Poza rozmową o duszkach rozmowa schodzi na niemieckich turystów.

– Tak, tak oni są mistrzami oszczędzania, tego można się od nich uczyć, jak ktoś chce – mówi Pan .

– Jak  sprzedam dwie rzeźby Niemcom w ciągu jednego dnia – to uznaję się za bohatera Rosji – śmieje się nasz rozmówca.

A Rosjanom sprzedać to nic trudnego, oni jak mają pieniądze to wydają.

Mają do nich większy luz…

 

Uwalniam się od przymusu oszczędzania czy wydawania

 

Jestem w przepływie i wydaję na to co ważne dla mnie z radością

 

 

 

 

 

W innym budynku muzeum rybołówstwa.

 

I znowu kolejne spacery tym razem po tańczącym lesie (o nim w kolejnym poście), diunach, plażach gdzie piasek miesza się ze śniegiem, a my łączymy się z tym biegając boso po plaży na granicy sniegu, piasku i wody.

 

 

 

 

 

Pada śnieg tworząc nieopisany rodzaj magii, drzewa okwiecone tak białym kwieciem, że trudno oddzielić płatek od kwiatka. Słońca nie ma, ale śnieg dodał światło do przestrzeni, zasypując krainę białym czystym puchem. Pokazując ludziom – popatrzcie jak pięknie, jak jasno, jak czysto.

 

 

 

 

Zalew zamarzł, jeziorka koło niego również, tylko morze ostało się żywe, szumiące, przypominające o tym, że wszystko płynie.

A my – jak skończeni idioci – wyjeżdżamy z tej magii!!!.

Po co, na co?

Tego nie wie nikt. Zamiast dalej wjechać w Litewską część mierzei – na środku jest granica – stwierdzamy, że już jedziemy stąd tak w ogóle .

Zielenograd pokazuje że chyba to nie był dobry pomysł (skok wibracyjny w dół, tiry na drogach, pęd ludzi w marketach….), rodzi się tęsknota za magią, za tym co zostało.

– Po co wyjechaliśmy – pytamy jeden drugiego (bo taki był plan?, bo jeszcze coś jest do zobaczenia?). Powoli dojrzewamy do świadomości – czego chcemy doświadczać, gdzie przebywać, jakie świadomie podejmować decyzje – przyznajemy się do tego że chcemy żyć w magii przyrody i jej wibracji…..

– To może pojedziemy do klasztoru koło granicy z Litwą, a potem przez Kłajpedę wrócimy na litewską mierzeję – rodzi się pomysł.

 

 

 

 

Pomysł który potem realizujemy, przyznając się do błędu lub dojrzewając do tego co tak naprawdę oczekujemy od życia…. (jeżeli doświadczanie życia można w ogóle uznać za błąd…..po prostu dojrzewamy i rezygnujemy z pewnych zachowań zastępując je innymi).

 

Uwalniam się od uczucia popełnionego błędu…

 

Pozwalam sobie doświadczać życia

 

O błędach wypowiedział się Bartek – „dla mnie zrozumienie tego mechanizmu to skok w nanoprzestrzeń

 

Noc spędzamy pod klasztorem niedaleko Sławska, który rano odwiedzamy. Paląc świeczki w intencji pozwolenia sobie na magię w życiu…

 

 

 

 

Uwalniam się od przymusu szybkiego wyjeżdżania z miejsc gdzie mi dobrze.

 

Pozwalam sobie na magię w moim życiu

 

 

I przez miasteczko jakby z innej epoki Sowjeck – może ta nazwa wpływa na takie zimne, obrażone zachowania ludzi – wjeżdżamy na Litwę, a potem jeszcze tego samego dnia przepływamy (puki co jeszcze promem) na Mierzeję Kurońską.

 

 

W bursztynowej piramidzie

W bursztynowej piramidzie Jantarnyj 8-9 stycznia 2016

 

 

 

Są miejsca które zapraszają i chcą pokazać to co mają piękne, poznać z fajnymi ludźmi, zwierzętami. Tak było z Jantarnym. Jantarny to po rosyjsku Bursztynowo i właśnie w tym mieście w odwodzie kaliningradzkim jest największa na świecie kopalnia bursztynu oraz zakład je przerabiający.

Przy samym wjeździe do miasteczka zaprasza nas sklepik kombinatu, co prawda nie ma w nim ciekawych dla nas ozdób, ale na oknie wisi informacja zapraszająca do bursztynowej piramidy.

Nie trzeba mówić, że zaraz podążamy w jej kierunku.

Znajduje się ona na terenie kombinatu, przy głównym terenie wydobywczym odkrywkowej kopalni.

Jeżeli komuś się wydaje, że bursztyn wypływa się z morza to niech sobie popatrzy jak się go wydobywa. Tak samo jak i innych kamieni. Natury i ekologii w tym brak.

 

 

 

 

Jantarny kombinat jest największy na świecie, w miejscu gdzie znajdują się specjalne złoża – egzemplarze warte miliony dolarów, szuka i wydobywa je specjalnie przeszkolony pracownik w obecności 3 ochroniarzy.

Największy przekręt miał miejsce parę lat temu, gdy władze kombinatu sprzedawały bursztyn na Litwę i do Polski za grosze w stosunku do cen rosyjskich. Odpowiedzialny jest za to ówczesny dyrektor, niejaki Bogdan zwany „królem bursztynu”, ścigany w Rosji listami gończymi.

Gdzie znalazł azyl….????…… w Polsce i władze nie chcą go wydać. Miejmy nadzieję, że nowy rząd odsłoni również kulisy afery bursztynowej. Choć pewnie w porównaniu z innymi aferami to zapewne błachostka.

Trudno tu mi zakończyć politykowanie, bo kombinat obracający milionami (większość bursztynów w Polsce kiedyś pochodziła nie z Polski, tylko z tego kombinatu) wygląda jakby chyliło się tu wszystko do upadku, miasteczko wyrosłe przy kombinacie również zonie niechlujstwem i beznadzieją.

Widać, że ktoś chce się nachapać i nie chce się dzielić….

Ziemia daje, a kto bardziej cwany chce jej wyrwać jak najwięcej dla siebie…… moje, moje

– wyrwałem więcej – jestem bardziej inteligentny, bogatszy, należy mi się większy szacunek…..

jestem wyżej w hierarchii……

Tak, tak tylko po co to wszystko ????

To całe porównywanie, ocenianie???

Ostatnio bardzo mocno poczułam, że gdy robimy to co w naszym sercu – idziemy w swoją drogą – to porównywanie i ocenianie do tego świata nie przynależy.

Ocenianie porównywanie, gonienie za tym kto lepszy to świat systemów, świat serca tego nie ma , bo gdy robimy to co zgodne z nami nie musimy się porównywać i być od nikogo lepszy. Jesteśmy jedyni niepowtarzalni i unikalni na tej planecie, jak płatki śniegu, tak podobne a jakże inne przy bliższym poznaniu…..

 

Uwalniam się od przymusu bycia w systemie

 

Idę swoją drogą, drogą mojego serca

 

 

 

A piramida w kopalni zrobiona jest z 800 kg bursztynu .

Bursztyn to:

 

siła ziemi , dar słońca

 

I właśnie w tej piramidzie ma się wrażenie, że jest się na ziemi – pełnym światła.

Bursztyn ma 40 mln lat i tyle ewolucji musiała przejść ziemia, aby nastąpiło jej rozświetlanie, którego my jeżeli chcemy możemy dostąpić teraz.

 

Rozświetlam się energią słońca teraz, żyjąc na ziemi w pełni zdrowia.

 

Piramida, tak nam się spodobała, że jej miniaturka z nami dalej podróżuje.

 

Są takie rzeczy, które jak mówię nieraz same wskakują w ręce.

 

 

A sam Jantarnyj poza kombinatem ma dwa luksusowe hotele o niemiecko dźwięcznych nazwach i wysokich cenach, w centrum miasteczka i … przepiękne szerokie plaże ciągnące się kilka kilometrów. Drewniany deptak wbija się w plażowe jeziorka które teraz służą za lodowiska.

 

 

 

 

Miasteczko w górze, morze w dole.

Kiedyś w rękach bogatych Niemców , teraz bogatych Rosjan, czyżby przyciągał do siebie tylko bogatych???

Może nie do końca bo drobinkami dzieli się z każdym chętnym.

Może dopiero wtedy gdy coś ma wartość jest szanowane???

Bursztyn, o tym wiem, tak się zachowuje – nie będąc jak większość kamieni dostępnych wszędzie i dla wszystkich.

 

Bo czy to co jest dla wszystkich jest szanowane?

 

 

 

 

Gdy wielcy tego świata nadają czemuś wartość, nagle nabiera to również szacunku.

Przecież może warto się zastanowić co ja chcę, jakich energii mi potrzeba i skupić się na tym, a szacunek mieć tak samo do zwykłego kamienia, jak i drogocennego wartego miliony bursztynu, czy diamentu.

 

Uwalniam się od przekonania, że to co mi się podoba dużo kosztuje

 

Uwalniam się od przekonania, że to co otrzymuje się za darmo nie ma żadnej wartości

 

Szanuję to co otrzymuję za darmo, jestem za to bardzo wdzięczna.

 

 

 

 

A co do bursztynów to jak na razie żaden, poza piramidą nie chce ze mną jechać dalej, szczególnie na mojej szyi. Choć trochę czasu jeszcze jest. Podobają mi się najbardziej bursztynu w które zaingerował człowiek wrzucając je do autoklawu i pod ciśnieniem pozwalając rozprężać się pęcherzykom powietrza dając efekt wewnętrznych pęknięć. Te drobinki powietrza niesamowicie rozświetlają te kamienie.

Tak jak człowiek im bardziej ma dotlenione komórki, tym bardziej jest świetlisty.

I znów powróciło oddychanie Butejki – polecam bardzo www.butejko.pl , w sumie to też takie – tylko może bardziej delikatne – wtłaczanie powietrza w moje ciało.

 

Pozwalam siebie rozświetlać oddechem

 

 

 

 

 

Swjetłogorsk – i znów Boże Narodzenie tym razem nad Bałtykiem

Swjetłogorsk – 5-8 stycznia 2015

 

 

 

 

Gdy wreszcie oparliśmy się gościnie miasta Kalingradu, dojechaliśmy do największego bałtyckiego kurortu obwodu – Swjetłogorska. Miasteczko jakoś nie chciało nas do siebie wpuścić, i zakazami ruchu, wypychało nas na zewnątrz. Na nawigacji Bartek dostrzegł uliczkę kawałek za miastem dochodzącą praktycznie do morza

– Może to będzie dobre miejsce na nocleg, wypróbujmy – powiedział.

Parking okazał się 50 metrów od morza przy starym forcie, z dziwną zabudową. Na parkingu stało parę samochodów nurków, którzy okazali się aniołami oswajającymi nam to miejsce. Powiem szczerze, że gdyby nie oni, raczej nie zostalibyśmy na tym parkingu, gdyż photo – shopowa zabudowa odstraszyłaby mnie troszkę.

Poszłabym się tylko przywitać z moim ulubionym morzem Bałtyckim i pojechalibyśmy szukać noclegu gdzie indziej.

Dziękujemy kochani nurkowie, bo dzięki Wam mieliśmy nie tylko spokojny nocleg, ale rano spokojnie poszliśmy na spacer aż do miasteczka – ok. 500 metrów plażą, nie musząc szukać miejsca do parkowania w tym dziwnym komunikacyjnie miejscu.

A morze pokazało się magicznie, z oblodzonymi kamieniami, czy betonowymi słupkami, niektóre wyglądały jak grzybki. Niesamowity czas. Mrozik ok. 10, słońce, morze.

Magia spotkania człowieka i nieprzebranej przestrzeni wody. Wody której jest tyle, że koniec gubi się za horyzontem – sam łagodnie, bez jakiegoś ostrego odcięcia.

 

Uwalniam się od ostrości w moim życiu

 

Pozwalam sobie na przestrzeń łagodności.

 

 

 

 

Spotkanie człowieka i Boga, gdzie jeden i drugi przenikają siebie nawzajem.

Bałtyk moje ulubione morze, żadne inne znane mi do tej pory nie ma w sobie dla mnie tyle magii co on. Niezależnie od kraju. Choć wybrzeże wschodnie polskie, kaliningradzkie, litewskie, łotewskie i estońskie jest moje najbardziej ulubione.

Dlaczego??? Nie wiem i chyba czuję coraz mniejszą potrzebę tłumaczenia się z tego.

 

Uwalniam się od przymusu tłumaczenia się z tego co lubię i dlaczego

 

Lubię coś i już, niezależnie co inni o tym myślą.

 

Tutaj wysoki klif z jednej strony odcinał miasteczko od morza (poza fragmentem promenady), a z drugiej strony dawał możliwość popatrzenia daleko w przestrzeń wody, a może w przestrzeń swojej istoty wprowadzając tam lekkość i ruch wody.

 

 

 

 

Wszystko się zmienia każdego dnia, jak fale na morzu, jedne przychodzą drugie odchodzą, jedna niekończąca się się zmiana.

 

Uwalniam się od przymusu opierania się zmianom

 

Z radością witam zmiany w moim życiu, z lekkością i łagodnością pozwalam im się dziać

 

Na promenadzie znajduje się luksusowy hotel i parę knajpek.

Samo miasteczko również bardzo sympatyczne z hotelikami, knajpkami – od drogich po tanie, a przede wszystkim w niesamowitą ilością sklepów w bursztynem w każdej możliwej postaci.

 

 

 

 

Gdy zauważamy obraz bursztynowy z wielbłądami , od razu pojawia się tęsknota za Mongolią. Jak tylko zaprosi, jedziemy od razu.

 

 

Do tego dziś prawosławne Boże Narodzenie, wszystko żyje, tak sympatycznie, że są ludzie, ale nie ma ich za dużo. Jest życie, ale nie ma ciasnoty.

I znów morze pokazujące gdzieś się przy zachodzie słońca, tego krótkiego dnia.

Z radością wpatruję się w nieograniczony (w każdym razie wzrokowo) obszar wody, tylko ona, czasami jakieś kaczki, mewy, łabędzie…

 

 

 

I znów nasz parking przy pięknym mroźnym niebie i znowu nurkowie, którzy tym razem oświetlają nam światłami swoich samochód brzeg morza. Tak jakby chciało nam się pokazać w nocy.

Bo czy mnie widzisz czy nie, zależy tylko od tego ile światła masz w sobie, szczególnie w swoich oczach, w swoim spojrzeniu przestrzeń starała się powiedzieć, gdzieś poza obrazami.

 

Uwalniam się od przekonania, że ludzie w nocy nie widzą, że w nocy widzą tylko koty

 

Otwieram się na nocne widzenie

 

Rozświetlam moje oczy i pozwalam im widzieć jasno w ciemności zewnętrzny świat i zobaczyć dokładnie swoje cienie.

 

Tak, tak gdy się tak na szybko zastanowię, to większość osób która słabo widzi, nie chce przystosowywać oczu do widzenia w ciemności, zazwyczaj nie chce widzieć również siebie, swoich cieni. A w nich jest uwiązana potężna moc. Pamiętajmy o tym

 

 

 

 

I kolejna noc w tym pięknym, ale trudnym energetycznie miejscu. Jar wąwozu, skumulowana energia milionów myslokształtów walczących ze sobą, jeszcze energia fortu. Jedne wspierają inne nie.

Kontakt coraz to z innymi energiami to nasz sposób na poznawanie siebie, doświadczanie siebie.

Czasem doświadczanie jest przykre, jak w przypadku Bartka którego złapał postrzał, skurcz pod lewą łopatką, tak silny, że zostaliśmy w tym miejscu jeszcze jeden dzień, a on zatopił się w medytacji w naszym łózko.

Ja natomiast poszłam na spacer po miasteczku wtapiając się w jego klimat: lodowisko na jeziorku, mineralne wody w centrum, sklepy z bursztynami, przyglądając budynkom (pogoda spowodowała, że nie zrobiliśmy prawie zdjęć). Miasteczko prze sympatyczne, czyściutkie, widać w nim dynamikę wzrostu.

 

 

 

Szczególnie teraz przez święta (rosyjskie święta od 1-10 stycznia w tym roku czyli Nowy Rok połączony z prawosławnymi świętami Bożego Narodzenia, przypadającymi 2 tygodnie później niż w katolicyzmie. Największe zimowe ferie rosyjskie. ), gdyż Rosjanie nie pojechali do Egiptu, Turcji, Europa zachodnia w związku z kursem rubla robi się dla nich droga, a że jeździć lubią, więc wybierają odpoczynek we własnych kurortach.

Dziękujemy temu miejscu za tę niesamowitą gościnę, za to miejsce w widokiem na morze i przy morzu jednocześnie. Co dość trudne w Swjetłogorsku, który położony jest na Klifie z maleńkimi plażami.

Dziękujemy za to kolejne rozświetlenie nas

 

 

Jarmarkowy Kaliningrad w świątecznej szacie

Jarmarkowy Kaliningrad w świątecznej szacie 4-5 stycznia 2016

 

 

 

 

Miasta są jak ludzie – jedne gościnne, serdeczne, wciągające i nie chcące wypuścić, chcą się pokazać w jak najlepszym świetle, pokazać to co istotne dla odwiedzającego, a inne złe wręcz się się do nich przyszło i chcące się jak najszybciej pozbyć i w ogóle nie chcą pokazać.

Do Kaliningradu zajechaliśmy późno, praktycznie już w nocy, gdyż granica, jak to granica – przytrzymała nas na ponad 5 godzin, (ponoć zawsze tak jest, gdyż jest mały ruch graniczny, czyli osoby z przygranicznych gmin mogą jeździć na drugą stronę do przygranicznych gmin bez wizy) do tego zmiana czasu jednej godziny do przodu i …….

Sama granica była bardzo wesoła, celnicy zarówno polscy jak i rosyjscy przyzwyczajeni tylko do mrówek…… widząc nasz zapakowany samochód z dużą ciekawością pytali :

– Dokąd jedziecie ?

– на море – nad morze – odpowiadał Bartek.

Jakby to byłoby w środku lata. Patrzyli troszkę zdziwieni, ale potem gdy opowiadaliśmy,że już jesteśmy 7 miesięcy w drodze, z radością podpowiadali przyrodnicze miejsca dzikie do zobaczenia.

A Kaliningrad zgodnie z planami miał być tylko na chwilę, tzn miała być wizyta w makro i tyle.

W nocy oświetlone świąteczne miasto wyglądało pięknie, choinka na placu, budynek galerii handlowej stylizowany w oświetleniu na moskiewski GUM.

 

 

Raz miałam wrażenie, że jestem w normalnym nowoczesnym mieście europejskim, innym razem w namiastce Moskwy. Choć przecież Moskwa też jest w Europie……… tylko nie w Unii i taka różnica.

A miasto na dzień dobry zaprosiło nas na główny parking i do knajpeczki czynnej chyba do 3-4 rano (nie dyskoteki, pizzerio – sushi bar i coś jeszcze ) z wegańskimi daniami, wyciskanymi sokami.

Po Polsce gdzie był problem czasem zjeść coś wegetariańskiego, nie mówiąc o dalej idących wariacjach, czy wypić coś innego niż kawa, herbata, soki z kartonika – tutaj różnorodność zachwycała. Nawet zupa miso, smoothy i wszystko w bardzo przystępnych cenach. Szczególnie napoje w lokalach. W Polsce mała herbata z torebki często jest droższa od piwa, tak samo jak mineralna. Może promuje się w ten sposób sprzedaż piwa, a nie herbaty.

Tutaj, podobnie jak w całej Rosji, poza „europejskimi” kawiarniami miast – napoje są tanie i jest ich dużo. Dzbanek herbaty 500 ml – 5 zł.

Restauracja jest prawie pełna – fakt okres świąteczny (główne święta rosyjskie są od 31 grudnia do 7-8 stycznia – w tym roku do 10 stycznia, połączone z prawosławnym Bożym Narodzeniem, które jest 2 tygodnie później niż u nas z uwagi na zmianę kalendarza), jednak nie tylko w niej widać tłum ludzi. Większość otwarta do 24, a niektóre dłużej. Ładne stylizowane knajpeczki z klimatem. Widać takie miastowe życie.

Dziękujemy za ten piękny wieczór, a praktycznie noc w knajpce Tabasco, takie niesamowite powitanie ponowne z Rosją i z Kaliningradem.

Gdy już wychodzimy na galerii handlowej zauważam znak prawosławnego jarmarku cerkwii z Rosji, Ukrainy, Grecji, Białorusi, gdzie będzie można kupić produkowane przez nich rękodzieła.

I jak w objęciach tego miasta nie zostać dzień dłużej…????

Gdzieś na obrzeżu miasta przy jeziorku znajdujemy nocleg, aby na drugi znów zawitać do centrum.

Tym razem za parking w centrum musimy zapłacić – brak miejsca na bezpłatnych (50 rubli – 3 zł za godzinę), jednak landrynka też może swoimi oczkami cieszyć się widokiem noworocznej choinki.

My na dzień dobry idziemy przywitać się z piękną nową cerkwią, w środku właśnie budują stajenkę i robią bożenarodzeniowe ozdoby.

 

Święta u nas trwają.

 

Bóg rodzi się w nas non stop

 

Uwalniam się od przekonania, że Bóg jest na zewnątrz

 

Pozwalam, aby Bóg rodził, się we mnie każdego dnia.

 

Przed cerkwią również stajenka przy której z radością fotografują się ludzie.

Święta , święta znów święta w nas.

 

 

Ile radości daje nam przebywanie tutaj.

Zaprasza nas i gości nowa część, stara w ogóle się do nas nie uśmiecha i nie zaprasza.

Potem jarmarki, jest ich kilka, jednak główny który nas tutaj zaprosił to prawosławny znajdujący się części parkingowej clever@ citycenter.

Na jarmarku jest prawie 100 wystawców część to cerkwie z ich produktami, część to tradycyjne produkty zioła, kremy, miody, troszkę ubrań z lnu, bawełny, wełny, nawet z Mongolii.

Na stoiskach cerkwi można cerkwi poza zakupem oferowanych produktów zioła, ikony, wyroby własne zamówić modlitwy.

Nie wyobrażam sobie jakby taki jarmark zrobić w Polsce, co by się działo. A daje to możliwość poznania wielu monastyrów, zobaczenia ich położenia – tego czym się zajmują, poznania mnicha czy mniszki. Dla mnie super.

Z rzeczy materialnych zafascynowały nas miody smakowe. Miody malinowe, sosnowe, z pierzgą, mleczkiem pszczelim, wszystkie praktycznie jagódki, z ziołami. Każdy zestaw dedykowany na określone dolegliwości. Wszystko jest po coś???

Bo malinowy to nie polega na tym że pszczoły zbierały pyłek z kwitnących kwiatów malin, tylko owocki zmieszane z miodem.

Nie pierwszy raz je spotykamy, jednak teraz pierwszy raz przyglądamy się ich produkcji. Jak informuje nas pszczelarka z Kubania (krasnodarski kraj) miód jest kupażowany w specjalnym wolno-obracającym się urządzeniu. Dlatego potem nie rozwarstwiają się, są bardzo jednolite i nie tracą swoich właściwości zdrowotnych.

 

 

Druga rzecz to grzyby kiszone : maślaczki, prawdziwki i inne. Są przepyszne. Jak tylko pojawią się latem będziemy zgłębiać tą technologię. Może ktoś już kisił i może coś doradzić.

 

 

A poza tym również dżemiki owocowe z roślin rosnących w Rosji poza wartościami smakowymi, każdy ma przypisane wartości lecznicze.

Zaintrygował mnie również maleńki szklany inhalator z Krymu, do którego wlewa się kropelkę olejku, a potem wdycha.

 

 

Dopiero to urządzenie uzmysłowiło mi ile taka maleńka kropelka ma w sobie życia, energii, wartości odżywczych ile zapachu.

Uświadomiłam sobie również, że gdzieś głęboko we mnie było przekonanie, że odżywiam się tylko przewodem pokarmowym, teraz uświadomiłam sobie (co na poziomie świadomym było oczywiste) – poczułam cała sobą, że odżywiam się całym ciałem, a ilość fizycznego ciężkiego jedzenia, nie ma wpływu na jakość i na sposób odżywienia ciała, wręcz szkodzi ciału niż pomaga.

 

Uwalniam się od przekonania, że odżywiam ciało tylko przez przewód pokarmowy

 

Otwieram kanały na odżywianie mojego ciała praną

 

Uwalniam się od przekonania, że odżywianie musi być ciężkie fizycznie i wypełniać mój żołądek

 

Pozwalam sobie na lekkie fizycznie, ale bardzo skoncentrowane energetycznie pożywienie jak np. prana

 

Poza jarmarkami syciliśmy się sklepami z bursztynowymi dziełami, szopkami, choinkami, mikołajami w galeriach handlowych i nie tylko.

 

 

 

 

Oddaliśmy się magi świąt , którą Rosjanie potrafią wg mnie tworzyć najlepiej ze znanych mi państw, może dlatego, że pozwalają sobie wejść w połączenie świata ludzi i zwierząt. Zwierząt które żyją w harmonii z człowiekiem, a Mikołaj rozdaje prezenty również zwierzętom…. 

 

 

 

 

Zamek Reszel – spokojne przejście w nowe

Sylwester na zamku w Reszlu 30 grudnia 2015 do 4 stycznia 2016

 

 

 

 

Bardzo lubię poddawać się temu co jest, doświadczać a przy tym pozwolić się zaskakiwać.

O zamku w Reszlu wielokrotnie mówiła Berenika u której zatrzymaliśmy się w Stajni Okliny. Wtedy tylko gdzieś to zanotowaliśmy, bez jakiejkolwiek potrzeby pojechania do niego. Jednak gdy droga poprowadziła nas do Giżycka, zdecydowaliśmy, że odwiedzimy wspominamy zamek.

Na miejscu okazało się, że są wolne pokoje tylko na jedną noc, na sylwestra było wszystko zajęte.

Wzięliśmy piękny ceglany pokój w poddaszu za 130 zł z dużym łóżkiem i kompletem wypoczynkowym oraz oczywiście łazienką i poddaliśmy się kontemplacji miejsca.

 

 

 

W międzyczasie okazało się, że jest wolny na okres Sylwestrowy mniejszy pokoik, ale bardziej podstylizowany na zamkowy. Z dwoma łóżeczkami i ławą , łazienką i ….. niesamowitym zamkiem z potężnym kluczem – na parterze budynku przy samym wejściu, z widokiem na dziedziniec i restaurację.

 

 

 

 

 

 

Miejsce było magiczne w swoim spokoju, a stylowy pokoik niesamowicie zapraszał, tak że postanowiliśmy spędzić tu przełom roku kalendarzowego. W restauracji miała być zabawa z dyskoteką (jednak nie pociągała nas, a wykwintne menu mięsno-rybne odpychało każdego wegetarianina), a szczęście nikt nas do niczego nie zmuszał, nawet odliczono nam śniadanie – co rzadkość i chwała im za to. Normalnie cena pokoju dwu osobowego o tej porze roku ze śniadaniem to 170 zł.

Sylwestra świętowaliśmy już w nowym pokoju – poddawaliśmy się atmosferze spokoju miejsca, nie musząc nic robić, nigdzie iść, po prostu być.

 

Uwalniam się od przymusu działania tak jak wyznaczają schematy społeczne

 

Działam tak jak czuję i wtedy jak czuję, wiem, że nic nie muszę

 

 

 

– To najbardziej spokojny Sylwester w moim życiu – stwierdził Bartek.

 

Nawet rozpoczęcie balu nie wpłynęło zbytnio na zmianę spokoju (zapewne ze względu na dwu metrowej grubości mury).

 

Zamek odziedziczony po Krzyżakach był siedzibą biskupów Warmińskich, w XIX wieku spłonął, następnie został odbudowany, więc to co negatywne przepaliło się kiedyś, a teraz dobre energie wspierają to miejsce. A tym bardziej nasz pokój, najmniej komfortowy, najmniej odwiedzany, najbardziej wystylizowany na średniowiecze. Dla nas bajka. Pokoik też bardzo szczęśliwy, że ktoś w nim mieszka i komuś się podoba.

 

Coś robiliśmy, działaliśmy – jednak bardziej było to z poziomu bycia, serca niż umysłu.

Umysł lubi być zajęty, lubi działać, zmuszać ciało do bezsensownego działania, a jak mu się to nie uda, to działa w swoim zakresie, w wyobraźni.

 

Uwalniam się od przymusu bycia zajętą w ciele i umyśle

 

Uwalniam się od przymusu bezsensownego działania

 

Tutaj w tym miejscu po prostu się było i działało

 

Działam z poziomu serca, a umysł wspiera i organizuje moje działania

 

 

Nagle ok. godziny 23 na dziedzińcu rozpalono ognisko na starej konstrukcji łóżka, niesamowite, taki prezent wszechświata. Nigdy nie pomyślanym, że możliwe są takie cuda, że jest możliwe ognisko na środku dziedzińca (rozpalono go, aby osoby wychodzące na papierosa mogły się dogrzać). Kolejne cuda, które dzieją się koło nas, w końcu tak lubimy ogniska – wiele sylwestrów witaliśmy przy ich ogniu – wszechświat wiedział, pamiętał i dał.

 

 

I kolejne wielkie zaskoczenie, gdy mówiliśmy ludziom z balu, że nie jemy mięsa, ryb patrzyli na nas jakbyśmy byli z innej planety i może troszkę nienormalni. Przejechaliśmy ostatnio wiele kilometrów, bo krajach typowo mięsnych i nigdzie nie spotkaliśmy się z taką reakcją.

Zresztą już sam wjazd do Prus spowodował, że kuchnia zaczęła być bardziej mięsna i z mniejszą ilością sałatek,warzyw.

Czyżby to Niemcy – Germanie, Prusacy, Ślązacy byli największymi smakoszami i fanatykami mięsa???

W najlepszym wypadku można tu zjeść placki ziemniaczane czy pierogi, zaznaczając wcześniej, że mają nie być smażone na smalcu. A sałatki w kartach bywają ….. w ilości czasem i kilku.

 

 

Ale wracając do magii nocy na dziedzińcu, ognisko które rozświetlało, ogrzewało i oczyszczało przestrzeń. Patrzyłam jak urzeczona, kolejny raz zaskoczona tym co dostaję i tym co pozwalam sobie brać.

Tak wiele razy coś do mnie przychodziło, a ja jednak tego nie wzięłam

 

Pozwalam sobie brać dary wszechświata

 

Biorę je z radością, wdzięcznością i nieskończoną miłością.

 

 

Zresztą wcześniej zamarzyły mi się kieliszki z cienkiego szkła na szampana i w sklepie z używanym AGD właśnie były takie po 1 zł za sztukę. Kolejne dary, kolejne cuda. I wskazanie wszechświata, że gdy będzie mi coś materialnego potrzebne na pewno to dostanę.

Powiem szczerze, że mimo tych wszystkich cudów doświadczanych przez ostatnie lata, w sprawie pieniędzy i dóbr materialnych najtrudniej mi poddać się prowadzeniu i mu zaufać.

 

Poddaję się prowadzeniu w sprawach pieniędzy i materii,

 

Na północ fajerwerki ładne kolorowe, jednak w tym małym ciasnym miasteczku huk był tak wielki, że gdzieś zabierał mi radość kolorów.

– Coś mnie rozrywa w środku – stwierdził Bartek .

 

Pozwalam sobie rozerwać stare sznury, kajdany, pętle, które ograniczają mój rozwój

 

Z radością, odwagą, lekkością i świeżością idę w nowe.

 

 

 

 

I to mówiąc wróciłam do ogniska na placu zamkowym, ciesząc się jak dziecko. Mimo, że nie byliśmy na balu czuliśmy się dobrze, swojsko, rodzinnie tutaj, tak dobrze, że wrzuciliśmy ziemniaczki do żaru ogniska (przypadkowo tego dnia kupione i umyte). Kolejny cud tego dnia, roku, życia…..

 

Cały wszechświat tańczył ciesząc się nowym, które właśnie nastąpiło

 

Stare odeszło spokojnie, łagodnie, a jego miejsce w praktycznie niezauważalny sposób zastąpiło nowe

 

Pozwalam sobie aby zmiany, przejścia w moim życiu były, łagodne, spokojne

 

Tego również i Wam życzymy w tym Nowym Roku, niech spokój tego co jest zagościł w Waszym życiu, bo to co jest w danym momencie jest najbardziej właściwe.

 

 

 

 

A sam zamek i magiczny pokój uwiódł nas swoim spokojem, na tyle, że zostaliśmy jeszcze parę nocy, ciesząc się z tego, że możemy doświadczać tego niesamowitego klimatu i sycić się nim.

Nadrabialiśmy blogowe zaległości, rozmawialiśmy ze znajomy i cieszyliśmy się miejscem.

 

 

 

 

Przyszła też wskazówka do pobytu w Polsce, że mamy tutaj otaczać się podobnymi do siebie. W Mongolii naszą siłę wzmacniała przyroda, przestrzeń, w Rosji też, a w Polsce ludzie rozumiejący nas .

Już teraz osoby otwarte zapraszamy do kontaktu z nami, w Bielsku zapraszamy do nas na wspólne bycie i dzielenie się swoimi uczuciami, spostrzeżeniami, doświadczeniami odnośnie nas samych. Bo przecież można rozmawiać o tym co się czuje, do czego dąży ……….

 

Otaczam się ludźmi podobnymi do mnie, którzy mnie inspirują, wspierają, dodają skrzydeł i dla których ja również jestem inspiracją, dobrym duszkiem.

 

A na zamku, w naszej rycerskiej komacie zostaliśmy jeszcze parę dni, nadrabiając blogowe zaległości i ciesząc się atmosferą tej przestrzeni.

 

 

Artysta który tworzył tą przestrzeń, te meble robił to z tą wibracją, której na ten moment nam bardzo trzeba.

Dziękujemy mu bardzo za stworzenie tej niesamowitej przestrzeni gdzie wizualna harmonia, komponuje się z energetyczną głebią i czystością boskiego działa.

Więcej o zamku na stronie http://www.zamek-reszel.com/