osoby

now browsing by category

 

Na drodze wzrastania…23.11.2016 Narwa Joensu – Estonia

Mam na imię Bartek i „rzadko” goszczę na blogu przemawiając do Was bezpośrednio, jednak wydarzenia ostatniego czasu skłoniły mnie do pewnej refleksji….

W ostatnim czasie bardzo niepokojący wydźwięk dla mnie mają wypowiedzi zarówno publiczne jak i prywatne Brygidy ( w tym te skierowane bezpośrednio do mnie). Mają one specyficzną odpychającą wymowę energetyczną skłaniająca mnie do zastanowienia się, czy aby na pewno nie jestem jakimś intruzem roszczącym sobie prawa do twórczości Brygidy zawartej na stronie brygidaibartek.pl . Ingerującym w dobro związane z powstawaniem tego dzieła.

Faktem jest że moje pojedyncze zdania, oraz nieliczne opisy przyrody, czy „akcji” giną w tysiącach stron już ponad 400 wpisów na blogu. Ale może jest już czas na to, aby zwrócić uwagę na wkład innych współtwórców tego bloga – bo tacy są. Zwykle do takiej sytuacji dochodzi gdy główna postać zaczyna przybierać na znaczeniu w swoich własnych oczach, bagatelizując wkład innych… Ale może teraz właśnie jest ten czas, aby sobie uświadomić kto wciąż fotografuje „Brygidę na krańcu świata” – wydobywając jej piękno na tle dziewiczej przyrody. Kto trzymając kierownicę „prze” dalej w nieznane , nie do końca bezpieczne, przy częstym lękowym sprzeciwie partnerki – tak by doświadczyć i pokazać niezakłóconą Pierwotna Wibrację dziewiczych lasów i gór w miejscach słabo dostępnych dla przeciętnego europejczyka. Właśnie taka jest geneza naszych podróży w tym wymiarze, bo będąc lepiej zaprzyjaźniony z dzikością lasu , pokazywałem jego magię Brygidzie, odkrywając przed nią czar nocy spędzonej w przyrodzie, a co za tym idzie urok tych pór, które aby ich doświadczyć i sfotografować trzeba pozostać na noc głęboko w dzikiej często lesistej przyrodzie. A na co jej psychika sobie dotychczas nie pozwalała.

Ten tekst to taka moja prywatna refleksja, bo tak się akurat składa że wielkość i ciężar lustrzanki powoduje niechęć brania jej do ręki przez Brygidę. Naturalnym jest że przepaść jakościowa fotografii wykonanych lustrzanką a kompaktem używanym przez moja partnerkę – powoduje sytuację w której częściej trafiają do publikacji fotografie z lustrzanki, a więc z mojej ręki, oglądacie zatem świat zawarty na blogu w dużej części moimi oczami (Brygidka je obrabia – jest w tym lepsza). Jest również sprawą oczywistą że wszystkie publikowane teksty przechodzą korektę stylistyczną, interpunkcyjną, do której całkowicie się zaangażowałem, czuwając nad gładkością wypowiedzi i uzgadniając sens niektórych fragmentów – tak byście Wy – czytelnicy mogli zatopić się bez zacięć w opisywaną przestrzeń. Poświęcam na nią wiele czasu, naturalnie stałem się więc wielbicielem twórczości Brygidy i jednocześnie jej krytykiem – zatem zachęcam i oddziaływuję pośrednio na jej sposób pisania, oraz zawarte treści,  w stronę tych najgłębszych wyznań z serca, tych odnoszących się do terapii, idących w stronę lekkości wypowiedzi oraz magii chwili, nastroju………..pomagam i wspieram swoją energią, gdy brakuje już jej własnych sił.

Czy zatem mam się czuć intruzem na blogu brygidaibartek?

 

abc

 

Naturalne jest zatem stwierdzenie że blog jest zapisem doświadczania przemiany wewnętrznej i zewnętrznej Pary Istnień, na tle piękna Matki Ziemi i jej naturalnej, unikalnej Boskiej Wibracji. Czując że inspirowany jest Mocą Światła – uważam go za dobro publiczne , a nie swoją własność prywatną. Cieszę się że mogę w ten sposób dzielić się czymś – co jest dla mnie ważne, bo tego dzielenia się w przeszłości mojego życia nie było wiele. Naturalne dla mnie jest również stwierdzenie, że blog powstawał przy udziale talentów, umiejętności, finansów, pasji z obu stron – co czym kto dysponował w danym czasie….tak by inni mogli skorzystać, inspirować się tym że droga życia może być połączeniem pasji i wzrastania duchowego.

Po przeczytaniu powyższego tekstu, czuję jaki ma wydźwięk, to skomlenie kojota o zaistnienie w „swojej własnej przestrzeni”. Ale może już czas, aby symbolika zwierząt mocy która pokazała mi się ostatnio w postaci np. dzikiego niedźwiedzia brunatnego – zaowocowała. Czas tylko pokaże czy „Niedźwiedzica” będzie w swoim rewirze tolerowała Dorosłego Samca, nawet jeżeli nie ma teraz godów……..

Tak, istnieję, jestem, doświadczam i rejestruję to za pomocą fotografii i filmów które są w części moim dziełem. Zmieniam się, i ta zmiana może nie do końca odpowiada Brygidzie (jest dla niej za wolna). O moich zmianach informuje poniższy filmik zamieszczony na youtubowskim kanale brygidaibartek.tv pod tytułem „Na drodze do prany – prolog” :

P.S. Obecnie przebywamy na niezwykle intensywnym warsztacie, polegającym na niemal już miesięcznym okresie, z którego co drugą dobę nie spożywa sie ani jedzenia ani picia. Oczywiste jest zatem że ruszyły procesy bardzo intensywnego i głębokiego oczyszczania z programów zapisanych na głębokich poziomach – szczególnie dotyczących  wczesnego dzieciństwa. Są powiązane z ciężkimi emocjami nienawiści, odrzucenia, które istniały w  rodzinach. Życzliwe osoby proszę o wsparcie energetyczne. Proszę również o to dla Brygidy. Bartek

Śmiej się gdy się kłócisz – kłótnia po ugancku

Uśmiechnij się, nawet gdy się kłócisz Petersburg 24 czerwca 2016

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Petersburg i okolica ma bardzo trudną energię, jednak gdy wchodzi się w sympatyczne enklawy, czuje niesamowicie. Takim miejscem dla nas był dom Andrzeja i Marysi, których odwiedziliśmy w drodze z Peterhofu do centrum. Parę lat temu spędziliśmy u nich ponad tydzień, też milej wspominając ich samych, niż pobyt w mieście.

Tym razem Marysia miała do nas przesłanie, wróciła właśnie z 9 miesięcznego wolontariatu w Ugandzie i opowiadała o swoich wrażeniach, o ludziach. Bardzo spodobał jej się sposób zażegnywania kłótni, jaki zobaczyła w miejscowości w której mieszkała.

Zresztą posłuchajcie sami na filmiku:

 

 

Wiele razy podróżując przez świat, rozmawiając z podróżnikami słyszymy że większa część świata jest bardziej uśmiechnięta niż Europa, Polska, Rosja.

Pamiętam jak kiedyś kolega pokazywał swój filmik kręcony w prymitywnej wioseczce w Etiopii, na którym w emocjach mówił:

Popatrzcie tu jest taka bieda, a oni się jeszcze uśmiechają”

A dlaczego mamy być ponurzy, gdy ktoś jest w czymś lepszy od nas?

Uwalniam się od przekonania że muszę być spięta, smutna ponura, gdy ktoś jest lepszy w czymś ode mnie.

Pozwalam sobie na radość zawsze i wszędzie

To my od nich mamy się uczyć radości, oni od nas może większej zaradności. Wymiana. Niech energia płynie.

Nie jeździjmy z poczuciem wyższości, patrzmy czego można się nauczyć. Każde miejsce, człowiek zawsze ma dla nas swoje przesłanie.

Uwalniam się od przekonania, że jak ktoś biedniejszy to gorszy we wszystkim.

Uczę się od każdego napotkanego człowieka

Fakt osoby mniej świadome uśmiechają się tak po prostu, żyją tak po prostu, nie mając zbyt wielkiej świadomości, że to jest dla nich najlepsze. Dlatego gdy pojawia się ktoś bardziej świadomy, wydaje im się, że jest lepszy i chcą doświadczać tego co on, zapominając często o tym jak żyli dotychczas i co dawało im radość. Przyjmuje nowy styl życia również bez świadomości.

A przecież te najprostsze rzeczy są najcenniejsze i chyba nieraz trzeba dużo doświadczyć, aby do tego dojść i tego się nauczyć.

Wracając do uśmiechu – my również od początku naszej podróży za inspiracją książek Norbakowa zaczęliśmy ćwiczyć uśmiech non-stop. Zaczęło wychodzić wszystko co nim jest.

Jestem instruktorką jogi śmiechu i wiem jak ważny jest śmiech. Jednak sam śmiech jest głównie silnym rozładowaniem emocji i silną informacją zabawy, radości. Natomiast uśmiech jest subtelną informacją do mózgu – jest wszystko dobrze.

Jest wiele badań naukowych na ten temat. Oto kilka z nich:

Tekst ze strony http://badania.net/lagodzacy-usmiech/

Tara Kraft i Sara Pressman z University of Kansas zaprosiły do eksperymentu 170 zdrowych studentów. Uczestnicy zanurzali na minutę rękę w wodzie o temperaturze 2-3°C, przyjmując w tym czasie neutralny wyraz twarzy lub uśmiechając się na siłę. Potem studenci poświęcali pięć minut na regenerację, a naukowcy mierzyli w tym czasie ich tętno.

W grupie osób uśmiechających się tętno uczestników było o wiele niższe niż w grupie osób z neutralną ekspresją twarzy. „Uśmiech łagodzi odpowiedź ciała na stresujący bodziec niezależnie od tego, czy w danym momencie czujemy się szczęśliwi, czy nie” – podsumowują badaczki.

http://www.polskieradio.pl/5/240/Artykul/184769,Nieszczery-usmiech-tez-przedluza-zycie

Lepszy nieszczery uśmiech niż żaden

Kryteria naukowe szczerego uśmiechu przyjęto w tych badaniach za 19-wiecznym neurologiem Guillaumem Duchenne, który je opisał. Prawdziwy uśmiech angażuje mięśnie w pobliżu kącików ust i wokół oczu. Za uśmiech fałszywy przyjęto ten, który angażuje tylko usta.

Po określeniu takich założeń pięciu naukowców dostało zdjęcia do analizy. Nie wiedzieli, jaki jest cel badań.

Badacze sprawadzili następnie długość życia 184 sportowców, spośród tych, którzy już nie żyją. Uwzględnili przy tym inne czynniki, które korelują z długowiecznością, jak np. wyższe wykształcenie i dobre zdrowie.

http://www.parkpsychologii.pl/artykuly/291-moc-usmiechu

3. Uśmiech pomaga redukować stres.

W opublikowanym w 2012 roku w Psychological Sciencebadaniu naukowcy przebadali 170 osób, którym polecono trzymać w ustach ołówki/pałeczki i uśmiechać się w różnym stopniu po wykonaniu stresującego zadania. Wyniki tego bardzo popularnego badania wskazały, że u osób, które uśmiechały się w największym stopniu szybciej ustępowały objawy stresu.

Kiedy się śmiejesz, zmieniasz się,
a gdy ty się zmieniasz, cały świat się zmienia”

dr Madan Kataria twórca jogi śmiechu

Sami w czasie naszego miesiąca z uśmiechem widzimy, że pewne tematy po prostu odpadają, że nie sposób o pewnych rzeczach mówić z uśmiechem. Nie da się.

Czasami, śmiejemy się, szczególnie gdy jedno z nas ma doła, a od drugiej strony następuje terroryzm uśmiechu.

Jednak gdy damy się namówić na uśmiech (nawet sztuczny) – problem w psychice znika. Popróbujcie sami. Zróbcie sobie na początek godzinę dziennie z uśmiechem. I tak jak pisałam to nie ma znaczenia, czy jest on szczery czy wymuszony.

Szczególnie warto praktykować w momentach trudnych i nie dać zwieść się komentarzami umysłu. Śmiać się z nich lub do nich jak kto woli. Być świadomym siebie.

Uśmiecham się do siebie i całego świata dookoła

I jak się tak nastraja umysł to nawet spotyka się uśmiechnięte samochody – jak ten na samej górze.

Dziękujemy Marysi i Andrzejowi za spotkanie, za odpoczynek w wirze ciężkich energii miasta.

Spotkania z ludźmi – Paweł z Warszawy koastudio

Spotkania z ludźmi – Paweł Warszawa 25 maja 2016

W czasie naszego czteromiesięcznego pobytu w Polsce były osoby z którymi widzieliśmy czy słyszeliśmy się często niezależnie od miejsca zamieszkania, ale były też osoby mieszkające w Bielsku z którymi kiedyś się widywaliśmy, a teraz nie szła na to energia.

Na początku było nam jakoś dziwnie, że pewne osoby nie chcą się z nami spotkać, jednak jeżeli chcemy być w przepływie to przecież spotkania z ludźmi nie mogą być wymuszone.

Jedni przychodzą – drudzy odchodzą, wszechświat nie lubi pustki.

A wszystkie spotkania były szczere, niewymuszone i zazwyczaj radosne, pozytywne.

Pojawiali się nowi wspaniali znajomi podążający po podobnej drodze jak my lub bardzo otwarci na świat i innych. Dzielący się swoim światem i otwarci na świat innych.

Z Pawłem znamy się lata – robił wszystkie nasze piękne filmiki:

 

 

 

 

Tym razem również wymyślił, że zrobi filmik o naszej Landrynce. Wczesną wiosną umówiliśmy się z nim w Gaju u Bartka ojca.

Wyszedł genialnie, zobaczcie sami:

 

 

I teraz wyjeżdżając na kolejną podróż odwiedziliśmy go w Warszawie, widząc się z nim kolejny raz w czasie tego pobytu. Dziękując za filmy i ciesząc się ze spotkania.

Mimo gościnności i zaproszenia Pawła , postanowiliśmy późno w nocy wyjechać z Warszawy, aby znaleźć sobie nocleg, gdzieś…..wyszło że na stacji benzynowej. I tak naprawdę powoli rozpoczynać podróż.

Nad Bajkałem powitały nas Buranowskie babuszki

Buranowskie babuszki radość bycia 19 września 2015

 

 

Gorjaczinsk kurort nad Bajkałem.

Do miasteczka przyjechaliśmy parę godzin wcześniej.

Jest 15,45 po spacerze nad Bajkałem idziemy oglądnąć sanatorium i zapytać o ceny procedur.

Dziewczyna w recepcji informuje nas bardzo sympatycznie o wszystkim, łącznie z tym, że są tutaj organizowane wczasy głodówkowe (w sanatorium oficjalnej medycyny!).

Na koniec pokazuje maleńki plakacik i mówi:

– Dziś u nas w klubie są Buranowskie babuszki .

Robimy wielkie oczy

– Nie znacie – pyta zaskoczona .

– Nie – odpowiadamy zgodnie z prawdą.

 

 

Jednak ciągnieni niewidzialną siłą idziemy do klubu, w końcu przyszliśmy dokładnie na występ (mogliśmy przecież pierwsze iść do sanatorium, a potem nad Bajkał).

Wchodzimy na sale klubu wyglądającego jak z czasów komunizmu, po brzegi wypełnionej ludźmi (wstęp 150 rubli – 9 zł.).

– O nieźle – stwierdzamy.

Na scenie produkuje się jakiś zespół z buriackich strojach, patrzymy po sobie ……..

– No dobra po coś duchy nas tutaj posłały.

 

 

Gdy nagle ten zespół zaprasza na scenę, witając chlebem i solą, główna atrakcję popołudnia czyli Buranowskie babuszki.

Od razu zmienia się energia, na scenie pojawia się 6 kobiet, z czego większość ma po 70-tce.

Śpiewają międzynarodowe szlagiery, dając w to niesamowitą radość istnienia. Radość bycia i świeżość.

Jak same mówią – jechały tutaj 3 dni pociągiem, czasem i ciśnienie skakało. Jednak sama myśl występu dodawała im siły.

A skąd znane są Buranowskie babuszki.

W 2012 roku zdobyły 2 miejsce na festiwalu Eurowizji, a potem wystąpiły na Olimpiadzie w Soczi.

Zresztą z Soczi związana jest niesamowita historia. Najpierw komitet olimpijski zaprosił babuszki na olimpiadę, jednak potem dostały informacje, że nie ma pieniędzy na ich występ.

Jedna z babuszek, była nauczycielka przedszkolna, stwierdziła jedźmy za nasze pieniądze – cerkiew poczeka (budują za pieniądze z występów chram ) – ja zawsze chciałam wystąpić na olimpiadzie.

I pojechały ……. i wystąpiły, a wszystkim sportowcom rosyjskiej federacji podarowały własnoręcznie wykonane na drutach kukiełki – ich firmowy symbol szczęścia. Potem już na zakończenie zostały zaproszone przez rosyjską federację, parę dni wcześniej. 

 

Właśnie czy na olimpiadzie mogą występować tylko sportowcy?

 

 

A co z kościołem ?

Cała ich historia związana jest z kościołem, gdyż zespół istnieje 40 lat. Jakiś czas temu jakieś 10 lat lub wcześniej, ktoś dał ich występ na youtube.

We wsi w której mieszkają (ok. 700 mieszkańców) był zniszczony kościół, który bardzo chciały (nie tylko one) odbudować i gdy tak myślały jak to zrobić zadzwonił telefon z prośbą o nagranie kilku przebojów w ich wykonaniu (tłumaczą też międzynarodowe szlagiery na język udmurcki) z zaznaczeniem, że dobrze za to zapłaci.

I tak zaczęła się ich historia. Większość honorarium przeznaczają na odbudowę cerkwi w ich rodzinnym Buranowie, która już prawie jest dokończona.

 

 

Cieszą się z tego co robią pokazując światu radość działania w podeszłym wieku (bez wypierania się chorobami – bo też je mają).

Jedna z babć opowiadała, że jest po operacji kolan, na scenie stoi tylko 2 godziny, resztę siedzi. Więc bez problemu daje radę…….

Oczywiście cała historia babuszek nie obyła się bez skandalu (o tym dowiedziałam się przeszukując internet, na koncercie podkreślano wiele razy, że jesteśmy PRAWDZIWE BABUSZKI (czego nie rozumiałam, myślałam , że chodzi o wiek)

W sierpniu 2014 roku ich manager postanowiła wymienić skład babuszek na bardziej zdrowy i profesjonalny – z lepszymi głosami, lepiej ruszające się na scenie, inaczej mówiąc pod znaną już nazwą zrobić profesjonalny zespół, nie pochodzący z tej miejscowości.

Na początku babuszki się obraziły, a teraz z tego co widzę są dwa zespoły.

adres do prawdziwych babuszek http://www.buranovskie-babushki.ru/

My mieliśmy właśnie to szczęście trafić do tych prawdziwych, czasami i prawie 80 letnich gwiazd estrady, tych które występowały w Soczi i na Eurowizji. Mieliśmy okazję nakarmić się radością prostego działania, dlatego że działam.

Bez przymusu robienia wielkiej kariery i zarabiania dużych pieniędzy.

 

Uwalniam się od przymusu zrobienia wielkiej kariery w tym czym się zajmuję

 

Uwalniam się od przymusu zarabiania wielkich pieniędzy w tym co robię

 

Uwalniam się od przymusu osiągania czegoś w tym co robię

 

Pozwalam sobie robić swoje rzeczy z radością

 

 

Właśnie przykład babuszek pokazuje, że nawet w dzisiejszym agresywnym świecie Show Biznesu można przyjść z nikąd – gdy prowadzi wszechświat i ma się serce na dłoni (kiedyś znajomy mi biznesmen – bardzo bogaty człowiek promował córkę piosenkarkę – jej nazwisko jest znane w Polsce – powiedział – zawsze myślałem że chamstwo, podchody, agresja wobec innych itp. jest największa w klasycznym biznesie, ale show biznes bije go kilkakrotnie)

 

Teraz są dwa zespoły – jeden serca, a drugi profesjonalny, każdy może wybrać jakiej energii potrzebuje.

Boimy się działać z sercem, dlatego zasłaniamy się profesjonalizmem. Oczywiście jedno z drugim może iść z parze.

Choć sama nazwa profesjonalista – przesiąknięta jest silną dawką EGO.

 

Uwalniam się od przymusu bycia profesjonalistą w tym co robię

 

Pozwalam sobie działać z radością

 

 

 

I tak pochłonęliśmy się koncertem, wtopiliśmy w jego niesamowitą energię, na sali bez specjalnej akustyki i nagłośnienia. Pozwoliliśmy się z stopić z kobietami, z ich radością robienia tego co robią.

Gdy koncert się skończył byłam przepełniona energią.

To może taka rada, popatrzcie jak czujecie się po koncertach, filmach, oglądaniu tego przy czym macie odpoczywać – czy dodaje Wam to energii czy tylko jak krytycy troszkę zmęczeni tym co zobaczyliście mówicie:

NO FAJNE…..

A w duszy czujecie coś innego.

Nie wierzcie autorytetom, intelektualistom – słuchajcie tylko siebie, przecież do baku samochodu nie wlejecie świadomie paliwa po którym samochód będzie w sposób senny i zmęczony jeździł. Od razu wiedzielibyście, że jest złe. I co ważne, nie ma rzeczy które w danym momencie podnoszą energię wszystkim. Każdy z nas potrzebuje innej energii, w danym czasie. Zresztą to co dziś obniża naszą energię, jutro może podnosić i odwrotnie.

 

Uwalniam się od przymusu wierzenia autorytetom, intelektualistom

 

Uwalniam się od wstydu za to jaka jestem

 

Pozwalam sobie na to co sprawia mi przyjemność, dodaje energii – niezależnie co o tym myślą o tym inni.

 

I tak z wielkim przesłaniem tych niesamowitych kobiet, robiąc zdjęcia z nimi i kupując kalendarzyk (30 rubli – 1,8 zł), napełnieni energią radości pojechaliśmy nad Bajkał na nocleg .

 

Moje działanie przepełnia radość, inicjatywa

 

a tu kilka piosenek tych niesamowitych kobiet

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

dziękujemy za to piękne spotkanie, za spotkanie z osobami które robią to co mają robić

 

A na koniec opowiadana anegdota

Zapytano jednej z babć co myśli, jak do ich popularności odnosi się Ałła Pugaczowa

babcia trochę zdezorientowana pytaniem odpowiedziała:

– Ona ma swoją robotę, ja mam swoją.

 

Sałatka z białego chińskiego grzyba

Biały grzyb – trzęsak morszczynowaty sałatka

 

 

Internet jest fantastycznym narzędziem, dzięki niemu można mieć kontakt z cały światem, będąc gdzieś pozornie na jego końcu.

I tak wpadł mi w oczy artykuł mojego wielkiego mistrza jedzenia produktów dziko rosnących Łukasza Łuczaja http://lukaszluczaj.pl/czy-jadles-kiedys-biala-drzewna-meduze-to-trzesak-morszczynowaty-tremella-fuciformis-berk/ który właśnie wrócił z Tybetu, i pisał o trzęsaku morszczynowatym.

Dokładnie takie kupiliśmy, suszone – dość dawno temu w koreańskim sklepie na targu w Barnaul, i z raz czy dwa razy przygotowaliśmy z sosem na bazie sosu sojowego z orientalnymi przyprawami.

 

 

Przygotowuje się je dość prosto, najpierw należy grzyby namoczyć na ok. 1 godzinę aby zmiękły, dobrze odsączyć a potem robić już z nimi można wszystko.

Tym razem dodałam kiszonej kapusty (sami robiliśmy ze wspaniałej mongolskiej kapusty) majonezu i orientalnych przypraw. Sałatka wyszła rewelacyjna

 

 

Dobrze jest zaraz po odsączeniu wody szybko dać te składniki, którymi chcemy aby przesiąkł, gdyż tak jak soja łapie smak tego czym go doprawiamy.

Można z octem i orientalnymi przyprawami.

Można również na ciepło. Jak zwykłe inwencja nie zna granic, a eksperymenty smakowe poszerzają nasze horyzonty i pozwalają wyjść poza znajome smaki i potrawy.

Odwagi w kulinarnym i nie tylko eksperymentowaniu.

Artykuł Łukasza poniżej,

Chiny zawsze zaskakują nas wielością ingrediencji. Spopularyzowały się już u nas chińsko-japońskie uszaki (Auricularia) ale przybyszów z Europy wciąż zaskakują podobne grzyby o białej barwie. Jest to trzęsak morszczynowaty (Tremella fuciformis Berk.) powszechnie w Chinach uprawiany i konsumowany. Można go też kupić w postaci suszonej w sklepach. Ma bardzo delikatny przyjemny smak i jest wart rozpropagowania w Polsce. Jadłem już kilka lat temu, ale jakoś w tym roku w Chinach wszędzie ją dostrzegałem i pojawiła się w kilku potrawach. Wpierw myślałem, że to jakiś chiński szmaciak, dopiero potem okazał się, że to trzęsak.

W Chinach nazywany jest 银耳 (yín ěr; „srebrne ucho”), 雪耳 (xuě ěr; „śnieżne ucho”); or 白木耳 (bái mù ěr, „białe ucho drzewne”), w Japonii shiro kikurage (シロキクラゲ, „biała meduza drzewna”). W Wietnamie znany pod nazwą nấm tuyết or ngân nhĩ.

W Polsce dziko występują inne gatunki trzęsaków. Ciekaw jestem czy ich próbowaliście? Bo ja jeszcze nie…

Smacznego