podróże

now browsing by category

 

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas, Krym 01.-10.05 2019

 

 

a79

a45

Wszechświat od początku pokazywał i ostrzegał abyśmy sobie dali spokój. Już jadąc przez Polskę, mając napięty czas dojazdu na warsztat, zmagaliśmy się z porywistym wiatrem w drodze w kierunku Moskwy. Potem już poniżej stolicy Rosji coś zaczęło piskać w aucie. A jak już dojechaliśmy na miejsce, chciano zakwaterować nas w świeżo malowanym jeszcze cuchnącym farbą pokoju i ze zdumienia przecieraliśmy oczy na widok wnętrza hotelu pełnego ludzi imprezujących przy stole zastawionym misami z szaszłykami. Smród był taki że myśleliśmy, że to nie jest ten hotel z warsztatem.

 

a23

a12

Zabrakło w nas trzeźwości i przyznania się do tego, że to my się pomyliliśmy jadąc tu trzy i pół tysiąca kilometrów!!!
Bo co to za pomysł aby wybrać taką lokalizację. Uczestnikom wchodzącym w procesy niejedzenia raczej potrzebna jest przyjazna, miękka wibracja miejsca. A nie codzienny smród gotowanej baraniny, bo jak się okazało w kolejnych dniach pobytu hotel wypełniony był robotnikami z republik kaukaskich, którzy przyrządzali sobie samodzielnie posiłki- głównie mięsne.
W czasie warsztatu byłem 6 dni na wodzie i musiałem przechodzić przez falę odoru kuchennego gotowanych zwłok zwierząt. I to często baraniny która ma taki smród, że od opuszczenia pawia ratował mnie pusty żołądek. Wszystkie osoby będące na głodówkach wiedzą jaką wrażliwość osiąga się w kwestii zapachu, odczuwania energii, wibracji miejsc i osób, zatem prowadzący warsztat ma zadbać o wibracyjnie przyjazne miejsce! A nie hotel robotniczy, gdzie się pali papierosy i pije alkohol.

a57

a40

Niestety zakpiono z nas. W ofercie reklamującej całość wydarzenia był komfortowy hotel, po zgłoszeniu się na warsztat dopiero zostaliśmy poinformowani że tylko część z uczestników będzie miała pokoje z łazienkami. A w rzeczywistości nikt takiego nie miał. Uczestnicy gnietli się w trzy lub czteroosobowych pokojach mając do dyspozycji 2 toalety i prysznic z umywalką na 14 osób. Nam dano pokój w części hotelu robotniczego ze wspólną łazienką na 12 mężczyzn. Nic do nich nie mam, muzułmanie są czystsi od nas – tylko ta liczba osób powodowała że podczas dziesięciodniowego pobytu byliśmy tylko jeden raz pod prysznicem. Stanie bowiem po kostki w przypchanym baseniku prysznica używanym wcześniej intensywnie nie należy do przyjemności.j
A te przyjemności zażywali tylko uczestnicy, ponieważ organizatorzy, w tym Galina mieszkali w swoim własnym położonym w pobliżu domu. I przychodzili jak do pracy. To że jest to Rosja – to ściema, jest ona tak samo cywilizowana jak Polska, w szczególności tu nad morzem Czarnym, gdzie baza turystyczna jest potężna od lat.

a54

a58

I to właśnie potęgowało rozczarowanie nasze i innych uczestników z którymi rozmawialiśmy. Nad samym lustrem morza teraz przed sezonem pokoje dwu osobowe z łazienką zaczynają się od 60 zł od osoby, a koszt warsztatu był z wysokiej półki pranobiznesu. Były zatem środki by nie lokować go w hotelu robotniczym. Część uczestników przyjechała również odpoczywać po prostu nad morzem Czarnym, a mieliśmy około 1,5 kilometra do brzegu i co najmniej 20 – 30 minut drałowania z powrotem pod niezłą górkę. Spacery są zdrowe – owszem, pod warunkiem jednak że ich trasa nie przebiega w ruchu samochodów, jak w naszym przypadku.

 

 

a98

 

 

Nic więc dziwnego że prowadząca warsztat Galina z każdym dniem była w gorszej kondycji psychofizycznej, która i tak nie była od początku górnolotna. Na pewno próbowała roztoczyć i utrzymać przestrzeń energetyczną. Jednak w tych warunkach dużo ją to kosztowało. Zapewne była od początku świadoma tej wtopy z lokalizacją warsztatu. Zwyciężyła wygoda i chęć zaoszczędzenia na zakwaterowaniu organizatorów.

 

a62

 

a63

 

 

Galinę poznaliśmy rok temu we Włoszech na zlocie Prana World Festiwal. Była wtedy kwitnąca. Coś się stało przez ten rok. Gdybyśmy byli tego świadomi nie przyjechalibyśmy tutaj.

 

a78

a12 (1)

A sam warsztat. Pierwsze dni to wycieczki po okolicznych górach połączone z medytacjami. Medytacje Galiny to coś co nas do niej przyciąga i na nie liczyliśmy. Niestety były tylko jedna, w nieliczne dni dwie dziennie, i też takie dni bez niej.

a19

a15

 

 

Każda sytuacja coś jednak wnosi w życie. Dla mnie była to puszczona bariera możliwości mojego ciała. Do teraz okresy na samej wodzie spędzałem wyłączony z życiowych funkcji, przeważnie słaby i obolały trzymałem się domu i łóżka. Teraz w trzecim dniu uznawanym za najtrudniejszy bez jedzenia, szedłem (co prawda ciężko) w kilkugodzinnym marszrucie przez góry, gdzie podejścia były całkiem konkretne. A po 6 dniach pijąc tylko wodę, nie widziałem upadku wagi ciała, co mnie bardzo ucieszyło, bo wcześniej bywało dramatycznie w tym temacie. Może to być takie „załapanie” projektowania wagi ciała.
Dla Brygidki czas był na odpuszczenie rozdrażnienia, wysiłek wniesiony podczas warsztatu i po nim – przyniósł skutki.

a17

Oboje również zmodyfikowaliśmy swoje odżywianie, idąc w stronę lekkości i płynnej diety.
Wyjeżdżamy z mieszanymi uczuciami, rozczarowani, i wręcz z poczuciem oszukania nas przez twórców warsztatu. Warsztatu gdzie nie został zrealizowany program, a organizator potem przesyła przez Internet brakujące tematy – jako zapisy z innych seminariów – po naszych interwencjach. Warsztatu gdzie niektóre wykłady, jak np. nauka uzdrawiania były na bardzo niskim poziomie, ograniczającym się do suchego tłumaczenia zasad, stojąc nad ciałem osoby wziętej do demonstracji. Gdzie nawet dochodzi do spięcia pomiędzy prowadzącą a uczestnikiem, który zwraca uwagę że chciałby nie tylko usłyszeć jak się robi zabieg ale też to zobaczyć. Nie doszło do demonstracji procesu, ani wyjaśnienia tych emocji. Filozofia Galiny opiera się bowiem na pozytywnym nastawieniu do myślenia i każde złe, krytyczne słowo jest wielce niestosowne. Dla nas to wielka iluzja zamiatania pod dywan swoich emocji, racji, prowadzi to tylko do frustracji, a nie poznania kawałka siebie właśnie w stosownym miejscu – czyli na warsztacie.

a69

Ten kurs był na znacznie niższym poziomie niż ten który kupiliśmy wcześniej przez Internet. Podobnie jak wcześniej kupione przez Internet warsztaty z których bardzo skorzystaliśmy jak np. praca z rodem lub oczyszczanie z pasożytów.
Słaby był też typowo marketingowy dzień poświęcony omawianiu preparatów oczyszczających, o których można sobie przeczytać po prostu w Internecie. Nie podobało nam się również wypełnienie przerw prowadzącej Galiny dodatkowo płatnym zabiegami energetycznymi lub konsultacjami. W programie warsztatu nie było ich przewidzianych w formie bezpłatnej, ani żadnej innej pracy indywidualnej, nawet pytania na osobności – choćby po to aby poznać samopoczucie uczestników. Powodowało to właściwie brak kontaktu z prowadzącym poza wykładem na sali.
Ciekawą sprawą lecz wprowadzającą zamieszanie było proklamowanie przez jej córkę surowej diety. Rodziło to sprzeczność kiedy Galina mówiła o opróżnieniu jelit jako sposób na powrót do harmonii ciała i jego samowystarczalność w zakresie witamin i minerałów, a jej córka o konieczności dostarczenia ciału zrównoważonej w witaminy i minerały diety. Może ma to ukryty sens, ponieważ warsztat ten przyciąga do siebie osoby w zdecydowanej większości które odżywiają się mięsem. Opowiadanie im o tym aby przestali w ogóle jeść – to czysta abstrakcja i fantazja. Zaawansowanych informacji o odżywianiu się czystą praną było zatem prawie nic, i tyle co nic się nowego dowiedzieliśmy. Warsztat uważam jest skierowany do osób które chcą się zorientować – co to jest w ogóle PRANA?

received_381734236019266

received_190565298543548

Hołd natomiast należy oddać mistrzowi kuchni , który przygotowywał surowe dania dla tych co chcieli jeść.

k3

 

 

 Pomysłowość i smak zup których próbowała Brygidka był wyśmienity. Kucharz był również mistrzem ceremonii witkowania w saunie – dziękujemy raz jeszcze.
P.S. Jednak dowiedziałem się czegoś nowego, gdy godzinę przed wyjazdem wziąłem sobie dodatkowo płatną sesję….
Koncepcja że warto posiedzieć w polu osoby wyżej wibracyjnej nie miała tu zastosowania że względu na stan psychofizyczny prowadzącej. Powyższy tekst zawiera nasze odczucia po warsztacie z pranojedką Galiną El-sharas .

received_2393250174240193

received_311973703026898

P.P.S. Brygida słuchając prowadzonego przez obie panie „klubu szczęścia” po zakończeniu warsztatu, i słysząc rozpływanie się nad tym jak on wspaniale wypadł – ku zadowoleniu, szczęściu i radości wszystkich uczestników – zaprotestowała pisząc prawdę o warsztacie w komentarzu. Oraz to że rozmawiała z wieloma innymi uczestnikami którzy mieli podobne zdanie. Została natychmiast wyrzucona dyscyplinarnie z klubu, a jej komentarz usunięto. Podobnie wyraziła się publicznie podczas końcowego spotkania, gdzie każdy mógł wyrazić swoje zdanie. To że inne osoby nie zwróciły uwagi na to co im się nie podobało, przypisujemy obserwowanej przez nas w Rosji problematycznej komunikacji międzyludzkiej dotyczącej emocji i uczuć. Byliśmy uczestnikami klubu od 7 miesięcy i zawsze dziwiliśmy się dlaczego Galina miała tyle warsztatów, a na klubie szczęścia jest 10 osób? Może jednak wcale się te warsztaty nie podobają się tak mocno jak to mówią organizatorki.
Ale na pewno cała ta sytuacja przyjazdu na Krym jest pozytywnym aspektem warsztatu, bo tak nie przyjechalibyśmy tu, a podoba nam się półwysep teraz we wiosennej odsłonie.

 

 

received_355628321762156

Krymski Monastyr Topolivski

Krymski Monastyr Topolivski. 31.05. 2019

 

 

d77

 

d81

 

 

Brygidka była tutaj dwadzieścia lat temu, mieszkała wtedy na wybrzeżu w Sudaku. A do klasztoru na wycieczkę wyciągnęła ją gospodyni jej kwatery. Udały się na 30 kilometrową wycieczkę w głąb gór Krymu. Był tutaj maleńki klasztorek z różową cerkiewką.

 

d74

 

d80

 

A u podnóża drogi prowadzącej do niej smażyły się wspaniałe czyburieki… Jakie było zaskoczenie gdy obok urosło kilka potężnych obiektów. Nową cerkiew jeszcze budują i dzwonnicę też, ale dom pielgrzyma, trapeza, piekarnia działają . Czyburieki może są ale już w dużej restauracji….
Przywitał nas anioł w postaci ochroniarza obiektu. Z racji później pory, zapytał czy mamy gdzie spać. Gdy poinformowaliśmy go o naszym domku na kółkach, stwierdził że możemy spać na parkingu klasztoru pod jego opieką. Przyjęcie było niezwykle życzliwe, ucieszyliśmy się że tak powitał nas Krym. A w zasadzie powitanie nastąpiło gdy jechaliśmy przez nowy most (darmowy przejazd), zauważyłem w morzu dwa delfiny… A delfiny w symbolice to radość życia. Mówią „popatrz , co Ci sprawia przyjemność i daje radość życia. Teraz z delfinem u boku, sprawy zaczną się rozwiązywać z zabawną łatwością. Delfin w przyjacielski sposób zachęca Cię do zabawy oraz doświadczenia uczucia radości i szczęścia.”
Cytat zaczerpnięty z książki J Ruland „ Zwierzęta Mocy”.
Nie pozostawało nic innego jak iść za przesłaniem i skorzystać z kąpielowni klasztornej.

 

d79

d79 (1)

 

 

d78

 

Położona 1,5 km w głąb lasu, na źródełku czystej, lodowatej wody dała obmycie z energii podróży…

 

d76

Morze Azowskie

Morze Azowskie, 30 kwiecień 2019

 

d70

 

d67

 

d65

 

Nareszcie morze piasek, ciepełko. Tylko woda chłodna , żeby nie powiedzieć zimna. To morze zawsze lubimy, ono nas przyjmuje. To nad nim mamy najpiękniejsze zachody słońca.

 

d63

d60

 

Ma wyraźnie miękką energetykę, wraz z otoczeniem, mieszkańcami. Tu są warunki do prawdziwego odpoczynku na pięknych piaszczystych plażach. Tu jest przestrzeń pomiędzy turystami, nie należą bowiem jej kurorty do wyjątkowo modnych.

 

d66

d68

 

Nawet miejsc do dzikiego obozowania starcza, co przypominam jest w Rosji legalne… Po okresie zimy tego ciepła się chce…. Jedziemy zatem dalej wzdłuż piaszczystych plaż w stronę przeprawy promowej do Kercza. Długie szerokie plaże, średniej wielkości ciche kurorciki – robi to wszystko dobre wrażenie.

 

d73

d64

Widać także dynamikę rozwoju winiarstwa w tym regionie. Połacie nowych i starych winnic, domy wina przy drogach. W jednym z nich po kilkunastu minutach dogłębnych studiów nad szczepami winorośli zamkniętymi w butelce kupujemy…….. sałatkę w słoiku domowej roboty. Jest to bakłażan grillowany a potem marynowany lub kiszony, wszystko to w swojskiej wersji lub stylizowane na nią. Świetny pomysł dla osób niezdecydowanych czy pić, czy nie pić…

 

d61

Przesłanie Wielkiej Niedzieli

Przesłanie Wielkiej Niedzieli Biełogorie 28 kwietnia 2019

 

d41

 

d43

 

 

Biełogorie nad Donem, niedaleko granicy z Ukrainą, pieczary w których żyli mnisi.
Jesteśmy tu trzeci raz.
Oprowadzający nas zakonnik w najsilniejszym miejscu w pieczarach robi nam małe kazanie.

d47

d45

Słowa płyną przez niego, nie ma w tym umysłu, jest pewność własnej drogi.

“Gdy nauczysz się słuchać ciszy, to nauczysz się słuchać Boga”

Gdy ktoś pyta o miejsce modlitwy odpowiada z przekonaniem:

“Nie liczy się miejsce, liczy się jakość
Nie liczy się ilość pokłonów, a jakość kontaktu”

Przy pożegnaniu z nami podkreśla:

“Akcent zawsze ma być na BÓG.
Boskie prowadzenie, przejawiane przez słowa, ciało, duszę”

Jakie piękne przesłanie tej niedzieli. (Spisane rączką Brygidki)

d42

d59

Kontemplujemy go podziwiając rozległy pejzaż ze skarpy nad wodami Donu, za którym roztaczają się lasy po horyzont.

d48

We wnętrzu góry rozciąga się sieć chodników które kiedyś miały kilkanaście kilometrów. Zwiedza się ich część w świetle świec.

d47 (1)

 

Początek datuje się na VIII wiek. Zasiedlali je na przemian mnisi i zbójnicy. Potem car dał środki na budowe dużego nadziemnego monastyru. Miejsce to było silne duchowo i świadomościowo, zapewne dzięki mnichom medytującym po kilka lat w odosobnieniu w ciemności. Po rewolucji październikowej został całkowicie zburzony, ciekawe dlaczego bo obiekty innych klasztorów zwykle były przeznaczane do różnych celów.

Jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy odpowiedzieć na inne zaproszenie przyniesione przez kobietę-anioła w kąpielowni w Zadońsku.

Jedziemy 60 kilometrów dalej do żeńskiego monastyru położonego w górskiej dolinie obok miejscowości Kostomarowo.

d52

d51

 

 

Stary monastyr i cele mniszek wykute są tu w skale jako pieczary. Oczywiście jest również współczesna świątynia i budynki klasztoru, jednak te w jaskiniach mają swój klimat.

d56

d57

 

Panuje w nich dość przenikliwy chłód, to efekt również ciepłej pogody na zewnątrz. Uwijają się tam siostry. Jedna z nich zwraca na siebie moją uwagę zdumiewającą pogodą nastroju…. W innych też jest bardzo dużo uśmiechu.

d53

d55

 

Widzimy też to co już wcześniej spotykaliśmy. Klasztory próbują być samowystarczalne, uprawiając warzywa, ziemniaki, nawet winorośl i hodując krowy, kury. W trapezie można zatem kupić mleko, śmietanę.
Dolina jest także usytuowana nieopodal rzeki Don. Który kilkaset lat temu pełnił rolę drogi…

 

d58

Wielkanoc w prawosławiu

Moskwa , a właściwie Plac Czerwony 26-27.04.2019

d30_resize_8

 

d31_resize_83

 

 

Tak się złożyło że wielkanocne święta katolickie spędziliśmy jeszcze w Polsce, a na święta prawosławne przypadające tydzień później wjechaliśmy prawie do Rosji. Tak wiec w tym roku mieliśmy święta przez dwa tygodnie. Nadało to kolorytu odwiedzanym miastom, monastyrom.

d34_resize_56

 

d33_resize_71

 

Wszędzie był świąteczny nastrój, a z racji wolnych dni Rosjanie gromadnie wychodzili na ulicę Moskwy i do cerkwi. To głównie przy nich było sporo dodatkowych straganów , w których królowały tradycyjne świąteczne wypieki. Nie ma w nich nic nadzwyczajnego , kułycz to podstawowa babka – proste drożdżowe ciasto z białej mąki – prawie bez smaku, za to tanie – tak by każdego było na nie stać (3 zł).

 

d37_resize_93

 

 

d50

 

Kupiliśmy ją także w Moskwie w Gumie w wersji dla turystów, taka bogata odmiana z dużą ilością rodzynek i skórki pomarańczowej – jest smaczniejsza, za to droższa i połowę mniejsza (18 zł ). Ta tradycja zdradza prawdę o minionych wiekach kiedy raczej nie przelewało się ich mieszkańcom. Czasami patrzę na te tradycyjne rytuały i czuję manipulacyjną intencję wielkich tego świata. Na przykład do dziś na komunię przyjmuje się w cerkwi normalny kawałek chleba, ilu wiernych w przeszłości wypełniało ich wnętrza dla tego skromnego posiłku……

 

Wyrzucam program że spożywając chleb łączę się z Bogiem.

Wyrzucam program że aby połączyć się z Bogiem muszę coś spożywać.

Wprowadzam program że jestem w ciągłym kontakcie z Bogiem.

Wprowadzam program że mogę nic nie jeść i nic nie pić i być w kontakcie z Bogiem.

 

d29_resize_93

 

Manipulować jest stosunkowo łatwo, a z takich rozwiązań kotwiczą się potem programy konieczności jedzenia mąki – czy się chce czy nie……nie my je tworzyliśmy, dziedziczymy je po przodkach, dlatego są oporne przy usuwaniu. Osobiście już po kolejnej przeszło półtorarocznej przerwie w spożywaniu mąki, tej zimy przez dwa miesiące zagryzałem chleb . Nie były to duże ilości , ale jednak mąka… Teraz po miesiącu wolności od “białego narkotyku” czuję znaczną lekkość w jelitach….

 

d39_resize_88

 

 

Jadąc drogą z Moskwy w kierunku Krymu odwiedziliśmy monastyr w Zadońsku. Machał łapką do nas już z daleka , świecąc swoimi kopułkami.
Dziedziniec wypełniony był mnichami , mniszkami i ludźmi którzy przyszli święcić pokarmy.

d38_resize_37

k6_resize_38

 

 

k18_resize_60

 

Niepowtarzalna atmosfera w połączeniu z wnętrzem cerkwi rozświetlonej setkami świec. Jestem naprawdę wdzięczny za to zaproszenie , że mogę tego doświadczać tu i teraz.

d36_resize_93

Dopełnieniem przygotowań świątecznych była kąpiel w kąpielowni monastyru. Tu również baseniki wypełnione były wodą z wybijającego z ziemi źródła – w formie przepływowej. Tradycja mówi o trzykrotny zanurzeniu razem z głową i przeżegnaniu się każdorazowo. Woda była tak lodowata że Brygidzie udało się to raz, a mnie dwa – razem wychodzi trzy, tak więc dopełniliśmy rytuału. Pamiętam też że się żegnałem i jeszcze krzyczałem “Jezus, Marija”!!!

Ogólnie to okolice rzeki Don naszpikowane są starymi monastyrami. Niegdyś było to takie centrum świadomości

prawosławnej.