kurorty

now browsing by category

 

Carskie parki Krymu

Carskie parki Krymu. 03-06.05.2019

 

a65

 

 

a43

 

Skąd tu się wzięły? Kto je budował? Może troszkę historii. Pierwsze Krym był pod panowaniem Greków. Można od czasu do czasu spotkać wykopaliska z ruinami greckich wiosek. Potem władcami tych ziem byli Turkowie i Tatarzy. Następnie caryca Katarzyna wygrała wojnę z Turkami i zajęła Krym. Było to około roku 1790. I to za epoki carów rosyjskich rozpoczęła się budowa pałaców oraz ogrodów i parków.

 

a99

a21

 

 

To wtedy powstało wiele spacerowych szlaków wiodących wzdłuż obszernej zieleni brzegu oraz po okolicznych górach. Są one zachowane do dziś.

 

a66

a50

To ich właściciele zaczęli sprowadzać rośliny z całego świata, sprzyjał temu łagodny klimat zimą i upalne lato. Wreszcie rozpoczęła się produkcja wina. W końcu XIX wieku powstał pierwszy zakład szampanów w Nowym Świecie , a kilka lat później winiarski Massandra w Jałcie. Widać że monarchowie carscy i bojarzy pokochali Krym za jego urok związany z klimatem śródziemnomorskim.

 

a22

a67

 

 

Budowali tu sanatoria jak np. koło jeziora Saki, gdzie zasolenie jest na poziomie morza Martwego, a dodatkowo ma całą tablicę Mendelejewa, stężenie minerałów jest takie że pobyt w wodzie lub w błocie nie powinien przekraczać 15 minut, pierwiastki są w drobnych cząsteczkach i łatwo pobierane przez skórę. Ciało człowieka może nie poradzić sobie z przyswojeniem tak potężnej dawki pierwiastków, są znane zgony na serce.

 

a42

a97

Podczas komuny przybyło obiektów sanatoryjnych. Rozbudowano jeszcze sieć ścieżek po niezwykle zielonej części nabrzeżnej i szlaki piesze po górach.

 

a41

a49

W 1954 roku rządzący ZSSR Chruszczow, narodowości ukraińskiej, podarował swojemu państwu – Ukrainie – Krym wraz z mieszkającą tutaj społecznością rosyjską i innymi mniejszościami. Pierwszemu sekretarzowi partii widocznie nikt nie mógł podskoczyć, łącznie z rosyjską ludnością Krymu .
Teraz widzimy kolejną zmianę, po przewrocie w 2014 roku widzimy wszędzie na urzędach rosyjskie flagi, policja także jest rosyjska, od czasu do czasu widać stacje radiolokacyjne i rosyjskich żołnierzy, na niebie latają rosyjskie samoloty wojskowe i śmigłowce z czerwonymi gwiazdami.
Ruszyła odbudowa dróg i budowa nowych, remonty centrów miast i pałaców carskich, budowa nowych hoteli, otwarto nowy most na ląd (darmowy). Zapewne dlatego mieszkaliśmy w pensjonacie przerobionym na hotel robotniczy, bo gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na siłę roboczą.
Nic więc dziwnego że wielkie grafiti naczelnika Rosji namalowane w porcie w Jałcie nikt nie niszczy. Po prostu zaczęło się lepiej żyć ludziom i tyle….

 

 

15

 

a37 (1)

a10

Czujemy i widzimy lżejszą energię osób zajmujących się biznesem turystycznym. Ceny wydają się niższe niż nad Bałtykiem. Ponoć po przewrocie przez dwa lata nie było tu w ogóle turystów. To uczy pokory, znamy to z polskiego morza i Tatr. Jak Polacy zaczęli jeździć w Alpy i nad Adriatyk także zmieniło się tam na lepsze. Zaczęto szanować turystę, skończyło się wyrywanie.

 

a51

a24

Niezwykle podoba mi się bujna, wiosenna zieleń południowego nabrzeża Krymu, wraz z ich dróżkami spacerowymi, które mają czasem po kilka kilometrów….

 

 

a47

Balaton – jak u siebie

Balaton – jak u siebie 15 kwietnia 2017

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Są miejsca, które mimo upływu lat , naszych zmian przyjmują nas gościnnie, a my czujemy, że przyjeżdżamy do siebie.

I tak właśnie jest z Balatonem.

Pamiętam jak 12 lat temu pojechaliśmy tutaj na pierwszą naszą wspólną, wtedy kilku dniową podróż. Od tego momentu byliśmy tutaj wiele razy, aby powiedzieć „witaj” kochanemu jeziorku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widzieliśmy go chyba o każdej porze roku i powiem szczerze zawsze ma dla mnie jakąś magię.

I tym razem gdy zobaczyłam znak Balaton, zaraz zerknęłam ile trzeba nadłożyć, aby dotknąć wody kochanego jeziora.

Okazało się, że tylko 30 km.

Więc nie sposób było nie pojechać.

Balaton przyjął nas w pięknym słońcu, krystalicznej wodzie o kolorze zielononiebieskim. Taki raj, takie cuda świata. Taka na maksa zaludniona magiczna perełka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy okazji okazało się, że w miasteczku – Siofok do którego przyjechaliśmy jest jarmark świąteczny z występami zespołów do późnego wieczora. Jarmark dla węgierskich turystów, głównie z Budapesztu. Takie piękne przyjęcie.

Choć od razu widać inne podejście niż polskie, tańczyć we Wielką sobotę …..???

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I posłuszni swojej intencji meandrowaliśmy pomiędzy jeziorem a jarmarkiem, spędzając praktycznie cały dzień w objęciach Balatonu.

Ciesząc się z tego, że znaleźliśmy parking w parku, obok promenady z widokiem na Balaton – 100 metrów od niego i że w każdej chwili nie rezygnując kontemplacji widoku mogliśmy wejść do środka naszego domku na kawusię.

– Lubią nas tu – stwierdziłam.

– Ojjj bardzo – dodał Bartek – i to od lat.

– Tutaj zawsze jestem sobą – przemknęło mi przez myśl.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj mimo lęku przed wodą nauczyłam się sama jako dziecko pływać, tutaj pierwszy raz stanęłam na surfingowej desce, tutaj doświadczałam kontemplacji nie wiedząc jeszcze co to jest , tutaj zawsze czuję się lekko…

Tutaj duchy dbają nie tylko o mnie czy Bartka, ale również o landrynkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Opowiem Wam przygodę sprzed wielu lat.

Pojechaliśmy chyba w październiku na festiwal wina do Badascony. Po drodze na Słowacji od sympatycznego dziadka kupiliśmy burczaka – czyli młode wino mocno fermentujące.

W związku z tym, że wino fermentowało i buzowało szybciej niż nadążałam pić, przelaliśmy część wina do termosu (tak do połowy jego pojemności). Poszliśmy na festiwal, który trwał praktycznie cały dzień i jakie było nasze zaskoczenie, gdy wracając zobaczyliśmy dziwnie mieniącą się strużkę wody pod naszym samochodem. Mimo, że w tym czasie nie padało.

Wizja lokalna wykazała, że eksplodował korek od termosu i cała zawartość wylała się na podłogę i wyciekła na zewnątrz przez odpływ, a korek wylądował na łóżku. Nic nie uszkodził, a przecież mógł nawet wybić okno, siła wybuchu była zapewne potężna.

Zniszczył się tylko korek od termosu, jednak firma Tatonca, gdy usłyszała naszą historię podesłała nam nowy. I tak ten „słynny” termos dalej z nami podróżuje po świecie przez ostatnie 10 lat.

Takie nasze miejsce mocy, miejsce z którym rezonujemy, wtapiamy się nawzajem w siebie słuchając swoich historii, rad, otwierając się tak na 100% jeden na drugiego…

Ja jestem Tobą, Ty jesteś mną

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj wszystko płynie bez żadnych przeszkód i dzieją się cuda

Pozwalam sobie na cuda każdego dnia

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj również rozpoczęła się nasza przygoda z Landrowerem – „Landrynką”. Podczas pierwszego pobytu jeszcze Skodą Fabią, zwróciliśmy uwagę na dopieszczoną terenówkę na unijnych numerach. Dumny właściciel Landrowera Defendera polecił nam zakup auta tej marki…co zapewne miało wpływ na dalsze decyzje. I tak od 11 lat nasze autko wiezie nas przez życie (obecnie ma 26 lat), a do połowy miliona kilometrów na jej liczniku brakuje już tylko 5 tysięcy….

Uzdrowisko wśród sosnowych lasów Druskienniki

5-6 czerwca 2015 Uzdrowisko wśród lasów Druskienniki

 

 

W Druskiennikach w 1996 roku spędziłam 2 tygodnie, zapamiętałam je jako lekko zaniedbane, jednak przy tym spokojne, położone w lasach – głównie sosnowych, gdzie sam zapach drzew leczył.

Ulubione miejsce odpoczynku Piłsudskiego. Od co najmniej stu lat wraz ze swoimi wodami leczniczymi stanowi kompleks sanatoryjny .

Wiele razy gdy jechaliśmy do, czy ze Skandynawii byłam się do niego wstąpić, aby nie zobaczyć jego nowoczesnej odsłony połączonej z wycinką pięknego parku. Wolałam aby został w pamięci ten stary obraz kurortu, bardziej niż nowy, nieznany zapewne zmieniony na bardziej ucywilizowany. Słyszałam o letnim stoku narciarskim, super nowoczesnym aquaparku.

 

 

 

I ……… jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że miasto co prawda bardziej rozbudowane niż kiedyś, dalej znajduje się prawie w lesie, a park na nowoczesnych działaniach wiele nie ucierpiał.

Takie miłe zaskoczenie, często boję się zmian, a tutaj przykład, że wcale nie muszą prowadzić w gorsze, może nawet w lepsze…….

 

Otwieram się na zmiany w nowoczesność

 

Dalej panuje tutaj energia spokoju, a zapach sosny rankiem i wieczorem roznosi się po okolicy, dając naturalne inhalacje.

Niemen w dolince leniwie płynie z jemu tylko znanym spokojem i majestatem.

W parku nasadzeń kwiatowych nie powstydziłby się królewski park, czysto schludnie przestrzennie, zielono. Można kilometrami spacerować po lasach, pływać po Niemnie czy jeździć na rowerze oddając się kontakcie z naturą. Można również zanurzyć się w uroki kurortu jeżdżąc latem na nartach, czy spędzając dzień w Aquaparku.

 

 

 

No właśnie w aquapark www.aquapart.lt (nie wolno w środku robić zdjęć) 

 

 

 

Raczej miłośnikami aquaparku nie jesteśmy, jednak ten zagadał i to bardzo. Czyżby miał być odpowiedzią na prośbę Bartka o zmyciu z ciała wszystkich przerobionych energii w domu w ciągu dwóch ostatnich miesięcy?

Po cudownym noclegu nad jeziorem, ok. 10 km od Druskiennik na drodze z Leipalingis (zjazd przed campingiem)

 

 

 

rano postanowiliśmy wejść do aquaparku, kupiliśmy jak nam się wydawało bilet (basen i sauny) z dużą nadstawką dla nas – na 3 godziny (20,5 euro na osobę) – weszliśmy do środka (zazwyczaj 1,5 – 2 godziny nam całkowicie wystarcza)

Obiekt okazał się potężny – baseny wewnętrzne i zewnętrze, sztuczne fale, rzeka, gdzie można pływać na dużych dmuchanych oponach, 5 czy 6 zjeżdżalni – od przyjemnych (gdzie zjeżdża się na oponach) po bardzo ekstremalne i co najważniejsze dla nas łaźnie składające się z 20 saun suchych i parowych o różnej temperaturze i wilgotności. Wypoczywalnie, lodowa komnata, kawiarnie, bar w wodzie i ……

Do tego bezpłatne programy saunowe, co godzinę czy nawet pół.

Istne szaleństwo. Umysł może nie odpoczywa, gdyż maszyny czuwające nad pracą tych wszystkich urządzeń wydają pomruki, ale ciało jest zachwycone, dopieszczone.

Najpierw skorzystaliśmy z programu „aromaty”, gdzie wypociliśmy się w suchej saunie zostawiając wraz z potem wszystko co stare i niepotrzebne. Potem zapodaliśmy sobie program „maseczka na twarz”. W parowej saunie najpierw otworzyliśmy pory, a potem posmarowaliśmy się błotną maseczką wraz z olejkami eterycznymi. Poprosiliśmy wszechświat aby do gliny weszło wszystko co przeszkadza nam cieszyć się naszą prawdziwą twarzą. To wszystko co narzuciła nam rodzina, schemat.

 

Uwalniam się od tego kim mam być i jak chcą mnie widzieć inni.

 

Pozwalam sobie pokazać innym moją prawdziwą twarz

 

Potem był program soli na całe ciało, gdzie smarowaliśmy się w parowej saunie mieszanką soli z aromatami, zostawaliśmy pod jej działaniem 10 minut, wypacając wszystko to – co przeszkadza i wstrzymuje nas przy pójściu swoją drogą.

 

Idę swoją drogą z podniesioną głową

 

Potem jeszcze był program miód, gdzie znów jak solą w parowej saunie smarowaliśmy się mieszanką miodu z aromatami. Zabieg ten uspokoił nasze ciało dał mu gładkość i delikatność.

Delikatność i czułość to cechy , których nam bardzo potrzeba

 

Otwieram się na czułość i delikatność w moim życiu

 

W między zabiegami były baseny, zjeżdżalnie, inne sauny, nie było czasu na odpoczynek, w sumie spędziliśmy w kompleksie 3,5 rodziny (3 euro dopłata za 30 minut). Dlatego polecamy wykupić cały dzień.

Na koniec ułożyliśmy się nago na tarasie zewnętrznym i pozwoliliśmy by słońce napełniło nasze ciała ( w saunach dozwolone jest chodzenie nago, są również zabiegi tylko dla gołych ( jest na nich mało ludzi – my byliśmy na miodzie i soli).

 

Tak, tak… zdecydowanie była to odpowiedź na prośbę Bartka – ze zregenerowanym ciałem wyszliśmy z kompleksu, aby wśród pięknej przyrody dać szansę umysłowi na regenerację.

Jedno czego brakowało mi w aquaparku to basenu z wodami mineralnymi. W pozostałym aspekcie bardzo sympatyczny, bez głośnej muzyki. Jak na aquapark bardzo spokojne.

Druskienniki również nakarmiły nas daniami regionalnymi – pyszną babką ziemniaczaną (bez skwarek), plackami z mąki gryczanej mieszanej z twarogiem, napoiły kwasem chlebowym, domowym w bardzo przyjemnej knajpeczce przy jeziorku.

 

 

Dziękujemy temu miejscu za cudowną regenerację ciała, umysłu, za smaki tutejszej kuchni w najlepszym wydaniu.

Na pewno to miejsce pozostanie w naszym sercu i będąc w pobliżu już nie będę bała się tu wstąpić.

Jest to miejsce gdzie jeszcze docenia się to, że przyroda regeneruje – mikroklimat miejsca, lasy sosnowe, spokój, wody mineralne, a wszystko w towarzystwie spokojnej rzeki Niemen

Jest to subtelna regeneracja, dla nas fantastyczna. 

 

 

I z nową energią ruszyliśmy dalej, aby na wieczór a może już noc

zawitać do Wilna z krótką wizytą. 

 

Wielkanoc o zapachu dymu z parowozu w drodze do Polski

Wielkanoc o zapachu dymu z parowozu Banja Kanjiza 2-6 kwiecień 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zjeżdżając do centrum miasteczka nie przypuszczaliśmy, że zostaniemy tutaj na dłużej.

Kompletnie nic na to nie wskazywało. Chcieliśmy się rozprostować i jechać dalej na południe.

Stanęliśmy praktycznie pod knajpką czynną do 24.

W środku okazało się, że jest WI-FI, jakaś niewidzialna siła kazała mi sprawdzić miasteczko

I wiecie co się okazało?

 

Że w miasteczku są banje i wygląda, że czynne i nawet sanatorium przy nich jest i do tego wszystkiego mają ofertę weekendową za 70 zł od osoby nocleg, 2 posiłki, basen termalny, sauna – – powiedziałam do Bartka

– Za ile?

– No za 73 zł jak dobrze liczę. – odpowiedziałam.

Propozycja wszechświata była nie do odrzucenia, więc po wyjściu z restauracji odpuściliśmy wszelką chęć dalszej jazdy, pojechaliśmy tylko aby znaleźć miejsce na nocleg nad rzeczką, by rano sprawdzić przedstawioną w internecie ofertę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ranek przywitał nas migocącą rzeką, a gdy pojechaliśmy do sanatorium oferta okazała się jak najbardziej aktualna. Jedzenie wegetariańskie – nie ma problemu. I zaraz o 10 rano pozwolono nam iść do pokoju http://banja-kanjiza.com/ w hotelu Aquamarin.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Troszkę oniemieliśmy gdy zobaczyliśmy pokój, gdzie ściana balkonowa była całkowicie wypełniona szkłem, tzn były drzwi, a reszta to tafla szkła. Moje jeszcze nie zrealizowane marzenie szklanego domku.

Wszechświat nie przestaje mnie zadziwiać, pokój z przeszkleniem, źródła na święta i woda ……. jak z parowozu. Parę dni temu powiedziałam do Bartka, że miałabym ochotę na Zalakaros (źródła na Węgrzech o zapachu parowozu), jednak źródła te nie stały jakoś na naszej drodze.

Wszechświat zorganizował podobną wodę, tak jak chciałam w Serbii, bo i łatwiej się dogadać i ceny niższe, w super cenie, w przeszklonym pokoju, a woda z kranu to woda termalna. Jesteśmy więc otoczeni jej dobrodzieństwem. Fakt śmierdzimy, a może pachniemy. W sumie to tylko ocena.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Czasami brak mi słów, aby za to wszystko dziękować – co dostajemy, słowa to za mało na oddanie wdzięczności za te dary.

Mówisz i masz…….

I tak zostaliśmy na weekend, który z czasem przerodził się w 3 noclegi .

Poddając sile wody, ojj jest potężna .

W drugi dzień czułam się strasznie, oczyszczał się żołądek, poczułam bezsens zacisków.

Bo po co one?

Chyba, żeby potem trzeba było się rozluźniać, a rozluźnienie czasem kosztuje.

Woda ma ciekawy skład poza węglowym aspektem ma brom, bor, stront, Bartek się śmiał, że za kilka tysięcy lat ta woda będzie ropą.

Jest niesamowita. Rozluźnia stawy, czyści żołądek.

Poza tym masażystka okazała się rewelacyjna, masaż ayuwerdyjski, czy całościowy to poezja.

Na stołówce żadnego problemu z wegetariańskim jedzonkiem.

Jakaś bajka

Ojj zostałoby się dłużej

Jednak Rosja czeka, a po drodze trzeba poczyścić sprawy w Polsce (ojj będzie się działo) i tak…. W drugie święto ruszyliśmy w kierunku Polski, sycąc się jakąś inną odsłoną Węgier, mniej nam znaną.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Patrząc z zaskoczeniem na porcje jedzenia zjadane przez dzieci, gdzie indziej chyba są na pranie 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I przez lekko zaśnieżoną Słowację dojechaliśmy do Polski

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A Polska po prawie 8 miesiącach nieobecności powitała nas iście magicznie Na nocleg koło lasu zaprosiły zajączki sarenka i jłania a potem utuliły do snu. Upominając abyśmy byli tutaj tym kim jesteśmy dziś a nie próbowali wchodzić z maski z przeszłości.

 

Jestem taka jak jestem dziś, nie pozwalam innym nakładać na mnie ich masek z przeszłości.

 

A w domu powitali Małgosia, Bartosz i nasza Szkłódeczka z 4 osobowym pięknym jak zwykle przychówkiem – na początku maja kociaki mogą się wyprowadzać do nowych domków.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Od 7 kwietnia 2015 krótka przerwa w fizycznych podróżach, czas oczyścić tutaj to co do oczyszczenia zostało.

Dzieje się, dzieje, ojjj dzieje

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sairme – prywatny zabetonowany kurort

Sairme zabetonowany prywatny kurort – 22 grudnia 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Sairme zapraszało mnie od samego wjazdu do Gruzji tj. 2 tygodnie temu , jednak po drodze były „niespodziewane” postoje.

Rano pogoda nad morzem zepsuła się, zaczęły padać ulewne deszcze i wiać wiatr. Bartek bardzo chciał spędzić święta w śniegu. Włączyło mu się polskie ciśnienie świąt w śniegu. A w śniegu znaczy w kurortach narciarskich, albo w jakimś spokojniejszym miejscu. Tym bardziej, że kurorty narciarskie to w Gruzji nieadekwatny stosunek standardu do ceny i zazwyczaj energia drapieżnego biznesu, nastawionego na najbogatszych z energią wyrywania.

Więc stwierdziliśmy niech będzie samotne górskie sanatorium w Sairme, zapraszało mnie – więc zobaczymy. Co prawda jest tam tylko jeden czynny hotel. Jednak mamy landrynkę i jak nie będzie nam się podobało, możemy odwinąć kitę i wyjechać.

 

Z wybrzeża było to 130 km, jechaliśmy więc wolno, oglądając potężne zadbane domy tego bardzo bogatego rejonu Gruzji (to zamożna dolina). Może część z nich wymaga pomalowania itp. , ale na kilkudziesięciu kilometrach ciągną się wsie z domami 400-500 metrowymi i do tego w miarę ładnymi ( są w Polsce zamożne regiony rolnicze z bogatymi domami, ale takiego nagromadzenia w jednym miejscu w naszym kraju raczej nie ma!).

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Czy na pewno mieszkają w nich biedni Gruzini (pokazywanie tego kraju jako ubogi – to zdecydowana przesada!)?

Gdy skończyły się wsie, doszły zachwyty nad przyrodą pełną zimozielonych krzewów, w której pnie drzew oplatały ulistnione pnącza, a pogoda swoimi mgiełkami dodawała magii tej subtropikalnej scenerii. Droga swoimi krętymi serpentynami zawieszona była na ostrych zboczach doliny. Scenerii dopełniał potężny potok górski, huczący na jej dnie. Z zza zakrętów wyłaniały się skały porośnięte mchami i paprociami, wilgotne od sączącej się po nich wody.

 

4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Najpierw minęliśmy kilka budynków zamkniętych oddziałów sanatorium i chyba budynek zabiegowy z wannami oraz basenem zewnętrznym, by 3 km dalej dojechać do ……………….. szlabanu z kolczatką wbudowaną w asfalt!.

Co to jest?

Ochroniarz wybiegł z zapytaniem dokąd jedziemy, co chcemy….

Odpowiedzieliśmy, że do hotelu …

…..No nie wiedzieliśmy, że Gruzja jest tak niebezpieczna. Jaki jej obraz pokazują luksusowe hotele światu??? – zdumieliśmy się – i na kogo to?…..

Za 300 metrów dojechaliśmy do czynnego hotelu usytuawanego przy drodze, tak przy samej drodze, jadąc chwilę wcześniej widzieliśmy betonowe wierze przypominające wierze wiertnicze, do tego wybetonowany park, z dużą ilością murów oporowych – bo na stoku położony……

Co to jest? – brzmiało w mojej głowie.

Po kilkudziesięciu kilometrach jazdy w przyrodzie, znaleźliśmy się w jej zdegenerowanej ludzką ręką części i to w dodatku w prywatnej, dla wybrańców, którzy są w stanie – po sezonie – zapłacić na najtańszy pokój równowartość gruzińskiej emerytury…………

Bartek widział tylko piękno dookoła, był tak podniecony mijaną wcześniej przyrodą.

Weszłam na recepcję do hotelu, gdzie temperatura wynosiła ok 12 stopni, nieprzyjemna, zmarznięta, siedząca w kurtce Pani z łaską odpowiedziała o pokojach.

Za chwilę wbiegł Bartek – mówiąc jak tutaj jest ciepło.

Emocje go rozgrzewały, ale mógłby zobaczyć , że to mu jest ciepło, a tutaj zimno.

Pani z wielką łaską poszła nam pokazywać pokoje, najtańszy za 130 lari z jedzeniem (250 zł.) to mini klatka z dwoma maleńkimi łóżeczkami i łazienkami. Podejrzewam, że Bartek miałby za krótkie łóżko, ale on tego nie widział…… Pokoje i łazienki o temperaturze ok. 5 stopni, pewnie jutro by się dogrzały, bo teraz cała przestrzeń wychłodzona.

Bardziej normalne pokoje z podwójnym łóżkiem i większą przestrzenią, teraz po sezonie cena 160 lari (300 zł).

Mnie żaden pokój nie przyjmował, Pani nie chciała pokazać innych, a Bartek na siłę chciał zostać, nawet w zimnej norze.

Rozmowa o jedzeniu ( czy są serwowane warzywa i w jakiej postaci?) z Panią w recepcji zakończyła się tym, że sami mamy iść do kuchni i pogadać, bo ona od tego nie jest.

 

Jedno co potrafiła zaprowadzić nas do lekarza, który miał przygotowaną formułkę marketingowego gadania nie zawierającego żądnych konkretów, nawet tego jaki skład jest wody.

– Tu ludzie doznają cudownego działania wody – skazał.

Tylko zapominał wspomnieć o konkretach.

Nasz wniosek: Tak, leczą się, leczą i wyleczyć nie mogą.

Wodę on swoim autorytetem musi naznaczyć, bo ona jest za silna aby ją przyjmować samemu.

Na noc nie można, bo można by było nie spać.

Nasz wniosek: Tak, kuracja ma być przyjemna, a nie skuteczna.

Nasz wniosek: Najlepiej działa tabletka przeciwbólowa, bo uzależnia, a nie wyleczy problemu.

Nasz wniosek: Taki jest ten świat i tak działa nowoczesne sanatorium…….

U lekarza okazało się, że połowa procedur wyszczególnionych na ich stronie nie jest do skorzystania w zimie, a na procedury wanien z wodą 40 st. C. należy jeździć 3 km niżej.

Woda fakt mająca w sobie potężny skład minerałów (bo te wieże wiertnicze to pijalnie wód) niektóre dochodzące i do 10000 mg?litr z tytanem, barem, borem…….

Nasz wniosek: Tak, tak trzeba bardzo uważać bo może nastąpić silna reakcja oczyszczająca i pacjent może się niechcący wyleczyć, a przecież nikomu na tym nie zależy, wręcz to niewskazane.

Jakże inny świat niż ten – gdy byliśmy 2 lata temu na kaukazie w Dziule-su – dzikim uzdrowisku, gdzie ludzie przyjeżdżali się wyleczyć, a właściwości wody podawane były z ust do ust, tak samo jak reakcje oczyszczające i dieta. Nikt nie mówił, żeby pić mało, należało pić dużo, aby się porządnie oczyszczać.

Właśnie dieta……….

Bardzo ważna przy oczyszczaniu ciała…… Za radą Pani z recepcji poszliśmy do kuchni. Stołówka wyglądała jak tani fast food (przy cenie hotelu czterogwiazdkowego!) , Panie kucharki bardzo miłe (jedyne przesympatyczne osoby w tym hotelu), jednak bardzo słabo znające język rosyjski. Nie mogły kompletnie zrozumieć tego co jemy, co chcemy…….. Jedzenie tylko warzyw i owoców było dla nich abstrakcją………… Dieta bez kazeiny, glutenu, mięsa(?)…………….

Czy klienci tego sanatorium nie stosują diety?. Przy większości piciach wód oczyszczających wątrobę, żołądek należy odstawić mięso (białko), nabiał (kazeinę) i tłuszcz!!!.

A tutaj jedzenie ma być dobre , pyszne, procedury przyjemne, klient ma powracać, a leczenie………….

Taki świat.

Rozmowa na stołówce przeważyła już szalę, nawet Bartek do tej pory w skowronkach, widząc moją emocjonalną niechęć pozostania w tym miejscu – powiedział – może oddadzą nam pieniądze?

Na szczęście oddali i za niecałą godzinę mogliśmy ruszyć z powrotem w dół.

W tym czasie zaczął padać mocno śnieg, robiąc nam dużo radości.

Niesamowite w tym wszystkim jest to, że gdyby zaczął padać godzinę wcześniej – zostalibyśmy tutaj – dla niego. A jednak nie. Duchy pokazały nam, że nie mamy przebywać w tym miejscu.

Bartek bardzo rozczarowany, zjeżdżał. Koło nieczynnego sanatorium zatrzymaliśmy się wysikać, podbiegł portier i poformował nas, że tutaj można być tylko za zgodą hotelu – bo to też teren prywatny sanatorium………

Niesamowite, coś czego nie spotyka się właściwie w Gruzji (jeżeli zanocujesz na prywatnym terenie, ryzykujesz że rano właściciel zaciągnie Cie na kawę do siebie). Ale już parę razy spotkaliśmy przy hotelach, zamknięte zony przyrody, obejmujące kilkaset hektarów w miejscach najbardziej pięknych. Widzieliśmy prywatne hotelowe jeziora do których kierowały tabliczki publicznych atrakcji turystycznych……..!!! Teraz to miejsce………

Gdzieś po drodze dowiedzieliśmy się, że były prezydent dawał za darmo ludziom ziemię na budowę hoteli powyżej 100 osób.

Wyraźnie widać o co chodziło, aby miejsce które ze swojego założenia miało służyć innym, dać pod prywatne władanie. I to miejsca przez które wcześniej przechodziły publiczne asfaltowe drogi (wyzamykać je i zrobić prywatne luksusowe tereny).

Źródła dla wybranych………… świat dla wybranych. W świecie zachodu jest to normalne, tutaj RAZI.

Tym bardziej, że dotyczy to przepięknych turystycznie miejsc, miejsc które wołają o pomoc.

To zaproszenie z Sairme nie jest pierwsze, wcześniej zaprosiły mnie dwa duże jeziora otoczone płotem, ze znajdującym się wewnątrz nich hotelem w cenie 600 zł za marny pokój.

Rozwijajcie turystykę – mówił prostym ludziom prezydent, a sam rozdawał państwowe najlepsze jej kawałki, tworząc prywatne plastikowe zony.

Teraz może gdy 4 razy zaprosi nas takie miejsce, będziemy mogli bardziej świadomie w nim być i rozkodować nasze programy, a przy okazji pomóc tym miejscom.

 

Z wizyty w Sairme płynie dla mnie jeszcze jedna lekcja.

Jakiś czas temu zadałam pytanie jak być w dobrym nastroju i widzieć prawdę. Chodziło mi o postrzeganie świata w ciągłym – uffff achhh.

Pobyt krótki w Sairme mi to pokazał.

Bartek nie widział w euforii nic, było mu dobrze, ciepło, nawet betonu nie widział za bardzo, nie widział prawdy , jednak jego nastrój był świetny.

Ja popadłam w tamtejszą energię zapominając o swoim nastroju, który przez cały dzień miałam bardzo dobry. Miejsce powiem szczerze mnie sparaliżowało.

A tutaj trzeba zrobić miks.

 

Widzę rzeczywistość taką jaka ona jest, zachowując swoją wewnętrzną radość .

 

Choć potem doszliśmy do tego, że taki przesadny entuzjazm jest również obroną przed tym, aby nie widzieć prawdy o otaczającym świecie i przeżyć w nim……

Zjechaliśmy z prywatnej zony przyrody w dół , gdzieś nad rzeczką niedaleko Kutaisi, na skraju rezerwatu Ajameti znaleźliśmy bardzo spokojny nocleg.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękujemy za ten twórczy czas.

I obiecuję Sairme i jego podobnym miejscom, że rozkoduję uwiązane na nich i sobie programy. Bo to co się tam dzieje to grabież i dewastacja. 

Przepraszamy za brak zdjęć, ale nie zdąrzyliśmy zrobić, tak nas wyrzuciło stamtąd.