o podroży wokół Morza Czarnego

now browsing by category

 

W drodze …….. w nieznane …..???

W drodze ………….. 28 marca 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pożegnawszy naszą piękną, gościnną na dwie noce polankę nad jeziorem ruszyliśmy w nieznane.

 

Wizyta u świętego Neuma dodała nam siły i kolejny raz pokazała, że cuda dzieją się wtedy gdy jesteśmy na swojej drodze w wysokiej wibracji.

Najpierw zaprosił nas targ w Strudze, taki bardziej dla swoich, niż turystów (na pewno o tej porze roku) dużo odmian jabłek, szpinaku i ziół trochę wódki i octu i niewiele przetworów (w przeciwieństwie do turystycznego Ohrydu).

Wczesna, można rzec – bardzo wczesna wiosna, tutaj więc mało było warzyw owoców, a dzikich roślin nie widać wcale.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 

Pożegnaliśmy Ohrydzkie jezioro przy rozbłyskach słońca, dziękując za cudowny czas, zatrzymania.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 

I piękną drogą wzdłuż rzeki pojechaliśmy w kierunku Debaru, by zatopić się w miasteczko bardziej albańskie niż macedońskie. Zresztą gdy w jednym ze sklepów powiedzieliśmy dziękuję po macedońsku Pan nas poprawił, że tutaj jest Albania.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ludzie bardzo ciekawi i serdeczni.

Nas skusiły termalne źródła w których chcieliśmy się wykąpać.

Z tego co przegrzebałam internet obok Debaru są trzy: Banjishte, Kosovrast i Venec.

My wybraliśmy Banjishte niedaleko granicy z Albanią, którą przekraczaliśmy w sierpniu jadąc na wschód. Wtedy jakoś w ogóle nie myśleliśmy, że mogą być tutaj termalne źródła, czasem czuliśmy jakieś zapachy, ale myśleliśmy, że to przemysłowe. Po prostu nie znaliśmy wcześniej źródeł o takim kondensacie wyziewu.

W Banjishte powitała nas rozpadająca się wieś, jednak znajomy zapach jajek zaprowadził wprost do źródełka. Miejscowość oparta o dwutysięczne góry, teraz z pięknymi śnieżynkami, a źródła wtopione w dolinę. Obok hotel – podejrzewam, że z basenem. O tej porze nieczynny.

Pan ochroniarz przyszedł nam powiedzieć, że jest tutaj duże stężenie HCO3 w oparach, że mamy uważać, abyśmy nie zemdleli.

Miejsca do kąpania widać, że przygotowane, jednak wygląda to tak, jakby to była część dopływu źródła do hotelu odkopana przez miejscowych. Woda jak zwykle o niesamowitej kondensacie składników i fantastycznym zapachu. Temperatura ok. 38 stopni, na zewnątrz 8, a w oddali śnieżne czuprynki. To chyba najładniejsze miejsce przyrodnicze w jakim się kąpałam, bo to co zrobił człowiek obok to chyba najgorsze.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Podziękowaliśmy cudownej wodzie za obmycie nas ze starego.

Śmieszne jest to, że kiedyś po kąpieli w tak śmierdzącej wodzie chcieliśmy się zaraz umyć w czystej, bezzapachowej, a teraz cieszymy się, że zmyliśmy z siebie to co stare i z radością możemy iść w nowe.

Z wizytą u świętego Neuma

Z wizytą u świętego Neuma 26-28 marca 2015


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Klasztor św. Naumaklasztor położony w Macedonii, przy granicy z Albanią, na południowy zachód od miasta Ohryda. Należy do eparchii debarsko-kiczewskiej Macedońskiego Kościoła Prawosławnego.

Założony w 905 przez św. Nauma Ochrydzkiego (św. Nauma Ochrydzkiego Cudotwórcę, maced. Свети Наум Охридски Чудотворец) − ucznia Cyryla i Metodego, współtwórcę ochrydzkiej szkoły piśmienniczej, jednego z największych ośrodków literatury i kultury słowiańskiej tamtych czasów. W klasztorze tym w 910 roku św. Naum został pochowany, tam też znajduje się jego grób.

Neum uważany jest za Twórcę cyrylicy.

 

To tyle z z Wikipedii , a my z Ohrydu przez muzeum rekonstrukcji domków na palach, gdzie można nurkować wśród stanowisk archeologicznych, pięknych gór, dojechaliśmy do najbardziej świętego miejsca Macedonii , monastyru świętego Neuma.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Parking 50 dinarów (3,5zł) gdy szliśmy do monastyru minęliśmy masę straganów, a potem bardzo ładną, ale plastikową restaurację na wyspie. Miejsce piękne z kolorową rzeczką po jednej stronie, a jeziorem po drugiej. Na wprost hotel?

A gdzie monastyr rodzi się pytanie?

Gdzie? Przecież wszędzie to zona tylko turystyczna.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Idziemy dalej i pojawia się wejście na dziedziniec monastyru, którego dzielnie strzegą piękne kolorowe pawie. Zresztą są wszędzie na drzewach, dachu cerkwi czy nawet kolektorze słonecznym.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziedziniec sympatyczny, na szczęście o tej porze roku wymarły, niestety wejście do malutkiego monasturku płatne – 100 dinarów (7 zł) – to troszkę mnie odrzuciło – miałam emocje na komercję tego miejsca, a może do łączenia wysokiej wibracji z biznesem?

Pospacerowaliśmy po dziedzińcu i po wewnętrznych negocjacjach zdecydowaliśmy się na wejście do środka.

I tutaj pojawiła się niespodzianka, Pan sprzedający bilety skasował nas po 50 (3,5 zł) – jak Macedończyków. Weszliśmy do środka i zaniemówiliśmy.

W tym otaczającym biznesie turystycznym nie spodziewaliśmy się takiej energii, tak wysokiej wibracji.

Jakiś cud.

W środku było zimno, leciała cerkiewna muzyka, przy tym poziomie energii temperatura była dla nas nieważna. Usiedliśmy w ławeczkach i zaczęliśmy kontemplować, muzyka ją wzmagała, a Neum miało się wrażenie, że dalej żyje i naucza.

Magia, która rozgrywała się w nas.

Mnie trochę dopadały emocje, które rozpoczęły się na zewnątrz, czyli czy można łączyć wysoką wibrację miejsca i niską komercyjną otoczenia.


 

Pieniądze to zmaterializowana forma energii, na co wydajesz to ważne dla Ciebie. Wydawaj świadomie. Na razie nie jesteś gotowa żyć bez nich.


 

Tak, tak dziękuję wiem i w 90% staram się tego trzymać kupując nie to co najtańsze, ale to co czuję i od kogo czuję.


 

Kup bębenek i graj na nim – usłyszałam znowu.

Fakt jak szliśmy wpadł mi w oczy ni bębenek, ni tamburyno, ale od razu kupować?

No dobrze kupię – odpowiedziałam pokornie.

Zanurzyłam się w medytacji, umysł stał a cały pogrążony w lekkości.

Tylko tu i teraz, a może już pustka.

Takie miejsce otoczone taką komercją, jak to możliwe?

Możliwe……… trzeba zachować siebie bez względu na okoliczności, bez przymusu zmiany otoczenia.

Promieniować swoim światłem dla tych co tego chcą.

No właśnie, właśnie……..


 

Uwalniam się od przymusu zmiany otoczenia, niezależnie jakie jest.


 

No tak – powiedziałam prawie na głos i otworzyłam oczy w świecie tutaj na ziemi.

W cerkwi nie było nikogo, na zewnątrz zaczęło padać.

Dziś bębenka już nie kupię, jednak z radością zawitam tutaj znowu jutro, znowu odwiedzę to cudowne, bardzo wysoko wibracyjne miejsce, przy okazji robiąc zakup na straganie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Podziękowaliśmy Panu opiekującemu się monastyrkiem i pojechaliśmy na upatrzoną wcześniej polankę z widokiem na jezioro.

Rano, a bardziej już popołudniu dnia następnego znów podążyliśmy do świętego Neuma, padało było zimno ok. 8 stopni. Bębenka nie dojrzałam na straganach, zapewne nie przyjechał – pomyślałam.

Choć to dziwne, bo straganów już coraz więcej, od 1 kwietnia otwierają nawet hotel.

Pan kasujący wstęp do monastyrku popatrzył na nas dziwnie – gdy chcieliśmy płacić.

– Za co? – zapytał

– Za wejście – odpowiedzieliśmy

Ku naszej radości i kolejnemu zaskoczeniu wpuścił nas za darmo.

Usiedliśmy poddając się ciszy, potem muzyce (znowu leciała), i….. padającemu deszczowi, czy gadającym pawiom. Zanurzyliśmy w czymś co jest i nie jest równocześnie. Pozwoliliśmy sobie być, trwać. W pewnym momencie zrobiło mi się zimno – bo przecież siedzieć tyle czasu w bezruchu, w takiej temperaturze to „musi” być zimno. Zaczęłam to obserwować, rozluźniać i całe napięcie ustępowało, a wraz z nim robiło się ciepło.

I znowu można było trwać i trwać, napełniać się miejscem i jego informacją.

Żyj swoim życiem, nie popadaj pod żadne schematy, religie, bądź wolna – słychać było z przestrzeni.

Muzyka grała, deszcz wybijał rytm, a pawie destabilizując to swoim gadaniem – dodawały radości, a między tym Neum jak ponad 1000 lat temu nauczał.

Wyszliśmy z cerkwi, jednak przy wejściu czekała nas niespodzianka wspaniały prezent od Pana biletowego – płyta z muzyką cerkiewną, która leci w cerkwi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Czyż nie cuda, cuda Neuma który już uczy nas materializować, to co dla nas ważne.

A gdy wychodziliśmy bębenek się znalazł, okazał się potężny, a zawiera w sobie dzikość i radość.

Energii które są bardzo moje i był potrzebny mu przyjaciel w swobodnym ich wyrażaniu.

Dziękuję Neumie za podpowiedź, dziękujemy za cudowny czas, cudowne 2 spotkania, pozostaniesz wraz z całym miejscem i ludźmi w naszym sercu, a Twoje nauki będziemy wcielać w życie TERAZ.

I znowu pojechaliśmy na naszą gościnną polankę, aby przy przy padającym o landrynkę deszczu, poddać się dalszej medytacji. 

A zobaczcie jaka była nasza polanka o świcie 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Cena miski – ohrydzccy psy nauczcyciele

Cena miski – komfortu – psi nauczyciele Ohryd 26 marca 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I do naszego porannego spaceru zaczęli powoli dołączać kolejni spacerowicze. W rezultacie było ich czterech, dokładnie czwórka wolnych psów chciała być naszymi przewodnikami po miasteczku.

Każdy z nas chodził swoją ścieżką, by od czasu do czasu ku wspólnej radości spotkać się w jednym miejscu. Gdy raz weszliśmy do pensjonatu pytać o noclegi, cała czwórka czekała pod drzwiami, dając iście magiczny znak radości, gdy zobaczyła nas z powrotem.

To nie dla Was zdawało się słyszeć….

Jesteście wolni, wolni, wolni tak jak my – brzmiało w głowie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Siedliśmy na ławeczce z widokiem na jezioro, one usadowiły się obok. My kontemplowaliśmy przyrodę, wtapialiśmy się w otchłań jeziora. One albo spały, bawiły się ze sobą, albo po prostu były.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W pewnym momencie pojawili się oni, dwójka mężczyzn z psem na smyczy. „Nasze” psy zaczęły warczeć, szczekać, pies na smyczy ujadać – chcąc się wyrwać, a jeden z mężczyzn wziął patyk i zaczął bić nasze psy.

 

Pan lubi psy? – Powiedziałam po angielsku z emocją w głosie!

 

Łzy napłynęły mi do oczu. Ten człowiek widzi tylko to co moje……moje mówiłam do Bartka. JA, MÓJ pies, Moja żona, a reszta poza tym światem przeszkadza, a to co wolne jest zagrożeniem dla moje. Bo wolność nie zna moje – twoje.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mężczyzna popatrzył na mnie ze złością i poszedł dalej, gdzie koło cerkwi przywiązał SWOJEGO psa. Psa, który zaczął głośno ujadać, chcąc wyrwać się z uwięzi. Słychać było skargi i pretensje.

 

Tak, tak masz pełną miskę każdego dnia, ciepły kocyk, – mówił jeden z naszych towarzyszy….

 

My mamy wolność, ale czasem nie mamy takiego komfortu jak Ty, czasem burczy w brzuszku, czasem trzeba się przespać byle gdzie – dodawał drugi……

 

Cena komfortu jest wysoka – dodawał trzeci….

 

Bo zresztą czy to komfort czy zniewolenie?

A może cena wygody?

Wygoda, komfort czy życie?

 

Gdy widzieliśmy tego psa jak wyrywa się ze smyczy, zadaliśmy pytanie:

 

W jakich dziedzinach życia, tematach jesteśmy jeszcze na smyczy i musimy się z niej tak wyrywać? Popatrzcie na swoje życie, na swoje życiowe smycze. Jedzenie, ciepło, przestrzeń, obiecany majątek ……….

 

Jaką cenę płacę za swoją miskę i co w niej jest?

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Powiecie bezpańskie psy nie miały co jeść!

A ile jedzenia ląduje na śmietniku, i czy karma na pewno jest lepsza? (dla producenta zapewne tak, bo nabija jego kieszeń)

Nie miały kocyka, a czy w schronisku które dla tych bezdomnych psów stworzyliśmy, jest taki RAJ?

 

A może po prostu boimy się, że nas pogryzą, litujemy się nad nimi, że są biedne, bo nie mają miski (litość to poczucie wyższości), i każemy im żyć tak jak my uwarzmy za słuszne?

Bo miska najważniejsza!!!!

 

Pamiętam jak kiedyś przyszła do nas znajoma wielka miłośniczka kotów, sama POSIADA dwa z którymi podróżuje. Zaczęła maluchy tarmosić, bez szacunku do nich. Patrzyliśmy lekko przerażeni.

Twoje koty lubią podróżować – zapytałam?

Nie mają wyjścia, są ze mną i muszą podróżować, wyrywają się drapią, ale jadą ze mną, bo ja je kocham, – odpowiedziała.

Zaniemówiłam.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przy naszej ławeczce rozgrywała się dalsza część lekcji, szedł pies duży z gatunku agresywnych na smyczy ze swoim Państwo.

Wyrywał się i szarpał widać było, że „właściciele” nad nim nie panują.

Nasi” towarzysze zaczęli szczekać, a właścicielka zaczęła na nich krzyczeć.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Znowu inni (a może wolni ) przeszkadzają nam na tym świecie.

 

Smycz…………

Ile jeszcze w nas smyczy?

 

A nasi mali towarzysze szli z nami po mieście, powoli gubiąc się za swoimi sprawami. Tylko jeden z nich obszedł z nami prawie całe miasto, śpiąc pod sklepami do których wchodziliśmy.

Na koniec został gdzieś ze spotkanymi wolnymi towarzyszami.

Nikt nikogo do niczego nie zmuszał, po prostu byliśmy……

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Raz szedł uśmiechnięty Pan z małym pieskiem na długiej smyczy. Smycz była długa, ale pies szedł blisko nogi bo tak chciał. Nikt nie szczekał, psy popatrzyły na siebie i każdy ze spokojem poszedł swoją drogą.

 

Mam szacunek do siebie i innych istot wokół mnie.

 

I taką piękną lekcję dały nam te cztery kochane stworzenia, które mają odwagę żyć wolno, czasem zapewne muszą prosić o jedzenie, kąt , jednak są wolne.

 

Tyle walczymy o wolność krajów, narodów, a ile wolności dajemy sobie i innym?

 

Aby jeszcze dokończyć temat wolności. Na jednym ze stawów zobaczyliśmy kaczki z przyciętymi skrzydełkami, mające swoje domki i za pewne pełną miskę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Może za jakiś czas zazdroszcząc im wolności wszystkie ptaki tak wylądują, bo będzie ich za dużo, będą niebezpieczne, a my ludzie będziemy musieli się o nie troszczyć! Powstaną schroniska dla ptaków…………………

 

Śmieszna, dziwna wizja, a może 50 lat temu schroniska dla zwierząt były taką samą śmieszną, dziwną wizją….????

 

Jeżeli już musimy zamykać wolne psy (zresztą takie jest prawo), to może warto iść zobaczyć jak żyją, zaangażować się w poprawę ich warunków fizycznych i psychicznych, a nie mówić tylko – biedne bezpańskie psy, niech mają miskę w schronisku – niech ja ich nie widzę i niech nie są dla mnie niebezpieczne, ja nie mam czasu……………

 

 

Wiem, że schroniska zmagają się z brakiem wolontariuszy!!!!

 

Taki brak konsekwencji i spychologia.

 

Pozwalam sobie na konsekwencję w swoich działaniach

 

 

Ci nasi kochani psi nauczyciele pokazali nam jeszcze jeden temat, dla nas bardzo ważny.

Jak musimy się poświęcać, poniżać, tracić wolność dla zapewnienia sobie jedzenia.

Dlatego na pewno z większą konsekwencją podążymy w kierunku większej wolności, czyli uwolnienia się od przymusu jedzenia.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękujemy naszym towarzyszom za cudowną wycieczkę (tak na marginesie, nie chciały nic od nas jeść).

 

Pozwalam sobie i innym na wolność na wszystkich poziomach, to moja droga. 

Macedońskie magiczne powitanie

Macedońskie powitanie – magiczny poranek w Ohrydzie 25-26 marca 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Macedonia, kraj który zaprosił nas do siebie, gdy jechaliśmy w stronę Gruzji. Pokazując swoje oblicze w pełnej krasie dziesięć kilometrów przed wyjazdem – granicą z Bułgarią, karmiąc najlepszymi melonami w euroazji – zwanymi rosyjskimi ananasami.

http://brygidaibartek.pl/szybka-macedonia/

Jak pokaże się teraz?

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zaraz po przyjeździe trafiliśmy do miasteczka Bitola, które nas nakarmiło (po gościnie w Grecji – dziś chyba dzień napchanego brzuszka), – ziemniaczki z ajvarem, pory smażone – kolejne pyszne rzeczy tego dnia. Potem świeżo prażone orzeszki i kawa.

Poczuliśmy jakiś większy luz, melodia języka była dla nas przyjaźniejsza i ceny zdecydowanie niższe jak w Grecji (na poziomie polskich).

Kupiliśmy internet – 1 GB za 7 zł na tydzień, pospacerowaliśmy leniwie po miasteczku, wdając się w dialog z duchami Macedonii.

A potem już o zmroku przejechaliśmy do Ohrydu, największego kurortu macedońskiego, znajdującego się nad górskim jeziorem Ohrydzkim – otoczone 2 tysięcznikami. Święte jezioro Bałkanów, kiedyś na jego brzegach znajdowało się 365 cerkwi, jedna na każdy dzień, teraz trochę mniej. Takie połączenie świętego miejsca, z miejscem dla rozrywki, odpoczynku.

A może to takie połączenie nas?

Sam Ohryd przywitał nas na początek wrednymi parkingowymi, aby potem dać nie tylko darmowy postój na starym mieście – przy cerkwi świętej Zofii, ale również możliwość noclegu na nim.

Urzekł nas spokój tego miejsca, taki spokój miejskiej dzielnicy, że nawet zaczęliśmy szukać noclegu. Jednak żądne miejsce spełniające nasze wymagania (ciepłe z widokiem na jezioro, fajna energia), się nie pojawiło, mimo że ceny przystępne 20-30 euro za pokój z łazienką/2 osoby). Bardzo wysoki standard.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zasnęliśmy na miejskim parkingu, aby o poranku, jeszcze gdy miasto spało – oddać się magii jeziora. Popatrzeć jak wita się ze słońcem, jak zaczyna kolejny dzień.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Magia miejsca. Miejsce ludzi i Bogów, każdy znajdzie tutaj swoją przestrzeń.

Urzeczeni magią czasu i tej przestrzeni, patrzyliśmy na film, który rozgrywał się przed nami na jeziorze, aby od czasu do czasu pstryknąć jakieś zdjęcie.

Powitanie iście magiczne.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Gdy przyglądaliśmy się cerkwi św. Jovan Kaneo – symbolu Macedonii – do naszego spaceru dołączyły cztery miejscowe psy, które były cudownymi nauczycielami wolności, ale o tym w następnym poście.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Greckie “zaskakujące” pożegnanie

Greckie „zaskakujące” …. pożegnanie 25 marca 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ostatni dzień w Grecji, to niesamowite pożegnanie. Chyba będę nudna z tym, że sama nadziwić się nie mogę tego, co wszechświat jest w stanie nam dać, gdy jesteśmy w wysokiej wibracji, radośni, otwarci i pokorni.

Ale może po kolei:

Z Termopili udaliśmy się w kierunku Macedońskiej granicy, aby po drodze zatrzymać się na nocleg na znajomej polance w Meteorach, z planem wejścia rano do monastyru Nikolasa, najmniejszego i według nas najsympatyczniejszego.

Ciekawe jak nas przyjmie ponownie? – rodziły się pytania, gdy szłyśmy w górę w strugach deszczu. Meteory nie chciały, ani za pierwszy razem, ani teraz pokazać nam się w słońcu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Często bowiem tak jest, że powtórna wizyta jest całkowicie z umysłu i potem zaraz się to manifestuje chłodnym lub odrzucającym przyjęciem miejsca (mówimy -odgrzewane kotlety).

Tutaj na szczęście dla nas poczuliśmy się jakbyśmy odwiedzali dobrego znajomego, który bardzo cieszy się na spotkanie. W kościele leciała piękna cerkiewna muzyka, a turystów prawie nie było, kasę obsługiwał spokojny mnich.

Zatopiliśmy się w medytacji, ciszy i spokoju.

 

Umysł stop – poczułam w całym swoim jestestwie.

 

Wszystko rozpływało się, stawało nieważne, ważne było być i trwać w ciszy siebie.

 

Pozwalam sobie na ciszę w sobie w swoim ciele i umyślę, pozwalam sobie w niej trwać.

 

I tak zatopieni w siebie, wspomagani energią miejsca, muzyki przesiedzieliśmy co najmniej godzinę w innym czasie i przestrzeni, w innej rzeczywistości, a raczej równoległej.

 

Potem w sklepiku gdy zapytaliśmy obsługującego mnicha o muzykę, pokazał nam płytę i powiedziałam, że może być połowę taniej.

 

Taki drobny prezent od miejsca, taka jego jeszcze nie spełniona cząstka pojedzie z nami dalej.

 

Dziękujemy za te dary, za tę ciszę, za ten stan.

 

Potem już prosto jechaliśmy w kierunku granicy z Mecedonią do miasteczka Niki.

Pogoda była deszczowa, tak żeby nie było nam żal, że wyjeżdżamy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Grecja dała nam bardzo dużo, od pięknego flamingowego powitania, po piękny Peloponez i gorące źródła kontynentalnej Grecji, od możliwości doświadczania antycznych energii – po współczesne.

 

Może troszkę jedzenie w tym kraju nam się nie podobało i rzadko trafialiśmy na coś fajnego (może i dobrze – a może fajnie trafiać na coś wyjątkowego i tylko to smakować).

 

Tak ok. 4 km od granicy zatrzymaliśmy się w kafejnionie, aby powiedzieć „do widzenia” jej duchom.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Obok przy stoliku był świąteczny obiad właścicieli lokalu z rodzinką.

 

Zamówiliśmy kawę i wino. Przyglądając się rodzinnemu spotkaniu przy dźwiękach gitary. Nie minęło 15 minut, a właścicielka przyniosła nam talerz wypełniony mięsem, rybami, sałatkami, ziemniakami i kotletami z zieleniny.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dopytaliśmy grzecznie co jest na talerzu i ku radości jednej z dziewczyn przy rodzinnym stole (najprawdopodobniej dla niej były te kotlety z zieleniny) powiedzieliśmy że jesteśmy wegetarianami.

Gospodyni pobiegła z talerzem do kuchni przynosząc nam w miejsce mięsa i ryb – 8 kotlecików z zieleniną.

Na talerzu były ziemniaczki puree, sałatka ziemniaczana (ziemniaki z cebulą i octem) fasolka, i kotlety.

I znowu pełne zaskoczenie, zdziwienie ………….

Gdy człowiek podróżuje w wysokiej wibracji , bez oczekiwań, pragnień, to nawet na „zapadłej dziurze” dostaje w pełni wypasiony wegetariański posiłek, jako poczęstunek, jako dar od wszechświata – w dobrej domowej energii.

Kolejne cuda na naszej drodze.

 

Do tego możliwość przyglądnięcia się rodzinnemu obiadkowi, gdzie gitara i trochę alkoholu spowodowały otwarcie i radość z wspólnego bycia i śpiewania.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękujemy Grecji za ten dar, za czas.

 

W zachwycie, wdzięczności i zaskoczeniu pojechaliśmy dalej….……………