Zielone uzdrowiska

now browsing by category

 

Radość gejzera i bezmiar wojny w jednym w najpiekniejszych miejsc na świecie

Karwaczar – radość źródła i bezmiar wojny w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie 9 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No właśnie czy miejsce może piękne i straszne zarazem?

Może gdy dotyczy to miejsca gdzie toczyła się wojna, a może toczy się tam dalej.

Wojna jest nie tylko w umysłach ludzi, ale i na wschodniej granicy Nagornego Karabachu, otwarta linia frontu, a kontrabandy w górach.

Szczególnie to czuć w Karwaczarskim rejonie, który jest terenem zdobycznym Nagornego Karabachu i Armenii, a przez lata należał do Azerbejdżanu (przed wojną mieszkało tam 80% Azerów).

 

Cały rejon jest całkowicie zniszczony, ma się wrażenie, że zbombardowany w czasie wojny był każdy dom.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyraźnie to widać w Karwaczarze gdzie 90% domów to zgliszcza, a reszta to 500-600 mieszkańców w dużej mierze wojskowych. Zresztą w jednostce wojskowej udaje nam się zrobić zakupy.

A miasteczko położone bajkowo na płaskowyżu otoczone z 3 stron pięknymi dolinami ze skałami wulkanicznymi i otoczone 3 tysięcznikami teraz pięknie ośnieżonymi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Gdy zrobiło się photoshop na zgliszcza to miało się wrażenie, ze jest się w niebie.

Dlaczego tak cudne miejsce tak wygląda?

Jaka energia się musiała tutaj rozładować?

Do czego byli przywiązani tutejsi mieszkańcy skoro zesłano im taką rzeź.

Pojawiają się refleksję nad wojną skąd się bierze i do czego prowadzi.

Gdy widzi się takie zgliszcza odpuszcza się wewnątrz walkę, walkę z innymi, walkę o rację.

Bo do czego prowadzi walka, wojna?

Widać wyraźnie tutaj. Każdemu kto uważa, że on musi walczyć o swoje , czy w ogóle o coś walczyć – polecam wizytę tutaj. Działa jak najlepsza psychoterapia.

Jest to super miejsce na warsztaty z uwalniania programów wojny. Szczególnie u nacji które bezpośrednio doświadczyły jej, niezależnie czy jako zwycięzcy czy pokonani.

Miejsce bardzo chciałoby uzdrowienia. Gdyż pod energią walki jest cudowna energia miejsca, która bardzo prosi o iskierki światła dla siebie.

Oczywiście są jeszcze ciekawsze miejsca wojenne jak słynne miasto Abgam na wschodniej granicy z Azerbejdżanem, które całe było zrównane z ziemią. Miasto, które przed wojną zamieszkiwało 20-30 tys osób. Teraz nie ma go na mapach.

Nam nie trzeba takich wycieczek, wystarczy ta w karwaczarski rejon, szczególnie do Karwaczaru.

Te obrazy zgliszcz pojawią się w moim umyśle za każdym razem, gdy nabiorę ochoty na energię walki, czy w moim przypadku bardziej na energię odwetu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Tak odwetu za coś. I co ktoś mi zrobi, czy ja muszę odpowiadać tym samym?

Tą samą energią co napastnik?

Dlaczego?

Dlaczego uważamy, ze skoro ktoś nas atakuje to jest silniejszy?

Ma siłę do ataku, więc my musimy oddać?

Co powoduje, że musimy walczyć, a nie możemy rozpuścić tej energii nawet wtedy gdy ktoś nas atakuje i wydobyć z siebie wewnętrznej mądrości?

Dlaczego uważamy, że innych siła, jest silniejsza od naszej ?

Innych myślenie, postępowanie, a nasze nie?

 

Szczególnie w takich miejscach rodzą się pytania o to dlaczego wojna właśnie tutaj?

Przecież ludzie tutejsi jej na pewno nie chcieli, czy na pewno to sprawa tylko kilku decyzji politycznych?

Wojna zaczyna się w naszych umysłach i z nich idzie energia, a za energią idzie kreacja i postępowanie.

Wszechświat materializuje to co chcemy i …………

Powiecie nikt nie chce wojny, a zobaczcie sami ile jest jej w Was…….

Ile razy się denerwujecie na kogoś,

musicie walczyć o swoje,

jesteście wojownikami światła,

trzeba walczyć z ciemnymi energiami i nie tylko,

Czy szukamy odwetu,

czy na siłę bronimy swoich racji, poglądów……..

Pytań na pewno można zadać bardzo wiele

Im więcej będzie w nas pokoju, to w pewnym momencie przeważy ta energia i zagości on na świecie.

Wszystko zależy tylko od nas wszystkich.

 

A tak na marginesie po co walczyć ?

Gdy za chwilę nie ma nas na tym świecie, traci się dorobek całego życia, traci miejsce zamieszkania (jak Azerowie).

Czy walka nie wstrzymuje nas przed iściem swoja drogą, a odwet całkowicie nie sprowadza na manowce?

 

Kiedyś byłam zaraz po wojnie w Bośni i Hercegowinie, po paru dniach uciekłam cała roztrzęsiona, zburzonymi domami, mogiłkami wojennymi moich rówieśników.

Teraz mogłam przyjrzeć się jej bardziej świadomie, uwolnić zawarte gdzieś energie moich przodków z czasów wojny, ich lęki, szarpanie się, życie w ciągłym zagrożeniu.

A przecież jedyne co nas chroni to miłość i wiara w boskie prowadzenie, a reszta nas osłabia.

 

I tak z miasteczka zjechaliśmy w stronę kolejnych termalnych źródeł Tsar.

Nagle na drodze pokazał się okrągły basen z małym gejzerem. Łada Niva podjechała do nas prosząc abyśmy nie podjeżdżali bliżej gdyż tam kąpią się ludzie.

W samochodzie siedzieli mężczyźni, a w gejzerze kąpały się kobiety.

Tak, tutejszy świat czasami wygląda jak u nas 20-30 lat temu.

Świat kobiet, świat mężczyzn .

Gdy Panie (starsze kobiety) się wykąpały, razem z dwójką młodych chłopaków wskoczyliśmy do baseniku. Koślawa rozmowa po rosyjsku pozwoliła nam dowiedzieć się, że są to chłopcy z Erewania na zasadniczej służbie wojskowej.

Woda miała ok 45-50 stopni, co troszkę parzyło.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Chłopcy widząc to, że jest nam gorąco włożyli rurę w otwór i z małego Gejzeru zrobił się 10 metrowy z którego w niektórych miejscach wytryskiwała również chłodna woda,

Ile radości.

Po doświadczeniach Karwaczaru, taka ulga.

Widać też jaką wibrację ma energia wojny, lęku, a jaką radości, miłości, wdzięczności.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Różnicę pokazano nam w ciągu godziny, abyśmy mogli ją dobrze zapamiętać i wybrać jaką drogą chcemy iść.

A woda igrała ze słońcem, wiatrem i z naszą radością. Wszechświat cieszył się na spotkanie. Obmywał nas ze starych wzorców przywiązań, wprowadzając w nie energię światła.

A woda z własną siłą wzbijała się w przestrzeń pokazując, że my również potrafimy regulować swoje światło.

I w zależności od potrzeb lśnić nim tylko w środku bądź z wielką siłą emanować na zewnątrz.

I tak bawiliśmy się razem zapominając o tym co dookoła, cieszyliśmy się, że jesteśmy i że możemy tutaj być. Gdy patrzyliśmy na wodę tworzyła się tęcza napełniając nas wszystkimi kolorami.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Chłopcy poszli, a my zostaliśmy sam na sam z wodą w środku lesistego wąwozu, na drodze.

Nagle przyjechały 2 samochody, wysiadło z nich siedmiu chłopa (po części ubrani jak w Karabachu na prowincji moda nakazuje w moro), część od razu poszła się kąpać,a jeden podleciał do nas i zaczął wypytywać skąd jesteśmy, i dokąd jedziemy. Zadawał wiele, wiele pytań……..

Chyba z 5 razy pytał nas w jakich celach tu jesteśmy, a potem przemycił niewinnie pytanie czy potem jedziemy do Azerbejdżanu……

Odpowiedzieliśmy, że nie ………..

 

Dalsze kąpanie przebiegało bardzo ciekawie, gdyż razem z Panami żołnierzami kąpaliśmy się w basenie, a jeden ze snajperskim automatem z lunetą chodził dookoła…….

Pełne bezpieczeństwo. Tylko woda taka jakaś cieplejsza się zrobiła…

Czuliśmy się dziwnie, fakt nie posłuchaliśmy naszych duchów i straciliśmy naszą siłę zawartą w miłości, radości.

I znowu zobaczyliśmy spadek energii, znów wszystko było cięższe, wolniejsze – takie szybkie wibracyjne zmiany.

Panowie starsi, którzy zapewne mieli na sumieniu wiele ludzkich istnień, byli mili, ciekawi nas i świata, jednak czujni, nerwowi , z zaciśniętymi twarzami.

Kiedy wojna się skończy – zapytałam jednego

Już niedługo – odpowiedział

Wojna to straszna rzecz – ciągnęłam dalej

Nie taka zła – popatrzył na mnie zaskoczony

No tak dla żołnierza wojna jest fajna – odpowiedziałam

Tak – dodał z błyskiem w oku.

 

No właśnie, każdy z nas walczy na jakimś froncie, jedni mają z tego tytułu poczucie winy, inni radość. Choć patrząc na tych Panów nie widziałam u nich spełnienia, a może to tylko moja własna ocena.

 

Jadąc dalej doliną miało znajdować się kolejne źródełko, jednak podróż do niego nie wydawała nam się sensowna. W gejzerze spędziliśmy wiele czasu mocząc się w gorącej wodzie i podróż do następnego byłaby tylko z czystej ciekawości. A ciekawość tego miejsca odebrało nam spotkanie z Panami….., no właśnie z kim? W przydrożnym sklepie dowiedzieliśmy się że to nie armia, tylko „kontrabanda”. Najprawdopodobniej oznacza to najemników, byłych zawodowych żołnierzy, pilnujących teraz płatnie granicy Karabachu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pojechaliśmy na nocleg do znanego nam źródełka Zuar, aby tym razem w ciszy pokontemplować go praktycznie samotnie (tylko od czasu do czasu pojawiał się samochód z mężczyznami na nocną kąpiel w świetle księżyca w pełni).

 

P.S. Na pytanie czy byliście lub jedziecie potem do Azerbejdżanu – tutaj zawsze odpowiadajcie – NIE! Na prowokacyjne pytanie – czy nie chcemy zdjęcie z uzbrojonym żołnierzem my odpowiedzieliśmy także NIE (który z nich chce prezentować swoja twarz w internecie?)

Górskie drogi Nagornego Karabachu

Górskie drogi Górskiego Karabachu 7 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W miejscowości Nareshar stojąc i sycąc się dźwiękiem strumyka, zaprosiła nas do siebie droga w góry. 

 

Należy pamiętać, że jesteśmy w kraju, gdzie niedano była wojna i część terenu jeszcze jest zaminowana, więc jeździmy nie w dzicz, ale tam gdzie są ślady opon, gówna krów itp 

Po ostatnich opadach śniegu nawet nie myśleliśmy, że wjedziemy w góry, a tym bardziej w Nagornym Karabachu. Fakt, tutaj góry są skaliste, a drogi są w dolinach na ok 1000-1500 metrach, więc nie są zaśnieżone, (wysokie przełęcze są na głównych drogach).

Na tej leśnej szutrówce były świeże ślady opon, więc bezpiecznie nią podążyliśmy.

Droga uwidoczniła nam piękno okolicznych gór i dolin. I pokazała się chyba w każdej odsłonie – suchutka piękna szutrówka, zaśnieżona, zalodzona, błotnista, kamienista i trzeba było przejechać parę razy rzeczki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wszystko w dziczy otaczających gór. Ponoć są tutaj niedźwiedzie. Troszkę jesteśmy tutaj za późno, jest późna jesień i większość liści już opadła z drzew. Na pewno ten region jest wyjątkowo atrakcyjny wizualnie , wtedy gdy lasy mają kolory jasnej zieleni. Jedno co nadal urzeka to świeże, ostre, rześkie, wilgotne powietrze. Po drodze minęliśmy osadę pszczelarza i pasterza na koniu, a na końcu dojechaliśmy do zagrody pasterskiej.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Tam poczułam, że dalsza jazda nie ma sensu i spokojnie zjechaliśmy z powrotem do miasteczka Vang.

Którego atrakcją są płoty w tablic rejestracyjnych z całkowicie zbombardowanego miasteczka Abgam.

Dziękujemy za piekną wycieczkę, a przede wszystkim możliwość wjechania w przyrodę w tym wojennym kraju. 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA