przekazy intuicyjne

now browsing by category

 

Z kolejną pielgrzymką do lamy Itigeowa

Z kolejną pielgrzymką do Lamy Itegełow 16-18 września 2015

 

 

 

Długa noc zaczęła się za Erdenet (350 km przed granicą z Rosją) – był wieczór, słońce kładło się do snu. Zakładaliśmy kupione z miasteczku ogórki do słoika i ściągałam z internetu kolejne odcinki kosmicznej transmutacji, Adama Anczykowskiego, które zamigotały na facebooku mówiąc – pooglądaj nas.

 

 

 

Droga coraz bardziej zatłoczonymi drogami w coraz czarniejszej nocy, była lekka właśnie dzięki słuchaniu Pana Adama. Pojawiały się rzeczy całkowicie znane, ale również takie które gdzieś tylko ogarniałam wcześniej umysłem, a teraz gdy mówiła to osoba której były częścią – dochodziły do świadomości. Otwierały kolejne przestrzenie wewnątrz .

 

Nie ma separacji, oddzielenia

 

Wszyscy jesteśmy jednym

 

Tak, tak z przyrodą to czuję dobrze, ale z ludźmi …….

Nie stawiam granic, ale przecież je stawiam lękami, poczuciem winy, oceną siebie czy innych…

 

Pokochaj to co nie jest do pokochania dźwięczało w komputerze

 

Bartek w środku nocy ( o drugiej! – i nie wiedzieć czemu jedzie dalej) dolewa paliwa z kanistra do landrynki (mieliśmy w zapasie, a teraz bez sensu kupować w Mongolii bo jest 2 razy droższe niż w Rosji, w Rosji 2 zł , w Mongolii 3,8 zł). To pierwsza noc w historii jak go znam, gdy jedzie spokojnie, bez przymusu znalezienia miejsca na nocleg i bez senności. Do tego chce mu się jeszcze wlewać paliwo, po ciemku w temperaturze ok. 4 stopni, odmotowując paski!

 

Co się dzieje???

 

2,30 w nocy – dojeżdżamy na granicę – zawsze mówili nam, że w nocy poza weekendami nie ma ludzi, a tu…. osobówek, może nie bardzo dużo, ale kilka czy kilkanaście autokarów!

 

Od razu test kochania.

 

Pokochaj to co jest nie do pokochania

 

Może nawet nie gdzieś na dalszym poziomie jak tłumaczy Pan Adam, ale na moim na ten moment.

Do tego o 6-tej rano zmiany urzędników, które trwają i trwają…. szczególnie po rosyjskiej stronie.

 

Pokochaj co jest nie do pokochania

 

O 10 rano jesteśmy po rosyjskiej stronie, po zimnej, mroźnej nocy słoneczko ogrzewa przestrzeń…. pokazują nam zmiany jakie zaszły w nas….

Granica to nie był warsztat tego co może być, to był warsztat życia.

 

Pokochaj to co nie jest do pokochania

 

Także tych Mongołów pchających się wrednie, wyprzedzających nawet przy granicznym szlabanie, gdy zobaczą troszkę luki, trąbiących. Do tego zmęczenie i chłód nocy.

 

Po pokonaniu przejścia granicznego powinniśmy iść spać, jednak rozbudzeni ciepłym słońcem poranka jedziemy dalej w kierunku Bajkału, a co za tym idzie Ułan-Ude i Iwołgińskiego Klasztoru z naszym żywym, "nieżywym lamą". Do Lamy mamy ok. 200 km, jedziemy spokojnie, w pewnym momencie zmęczenie ścina nas z nóg. Kładziemy się na 2 godzinki….. i gdy wstajemy jesteśmy w pełni zregenerowani.

Kolejne kilometry, zakupy (doładowanie internetu, zakupy u babuszek na targu) i nagle już przed Iwołgińskiem potężnie czarne chmury spowijają niebo.

Ładnie lama nas wita – śmiejemy się.

Jedziemy, patrzymy w czarną przestrzeń otuloną kropelkami deszczu.

Gdzieś pojawia się myśl gdzie mam kurtkę przeciwdeszczową.

Dwa kilometry przed klasztorem wychodzi słońce oświetlając nam drogę przed nami, takim światłem, które nie sposób przepuścić przez siebie ( i oczy).

 

 

Choć dlaczego tego nie zrobić, w końcu jedziemy do lamy – wtedy na horyzoncie pojawiam się piękna tęcza, wyraźna i w najbardziej wyraźnym kawałku podwójna.

Zatrzymujemy się i cieszymy jak dzieci, nie tylko tęczą, ale również tym, że lama tak serdecznie nas wita.

Jakie powitanie – mówimy wzruszeni radośnie.

 

Z ciemności w światło wszystkich kolorów świata

 

I znów jak trzy dni wcześniej nad Chubsgul – przepuszczamy to światło przez siebie, bawiąc się i ciesząc.

 

Przepuszczam światło przez siebie z radością bawiąc się przy tym jak dziecko.

 

 

 

Jesteśmy troszkę w innym świecie – tak mocno zaskoczeni tym wszystkim co się dzieje.

Jednak to nie koniec niespodzianek.

Gdy podjeżdżamy pod datzan widzimy masę samochodów, autokarów, na stadionie jakaś impreza…

Co to jest ….???

Patrzymy, pytając siebie radośnie.

Okazało się, że Этигэл Хамбын хурал dzień kultu Itigełowa – święto w które, w czasie którego lama Itigełow przenoszony jest do głównego datzanu, otwierany (tzn. normalnie siedzi w szklanej klatce, a wtedy jedne drzwi są otwierane i zawieszana jest szarfa na jego ciele, a drugim końcem asystujący mnich błogosławi (czy jak to nazwać ) w czubek głowy pielgrzymów).

Wzruszenie, zaskoczenie ……

Tyle razy takie rzeczy zdarzają się nam w życiu, jednak za każdym razem jestem zaskoczona i wdzięczna za to niesamowite prowadzenie.

Stajemy w kolejce, jak zwykle pielgrzymujący Mongołowie jak zwykle się ryją, jednak stoimy spokojnie formułując intencje. Nie ma separacji….

 

Jestem innym Ty

 

Brzmi w mojej głowie, gdy mongolskie pielgrzymki przepychają moje ciało z jednej strony na drugą…

Bartek stwierdza , że skoro nie ma separacji – to są oni tą częścią nas samych – która lubi się rozpychać i pora ją tak samo pokochać.

 

 

Poddaję się Twojemu prowadzeniu, w tych wszystkich wartościach których brakuje mi w życiu – mówię do siebie chyba trochę sama zaskoczona tym co mówię.

 

Zawsze opieram się mistrzom, jednak teraz mam świadomość, że mogę z tego poddania się każdej chwili wycofać, mieć wielu przewodników.

A na ten moment czuję, że mam czego uczyć się od lamy.

 

W ciało napiera energia, która wyrzuca ciężkość aż kręci mi się w głowie.

 

Poddaję się temu w radości.

 

Niedaleko lamy stoi zielona Tara, pokazując sobą , ze można dojść na wysokie duchowe poziomy w ciele kobiety.

 

W ciele kobiety mogę iść duchową drogą i osiągać jej szczyty

 

 

Bezpośrednie spotkanie z lamą jest krótkie, stoję metr od niego, patrzę na jego twarz z ciekawością, a potem gdy pochylam głowę szarfa dotyka mojej głowy. Czuję połączenie z lamą, jednak moja głowa gdzieś się przed tym broni.

Tak, tak nie chciałam mistrza bezpośrednio, a chciałam na odległość przyjść popytać i iść. A przy połączeniu nie ma nauczyciela i mistrza – jest jedność.

 

Rozświetlam moje ciało, umysł duszę bezpiecznie.

 

Odchodzimy w tył datzanu, patrzę na lamę, stapiam się z nim, z tą cząstką którą potrafię w jedności.

 

Całe bogactwo świata jest do Twojej dyspozycji, tylko pozwól sobie na to

 

Brzęczy w mojej głowie, tak to odpowiedź na lęki o materię, które pojawiają się od czasu to czasu.

Nawet nie jestem w stanie zadać dodatkowych pytań.

Po prostu stoję i patrzę, istnieje tylko lama i ja.

Stojący obok niego mnich ociera twarz lamy z potu…… niesamowite właśnie w tym momencie, gdy czuję z nim największą jedność.

 

Wychodzimy z datzanu i jeszcze przez szybę patrzę na lamę i wtedy z radością mu macham.

 

Uwalniam się od duchowego patetyzmu, napięcia, powagi….

 

Idę moją duchową drogą z radością i zabawą.

 

 

 

Słońce zachodzi, spacerujemy jeszcze po klasztorze dziękując temu wszystkiemu, czego tutaj doświadczyliśmy.

 

 

 

 

To nie koniec naszego spotkania, na nocleg jedziemy opodal do świętego, klasztornego źródełka (260 ppm, 368 węglanowej , 12 st. C, 2.5 ph) i noc jeszcze spędzimy w towarzystwie lamy.

Zaprosił nas po wszystkich uroczystościach, rytuałach – na spotkanie ze sobą.

Bo rytuały, obrzędy to tylko narzędzie, a nie środek.

 

Uwalniam się od przymusu uczestniczenia w obrzędach, rytuałach

 

Pozwalam sobie iść moją własną duchową drogą.

 

Kolejny program znalazł ujście, program z katolicyzmu – gdzie wg. moich tamtejszych nauczycieli msza była najważniejsza, nawet miałam wrażenie, że można robić w życiu zło – byle się chodziło na mszę.

 

Z niesamowitą wdzięcznością, gdzieś koło południa następnego dnia, po napisaniu tego wszystkiego opuszczamy rejon klasztoru, napełnieni tym co niewidzialne z zasady, to dlatego znad jeziora Chubsugul jakaś niewidzialna siła ciągła mnie, aby wyjechać.

 

A tu coś do ciała ciasto sprzedawane z okazji święta w datzanach (mąka, masło i cukier).

 

Smacznego

 

 

O lamie pisaliśmy już w poście: http://brygidaibartek.pl/wyjdz-poza-przeslanie-lamy-itigelow/

Udowodnianie to nadużywanie swojej mocy – lekcja ważki

Lekcja ważki – udowadnianie to nadużywanie swojej mocy 3-4 września 2015

 

 

Rozkoszowaliśmy się kolejnym dniem na rajskiej plaży. Pogoda była zmienna, to świeciło słoneczko, to padało, to pojawiała się burza – wszystko mieszało się razem. Staliśmy na brzegu przejrzystego jeziora i ustawialiśmy rozświetlanie siebie. Rozprawialiśmy o tym ile światła sami widzimy w sobie, a ile jeszcze rzeczy do czyszczenia. Jaki procent czego, tak naprawdę?

Widzenie rzeczy do naprawienia podyktowane było wychowaniem naszych rodziców, którzy nigdy nie widzieli nas dość dobrych. Nawet ostatnio śmialiśmy się z wagi Bartka i oceny jego mamy. Teraz gdy jest chudy cały czas robi mu przytyki, że jest za chudy i ma więcej jeść, bo ona się martwi.

Gdy był gruby nabijała się z jego brzucha.

Nigdy dobrze!

Dobre byłoby pytanie:

Mamo powiedź mi dokładnie kiedy będę Ci się podobał???

A przecież to drobiazg, a tak zawsze było ze wszystkim w naszych rodzinach. Dlatego skupić się teraz na tym, że jesteśmy już dobrze rozświetleni – jest nam trudno. Łatwiej skupić się na tym – co jeszcze poczyścić, bo może wtedy bliscy zaakceptują nas wreszcie ……. (kolejna pułapka akceptacji…)

 

Pozwalam sobie widzieć światło w sobie i skupiać się na nim

 

Nagle w spokojnej toni jeziora ktoś maleńki płynął, mocno machając skrzydełkami

Kto to jest ?

Patrzyliśmy wnikliwie i naszym oczom ukazała się ….. tonąca ważka.

Bartek pobiegł po rakietkę do badmintona, zdjął spodnie i wskoczył do wody i wyciągnął ją na brzeg, całą mokrą i przerażoną.

 

 

 

Położyliśmy ją na pod samochodem, tak aby nocny deszcz nie zmoczył jej ponownie. Posłaliśmy również energię ……….

Zaraz też wyciągaliśmy książkę J. Ruland „Siła zwierząt” i poczytaliśmy o ważce:

 

Rozwój, przeobrażenie, ochrona

 

Łączy w sobie element wody i powietrza. Larwy zwane nimfami zamieszkują wodę, gdy przeobrażają się wynurzają z wody i jako ważka unoszą w powietrze…

 

Nasza pokazała, że trzymanie naszego poprzedniego stanu potrzebuje dużo energii i jest bardzo niebezpieczne. Czas przeobrazić się i zacząć latać …..

Po angielsku nazywana jest dragonfly – smocza mucha. Nazwa ta wywodzi się ze starej legendy, w której pewien smok posiadał czarodziejskie siły, ale nie wolno było mu ich nadużywać. Obdarzał światłem i mądrością, przynosił magię, zmianę postaci, a swoim ognistym oddechem – przywidzenia. Pewnego razu kojot wezwał go do przybrania postaci ważki. Wtedy smok utracił moc, gdyż użył jej tylko po to by popisać się swoją magią.”

Inna historia opowiada o Altantydzie, gdzie ważka jest strażniczką starej wiedzy. Mieszkańcy Altantydy nadużywali jej zdolności i eksperymentowali z jej wiedzą, przez co utracili swe siły i doprowadzili do zatopienia kontynentu.

Ważka przypomina o sile Atlantydów, obdarza mądrością i ostrzega przed niewłaściwym wykorzystaniem wiedzy. Przynosi mądrość głębi i przeszłości, siłę rozwoju, wyrastania ponad siebie samego oraz powrót starej wiedzy do nowego cyklu”

 

Dla mnie nasunął się niesamowity wniosek

Gdy udowadniamy coś sobie, czy innym – pozbawiamy siebie mocy.

Tak, tak jak Ci udowodnię ……..

Pokaż, że potrafisz ………

Jesteś taki marny, zrób coś z tym …………..

Reakcja na to – to pozbawianie siebie mocy .

 

Uwalniam się od przymusu udowadniania innym siebie , aby mnie zaakceptowali i szanowali

 

Pozwalam sobie iść swoją drogą i korzystać ze swojej siły

 

Również gdy namawiamy innych do udowodnienia nam czegoś, to obdzieramy ich z energii!

 

Uwalniam się od przymusu reagowania na prowokacje typu „udowodnij mi” .

 

A wracając do symboliki ważki

z ważką masz szansę na pozbycie się starej karmy i uwolnienie od starych powiązań, które już Ci nie służą. Ponadto ważka obdarza Cię umiejętnością zmiany postaci oraz latania, ochroną i siłą podążania własną drogą i oddania się związanej z tym przemianie.

Ponieważ toczy walki o terytorium, odpowiada za odgradzanie i ochronę określonych obszarów – pokazuje, że są one pod inną niż ludzka ochroną”

 

Chronię siebie, moich bliskich, moje dobra, mojego bloga – poddaję je ochronie Sił Światła.

 

A nasza ważka nieruchomo przespała noc pod samochodem. Rano daliśmy ją na maskę auta, a gdy nagrzała skrzydełka …… odleciała.

 

 

Pokazując, że gdy idziemy swoją drogą, a na niej czasem upadamy – wszechświat o nas się troszczy. Tak, może byliśmy jedynymi istotami na całym potężnym jeziorze (ok. 120 km na 30 km), którzy byli w stanie wyłowić ważkę, wokoło krążyło bardzo wiele drapieżników w powietrzu i wodzie. Prawdopodobieństwo uratowania żadne, a jednak……..

 

Wszechświat się o mnie troszczy każdego dnia.

 

Dziękujemy kochana, że pokazałaś się nam, dając cudowną lekcję, od teraz będziesz przypominała nam, że chęć udowodnienia – to pozbawianie się mocy. Gdy przychodzi czas przeobrażenia – bezpieczniej mu się poddać, iść w nowe – gdyż tkwienie w starym tylko kosztuje dużo siły i jest wręcz niebezpieczne, a wszechświat zawsze się o nas troszczy.

 

Szczęśliwego udanego ważkowego życia.

 

W ruinach swojej wielkości klasztor Ongi

Ongiin Khiid 3 sierpień 2015

 

 

 

Step czasami się kończył i tak właśnie było w Ongiin Khiid, położonym w przepięknych górach, 18 km od Sayhan Ovoo.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakie było nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy przy drodze duże zielone drzewa, patrzyliśmy na nie nie jak urzeczeni, jakbyśmy znaleźli się w jakimś bardzo egzotycznym miejscu. Niektóre już stare, może i pamiętające okres świetności tego miejsca.

 

 

Jak to musiało wyglądać gdy tu było 30 datzanów, 4 uniwersytety i żyło 1000 mnichów, kolorowe budynki, pomarańczowe szaty, zieleń drzew, a w dole rzeka. Taki raj duchowy, co się stało, że założony w 1760 r. klasztor w 1939 został zniszczony przez komunistów? 200 mnichów zabitych, a reszta wcielona do komunistycznej armii!

Czyżby to miejsce świeciło za mocno?

A może za bardzo agresywnie, wymuszająco wielkie….???

Któż tak naprawdę zna prawdę???

W każdym razie jakieś energia konfliktowa musiała się rozładować, takie rzeczy to jak burze, które mieszają dwa różne fronty.

My poczuliśmy się jakoś dziwnie, na początku zrzuciliśmy to na karb zony turystycznej. Bo tutaj jak i w wielu dopiero raczkujących turystycznie miejscach jest bardzo dużo napięcia. Tutaj jednak przyjeżdża już sporo turystów i nie nie było takiego silnego napięcia.

Weszliśmy na teren klasztoru, a może bardziej ruin po nim i do jedynego odnowionego datzanu (3 mnichów powróciło tutaj i zaczyna wracać życie duchowe, fakt odnowiony jest tylko jeden datzan, obok 2 potężne hotele jurtowe – jeden bardzo luksusowy, wszechświat pokazał nam też zmianę wpływów dzisiejszego świata – Niemcy, Francuzi spali w tańszym, a Chińczycy, Koreańczycy w luksusowym).

 

Uwalniam się od przywiązania do postrzegania świata, widzę go taki jaki jest

 

A datzan ładniusi, skromniusi, jakiś troszkę zamknięty, obrażony.

Siedliśmy pomedytować, bo na szczęście już wyszła grupa Francuzów, a w pobliżu byli Niemcy – więc dziewczyna go nie zamykała ( jest otwierany tylko dla grup).

 

 

 

 

 

 

Poczuliśmy się dziwnie, Bartka rozbolała głowa (wielka rzadkość) , a ja zrobiłam się cała napięta.

Wyszliśmy na wielkie ruiny wielkiej wiary, spacerując po nich zaraz zaczęliśmy ustawiać całą sytuację:

Ja złapałam energię wielkości, bycie wielkim, robić wielkie rzeczy.

 

Uwalniam się od przymusu bycia kimś wielkim i robienia wielkich rzeczy

 

Pozwalam robić to gdzie prowadzi mnie serce.

 

 

 

 

 

Tak od dziecka słyszałam ocenianie względem siebie, nikt się pytał co sprawia mi radość, co tak naprawdę chciałabym robić – tylko pokazywano mi świat który szanują inni.

Lubiłam podróżować, jeździłam palcem po mapie, jednak jak z tego żyć – aby inni to szanowali.

Wszystko kręciło się wobec tego, aby być wielkim.

Rób to, nie rób tego.

Dlatego może skończyłam prawo i wydawało mi się, że to da wielkość.

Wielkość czego? Swojego nieszczęścia….????

Praca w urzędzie , stanowisko, inni „szanowali” mnie za to jakie miałam stanowisko, co osiągnęłam .

 

Wyrzucam program, że inni szanują mnie tylko za moje osiągnięcia

 

Pozwalam aby inni szanowali mnie za to, że jestem

 

Tak system kar i nagród. Ego puchnie, bo dostaje cukierka – jest lepsze od innych, inni są mniej wartościowi ……….

 

Wielkość, wielkość ………….

W duchowości to samo – jestem wielka, mam dobry kontakt z duchami, wszechświat mnie prowadzi – inni są głupcy nie chcą słuchać wszechświata……

Inni mnie nie rozumieją bo za bardzo świecę, niszczą mnie za to……

Ja tworzę coś fajnego, inni tworzą syf

Egojazda, a może duchowa ego zabawa.

Tak jak może tutaj ….

 

Uwalniam się od wywyższania się ponad innych , uwalniam się od mojej pychy

 

Uwalniam się od gloryfikowania moich talentów

 

 

W każdym widzę jego talenty i pozwalam mu je rozwijać

 

 

Bartek bał się, że jak będzie za bardzo świecił – to go zabiją, lub wtedy będzie przejmował władzę w tym ośrodku.

 

Uwalniam się od lęku za moje światło.

 

Pozwalam sobie świecić.

 

Również Bartkowi wychodził program, że jak byłby bardzo bogaty to będzie gardził ludźmi.

 

Uwalniam się od przekonania, że jak mam pieniądze, bogactwo i władzę – to gardzę ludźmi

 

Bez względu na stan posiadania dóbr materialnych szanuję ludzi.

 

Bardzo ładnie szacunek do swojego kierowcy, mechaników – pokazał nam uczeń lamy

 

I tak przyglądaliśmy się swojej wielkości, lękom, pieniądzom – energie pojawiały się i odpływały. Najpierw gdy weszliśmy na teren ruin było pochmurno, gdy wyszliśmy nagle zaświeciło słońce, tak jakby te programy które ustawialiśmy zostały rozświetlone.

Wróciliśmy zrobić zdjęcia, nie było nikogo – tylko my.  

 

 

 

 

 

 

 

Jedna z ruinek położona w wąwozie zaczęła do mnie gadać, co to miejsce potrzebuje? Zaczęłam się zastanawiać ….

Skupiliśmy się oboje z Bartkiem i nagle okazało się, że uwiązana tam energia mnicha, który jeszcze nie odszedł w inny wymiar.

 

 

 

 

Tak nie tylko on, miejsce jest nie oczyszczone i ……… miesza się masa energii:

wielkości, dumy, pychy

niszczenia, rujnowania

przywiązania, zemsty, odwetu

i na pewno wiele innych

 

Rozświetliliśmy przestrzeń i pomogliśmy duszycce tego mnicha udać się w przestrzeń światła – ile było radości.

 

Gdy człowiek odwiązuje się od przymusu swoich misji życiowych czuje od razu lekkość

 

Uwalniam się od przymusu i przywiązania do moich życiowych misji

 

Pozwalam sobie żyć zgodnie z moim sercem i boskim prowadzeniem

 

 

 

I tak z kilometr od klasztorów, bezpośrednio za wzgórzem, znaleźliśmy miejsce między skałami w pasterskiej osadzie, wtapiając się w medytację…

Ojj…. dziś zadziało się dużo, bardzo dużo…..

 

 

 

 

 

 

 

Hongor – buddyjski klasztor na stepie

 

Hongor buddyjski klasztor na środku stepu 31 lipca 2015

 

 

Do Hongor jechaliśmy wśród kwitnącego stepu, kwitnącego tak intensywnie, że całe jego przestrzenie pokryte były bielą. Niebo zlewało się z ziemią, która na ten moment stała się biała. Wszystko znów tańczyło niosąc radość i przestrzeń. Do tego przestrzeń pachniała białymi kwiatami lekko czosnkowo, taki rodzaj szczypiorku , gdzieniegdzie jurty i stada. Znów Mongolia przestrzeni……

 

 

 

 

 

 

Na nocleg zatrzymaliśmy się na stepie opodal wioski Sum Heh Burb powitani przez sympatyczne dziewczyny z Adaacaru, które wracały z wycieczki po wsi jak to nazwały – „były na coutry mantry”, poczęstowały nas kumysem i z radością pojechały do miasta, a my znaleźliśmy nocleg na wzgórzu nad wioską na kwitnącym stepie oświetlani pełnią księżyca.

 

 

Otworzyliśmy się na uwolnienie emocji z dzisiejszego dnia, poddaliśmy medytacji, zasypiając rozkoszując księżycem w pełni. A w nocy ok. 2 godziny obudziły nas potężne grzmoty. Rozpostarta na pół nieba burza rozbudowała się w przestrzeni o średnicy co najmniej 100 km. Szybka decyzja i przestawiliśmy autko kilkaset metrów niżej, za stojący tu domek gazaru (baru) osłaniając się od wiatru i zacinającego ulewnego deszczu.

Burza przeszła na szczęście bokiem, pokazując nam kolejny raz, że mamy mniej ciemności w sobie niż myślimy.

 

Pozwalam widzieć siebie prawdziwą ze swoimi pozytywnymi i negatywnymi rzeczami.

 

Wiatr z potężną siłą rozdzielał chmury nad nami.

 

Rano ruszyliśmy w kierunku Hongor – pozostało nam ok. 15 km.

 

Wiało i padało. Gdy dojeżdżaliśmy do celu rozbłysło słońce, a na niebie pojawiła się nieśmiało tęcza.

Na miejscu powitał nas klasztor buddyjski z 2 datzanami i jednym mnichem, który ochoczo pokazał nam to miejsce (koordynaty N46.043197 E105.679330).

 

 

 

Miejsce, które nas zaprosiło – po co?

Co Lama prowadząc nas przez drogę naszych emocji chciał nam pokazać? Dlaczego Lama chciał „być pochowany” tutaj?

Miejsce w środku stepu gdzie niebo zlewa się z ziemią, chmury dotykają ziemi, gdzieniegdzie pasące się zwierzęta. Przestrzeń, przestrzeń świata stworzonego przez Boga, miejsce poza czasem i przestrzenią. Słychać tylko odgłosy przyrody. Człowiek stapia się z przyrodą w jednym boskim dziele. Będąc jej częścią. Zatopienie w spokoju powoduje, że coraz lepiej i bardziej można zobaczyć siebie, poluzować nowe napięcia rozpłynąć w przestrzeni boskiej energii.

 

 

 

 

 

 

A buddyjskie datzany …… tutaj wszystko jest poukładane, wszystko ma swoje miejsce i porządek, nie ma miejsca na żadną innowację. W tych miejscach nie ma przestrzeni, przestrzeń musi być w medytującym.

Puściliśmy muzykę Hathorów niedawno otrzymaną:

link https://m.box.com/shared_item/https%3A%2F%2Ftomkenyon.box.com%2Fs%2Fvvxo2gpr8vasl087q0sodttjwljo1czr

 

A tutaj linku do tekstu jak z nią pracować

https://krystal28.wordpress.com/2015/07/20/piata-perspektywa-wychodzenie-poza-czas-i-przestrzen/

 

i patrząc na przestrzeń dookoła rozpłynęliśmy się w przestrzeni.

 

Pozwalam sobie wyjść poza religie – zabrzęczało w mojej głowie

 

Przestrzeń i radość – brzęczało dalej, to najprostsza droga do szczęścia

 

Obserwuj świat zmysłami, ale nie bądź przywiązana do tych obserwacji.

 

Rozświetlaj siebie i tylko siebie, nie trać czasu na zmaganie się z innymi,pozwól im być takimi jak chcą , możesz im coś radzić, ale nie rób nic za innych, w ten sposób pozbywasz się tylko swojej energii.

 

Rozświetlając siebie – rozświetlasz świat i tworzysz go pięknym i radosnym

 

 

 

 

 

Często mając zdolność odczytywania intencji innych, chciałam spełniać ich życzenia. A to, że ktoś chce – to nie koniecznie jest otwarty na działanie w tym kierunku – na zmiany. Chce to pierwszy krok, ale można na nim pozostać, dalej trzeba otworzyć się na działanie, – na zmiany, pozwolić na realizację intencji.

 

Uwalniam się od oporowania moich intencji

 

Pozwalam sobie być otwarta na bezpieczne i spokojne realizowanie moich intencji.

 

Nie bój się wyjść z tłumu i świecić bardziej niż inni, rozświetlając świat tracisz swoją energię i słabo świecisz. Gdy rozświetlasz siebie masz możliwość świecenia mocno, nie bój się, że dla innych będzie to za mocno.

Będziesz pionierem. Nie zachwycasz się tymi co zmagali się z ratowaniem świata, ale tymi co świecą światłem rozświetlając świat miłością i radością

Pozwól sobie iść w tym kierunku i ku tym osobom, które najbardziej Cię pociągają, świeć jak najmocniej możesz.

 

Uwalniam się od przymusu ratowania świata

 

 

Pozwalam sobie skupić na swoim świetle i go wzmacniać, świecić mocno bez lęku i kompleksów

 

Dziękujemy Lamie za zaproszenie tutaj, za ten czas, te lekcje, za przesłanie aby tworzyć własną drogę światła.

 

 

Dziękujemy Lama Khuukhen Khutagh za zaproszenie na stypę, gdzie pokazał nam swojego radosnego robiącego wszystko na 100% ucznia, a potem w podróż do swojego światła.

Niech Twoja dusza z odwagą podąży w nirwanę, odwagi na nową drogę życia tam gdzie wybrałeś. 

 

My pojedziemy dalej napełniać się przestrzenią i światłem

 

Górny Ałtaj – gdy nie idziesz po swojej drodze

Powitanie w Republice Górny Ałtaj – 11-12 lipiec 2015 – wszystko co nie jest naszej drodze.

 

 

Kraj ałtajski wyrzucał nas od siebie nie dając miejsca na nocleg, aż grubo po północy zobaczyliśmy duży parking, okazało się że to już Republika Ałtaju. Troszkę przeraziły nas informacje na bilbordach, że rocznie przybywa tutaj 1,5 miliona turystów, a mieszka ok. 200 000 ludzi – z czego 40% to ałtajcycy.

Do tego w rejon pasa przygranicznego potrzebne nam przepustki, jak potem się okazało (spotkaliśmy się z tym w rosyjskim Kaukazie, ale tam ta strefa obejmował tylko grań graniczną – a tutaj to wielki rejon masywu Biełuchy i płaskowyżu Ukok – z którego przede wszystkim czuliśmy zaproszenie). Obcokrajowiec czeka na nią 2 miesiące. Szczegóły www.ssb.ru

Pierwszy raz w czasie naszej podróży popadliśmy w całkowitą pustkę. Zapraszał nas tylko płaskowyż Ukok, ale tam przepustki.

Chodziliśmy po Gorno Ałtajsku, spotykaliśmy bardzo nieprzyjemnych ludzi, wręcz chamskich. Inny świat. Po co tu przyjechałam zaczęłam się zastanawiać…..??? Energia trudna, ciężka, zamknięta.

Gdy nagle na ulicy zobaczyłam pierwszy raz w Rosji plakat: „niet faszyzma”.

 

 

 

Od zawsze miałam problem z akceptacją Niemiec i może to trop!

 

Uwalniam się od wszystkich emocji do faszyzmu.

 

Choć z drugiej strony, ludzie mogą być jacy chcą – mają wolną wolę – nawet źli, a ja czy inni – nie muszą ich przyciągać do siebie – spotykać.

 

Pozwalam ludziom być takimi jak chcą, pozwalam sobie być taką jak chcę

 

Wśród mało sympatycznych miejsc, najpierw na herbatkę trafiliśmy do skrzatów,

 

 

a potem przyciągnięci barem sushi (zasmakowały nam sushi tutaj) trafiliśmy na coś co można zjeść tylko chyba w Rosji – pizze z ziemniakami.

Cieniutkie ciasto, a na nim z centymetr ziemniaczanego pure, na tym parę pieczarek i już na świeżo posypane koperkiem. Rewelacja i jeszcze u bardzo miłego pana. Tym bardziej dla mnie miłośniczki ziemniaczków i ich pure.

 

 

 

 

Czekając na pizze zaczęliśmy tak z umysłu – oglądać internet, wertować mapy, gdzie jechać.

Bartek wymyślił jezioro Czeleckoje 200 km od Gorno Ałtajska, czemu nie, może tam dostaniemy odpowiedź co dalej. Bo tak cały czas szły kalkulacje z umysłu, czy jechać na Bajkał przez Mongolię, czy Rosją.

 

 

 

Trochę przerażeni ciężką energetyką Ałtajczyków, chcieliśmy wrócić w rosyjskie władania, choć wiadome, że byłaby to ucieczka, a nie iście za energią.

Jechaliśmy wzdłuż rzeki Bii która wdzięczyła się do nas różnymi odsłonami. Od pięknych mgieł do deszczu, chociaż przyroda nam się pokazuje to i tak nas nie przyjmuje.

 

 

 

 

Jezioro przyjęło nas deszczem i znów mało sympatycznymi ludźmi. Masą straganów z ałtajskim rękodziełem z całego świata. Energetyka produktów mało zachęcała do kupna, ceny też. Za to nocleg na jednym z miejsc do biwakowania nad samą rzeką utulił nas do snu.

 

 

A w dzień, jak to zawsze wtedy jest gdy traci się prowadzenie, zaczęliśmy szukać nie wiedzieć czego, zastanawiając się nad wycieczkami, statkami itp. Wszystko to co bardziej wpadało nam w oko, nie można było doświadczyć dziś, bo ostatni statek właśnie odpłynął, bo właśnie przerwa w restauracji ….. wycieczka kosztuje 1000 zł. (a my nie czujemy aby to dać ) itp.. jeden wielki Chaos

 

 

 

 

Zostawaliśmy odcięci od wszystkiego co w miarę nam się podobało. Pojawiały się emocje – mi cały czas chciało się płakać, a Bartek jadł (ruszał ustami – zagryzał). Do tego zrobiła się kłótnia między nami, gdyż Bartek nie akceptuje płaczu, ja wtedy chciałabym wsparcia, a on mnie odrzuca i ……….. awantura gotowa.

 

Akceptuję swoje emocje, akceptuję emocje innych.

 

Akceptuję sposób zachowania, reagowania innych

 

Pozwalam sobie okazywać emocje, nie przejmując reakcją innych

 

I tak wyciągając sobie to – co nie jest w harmonii między nami, podjęliśmy decyzję, że wracamy i jedziemy nad Bajkał przez Rosję.

Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia dróg – jedna wiodła na Gorno Ałtajsk – droga przez Mongolię, druga do Biijska – droga przez rosyjską część.

 

 

Zatrzymajmy się i przemedytujmy – powiedziałam – zrównoważmy umysł.

 

W stanie wzburzenia emocjonalnego , medytacja i słuchanie głosu wszechświata jest raczej trudne. Jednak kochane moje duchy opiekuńcze podpowiedziały mi :

 

Policz ile aut w ciągu 10 minut jedzie w każdą ze stron i podąż tam gdzie więcej pojedzie.

 

Uspokoiłam się i z u ważnością zaczęłam patrzeć na drogę, licząc każdy samochód.

 

Wyszło 22-15 – w stronę Mongolii.

 

Bartek medytował, gdy się ocknął powiedziałam mu o podpowiedziach moich duchów.

Nie zaufał mi w wyniku, i sam chciał sprawdzić (on lubi wszystko sprawdzać), wynik był podobny w stronę Mongolii.

 

Zadaliśmy pytanie, dostaliśmy odpowiedź i to 2 razy, bez żadnego sprzeciwu pojechaliśmy tą samą drogą, którą jechaliśmy wczoraj w kierunku Gorno Ałtajska.

 

A jak już byliśmy w Gorno Ałtajsku, to jak nie zajść na pizze z ziemniakami u sympatycznego Pana.

Gdy wyjechaliśmy z miasta na niebie rozbłysły sztuczne ognie.

 

Na nocleg przygarnęło nas miejsce nad Katuń wśród wielu innych piknikowiczów (teraz latem rzeki są zapełnione piknikowiczami z namiotami. Rosjanie nawet jak podróżują zwiedzając okolicę, zatrzymują się na nocleg nad rzeczką, palą ognisko, rozbijają namioty i nie ma to nic wspólnego ze stanem zamożności. Na brzegu stoją zarówno luksusowe leksusy i stare ładiczki).

 

I znowu zaczęła się magia.

 

Podjechaliśmy już o zmroku, kiedy w lesie ciężko się szuka drzewa na ognisko, obok nas ludzie właśnie gasili swoje ognisko gdyż szykowali się do snu.

Poprosiliśmy ich aby nam go zostawali ……….

 

 

 

Trafiliśmy na sympatycznych ludzi i kolejny znak, że jesteśmy na swojej drodze, że obrany przez nas kierunek jest słuszny. Znak, że wróciliśmy na ten rodzaj drogi którą chcemy iść.

Bo przecież każdy ma wybór.

 

Dziękujemy za pokazanie ile energii kosztuje zmaganie się z życiem, gdy nie jesteśmy na swojej drodze, gdy nie pozwalamy siebie na prowadzenie, ile umysłu, energii, emocji trzeba wtedy wkładać w życie.

 

Wybieram życie w lekkości i radości, prowadzona przez duchy opiekuńcze.

 

A samo jezioro Tjeleckoje jest bardzo turystyczne, znajdują się nad nim wodospady, kamienne grzyby, ludzi dużo – komercja straszna i mało przyjemna.

Choć jezioro piękne położone wśród zalesionych niskich gór, w dużej części dzikich i słabo dostępnych.

Praktycznie są dwie drogi do jeziora, jedna na od strony północnej, gdzie my byliśmy i druga bardzo ekstremalna (to droga gdzie na odcinku 3,5 km pokonuje się 900 m przewyższenia – w 9 serpentynach, tylko dla samochodów 4×4 z odpowiednimi oponami, po deszczu nie polecana) na brzeg południowy, gdzie znajdują się kamienne grzyby.

 

 

 

Rzeka Katuń nad którą znaleźliśmy potem nocleg i która płynie w północnej części Górnego Ałtaju znana jest przede wszystkim ze spływów po niej pontonami, raftingów.