skrzaty

now browsing by category

 

Mongolia po raz trzeci – ciekawe powitanie

Mongolia po raz trzeci – ciekawe powitanie 6-8 październik 2015

 

 

Mongolia zaprosiła nas do siebie po raz trzeci. Gdy 2,5 miesiąca temu byliśmy tutaj pierwszy raz nie nasyciliśmy się pustynią Gobi (temperatury oscylowały koło 40 stopni i praktycznie nasze ciała zniosły tylko kilka dni (ok. dziesięć w sumie) w tych temperaturach. Brakło wtedy kontemplacji miejsca. Teraz przyszło zaproszenie właśnie na Gobi, aby nacieszyć się nią w promieniach słońca bez obawy o usmażenie.

Granica przebiegła dość szybko i spokojnie po 4,5 godziny znaleźliśmy się po mongolskiej stronie.

– Musimy mieć jakąś traumę do tej granicy – zaczęliśmy się zastanawiać gdy zobaczyliśmy, że po mongolskiej stronie nie ma żadnego samochodu w kolejce do przejazdu na rosyjską ( a my zawsze stoimy po kilka godzin).

Może kiedyś się i tak uda.

 

Pojechaliśmy na nocleg na nasze znajome miejsce 50 km od granicy, śmiejąc się, że niektóre miejsca powinniśmy wpisać w nawigację jako ulubione.

Mongolia ma w sobie jakąś energie, która powoduje, że każda noc niesie w sobie bezmiar spokoju, a przede wszystkim odpoczynku.

Takiej wewnętrznej ciszy.

 

 

 

 

Dalsza droga w kierunku Ułan Bator pokazywała nam kolejną odsłonę Mongolii tym razem późno jesienną z przysypanymi po ostatnich załamaniach pogodowych białym śniegiem. Wszystko nabrało trójwymiarowości, a białe jurty piękne komponowały się z białym śniegiem.

 

 

 

 

W Darhanie zaprosił nas targ, Bartkowi udało się kupić jego ulubione spodnie z bocznymi kieszeniami – z góry bawełna, a środek podszyty polarkiem. Niesamowite tutaj jest to, że nawet leginsy w wersji zimowej są podszywane polarkiem od środka.

Pokręciliśmy się po targu, zresztą jednym z większych jakie spotkaliśmy w Mongolii i ……

 

 

Jakie było nasze zdziwienie, gdy jakiś pijaczek pokazuje nam, że z bagażnika naszego samochodu zniknął nasz tylni namiot i rury kominowe od piecyka.

Do tej pory w Mongolii czuliśmy się bardzo bezpiecznie……. Stawialiśmy ją pod tym względem wyżej niż kraje skandynawskie!

Pijaczek zaczął pokazywać w jedną stronę za złodziejami, a w drugą na policję.

Czuliśmy że chciał okup za rzeczy.

Ja zaczęłam krzyczeć : Policja…… i jakie było moje zdziwienie – w innych sytuacjach mili i pomocni Mongołowie zaczęli się ode mnie odwracać, wręcz uciekać!

Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam……

Przypomniało mi to moje dzieciństwo, gdy moja mama biła mnie i wyganiała z domu, ja krzyczałam, płakałam, a nikt z sąsiadów nie miał odwagi się „wtrącić”. Udawali, że nie widzą. Czułam się wtedy bardzo samotna, opuszczona.

Jedna z sąsiadek przed swoją śmiercią opowiedziała mi historię (chyba jej było strasznie głupio, że wtedy nie zareagowała), jak miałam z 3 latka i mama w upał wyrzuciła mnie z domu, chodziłam dookoła płakałam, aż w końcu zwinęłam się kłębek na balkonie i zasnęłam.

Nie macie pojęcia, jak ja potrzebowałam pomocy, nie wiedziałam jakiej, ale potrzebowałam wsparcia. Ojciec nie wtrącał się w metody wychowawcze mojej mamy – w końcu nauczycielki.

I tak samo teraz wszechświat pokazywał mi głęboko zakopane emocje bezradności, bezsilności, samotności…

 

Uwalniam się od bezradności, bezsilności, samotności.

 

Wszystko zawsze dzieje się po coś.

 

 

Właśnie czy wtrącać się w sprawy innych czy nie????

O, to jest pytanie………

Pytanie na które nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Za każdym razem pytać Boga, wszechświat o to czy to robić czy nie. I bezwzględnie stosować się do odpowiedzi. To moim zdaniem jedyna słuszna odpowiedź.

Czy byłabym bardziej szczęśliwa dziś, gdyby inni wtedy powtrącaliby się w moje życie????

Na pewno wyglądałoby inaczej, ale czy wniosłoby większy rozwój???

Raczej nie, bo skoro przez lata nie pojawił się nikt kto chciałby pomóc, najprawdopodobniej była to lekcja którą musiałam przejść sama. Oczyszczając ją właśnie teraz.

 

Tutaj ochroniarz targowiska na szczęście mówił troszkę po rosyjsku i zaprowadził nas do budki policji, gdzie pomógł opowiedzieć o kradzieży.

Policjanci zaczęli wypytywać tego niby życzliwego pijaczka o szczegóły, ale w końcu skierowali nas do siedziby głównej policji w miasteczku.

Tam nikt nie znał ni angielskiego, ni rosyjskiego, na szczęście jeden z policjantów był w miarę inteligentny i po jakimś czasie dzięki translator google – nawiązaliśmy kontakt.

A za jakiś czas nawet wezwali – chyba jedynego pracownika, który biegle znał rosyjski (studiował w Rosji) i mógł odebrać od nas zeznania.

Patrzyłam na ten cały administracyjny bałagan przypominając również czasy mojej pracy w UKS, współpracy z Policją czy CBŚ. Kolejne retrospekcje……….

Szanse na to, aby zaczęli coś robić w sprawie odnalezienia naszych rzeczy oceniałam bardzo nisko. Zresztą jak sam powiedział przesłuchujący mnie chłopak – kwota niewielka, więc i szkodliwość żadna (to nie tylko jest tak w Polsce).

Opowiedziałam mu również sytuację na targu, gdy krzyczałam: Policja – a ludzie uciekali.

Stwierdził, że wszyscy boją się tych menelków, bo jak się wtrącą to mogą nawet zabić. Naszym zdaniem policja, która nie panuje nad menelkami to już żadna policja.

Jedno co wzbudziło szacunek policjantów, a tym samym dało szansę na to, że się wykażą i znajdą namiot – to moje wykształcenie (prawnik) i znajomość pewnych mechanizmów działania takich służb.

Obiecali szukać, a my postanowiliśmy spędzić noc pod komendą, tym bardziej, że gdy wyjeżdżaliśmy z targowiska (zdecydowanie odrzucając propozycję zapłacenia haraczu) inny menelek z wielką złością groził nam pięścią. Ale nawet za cenę utraty namiotu , uważamy że wchodzenie w takie relacje – okupu ze złodziejami stawia na przegranej pozycji kolejnych turystów, na których będą chcieli zarobić i przestępstwa będą się mnożyć – bo jak jeden zapłacił……

Wieczorem pojechaliśmy do nowej części miasta oddalonej parę kilometrów od targowiska. Poszłam do supermarketu i nagle zauważyłam, że patrzę z niesamowitą pogardą na ludzi, i to tylko dlatego że są Mongołami, nawet nie tymi którzy nie chcieli zareagować gdy potrzebowałam pomocy.

Tak, tak program zrodził się w dzieciństwie, gdy jak pisałam wcześniej nikt mi nie pomagał, bo nie chciał się wtrącić.

Zaczęłam to szybko uwalniać, w sumie to będąc wdzięczna złodziejowi za zabranie namiotu.

 

Uwalniam się od pogardy do ludzi

 

Pozwalam się ludziom nie wtrącać w moje sprawy i zachowywać jak chcą

 

Szanuję innych ludzi bez względu na to jak się zachowują

 

Emocje powoli opadały. Prosiliśmy wszystkie istoty światła, skrzaty, elfy o znalezienie namiotu.

Bardzo smutny z zaistniałej sytuacji był podróżujący z nami strażnik naszego samochodu elf Giro. Stwierdził, że zapomniał, że należy również pilnować to co na dachu i poprosił o szukanie namiotu wszystkie skrzaty, elfy mieszkające w okolicy.

Bartek znowu miał swoją lekcje z menelkami, którymi oddawał bardzo często swoją energię, uwagę i moc.

Nigdy nie bał się się złodziei, ale menelków tak, że mu ukradną metal itp. I teraz też nie zrobił ponoć tego złodziej – tylko jakiś pijaczek (policja go po czasie namierzyła, czekali aż wytrzeźwieje). Bartek miał zawsze bardzo dużo lęków o materię. Dla jej ochrony był w stanie dużo poświęcić. Tym razem wykazywał duży spokój.

 

Uwalniam się od lęku przed pijaczkami, menelkami

 

Jestem bezpieczny we wszechświecie

 

Ufam, że każde doświadczenie jest po coś dane.

 

Uwalniam się od przywiązania do materii

 

Pozwalam by dobra materialne przepływały przez moje życie, pojawiając się w momentach kiedy są potrzebne i odchodząc kiedy już nie są

 

Kocham tę część siebie , która kradnie

 

 

Tutaj, ani ja ani Bartek stawiając samochód pod targowiskiem nie czuliśmy żadnego zagrożenia. Choć Bartek wyjątkowo zapakował lustrzankę i komputer do plecaczka. Ewidentnie to doświadczenie było dla nas lekcją, która pomagała w naszym rozświetlaniu.

W moim na pewno.

Na sam wieczór trafiliśmy do pizzerii. Chcieliśmy gdzieś wejść, oderwać się od energii namiotu, policjantów i energii urzędów , lub po prostu mieliśmy dość zmagań z komunikacją z Mongołami którzy nie znają języków i poszliśmy się uciężyć jedzeniem.

Jakie było nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy potężny piec opalany drewnem (pewnie jedyny w Mongolii), a przemiła o bardzo fajnej energii przygotowująca pizze dziewczyna mówiła po angielsku!!!!!! W PIZZERII !!!!

 

Rzeczy nie są takie jak nam się wydają, ale nie są też inne – jak mawiają mistycy wschodu.

 

 

Znak, że wszystko jest na właściwej drodze. Zamówiliśmy pizzę która okazała się również bardzo dobra. Można rzecz, że nawet lepsza niż włoska pizza z bielskiej restauracji http://www.alcaminetto.pl

 

Chyba pierwszy raz spaliśmy pod komendą policji i jakie było nasze zdziwienie, gdy w okolicach świtu ktoś zaczął wspinać się na nasz bagażnik dachowy!!! Szybko zaczęłam trąbić klaksonem…….

Okazało się, że policjant, któremu przekazano tę sprawę do prowadzenia przyszedł sobie zrobić zdjęcie dachu auta! O świcie – z lampą błyskową…

Kreacja policji nie zna granic…….

Zaczęliśmy się śmiać – jest szansa na namiot – stwierdziłam – wszechświat nas wysłuchał, policjanci pracują nad sprawą – i zasnęłam smacznie.

Rano chłopcy z komendy robili sobie z nas jaja, odsuwali umówione spotkanie z nami z godziny na kolejną godzinę …

Tak, ze napisałam do nich list przez translator google (ciekawe co wyszło), że jedziemy i mamy dość czekania, a jak będziemy wracać z Gobi to wstąpimy, może znajdą namiot, bo rurom komina nie dawaliśmy większej energii (można je kupić wszędzie za ok 50 zł). Ale namiot jest specjalistyczny do konkretnego typu zadaszenia i nawet menelkom ciężko będzie za niego dostać kasę na flaszkę.

Gdy byliśmy z 20 km za Darhanem, i już pożegnaliśmy się z namiotem i wizją ciepłej łazienki na Gobi – otrzymaliśmy telefon, że namiot jest i mamy po niego wracać!

Popatrzyliśmy mile zaskoczeni po siebie i zawróciliśmy.

Namiot był bez głównego pokrowca, z kilkoma dziurkami od noża – połatamy. Najważniejsze, że jest i możemy jechać na pustynię ciesząc się jego wnętrzem.

 

 

Gdy po jakimś czasie go rozłożyliśmy okazało się, że ma parę czy paręnaście kilkucentymetrowych przecięć. Najprawdopodobniej rozcinali główny pokrowiec chcąc zobaczyć co jest w środku i poprzecinali namiot.

To drobiazg, najważniejsze, że tak szybko udało im się go znaleźć, że wszystkie pomocne nam istoty, energie pomogły w jego odnalezieniu – dziękujemy im i policji. Rury to już prezent dla złodziei.

I dziękując za odnalezienie namiotu pojechaliśmy do Ułan Bator, gdzie od razu udało nam się kupić rury (co prawda większej średnicy), ale na drugi dzień zdolny spawacz pięknie nam wszystko połączył.

 

Jeszcze raz dziękujemy za tą niesamowitą lekcję dzięki której zyskaliśmy wgląd w kolejne części naszej istoty.

 

 

Magiczny las nad Chubsugul

Magiczny las po przymrozkach 8-14 września 2015

 

 

 

 

Jeszcze niedawno był skrzaci, jednak podróżujący z nami Elf Giro zaprosił wszystkie leśne ludki do wspólnej zabawy, bez podziału skrzaty, elfy, gnomy …….

Na zawody bez wygranych.

I tak wszystkie stworzonka poddały się jego inicjatywie i razem z kaczkami latali nad jeziorem co chwilę nurkując w jego przestworza.

Był śmiech i radość , który tak jak wycie wilków napełniał przestrzeń.

– A dlaczego nie zrobicie zawodów? – pytam Giro.

– A po co? – zapytuje udając ciekawość, a znając moje intencje.

– Będzie więcej ……. – odpowiadam i się reflektuję .

– Wiecej ……..? – ciągnie Giro.

Robię głupią minę.

– No czego więcej – nie ustepuje nasz widzialny niewidzialny towarzysz.

– Napięcia – odpowiadam zgodnie z tym co czuję.

– No tak zrobić zawody, aby być bardziej napiętym, smutnym i lepszym czy gorszym od innych – dodaje Giro.

– Ale wtedy idzie rozwój – mówię z ludzkiej perspektywy w jakiej mnie wychowano.

– Rozwój czego ? – zapytuje Giro sarkastycznie.

– Można szybciej, bardziej dokładnie…… itp. – kombinuję coś z umysłu.

– Czy nikt Ci nie mówił, że szczyt swoich możliwości osiągasz na rozluźnieniu i byciu Tu i Teraz – troszkę rozczarowany moją osobą stwierdza Giro .

– Tak, ale jak to osiągnąć? To trochę górnolotne dla mnie i jeszcze radość i dobrą zabawę – odpowiadam zaciekawiona.

 

Wejdź w to co robisz na 100%, nie rozpraszaj na boki, nie kontroluj, nie bój, po prostu leć w świat tylko Twoich własnych możliwości…

 

– Giro wiem, zawody dają koncentrację na 100% bo trzeba, wypada, ale jak na 100% koncentrować się na zabawie – to takie dziecinne – stwierdzam przeszukując mój umysł z kolejnych programów.

 

Uwalniam się od wstydu przed byciem dziecinną

 

– Tak Giro, gdy człowiek jest mały tak bardzo chce być dorosły, że wypiera te wszystkie wartości, które przynosi tutaj na ziemię!

 

Uwalniam się od przymusu bycia dorosłą w rozumieniu innych, pozwalam sobie być dziecinna

 

– Bo czy widziałaś dziecko małe, które nie jest w tym co robi na 100%? – ciągnie Giro.

 

A las ……. jak zwykle zostawię bez komentarza, słuchając rad Gira, aby pozwolić sobie być dziecinnym i w tym co robicie na 100% udajcie się na spacer.

Najpierw przez zmarznięty świat, który pojawił się jednego ranka, jednak słońce szybko rozmroziło go, zmiękczając strukturę grzybów, ocieplając koloryt lasu.

 

 

 

 

 

 

 

Można pozwolić wychodzić kolejnym programom w kolorycie jesieni. Przyglądając się , podziwiając i odpuszczając jako kolejną cząstkę siebie której doświadczyliśmy, a na ten moment wolimy doświadczać czegoś innego.

Udanej podróży w głąb siebie, swojego istnienia…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skrzaci las przy rajskiej plaży

Skrzaci las koło rajskiej plaży 30 sierpnia – 7 września 2015

 

 

 

 

 

 

Skrzaty leśne zaprosiły nas na grzybową ucztę, pokazując las i swoje królestwa, koło rajskiej plaży nad Chubsugul. . Zapraszając do wspólnego stołu. Podróżujący z nami elf Giro latał z kaczkami po jeziorze zagłębiając się bardziej w wodne otchłanie niż leśne, jednak na jego życzenie skrzat Beno odsłonił nam leśne sekrety.

 

 

 

 

 

 

Las to dom dla milionów, a może miliardów istnień, mikrokosmos, gdy skoncentrujemy wzrok, weźmiemy dłuższy obiektyw odsłania przed nami kolejne światy – wcześniej niewidzialne i tak dalej, dalej ……. w kierunku koncentracji i zobaczenia całego wszechświata w pręciku kwiatu, czy listku roślinki.

Mikro i makro kosmos przenika się w jednej chwili w jednym momencie .

I każdy zobaczy to co może, potrafi, jest mu potrzebne.

 

Uwalniam się od przymusu widzenia świata jak inni, jak wypada

 

Widzę świat własnymi oczami, własnym sercem z odwagą i radością

 

 

 

 

 

 

 

 

Tylko to co widzę, czuję, doświadczam… mogę pokazać innym, właśnie nasz blog jest obrazem naszego świata jaki widzimy, jest nami.

A my widzimy ten las jako kolejny odsłaniający się pejzaż, każde zagłębienie terenu wraz ze zwalonym pniem obrośniętym mchami , porostami, pękami grzybów daje spektakl w mieniącym się słonecznym świetle. To podróż w makro, co krok inna scena, inni aktorzy, inne przesłanie……

 

 

 

 

 

 

 

A teraz popatrzcie na skrzaci las własnymi oczami, bez potrzeby zobaczenia czegoś specjalnego, w ogóle bez potrzeby zobaczenia czegoś. Pozwólcie sobie poczuć go sercem, a potem już bez tego co powinno się zobaczyć – popatrzcie na zdjęcia – jak dzieci, a może mieszkańcy odległej galaktyki, którzy pierwszy raz widzą taki obraz rzeczywistości.

A wierzycie w skrzaty, elfy …. i inne niewidzialne duszki?

Jaki jest Wasz stosunek do nich, czy do osób które w nie wierzą?

Czy jesteście pewni, że widzicie jedyną właściwą rzeczywistość?

 

 

 

 

 

 

 

My dziękujemy za cudowny spacer z Benem przez leśne ostoje, ogrody, ziołowe polanki, grzybowe stoły. Za spacer po świecie niewinności, radości, zabawy…… Świecie gdzie mogę widzieć to, co naprawdę widzę.

Dziękujemy za to piękne spotkanie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na rajskiej plaży nad Chubsugul

Na rajskiej plaży 30 sierpnia – 6 września

 

 

 

I takich czystych, prostych jezioro przyjęło nas ze swoją krystaliczną wodą, dając ciche miejsce nad samym jego brzegiem, przy spokojnej wodzie, przy błękitnej lagunie ze zmienną pogodą w każdej godzinie.

 

 

 

Słychać było tylko dźwięk ogniska, przelatującego nad nami 5 metrów kruka, świegot maleńkich ptaszków, czasem dźwięki kaczek (z którymi bardzo zaprzyjaźnił się nasz elf Giro i z nimi zwiedzał jezioro), nasze oddechy, kroki….

Przyroda znów zaczęła z nami tańczyć, pozwalając się przenikać jeden z drugim, przenikać przy zachowaniu odrębności własnych dróg w pełnym szacunku i wyborze tego co biorę od innych i co im daję.

Siadłam na zwalonym drzewie oddzielającym wodę od lądu.

 

 

W wodzie jeziora wszystko widać głęboko, ponoć nawet na 50 metrów, ziemia już na kilku centymetrach zakrywa co dalej, głębiej…

Dwa światy tak różne, a tak podobne – człowiek ma w sobie 70% wody – jaką jakość jej damy – zależy tylko od nas. A woda to informacja ………

Czy zadaje sobie pytanie jaką informacje niesie pita przez nas woda ?

Jesteś tym co jesz (Hipokrates), a może bardziej jesteś tym co pijesz?

(tak na marginesie najbliżej nas jest złota termalna woda w Sklenych Teplicach na Słowacji – link ze starego bloga http://opodrozyprzezzycie.blogspot.com/2012/12/magiczne-uzdrowisko-sklene-teplice.html) i przy tym wszystkim co teraz dzieje się w Polsce, gdy stare chwyta się każdej metody, aby zniweczyć nowe (nie wiadomo jakie, ale nowe) ziarnko złotej wody przyda się każdemu,

 

 

 

 

 

A u nas Chubsugul, przestrzeń wody jednego z najczystszych i największych słodkowodnych jezior świata, jeziora owianego legendami osadzonego gdzieś między 3 tysiącznikami.

Gdzie gdy odpuszcza się surowość i zmaganie można znaleźć spokojny i przytulny zakątek, oddając się kontemplacji informacji niesionej przez wodę, stapiając się z nią i czerpiąc moc z jej krystalicznej formy (można pić surową prosto z jeziora, parametry wody idealne do picia, może dlatego nazwana świętą 100 ppm, Ph ok 8) i koloru, który razem ze słońcem daje lazur podobny do greckiego czy malediwskiego.

 

 

 

 

 

Koloroterapia koło nas, do której nago jak dziecko natury można wbiec (temperatura 16 stopni) i zanurzyć prosząc o napełnienie światłem.

Do tego cisza i spokój, który przenika umysł, ciało i duszę powodując, ze tak jak można przejrzeć się w krystalicznej wodzie jeziora oglądając kolejne warstwy siebie, tak samo można w ciszy usłyszeć kolejne podpowiedzi wszechświata, czy własne demony.

 

 

 

 

Dni mijają na byciu obserwowaniu, a może wtapianiu w przyrodę po prostu na byciu. Nawet idzie się po grzyby, a nie szuka ich długi czas.

W tym byciu pojawia się poczucie winy, że nic nie robię, że tak jestem i do tego mi się to podoba.

 

Uwalniam się od przymusu robienia cokolwiek

 

Pozwalam sobie być i cieszyć się tym.

 

Pewnego razu na kaczce przelatywał Giro, pomachaliśmy mu i zobaczyliśmy pokłady radości w nim

– Giro jak być tak radosnym jak Ty – zapytałam.

 

Po prostu pozwolić się być radością odpowiedział, pomachał i pełen światła oddalił się ze swoim nowym przyjacielem.

 

 

 

 

 

Innym razem przyglądaliśmy się rodzince grzybów, która rosła koło nas i z dnia na dzień stawała się coraz większa. Nie chcieliśmy jej zjadać. Bo jak zjadać przyjaciół. Tylko co? – wrogów???

(Mój ojciec klasyczny mięsożerca, nigdy nie tknął się koniny, a raz nie zjadł swojego ulubionego królika profesora (który dożył starości) bo mawiał, że przyjaciół nie jada)

 

Uwalniam się od przekonania, że należy zjadać złe energie

 

Właśnie przyszła pasterka z krowami i jakami, a te zniszczyły grzyby pokazując nam, że może my gdzieś nie chcemy ich zjadać, a może one jako część informacji chcą być w naszym ciele .

 

 

 

 

 

Innym razem przyszedł do nas pasterz – mieszkaniec najbliższej jurty, z wewnętrzną radością popatrzył na wodę i niebo, pokazał że pada deszcz. Gdy to pokazywał na niebie krążyły 2 orły.

My również uśmiechnęliśmy się i on z radością poszedł dalej.

Przyniósł nam energię wewnętrznej radości i kontaktu z przyrodą, może szaman…..??? Może teraz może kiedyś, któż to wie. Jednak nam otworzył przestrzenie niesamowite kontaktu z naturą – nie w sile, a w radości spokoju i wewnętrznej radości (raz słyszeliśmy go gdy nocą wracał do domu na koniu – śpiewając radośnie). Kontaktu nie tylko we wzajemnym odczuwaniu, ale również w spontanicznym śpiewie, który łączy wymiary.

 

Pozwalam sobie kontaktować z duchami przyrody spontanicznymi piosenkami i wierszami

 

 

 

Innym razem miałam sen w czasów liceum jego pierwszej klasy.

Jako jedna z najlepszych osób z francuskiego dostałam w nagrodę możliwość wyjazdu na międzynarodowy obóz na Mazurach (dwie osoby ze szkoły). Obóz miał być pod namiotami. Byłam przeszczęśliwa, do tej pory z radością uczył się języków obcych (łaciny – też byłam jedną z lepszych) ) przychodziło mi to niesamowicie łatwo i radośnie.

Dlatego też możliwość kontaktu z rówieśnikami z innych krajów mówiących po francusku (nie jeździło się wtedy tak nagminnie za granicę i prosto, nie było internetu, był to rok jak dobrze liczę 1985) była dla mnie fantastyczna. Pozałatwiałam wszystkie formalności w mig i z radością pobiegłam do domu oznajmiając jaką niesamowitą nagrodę dostałam.

Jakie było moje zdziwienie gdy moja mama zabroniła mi jechać na ten obóz z uwagi na stan mojego zdrowia (2 lata wcześniej miałam ropnie na migdałach i czasem łapałam anginy). Na drugi dzień z werwą poszła do szkoły mówiąc, że ze względu na stan zdrowia nie mogę jechać.

Wszyscy nauczyciele wiedzieli, że kłamie ….. jednak co było robić, miałam tylko 16 lat.

Jak wyszło na ustawieniach (zaraz po śnie się temu się przyjrzeliśmy) zostałam złamana, pojawiło się rozgoryczenie, niechęć do nauki z radością…

Tak potem siłą rozpędu nawet na dobrych ocenach skończyłam liceum, studia, nawet podyplomowe – jednak bez radości, a w językach obcych nigdy nie rozmawiałam (i nie rozmawiam) biegle mimo , że w dzieciństwie i młodości miałam niesamowity talent w tym temacie.

 

Wtedy jako nastolatka nie rozumiałam dlaczego nie mogę odebrać nagrody za to w czym jestem bardzo dobra, i co do tego sprawia mi radość. Teraz rozumiem może lęki kontrolę mojej mamy,dlatego

 

Uwalniam się od lęków że gdy otrzymam nagrodę inni nie pozwolą mi z niej skorzystać, czy nawet jej odebrać

 

Pozwalam sobie otrzymywać nagrody za to w czym jestem dobra i robię to z radością i z nich korzystać

 

Pozwalam sobie przyswajać nowe informacje szybko i z radością

 

Pozwalam przyswajać języki obce szybko z radością i według własnych metod

 

 

 

 

 

Innym razem przyszła analogia Habsugul i Bajkału jako młodszego i starszego brata, do sytuacji Bartka i jego brata Sławka. Stosunki między nimi nie są dobre, brat cierpi na depresję i gdy nawet rzadko widzi Bartka – jest wobec niego agresywny.

Bartek został wychowany w kulcie starszego, cudownego brata (Bajkał też jest niesamowitym jeziorem, a o Habsugul niewielu słyszało). Każdy z nich jest inny – Bajkał większy, głębszy, nerwowy (czasem pojawiają się wokół trzęsienia ziemi), krystaliczny – jednak nie tak jak Habsugul.

Bajkał leży na 400 m.n.p.m, Habsugul na 1600 m.n.p.m.. Koło Bajkału mieszkają Rosjanie i Buriaci, a koło Habsugul Mongołowie i najstarszy koczowniczy lud Dukha.

Habsugul jest mnieszy, bardziej przejrzysty, spokojniejszy, surowszy….

Czy trzeba ich porównywać?

 

Uwalniam się od przymusu, że muszę być taki jak mój brat

 

Uwalniam się od przywiązania do porównań mojej rodziny między rodzeństwem

 

Pozwalam sobie być sobą i korzystać z moich talentów, nawet jeżeli nie podobają się mojej rodzinie.

 

Jestem sobą pięknym, radosnym, inteligentnym już teraz.

 

Niesamowite w relacji Bajkału i Habsugul jest to, że wody z Habsugul zasilają Bajkał (Z Chubsugul wypływa tylko jedna rzeka, która  wpływa do Serenge, która wpływa do Bajkału) Tak jakby młodszy, mniejszy dzielił się swoją energią ze starszym większym.

Poza tym spotkanie Bartka z Bajkałem było piękne, jednak otoczenie uniemożliwiło aby trwało dłużej.

 

Pozwalam sobie tworzyć relacje z moim bratem, bez udziału i opinii otoczenia

 

 

 

 

Gdy już prawie tydzień delektowaliśmy się rajem, pojawił się w jeszcze większej odsłonie. Co prawda spokój zastąpiła fala, góry po drugiej stronie wyostrzyły się jeszcze bardziej, niebo rozświetliło słońce, a wiatr zmywał z nas resztki chmur które tutaj odkryliśmy.

Siedzieliśmy przy wodzie ciesząc się przestrzenią, śpiewając jej piosenki, czy robiąc kolejne kotleciki z maślaczków.

Wszystko tańczyło radośnie tak jak wiatr z wodą, ciesząc się ze swojej tylko obecności.

Nagle wieczorem przyjechały 2 terenówki białasów. Okazało się, że to ośmiu panów z Niemiec.

Na początku energia zrobiła się dziwna, byłam zła, że ktoś wchodzi w moją przestrzeń (jak śmie – to moje) jednak za parę chwil zdałam sobie sprawę, że wszechświat po coś ich posłał.

Po krótkiej rozmowie wręczyłam jednemu z nich przesłanie ojca http://brygidaibartek.pl/przeslanie-mojego-ojca/, na drugi dzień gdy odjeżdżaliśmy przyszedł i powiedział, że jego ojciec też mu powiedział, że nie ma budować duży dom, tylko być na przyrodzie.

Nam w snach też powychodziło wiele rzeczy, których informacje Ci Panowie przynieśli na sobie.

 

 

 

 

W nocy było piękne bezchmurne niebo i temperatura spadła do 2 stopni (włączyliśmy pierwszy raz ogrzewanie postojowe). Ranek powitał nas 6 stopniami, które potem przeszły w 8. Stwierdziliśmy, że na ten moment przestrzeń tutaj się zamknęła.

Radośnie podziękowaliśmy jej za niesamowite spotkanie.

Żegnaliśmy jezioro jak dobrego przyjaciela, który odkrył przed nami to co miał najlepsze, pozwalając nam wzrastać w jego sąsiedztwie.

Dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy Tobie dziś.

Może kiedyś znów się spotkamy – w Tobie będą inne wody, i w nas też.

Spotkamy się jako te same, ale inne istoty.

 

 

Magiczny las nad Chubsugul

Magiczny las nad jeziorem Chubsugul.26-29 sierpnia 2015

 

 

 

 

Są takie miejsca które zachowały swój niepowtarzalny urok. Coś do nich przyciąga, daje wrażenia które zapisują się głęboko w sercu. I taki jest modrzewiowy las nad jeziorem Chubsugul.

 

 

 

 

 

Nie jest specjalnie gęsty, ale przez to większa ilość światła dociera do najniższego piętra roślinności ukazując bogactwo kolorów. Bo tak nam się ukazał, pełny zielonawych mchów, żółtawych i brązowych porostów, białego chrobotka (inaczej jagiel – porost stanowiący pożywienie reniferów – mieszkających w okolicznych górach), pomarańczowej ściółki z igieł modrzewia. Wszystkie one wspinają się po kamieniach, przywrócony drzewach lub po prostu ścielą glebę stanowiąc tło dla wdzięczących się grzybów.

 

 

 

 

 

 

A takie ilości grzybów spotyka się tylko w krajach gdzie nie ma tradycji ich spożycia (Mongolia). W naszym lesie najwięcej było maślaków. Już dawno zauważyliśmy że w obrębie Europy i zachodniej Azji nie ma wielkiej różnicy w wyglądzie i rodzajach grzybów (przynajmniej tych jadalnych). Są oczywiście takie co ich nie znamy, ale w Polsce także wszystkich nie rozpoznajemy – szczególnie blaszkowców.

 

 

 

 

 

Niezwykłym widokiem, jakże rzadkim dla naszych lasów, jest widok naturalnie obumierającego grzybka, przechylonego na bok i opartego kapeluszem o ziemię.

 

 

 

 

Powalone drzewa z których odpadła już kora, pokazują wyraźny skręt rosnącego powoli pnia. Obrazu dopełniają wszędobylskie prosty, białozielonkawe obrastają gałęzie drzew żywych i tych powalonych. Dzięki nim las stał się "brodziaty " i wyraźnie starszy.

 

 

 

 

 

Należy się jeszcze szczególne miejsce w tym opisie dla istot tych "mniej widzialnych"… Skrzatów, elfów, krasnali i innych duszków mieszkających i opiekujących się tym zakątkiem.

 

 

 

 

 

Tajemniczy wygląd wnętrza lasu, egzotyczny wręcz charakter jego połączenia z jeziorem, które w słońcu nabiera lazurowego koloru, powoduje wyraźnie odczuwalną obecność tych stworzeń.

 

 

 

 

 

 

Dziękujemy im wszystkim za zaproszenie, pokazanie tego naturalnego rajskiego ogrodu w promieniach słoneczka , za drewno na ognisko nad brzegiem jeziora, a nawet za naturalną ławeczkę w postaci zwalonego pnia. Otoczenie jeziora to park narodowy.