święta i rytuały

now browsing by category

 

Na magicznym brzegu w pełnię

Na magicznym brzegu w pełnię 18-19 sierpnia 2016

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I znów na kochanym morzu Białym tym razem północnym. Jakże innym niż zachodni, czy nawet ten koło labiryntu w Kandalakszy. Teraz jesteśmy nad otwartym morzem, gdzie nic nie zasłania linii horyzontu – jest ziemia i morze, jak u nas nad Bałtykiem. Kolejna odsłona tego pięknego i jakże nam gościnnego morza.

Gdy przyjechaliśmy nad jego brzeg 50 km za Umbą, w stronę Warzugi, powitała nas dwójka osób spacerująca sobie daleko w głębi morza w czasie odpływu. Niesamowite było to obserwować, od razu minęły napięcia dnia. A okazało się, że Ci ludzie to nasi sąsiedzi obozujący kilkaset metrów dalej. Miałam jakieś lęki do spania samotnie, a tu taki prezent.

Dziękuję bardzo za ten niesamowity prezent.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pozwalam się przyznawać do swoich lęków i prosić o świat w którym nie będą potrzebne

– Jutro koło południa jak będzie maksymalny odpływ idziemy – zadecydowaliśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak też zrobiliśmy. Niesowite spacerować po błocie, piasku, kamieniach mając świadomość że chwilę temu i za chwilę będzie na nich 2 metry wody ( co 6 godzin jest maxymalny stan przypływu i odpływu).

Napełniać się energią przepływu, a równocześnie sycić oczy pięknem dna w odbijającym się słońcu.

Zresztą popatrzcie sami i na zdjęcia i fragment w środku filmiku. 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za wioseczką Kaszkarancy skręciliśmy z głównej drogi szutrowej w starą drogę poprowadzoną wzdłuż brzegu.

Nasycaliśmy się przestrzenią morza, polanami jagód, między którymi wyglądały grzyby, polanami jałowca, czy już dojrzewająca dziką różą. Tutaj wszystko dojrzewa szybko ma się wrażenie, że naraz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zresztą rośnie tak pięknie koło siebie. Szczególnie teraz czerwone kuleczki „wilczej jagody” tworzą niesamowite kobierce. Wjechaliśmy na główną, aby zatankować w świętym źródełku wody, która okazała się siarkowa i fajnie oczyściła nas organizm. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I w takiej przestrzeni jedności ze światem ziemi, wiatru, wody jedziemy niesamowicie magiczną drogą.

Wjeżdżamy na górkę, aby z niej podziwiać piękno morza, być ponad nim, a może móc widzieć go dalej i więcej …….

– Popatrz jak tu pięknie – mówimy jeden do drugiego…

– O jest miejsce piknikowe i to jeszcze z wyrzeźbionym misiem. Uwielbiam tutaj te miejsca piknikowe stworzone przez ludzi – nie tworzy je gmina – czasami zostawione jest drzewo, czasem zbędne rzeczy które mogą przydać się następcom. Nikt tego nie niszczy, wręcz kolejni dodają coś od siebie.

Tworzę dla siebie, a jak mi nie potrzebne już oddaję, zostawiam innym

Cieszę się tworzeniem swojego miejsca w przyrodzie nawet na chwilę

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ognisko zachód słońca, wschód księżyca – odbijające się w morzu i my przy ognisku z bębenkami. Grając dla siebie, dla duchów miejsca, dla morza dla słońca, dla księżyca.

Zresztą zobaczcie i posłuchajcie sami tej magii, której nie potrafię opisać, która dzieje się pomiędzy słowami, która jest i trwa, gdzie wszystko się łączy we wspólnym jestem. Gdzie nie ma podziału na kwiat, morze, księżyc, mnie, Ciebie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdzie wszystko JEST TU i TERAZ na 100% w ciekawości, radości spotkania.

Dziękujemy za ten czas, za to miejsce

Raditjelska Subota – coś w rodzaju katolickich Wszystkich Świętych Kamno koło Pskowa

Kamno – Święto Trójcy Świętej i świętowanie Raditjelskiej Suboty 19 czerwca 2016

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednym z miejsc, które koniecznie mieliśmy odwiedzić wg naszej znajomej Tatjany z granicy było Kamno znajdujące się ok. 8 km od centrum Pskowa.

Idealne miejsce również na nocleg i po nocnym pokręceniu się po mieście blisko trzeciej nad ranem podjechaliśmy przed cerkiew.

Nie było żadnego samochodu, jednak od rana zaczął się duży ruch. Większość osób przyjeżdżała z kwiatami, witkami brzozy niektórzy z wałówkami, z jedzeniem – aby powspominać swoich zmarłych 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

(wczoraj była Raditielskaja Subota – coś w rodzaju naszych Wszystkich Świętych)

Dziś święto Trójcy Świetej zgodnie z wikipedią https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99to_Tr%C3%B3jcy_%C5%9Awi%C4%99tej

W Kościołach prawosławnych niedziela Pięćdziesiątnicy nosi nazwę Niedzieli Świętej Trójcy. W dniu tym odprawia się jedną z najbardziej uroczystych w roku Boskich liturgii. Podłogi w cerkwiach ściele się świeżo skoszoną trawą, a ikony przyozdabia brzozowymi gałązkami; na drugi dzień, w poniedziałek świętowany jest Dzień Ducha Świętego. Święto Świętej Trójcy należy do dwunastu wielkich świąt prawosławia.

Podeszliśmy do cerkwi, której początki sięgają 14 wieku, cała jej podłoga wyłożona była skoszoną trawą (było już po głównej mszy) wraz z kwiatami łąkowymi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłum ludzi palił świeczki w cerkwi (nie pali się świeczek na cmentarzach) , a potem szli na cmentarz ustroić groby kwiatami, teraz głównie sztucznymi i pobiesiadować razem ze zmarłymi (głównie robi się to w sobotę, jednak i dziś wielu to robiło). Były większe i mniejsze imprezy. Jedni mieli suto zastawione stoły inni przyszli przynieść swoim bliskim ciasteczka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Każdy według swoich możliwości.

Bardzo podoba mi się ten zwyczaj biesiadowania na cmentarzu ze zmarłymi i przynoszenia im do zjedzenia tego co lubili, zapożyczyłam go trochę z cerkwi i gdy idę na grób moich rodziców, ojcu przynoszę bułeczki z Auchan. Dla mnie to takie żywe spotkanie z tym kimś kto jest już w innym wymiarze, taka żywa pamięć nie tylko manifestowana pamięcią w sercu, ale również fizycznym spotkaniem.

Bardzo miło było podglądać innych w ich spotkaniach ze swoimi zmarłymi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcia niewiele oddają bo nie chcieliśmy być nachalni. Podeszłam tylko z prośbą o zrobienie zdjęć do Cyganów. Nie tylko pozwolili siebie sfotografować, to jeszcze chcieli ugościć wódką, zagryzką. Jednak ze spokojem przyjęli naszą odmowę i ugościli cukierkami.

– Jesteście prawosławni ?– zapytałam Cyganów (szczerze powiem nic o Romach nie wiem).

– Tak, my przyjmujemy religię tego miejsca w którym mieszkamy – odpowiedzieli.

– Jakbyśmy mieszkali w Polsce bylibyśmy katolikami – dodali.

Spotkanie z Cyganami to również złamanie moich przekonań o nich, gdyż zawsze mnie straszono że tylko kradną. Fakt, że część ma takie zapędy.

A tutaj zostałam przez nich ugoszczona

Uwalniam się od przekonania, że Cyganie to źli ludzie i złodzieje

Otwieram się na poznanie Romów w bezpieczny dla mnie sposób

A my po żywym przyglądnięciu się biesiadowaniu na cmentarzu, nabraniu wody ze świętego istocznika udaliśmy się do centrum Pskowa.

Jarmarkowy Kaliningrad w świątecznej szacie

Jarmarkowy Kaliningrad w świątecznej szacie 4-5 stycznia 2016

 

 

 

 

Miasta są jak ludzie – jedne gościnne, serdeczne, wciągające i nie chcące wypuścić, chcą się pokazać w jak najlepszym świetle, pokazać to co istotne dla odwiedzającego, a inne złe wręcz się się do nich przyszło i chcące się jak najszybciej pozbyć i w ogóle nie chcą pokazać.

Do Kaliningradu zajechaliśmy późno, praktycznie już w nocy, gdyż granica, jak to granica – przytrzymała nas na ponad 5 godzin, (ponoć zawsze tak jest, gdyż jest mały ruch graniczny, czyli osoby z przygranicznych gmin mogą jeździć na drugą stronę do przygranicznych gmin bez wizy) do tego zmiana czasu jednej godziny do przodu i …….

Sama granica była bardzo wesoła, celnicy zarówno polscy jak i rosyjscy przyzwyczajeni tylko do mrówek…… widząc nasz zapakowany samochód z dużą ciekawością pytali :

– Dokąd jedziecie ?

– на море – nad morze – odpowiadał Bartek.

Jakby to byłoby w środku lata. Patrzyli troszkę zdziwieni, ale potem gdy opowiadaliśmy,że już jesteśmy 7 miesięcy w drodze, z radością podpowiadali przyrodnicze miejsca dzikie do zobaczenia.

A Kaliningrad zgodnie z planami miał być tylko na chwilę, tzn miała być wizyta w makro i tyle.

W nocy oświetlone świąteczne miasto wyglądało pięknie, choinka na placu, budynek galerii handlowej stylizowany w oświetleniu na moskiewski GUM.

 

 

Raz miałam wrażenie, że jestem w normalnym nowoczesnym mieście europejskim, innym razem w namiastce Moskwy. Choć przecież Moskwa też jest w Europie……… tylko nie w Unii i taka różnica.

A miasto na dzień dobry zaprosiło nas na główny parking i do knajpeczki czynnej chyba do 3-4 rano (nie dyskoteki, pizzerio – sushi bar i coś jeszcze ) z wegańskimi daniami, wyciskanymi sokami.

Po Polsce gdzie był problem czasem zjeść coś wegetariańskiego, nie mówiąc o dalej idących wariacjach, czy wypić coś innego niż kawa, herbata, soki z kartonika – tutaj różnorodność zachwycała. Nawet zupa miso, smoothy i wszystko w bardzo przystępnych cenach. Szczególnie napoje w lokalach. W Polsce mała herbata z torebki często jest droższa od piwa, tak samo jak mineralna. Może promuje się w ten sposób sprzedaż piwa, a nie herbaty.

Tutaj, podobnie jak w całej Rosji, poza „europejskimi” kawiarniami miast – napoje są tanie i jest ich dużo. Dzbanek herbaty 500 ml – 5 zł.

Restauracja jest prawie pełna – fakt okres świąteczny (główne święta rosyjskie są od 31 grudnia do 7-8 stycznia – w tym roku do 10 stycznia, połączone z prawosławnym Bożym Narodzeniem, które jest 2 tygodnie później niż u nas z uwagi na zmianę kalendarza), jednak nie tylko w niej widać tłum ludzi. Większość otwarta do 24, a niektóre dłużej. Ładne stylizowane knajpeczki z klimatem. Widać takie miastowe życie.

Dziękujemy za ten piękny wieczór, a praktycznie noc w knajpce Tabasco, takie niesamowite powitanie ponowne z Rosją i z Kaliningradem.

Gdy już wychodzimy na galerii handlowej zauważam znak prawosławnego jarmarku cerkwii z Rosji, Ukrainy, Grecji, Białorusi, gdzie będzie można kupić produkowane przez nich rękodzieła.

I jak w objęciach tego miasta nie zostać dzień dłużej…????

Gdzieś na obrzeżu miasta przy jeziorku znajdujemy nocleg, aby na drugi znów zawitać do centrum.

Tym razem za parking w centrum musimy zapłacić – brak miejsca na bezpłatnych (50 rubli – 3 zł za godzinę), jednak landrynka też może swoimi oczkami cieszyć się widokiem noworocznej choinki.

My na dzień dobry idziemy przywitać się z piękną nową cerkwią, w środku właśnie budują stajenkę i robią bożenarodzeniowe ozdoby.

 

Święta u nas trwają.

 

Bóg rodzi się w nas non stop

 

Uwalniam się od przekonania, że Bóg jest na zewnątrz

 

Pozwalam, aby Bóg rodził, się we mnie każdego dnia.

 

Przed cerkwią również stajenka przy której z radością fotografują się ludzie.

Święta , święta znów święta w nas.

 

 

Ile radości daje nam przebywanie tutaj.

Zaprasza nas i gości nowa część, stara w ogóle się do nas nie uśmiecha i nie zaprasza.

Potem jarmarki, jest ich kilka, jednak główny który nas tutaj zaprosił to prawosławny znajdujący się części parkingowej clever@ citycenter.

Na jarmarku jest prawie 100 wystawców część to cerkwie z ich produktami, część to tradycyjne produkty zioła, kremy, miody, troszkę ubrań z lnu, bawełny, wełny, nawet z Mongolii.

Na stoiskach cerkwi można cerkwi poza zakupem oferowanych produktów zioła, ikony, wyroby własne zamówić modlitwy.

Nie wyobrażam sobie jakby taki jarmark zrobić w Polsce, co by się działo. A daje to możliwość poznania wielu monastyrów, zobaczenia ich położenia – tego czym się zajmują, poznania mnicha czy mniszki. Dla mnie super.

Z rzeczy materialnych zafascynowały nas miody smakowe. Miody malinowe, sosnowe, z pierzgą, mleczkiem pszczelim, wszystkie praktycznie jagódki, z ziołami. Każdy zestaw dedykowany na określone dolegliwości. Wszystko jest po coś???

Bo malinowy to nie polega na tym że pszczoły zbierały pyłek z kwitnących kwiatów malin, tylko owocki zmieszane z miodem.

Nie pierwszy raz je spotykamy, jednak teraz pierwszy raz przyglądamy się ich produkcji. Jak informuje nas pszczelarka z Kubania (krasnodarski kraj) miód jest kupażowany w specjalnym wolno-obracającym się urządzeniu. Dlatego potem nie rozwarstwiają się, są bardzo jednolite i nie tracą swoich właściwości zdrowotnych.

 

 

Druga rzecz to grzyby kiszone : maślaczki, prawdziwki i inne. Są przepyszne. Jak tylko pojawią się latem będziemy zgłębiać tą technologię. Może ktoś już kisił i może coś doradzić.

 

 

A poza tym również dżemiki owocowe z roślin rosnących w Rosji poza wartościami smakowymi, każdy ma przypisane wartości lecznicze.

Zaintrygował mnie również maleńki szklany inhalator z Krymu, do którego wlewa się kropelkę olejku, a potem wdycha.

 

 

Dopiero to urządzenie uzmysłowiło mi ile taka maleńka kropelka ma w sobie życia, energii, wartości odżywczych ile zapachu.

Uświadomiłam sobie również, że gdzieś głęboko we mnie było przekonanie, że odżywiam się tylko przewodem pokarmowym, teraz uświadomiłam sobie (co na poziomie świadomym było oczywiste) – poczułam cała sobą, że odżywiam się całym ciałem, a ilość fizycznego ciężkiego jedzenia, nie ma wpływu na jakość i na sposób odżywienia ciała, wręcz szkodzi ciału niż pomaga.

 

Uwalniam się od przekonania, że odżywiam ciało tylko przez przewód pokarmowy

 

Otwieram kanały na odżywianie mojego ciała praną

 

Uwalniam się od przekonania, że odżywianie musi być ciężkie fizycznie i wypełniać mój żołądek

 

Pozwalam sobie na lekkie fizycznie, ale bardzo skoncentrowane energetycznie pożywienie jak np. prana

 

Poza jarmarkami syciliśmy się sklepami z bursztynowymi dziełami, szopkami, choinkami, mikołajami w galeriach handlowych i nie tylko.

 

 

 

 

Oddaliśmy się magi świąt , którą Rosjanie potrafią wg mnie tworzyć najlepiej ze znanych mi państw, może dlatego, że pozwalają sobie wejść w połączenie świata ludzi i zwierząt. Zwierząt które żyją w harmonii z człowiekiem, a Mikołaj rozdaje prezenty również zwierzętom…. 

 

 

 

 

Wola życia kolejne przeslanie lamy z Iwołgińskiego datzanu

 

Wola życia kolejne przesłanie lamy 3-5 listopada 2015

 

 

 

 

Długo nie mogłam tego tekstu napisać, gdyż zauważyłam, że pewne energie chcę jak najdłużej trzymać, pamiętając o nich. Bo przecież pisanie po czasie to wejście znowu w tę energię. Takie trzymanie dłużej tego co najbardziej cenne.

Nie przepuszczenie tego, a zatrzymywanie, ale zatrzymywanie to brak otwartości w pełni na nowe.

 

Uwalniam się od zatrzymywania przyjemnych momentów życia

 

Przepuszczam przez siebie energię w danym momencie i z radością idę w nowe, będąc tu i teraz

 

Tak, tak….. w energii miejsca, i tu i teraz pisanie idzie najlepiej i najpłynniej. Jest najpełniejszym oddaniem tego co jest.

A Iwołgińsk powitał nas znów uroczyście, kolejny raz, przyjechaliśmy ponownie na święto (święta są tutaj 8 razy w roku szczegóły na stronie http://etegelov.ru/dni-poclonenia). Tym razem było to święto Wielka Churału Lhabab Duysen (Tybet Święto Świateł) obchodzone jest w 22th dnia, dziewiątego miesiąca kalendarza księżycowego (październik – listopad), a poświęcone jest zstąpieniem Buddy Siakjamuniego z nieba Tusita dla jego ostatniego odrodzenia na ziemi. Według legendy, przed zysku w zeszłym ziemskie wcielenie Buddy Siakjamuni był w niebie Tushita (SK nieba radości.) – Obszar, gdzie jest radość i satysfakcja, i żyć bodhisattwa, który wejdzie do świata mężczyzn w stanie Buddów. Pozostając w sferze bodhisattwy szczęśliwych bogów, Budda Siakjamuni sobie sprawę, że musi wziąć odrodzenie wśród ostatnich ludzi na świecie w obrazie Siddhartha Gautama Księcia. Decyzja Buddy znaleźć ostatnie ziemskie wcielenie, i otworzyć całą "ścieżkę Buddy" – głównej idei tej uroczystości. W tym dniu w okolicach skroni zapalone lampy i prowadzone nabożeństwach (khurals), którzy ukończyli uroczystej procesji.

Lama Itigełow tak jak miesiąc temu siedział w głównym datzanie i rękami innego mnicha błogosławił pielgrzymów. Ludzi niewiele – zapewne śliskie drogi zrobiły swoje. Do tego w datzanie była msza. Na zewnątrz zadymka śnieżna – zima, a wewnątrz ciepło i buddyjskie śpiewy.

 

 

 

Gdzie jesteśmy?

Burjacja, Rosja – czy na Pewno?

Czy może przenieśliśmy się w przestrzeni do Tybetu?

W sumie to przecież niedaleko ok. 2000 km, tak blisko przy tych wszystkich kilometrach, które przejechaliśmy. Gdyby Chiny otwarte były na turystykę samochodowa, na pewno potraktowaliśmy to jako zaproszenie, a tak…… Choć może to tylko nasza upartość.

Najpierw zostajemy praktycznie wepchnięci, błogosławieństwo lamy. Uspokajam moje emocje powstałe podczas jazdy lodową drogą. Ile lęki zabierają nam energii……

Jak przestać się bać, gdzieś kołacze pytanie?

– Wola życia – słyszę gdzieś w przestrzeni – Ty decydujesz o swoim życiu.

Tak, tak…. kołacze się jeszcze w emocji moje ciało, dobrze się to wszystko mówi, jednak w momentach gdy emocje biorą górę, niełatwo mi obserwować siebie, wręcz stapiam się z tym przed czym się bronię. A to przed czym się bronię zgodnie z prawami wszechświata napiera i tworzy się błędne koło.

Przecież wiem, że jazda śliską czy nie śliską drogą nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem. Umysł wie, a ciało reaguje.

Pozwalam sobie przyjrzeć się moim lękom i je rozpuścić

 

– Wyraź wolę życia tutaj na ziemi.

 

Tak, wola życia, taki banalny można rzec temat, wszystko rozpatrywałam w kierunku świadomości, jednak tego nigdy. Zaufać sobie, Bogu wszechświatowi i wyrazić jasno wolę życia i……

Stapiam się z energią buddyjskiego święta, kilkudziesięciu mnichów modli się razem, a lama patrzy na nich z góry. Właśnie religie, a może cały schemat życia ma to do siebie, że ktoś jest wyżej – ktoś niżej, nie ma jedności, jest hierarchia.

 

Uwalniam się od przymusu hierarchii w moim życiu

 

Żyje w jedności z innymi ludźmi bez separacji

 

Obok jakąś spóźniona mongolską wycieczka swoim zwyczajem pcha się, nie wiedzieć po co i na co – są tylko oni – ok 15 osób. Przypadkiem stoimy obok mnicha wiążącego supełki na szarfach – jego też szturmują ryjąc się przy okazji na nas. Bartek ma ubaw lekko popychając skrajnego mężczyznę i wywołując efekt kołysania się kolejnych sześciu osób. Obraz kolein życia, zachowania…..

Jestem jednością z nimi, nie ma separacji.

Siadamy na ławeczce podchodzi do nas jeden z mnichów jak się okazuje student, który przyjechał z Chin.

Rozmawiamy o praktykach duchowych, głodówkach na mokro, sucho.

Jedno co nas zaskakuje to to, że często mówi o niebezpieczeństwie tych praktyk.

Jasne, gdy nie słucha się ciała każda praktyka jest niebezpieczna, ale chyba całe życie robi się niebezpieczne wtedy, więc……

Może religie za bardzo próbują wziąć odpowiedzialność za innych, ograniczając w ten sposób wolność.

Takie pozornie dobre intencje, chroniące jednych, ograniczały drugich. Przykład na to, że nie ma idealnego rozwiązania.

Nabożeństwo się kończy, powoli mnisi przygotowują przeprowadzkę lamy Itigelowa do jego datzanu i proszą nas o opuszczenie datzanu. W związku z tym, że w datzanie porusza się po kole, a my siedzimy po lewej stronie od wyjścia. Mamy okazję jeszcze raz przejść koło lamy, otrzymać jeszcze jedno błogosławieństwo.

Niesamowity dzień, z jednej strony pełen emocji, z drugiej magii.

Choć jeszcze się nie skończył i za jakąś czas gdy wszyscy Pielgrzymi opuścili datzan, wyszła procesja mnichów razem z lamą Itigelowem.

Śnieg, mróz, ciemno, buddyści, kolorowi mnisi, bębny, piszczałki, talerze, lampy….

Tybet, Tybet dźwięczało w głowie. Wspomnienia z bardzo odległej przeszłości tak dalekie, a tak bliskie, a przy tym bardzo przyjemne. Jakaś część buddyjskiej duszy śpiewała z radości, uwalniając to wszystko co nauczyła się kiedyś na swojej drodze.

 

 

 

 

Bo właśnie to, że była buddyjska nie znaczy, że poziom jej świadomości był wyższy niż dziś.

Przez następne dwa dni obserwowaliśmy mnichów kręcąc się po datzanach, z jednym medytowaliśmy w cudowny sposób przez chyba ponad godzinę, a z innym rozmawialiśmy jak z totalnie nieświadomą osobą.

 

Uwalniam się od przekonania, że jak ktoś jest mnichem, zakonnikiem, księdzem…… to musi mieć wyższa świadomość niż ja….

 

Iwołgińsk pokazywał nam się w pełnym słońcu, we wczesnej zimowej odsłonie. Nie spaliśmy jak kiedyś przy źrodełku, ale przy bocznej bramie klasztoru. Rankiem w miejscu naszego nocnego postoju w ogrodzeniu datzanu wycięto kilkumetrową dziurę pod nowy kiosk, a nam tym samym na kolejną noc otworzono przestrzeń energii klasztoru.

Niesamowite, że wszystko działo się właśnie w tym czasie.

 

 

 

 

W kapliczce przy źródełku – gdzie wcześniej spaliśmy dałam kwiaty i zdjęcie Itigelowa robiąc coś w rodzaju ołtarzyka, takie drobne podziękowanie za te niesamowite noclegi tutaj.

 

 

 

Trzeciego dnia gdy już mieliśmy odjeżdżać poszliśmy kupić bilety na wizytę do lamy – aby się pożegnać. Młoda dziewczyna, obsługująca straganik z pamiątkami w głównym datzanie – od jakiegoś czasu poznawała nas, a gdy usłyszała, że jedziemy w kierunku Europy pobiegła na zaplecze, przyniosła ciasteczka i mleko w kartoniku.

– Taki drobny prezent, symbol aby drogi były białe, czyste – powiedziała pokazując na mleko.

Prezent od lamy dany jej rękami. Niesamowite, właśnie mleko jako symbol bezpiecznych dróg, w tym momencie kiedy tyle emocji kosztują mnie te lodowe drogi.

– Dziękuję bardzo.

 

 

 

 

A lama, jak to lama dał nam kolejną lekcję przy naszym pożegnaniu…..

Nie dość, że uczekaliśmy się na mrozie i wietrze ponad godzinę, to wprowadził nas razem z grupą mongolek do datzanu mnich, który cały czas rozmawiał przez telefon, podpędzał, a gdy jeszcze nie wyszliśmy – weszło trzech Rosjan z innym mnichem, którzy zaczęli się modlić – medytować.

Nas wyproszono.

Mongołki były wściekłe, mi też jakoś przykro się zrobiło.

Tak, dać pieniądze i s……. bo są inni uprzywilejowani…

Pojawiała się złość, przykrość, obraża…..

 

 

 

 

Tyle dobra zaznałam w czasie tego i nie tylko tego pobytu, a jakieś mało świadome zachowanie innych powoduje zaniżenie mojej energii, a przecież zgodnie z intencją poszliśmy lamie powiedzieć tylko dowidzenia na fizycznym planie. Bo na duchowym jesteśmy połączeni bez konieczności kontaktu fizycznego i pożegnań.

 

Zachowania ludzi o niższym poziomie świadomości nie mają na mnie wpływu.

 

I tak kolejny raz z kolejnymi lekcjami odjeżdżaliśmy z tego cudownego miejsca. Może tu kiedyś wrócimy, może nie, jednak na zawsze pozostanie częścią nas.

Pełni wdzięczności udaliśmy się do Ułan Ude już po czarnym asfalcie.

Nasze poprzednie wizyty u lamy

Pierwsza: http://brygidaibartek.pl/wyjdz-poza-przeslanie-lamy-itigelow/

Druga: http://brygidaibartek.pl/z-kolejna-pielgrzymka-do-lamy-itigeowa/

Trzecia: http://brygidaibartek.pl/z-kolejna-pielgrzymka-do-lamy-itigeowa/

 

 

 

Duch buddyjskiego lamy czuwa nad naprawą Landrynki

Radosna naprawa skrzyni biegów Ułan Bator 29-30 lipca 2015

 

 

700 km (z tego 150 w terenie) na dwójce, głównie po bardzo dobrym asfalcie – jak wszechświat czuwał nam nami, że spokojnie dojechaliśmy do Ułan Bator!

Najpierw skierowaliśmy się do oficjalnego serwisu Landrovera, znajdującego się praktycznie w centrum miasta. Chłopcy mówiący po angielsku i po rosyjsku, popatrzyli, pooglądali i stwierdzili, że naprawa skrzyni u nich kosztuje w standardzie 10000000 (2000 zł) plus części, których nie mają. Starszych nie mogą dawać (zresztą i tak ich nie mają), a na części trzeba czekać nawet dwa tygodnie.

Duchy jednak czuwały zsyłając nam Sindbada (Czinbat tel. 959 73 607), który świetnie znał polski (mieszkał w Polsce 10 lat, ma tam syna) i pracuje w firmie (w tym samym budynku) jako kierowca. Dziś miał praktycznie wolny dzień, gdyż są ograniczenia ruchu w Ułan Bator i w każdy dzień tygodnia nie mogą wyjeżdżać samochody z określoną końcówką rejestracji (chodzi o ograniczenie ruchu), a dziś prawie trafiło na jego samochód służbowy . Czyż nie cud???

 

Zaopiekował się nami jak rodziną, rozmawiając z chłopakami z serwisu tak jak jakby chciał naprawić swój samochód.

Po jakimś czasie okazało się, że jest mechanik od Landoverów w Ułan Bator, który dodatkowo ma 3 stare samochody na części. Więc powinni szybko nam naprawić (kontakt do brata mechanika który zna rosyjski , angielski – tel. 99112363).

 

Sindbad zaproponował, że może pojechać swoim autem tam z nami i dalej załatwiać sprawę – bo mechanik nie zna innych języków, zgodziliśmy się i na dwa samochody pojechaliśmy przez zatłoczony Ułan Bator, przyglądając się czasami śmiesznej jeździe tutejszych kierowców (za drobną opłatą 30000 – 60 zł).

Pomógł nam znaleźć serwis, który był jak na mongolskie warunki bardzo dobrze opisany – choć i tak mechanik musiał po nas wyjechać, porozmawiał z nim, okazało się, że zrobi remont skrzyni biegów za 500000 (1000 zł) plus ewentualne części.

Landrynka zgodziła się tutaj zostać.

 

 

 

 

 

Było ok. 15, mechanik powiedział, że zacznie rozkręcać skrzynię ok. 18 godziny, gdyż ma problem z żebrem i musi mieć pomocnika. Prosił abyśmy byli o tej godzinie, zobaczyć co jest ze skrzynią. Sam miał na podwórku trzy landrowery , więc części dostatek – co za ulga. Jak dobrze wszystko pójdzie jutro landrynka będzie zdrowa.

Wcześniej przez www.drive2.ru nawiązaliśmy kontakt z właścicielem starego defendera, który sam nie mógł polecić żadnego mechanika, ale sam przyjechał porozmawiał z mechanikiem – potłumaczył nam wszystko. Czuliśmy się naprawdę zaopiekowani i jesteśmy za to wdzięczni.

Dzielnica w której urzęduje mechanik oddalona jest 6-8 km od centrum miasta, dzięki temu spacerując mogliśmy przyjrzeć się nie turystycznej miejskiej Mongolii. W centrum dzielnicy stragany z warzywami (najtańsze w Mongolii – jabłka spadły do 8 zł/kg), nawet szyszki cedrowe, jurty z typowo mongolskim jedzeniem, czyli mięso, kumys, ser (bez dodatków), knajpki i datzan.

Spacerowaliśmy przyglądając się miastu, jak miasto – chyba wszędzie na świecie jest podobne.

Wracając już w stronę mechanika powiedziałam do Bartka:

– Chodź odwiedzimy datzan, pokręcimy młynkami za zdrowie landrynki.

I jak powiedziałam, tak też zrobiliśmy. Obok datzanu wielka jurta i sporo ludzi, zerkamy z ciekawością.

Mężczyzna zaprasza nas do środka mówiąc po rosyjsku, że to stypa po śmierci jego nauczyciela Lamy Khuukhen Khutagh. Mimo, że niewiele czasu zostało do 18, z radością wchodzimy do środka.

Stoły pięknie zastawione owocami, orzechami, sałatkami, na samym środku misternie ułożone sery. Zaraz dziewczyna przynosi nam kumys i jakieś mięsne danie i wcale się nie obraża,gdy mówimy, że nie jemy mięsa.

 

 

 

 

 

To dlatego jesteście szczupli – mówi z serdecznym uśmiechem zapraszający nas mężczyzna.

Niesamowite tak wstrzelić się w imprezę. Rozjaśnione uśmiechem oczy i twarz mnicha ze zdjęcia też robią na nas wrażenie.

Z radością częstujemy się owocami, orzeszkami, dawno nie widzianym arbuzem………..

Czujemy, że lama nas tutaj zaprosił, dlatego dopytujemy o uroczystości pogrzebowe.

– Już dziś pojechało 60 jeepów do Hongor – koło Adacaar (gdzie urodził się Lama), a ja z mnichami lecę jutro śmigłowcem – informuje nasz rozmówca.

– O jak dziś będzie nasze autko to też pojedziemy na uroczystości Lamy do Hongor – powiedziałam spontanicznie.

 

Gdy już troszkę po 18-tej leniwie się zbieramy, informuje że pójdzie z nami do mechanika pooglądać nasz samochód, przyjrzeć się naprawie, potłumaczyć na rosyjski.

Jak się okazało nie poszliśmy, a pojechaliśmy terenowym lexusem razem z jego prywatnym kierowcą do naszego mechanika.

Skrzynia była jeszcze wymontowana, ale okazało się że problemem jest drobiazg (element obejmujący lewarek skrzyni biegów na wejściu do wnętrza skrzyni). Część mechanik już wymienił i za jakieś 3 godziny po włożeniu skrzyni landrynka będzie jeździła.

 

 

– No to jedziemy na pogrzeb Lamy – zakrzyknęliśmy

– Nie zdarzycie – jeepy dziś pojechały – to daleko i trudna droga przez teren – 240 km – w nocy jechać niebezpiecznie, a uroczystość jutro rano – odpowiedział nasz znajomy.

– Zdarzymy, czy nie zdarzymy, ale jedziemy – powiedziałam z radością, jakaś niewidzialna siła ciągnęła nas w tę stronę, a może czuliśmy zaproszenie od Lamy – coś wyraźnie chciał nam pokazać…

 

Nasz znajomy biegał koło landrynki jakby to był jego samochód, przyglądając się oczami dobrego szefa własnym pracującym mechanikom, patrząc jak chodzą koło samochodu, sprawdzają oleje itp.

– Dobrze trafiliście, to świetni mechanicy – powiedział z radością.

Był na 100% z radością – w tym co się działo.

 

Pozwalam sobie działać 100% z radością i pełnym zaangażowaniem

 

To pierwsze przesłanie lamy dla nas.

 

Takie cuda dzisiejszego dnia, to trzecia osoba, która pomaga nam i interesuje się nami, dogląda mechanika i jego działania przy naprawie. To pewnie jest motywujące na i tak dobrego szpeca od Landroverów.

Teraz już wiemy kto za tym wszystkim stoi ……..

 

Zresztą zaraz potem trafiła mi się niesamowita „przygoda” (niestety w negatywnym dla nas wybrzmieniu tego słowa)

Poszłam sikać za samochody stojące na podwórku, i gdy wracałam nagle słyszę ostry krzyk kierowcy naszego znajomego mężczyzny, równocześnie czując psa przy nodze.

Pies mechanika urwał się w tej sekundzie z łańcucha i leciał na mnie – chcąc mnie zaatakować (zjeść – jak to powiedziałam zaraz po wydarzeniu, wielki na metr pies pilnujący dobytku, myślał że coś kradnę), w ostatniej chwili kierowca uchronił mnie przed atakiem.

Kolejna lekcja lamy….???

 

Świat nad Tobą czuwa…

 

Ja zawsze bałam się psów, i ten był uwiązany na łańcuchu – pozornie bezpieczny, a jednak urwał się, wszechświat czuwał nade mną i dzięki kierowcy wszystko zakończyło się szczęśliwie. 

 

Bo nic nie jest bezpieczne czy niebezpieczne w swojej istocie

 

Uwalniam się od lęków, pozwalam się prowadzić

 

Gdy już pożegnaliśmy naszego znajomego, do serwisu przyjechało dwóch młodych Koreańczyków mieszkających i pracujących w Ułan-Bator , nowym Defenderem. Po krótkiej rozmowie stwierdzili, że ten mechanik to „najlepszy mechanik od Land Roverów w Mongolii”.

 

– Jedziemy na wieś, przyjechaliśmy zrobić przegląd – powiedzieli chłopcy.

 

– A u Was w Korei jest wieś ? – zapytaliśmy.

 

– Wieś u nas ? NIE ma – za duże zaludnienie, tylko miasta i miasteczka – odpowiedzieli .

 

A my (mając już odpowiedź) zamiast dalej myśleć – jak pojechać Landrynką na zimę do Korei? (bardzo miłych ludzi z tego kraju spotykamy) – poszliśmy do koreańskiej restauracji w centrum dzielnicy, ciesząc się z zamówionego vegańskiego Sushi z sałatkami, dzbankiem herbaty i kawą w cenie ……….. 8 zł na dwie osoby.

 

– Lubią nas tutaj – zaczęliśmy się śmiać.

 

Ok. g. 22 odebraliśmy Landrynkę sprawnie działającą, ze sprawdzonymi olejami, zaspawaną dziurką w moście – zapłaciliśmy zgodnie z umową 1000 zł plus 60 zł za części. Podziękowaliśmy wspaniałej ekipie.

 

 

Dotankowaliśmy samochód, kupiliśmy wodę – ruszyliśmy czując prowadzenie i zgodnie z obietnicą na południe w kierunku Adacaar ….……..