WARSZTATY I WYDARZENIA

now browsing by category

 

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas

Warsztat pranojedzenia u Galiny El-sharas, Krym 01.-10.05 2019

 

 

a79

a45

Wszechświat od początku pokazywał i ostrzegał abyśmy sobie dali spokój. Już jadąc przez Polskę, mając napięty czas dojazdu na warsztat, zmagaliśmy się z porywistym wiatrem w drodze w kierunku Moskwy. Potem już poniżej stolicy Rosji coś zaczęło piskać w aucie. A jak już dojechaliśmy na miejsce, chciano zakwaterować nas w świeżo malowanym jeszcze cuchnącym farbą pokoju i ze zdumienia przecieraliśmy oczy na widok wnętrza hotelu pełnego ludzi imprezujących przy stole zastawionym misami z szaszłykami. Smród był taki że myśleliśmy, że to nie jest ten hotel z warsztatem.

 

a23

a12

Zabrakło w nas trzeźwości i przyznania się do tego, że to my się pomyliliśmy jadąc tu trzy i pół tysiąca kilometrów!!!
Bo co to za pomysł aby wybrać taką lokalizację. Uczestnikom wchodzącym w procesy niejedzenia raczej potrzebna jest przyjazna, miękka wibracja miejsca. A nie codzienny smród gotowanej baraniny, bo jak się okazało w kolejnych dniach pobytu hotel wypełniony był robotnikami z republik kaukaskich, którzy przyrządzali sobie samodzielnie posiłki- głównie mięsne.
W czasie warsztatu byłem 6 dni na wodzie i musiałem przechodzić przez falę odoru kuchennego gotowanych zwłok zwierząt. I to często baraniny która ma taki smród, że od opuszczenia pawia ratował mnie pusty żołądek. Wszystkie osoby będące na głodówkach wiedzą jaką wrażliwość osiąga się w kwestii zapachu, odczuwania energii, wibracji miejsc i osób, zatem prowadzący warsztat ma zadbać o wibracyjnie przyjazne miejsce! A nie hotel robotniczy, gdzie się pali papierosy i pije alkohol.

a57

a40

Niestety zakpiono z nas. W ofercie reklamującej całość wydarzenia był komfortowy hotel, po zgłoszeniu się na warsztat dopiero zostaliśmy poinformowani że tylko część z uczestników będzie miała pokoje z łazienkami. A w rzeczywistości nikt takiego nie miał. Uczestnicy gnietli się w trzy lub czteroosobowych pokojach mając do dyspozycji 2 toalety i prysznic z umywalką na 14 osób. Nam dano pokój w części hotelu robotniczego ze wspólną łazienką na 12 mężczyzn. Nic do nich nie mam, muzułmanie są czystsi od nas – tylko ta liczba osób powodowała że podczas dziesięciodniowego pobytu byliśmy tylko jeden raz pod prysznicem. Stanie bowiem po kostki w przypchanym baseniku prysznica używanym wcześniej intensywnie nie należy do przyjemności.j
A te przyjemności zażywali tylko uczestnicy, ponieważ organizatorzy, w tym Galina mieszkali w swoim własnym położonym w pobliżu domu. I przychodzili jak do pracy. To że jest to Rosja – to ściema, jest ona tak samo cywilizowana jak Polska, w szczególności tu nad morzem Czarnym, gdzie baza turystyczna jest potężna od lat.

a54

a58

I to właśnie potęgowało rozczarowanie nasze i innych uczestników z którymi rozmawialiśmy. Nad samym lustrem morza teraz przed sezonem pokoje dwu osobowe z łazienką zaczynają się od 60 zł od osoby, a koszt warsztatu był z wysokiej półki pranobiznesu. Były zatem środki by nie lokować go w hotelu robotniczym. Część uczestników przyjechała również odpoczywać po prostu nad morzem Czarnym, a mieliśmy około 1,5 kilometra do brzegu i co najmniej 20 – 30 minut drałowania z powrotem pod niezłą górkę. Spacery są zdrowe – owszem, pod warunkiem jednak że ich trasa nie przebiega w ruchu samochodów, jak w naszym przypadku.

 

 

a98

 

 

Nic więc dziwnego że prowadząca warsztat Galina z każdym dniem była w gorszej kondycji psychofizycznej, która i tak nie była od początku górnolotna. Na pewno próbowała roztoczyć i utrzymać przestrzeń energetyczną. Jednak w tych warunkach dużo ją to kosztowało. Zapewne była od początku świadoma tej wtopy z lokalizacją warsztatu. Zwyciężyła wygoda i chęć zaoszczędzenia na zakwaterowaniu organizatorów.

 

a62

 

a63

 

 

Galinę poznaliśmy rok temu we Włoszech na zlocie Prana World Festiwal. Była wtedy kwitnąca. Coś się stało przez ten rok. Gdybyśmy byli tego świadomi nie przyjechalibyśmy tutaj.

 

a78

a12 (1)

A sam warsztat. Pierwsze dni to wycieczki po okolicznych górach połączone z medytacjami. Medytacje Galiny to coś co nas do niej przyciąga i na nie liczyliśmy. Niestety były tylko jedna, w nieliczne dni dwie dziennie, i też takie dni bez niej.

a19

a15

 

 

Każda sytuacja coś jednak wnosi w życie. Dla mnie była to puszczona bariera możliwości mojego ciała. Do teraz okresy na samej wodzie spędzałem wyłączony z życiowych funkcji, przeważnie słaby i obolały trzymałem się domu i łóżka. Teraz w trzecim dniu uznawanym za najtrudniejszy bez jedzenia, szedłem (co prawda ciężko) w kilkugodzinnym marszrucie przez góry, gdzie podejścia były całkiem konkretne. A po 6 dniach pijąc tylko wodę, nie widziałem upadku wagi ciała, co mnie bardzo ucieszyło, bo wcześniej bywało dramatycznie w tym temacie. Może to być takie „załapanie” projektowania wagi ciała.
Dla Brygidki czas był na odpuszczenie rozdrażnienia, wysiłek wniesiony podczas warsztatu i po nim – przyniósł skutki.

a17

Oboje również zmodyfikowaliśmy swoje odżywianie, idąc w stronę lekkości i płynnej diety.
Wyjeżdżamy z mieszanymi uczuciami, rozczarowani, i wręcz z poczuciem oszukania nas przez twórców warsztatu. Warsztatu gdzie nie został zrealizowany program, a organizator potem przesyła przez Internet brakujące tematy – jako zapisy z innych seminariów – po naszych interwencjach. Warsztatu gdzie niektóre wykłady, jak np. nauka uzdrawiania były na bardzo niskim poziomie, ograniczającym się do suchego tłumaczenia zasad, stojąc nad ciałem osoby wziętej do demonstracji. Gdzie nawet dochodzi do spięcia pomiędzy prowadzącą a uczestnikiem, który zwraca uwagę że chciałby nie tylko usłyszeć jak się robi zabieg ale też to zobaczyć. Nie doszło do demonstracji procesu, ani wyjaśnienia tych emocji. Filozofia Galiny opiera się bowiem na pozytywnym nastawieniu do myślenia i każde złe, krytyczne słowo jest wielce niestosowne. Dla nas to wielka iluzja zamiatania pod dywan swoich emocji, racji, prowadzi to tylko do frustracji, a nie poznania kawałka siebie właśnie w stosownym miejscu – czyli na warsztacie.

a69

Ten kurs był na znacznie niższym poziomie niż ten który kupiliśmy wcześniej przez Internet. Podobnie jak wcześniej kupione przez Internet warsztaty z których bardzo skorzystaliśmy jak np. praca z rodem lub oczyszczanie z pasożytów.
Słaby był też typowo marketingowy dzień poświęcony omawianiu preparatów oczyszczających, o których można sobie przeczytać po prostu w Internecie. Nie podobało nam się również wypełnienie przerw prowadzącej Galiny dodatkowo płatnym zabiegami energetycznymi lub konsultacjami. W programie warsztatu nie było ich przewidzianych w formie bezpłatnej, ani żadnej innej pracy indywidualnej, nawet pytania na osobności – choćby po to aby poznać samopoczucie uczestników. Powodowało to właściwie brak kontaktu z prowadzącym poza wykładem na sali.
Ciekawą sprawą lecz wprowadzającą zamieszanie było proklamowanie przez jej córkę surowej diety. Rodziło to sprzeczność kiedy Galina mówiła o opróżnieniu jelit jako sposób na powrót do harmonii ciała i jego samowystarczalność w zakresie witamin i minerałów, a jej córka o konieczności dostarczenia ciału zrównoważonej w witaminy i minerały diety. Może ma to ukryty sens, ponieważ warsztat ten przyciąga do siebie osoby w zdecydowanej większości które odżywiają się mięsem. Opowiadanie im o tym aby przestali w ogóle jeść – to czysta abstrakcja i fantazja. Zaawansowanych informacji o odżywianiu się czystą praną było zatem prawie nic, i tyle co nic się nowego dowiedzieliśmy. Warsztat uważam jest skierowany do osób które chcą się zorientować – co to jest w ogóle PRANA?

received_381734236019266

received_190565298543548

Hołd natomiast należy oddać mistrzowi kuchni , który przygotowywał surowe dania dla tych co chcieli jeść.

k3

 

 

 Pomysłowość i smak zup których próbowała Brygidka był wyśmienity. Kucharz był również mistrzem ceremonii witkowania w saunie – dziękujemy raz jeszcze.
P.S. Jednak dowiedziałem się czegoś nowego, gdy godzinę przed wyjazdem wziąłem sobie dodatkowo płatną sesję….
Koncepcja że warto posiedzieć w polu osoby wyżej wibracyjnej nie miała tu zastosowania że względu na stan psychofizyczny prowadzącej. Powyższy tekst zawiera nasze odczucia po warsztacie z pranojedką Galiną El-sharas .

received_2393250174240193

received_311973703026898

P.P.S. Brygida słuchając prowadzonego przez obie panie „klubu szczęścia” po zakończeniu warsztatu, i słysząc rozpływanie się nad tym jak on wspaniale wypadł – ku zadowoleniu, szczęściu i radości wszystkich uczestników – zaprotestowała pisząc prawdę o warsztacie w komentarzu. Oraz to że rozmawiała z wieloma innymi uczestnikami którzy mieli podobne zdanie. Została natychmiast wyrzucona dyscyplinarnie z klubu, a jej komentarz usunięto. Podobnie wyraziła się publicznie podczas końcowego spotkania, gdzie każdy mógł wyrazić swoje zdanie. To że inne osoby nie zwróciły uwagi na to co im się nie podobało, przypisujemy obserwowanej przez nas w Rosji problematycznej komunikacji międzyludzkiej dotyczącej emocji i uczuć. Byliśmy uczestnikami klubu od 7 miesięcy i zawsze dziwiliśmy się dlaczego Galina miała tyle warsztatów, a na klubie szczęścia jest 10 osób? Może jednak wcale się te warsztaty nie podobają się tak mocno jak to mówią organizatorki.
Ale na pewno cała ta sytuacja przyjazdu na Krym jest pozytywnym aspektem warsztatu, bo tak nie przyjechalibyśmy tu, a podoba nam się półwysep teraz we wiosennej odsłonie.

 

 

received_355628321762156

Kartka z zakurzonego pamiętnika – Karnawał w Wenecji

Kartka z zakurzonego pamiętnika – Karnawał w Wenecji 15-16 luty 2010

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Karnawał w Wenecji , gdy słyszałam te słowa zawsze chciałam tego doświadczyć i to nie jako widz, ale jako uczestnik.

Zresztą miałam takie przekonanie, że na czas karnawału do Wenecji nie wpuszczają tych ubranych normalnie.

Pożyczyliśmy stroje z Bielskiego teatru, takie troszkę za duże (aby można było włożyć cieplejsze rzeczy pod spód , w końcu luty) po kompletowaliśmy dodatki i pojechaliśmy.

Wenecja przyjęła nas bardzo gościnnie dając darmowy parking w Mestre, gdzie przez najbliższe dwa dni mogliśmy stać naszą Landrynką.

Ubraliśmy się i pojechaliśmy pociągiem do Wenecji i …………

Pierwszy szok…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszyscy normalnie ubrani…

A może trzeba mieć akredytacje, aby ubrać się w strój? – kombinowała pacyna.

Szliśmy spokojnie, a przechodnie prosili o możliwość zrobienia zdjęcia.

Im zbliżaliśmy się do placu Świętego Marka – tym ubranych festiwalowo było więcej.

Ale i tak w tłumie turystów były ty pojedyncze osoby.

Na początku czułam się nieswojo, gdy w jednym momencie 20 aparatów fotograficznych celowało w moją stronę.

Maska chroniła mimikę oczu, czułam się za nią bezpieczniej.

Tak jakbym pod maską była bezpieczna. Inni chcieli widzieć moją maskę, nie mnie.

Czy nie przypomina to życia?

Widź moje maski, a nie prawdę o mnie.

I potem już samemu zapomina się jakim się jest.

 

Uwalniam się od przymusu zakładania masek

 

Pozwalam sobie widzieć prawdę o sobie

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spacerowaliśmy po Wenecji, kłanialiśmy się innym ludziom z epoki, a oni kłaniali się nam.

Przemierzaliśmy wiele wieków, tych pięknych i tych strasznych (Wenecjanie sporo rabowali)

 

Uwalniam się od przekonania, że piękno tworzy się na krzywdzie innych

 

Pozwalam sobie tworzyć piękno z szacunkiem i miłością do wszystkich istot.

 

Jak cudnie, że mogę tego doświadczać, że mogę tu być.

Teraz po latach jesteśmy w pobliżu Wenecji i gdy piszę ten tekst mam jeszcze większą wdzięczność za to, że tam byłam, że miałam strój, bo nie wiem czy dziś by mnie to tak samo cieszyło jak wtedy……..

Marzenia są na dany moment, gdy my się zmieniamy – one też

 

Odpuszczam stare marzenia

 

Żyję w przepływie mojej duszy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Skrzaci festiwal

Skrzaci festiwal 7-8 lipca 2018r.

 

19

 

42

 

33

 

Z radością ponownie wjechaliśmy do Bagno do Romagnia, zaparkowaliśmy na upatrzonym na nocleg miejscu i pobiegliśmy przywitać się ze skrzatami. Po ścieżce spacerowały rodziny z dziećmi.

Nie było ich wiele.

Zasmuciłam się, że może tak mało osób będzie na dzisiejszej wieczornej imprezie.

Skrzaty jednak nie podzielały mojego niepokoju.

– Zobaczysz będzie dużo ludzi – mówił pustelnik mieszkający w domku za wsią,

Cieszyliśmy się, że wspólnego spotkania i na tę wieczorna imprezę.

– Festiwal skrzatów to impreza finansowana przez gminę. To takie niesamowite – mówiłam.

Dalej nie mogłam wyjść zachwytu.

 

A miasteczko przywitało nas spokojną wręcz senną atmosferą, fakt że teraz jest pora kolacji – co dla Włochów jest świętą porą, jednak odżył mój niepokój, że będzie mało ludzi.

Gdy zbliżała się pora wyjścia na skrzacią ścieżkę tłumek zaczął gęstnieć. Praktycznie cały rynek wypełniony był ludźmi – we większości rodzinami z dziećmi. Moja czapeczka skrzacia z polskiej Doliny Skrzatów (www.dolinaskrzatow.pl) bardzo podobała się dzieciom.

 

41

 

Chwilę po zmroku tłum ruszył na ścieżkę, gdzie na moście czekali aktorzy z rozpoczęciem swojego spektaklu (nie wiemy o czym, bo był po włosku).

– Patrz ile ludzi – mówiłam do Bartka – I wszyscy idą do skrzatów w odwiedziny.

 

40

 

Po przejściu przez most, w ciemności lasu można było obserwować po światełkach laterek migoczących na leśnych ścieżkach – ile jest tu osób.

Było 500 do 1000 – gdzieś w tych granicach. Szliśmy w tłumie, gromadki dzieci radośnie penetrowały z latarkami skrzacie domki, próbując dojrzeć coś przez okienka.

Było spokojnie i radośnie.

 

1

 

1a

 

1d

 

Co jakiś czas aktorzy zatrzymywali się dając spektakl.

Noc, skrzacia ścieżka i tłum zaciekawionych osób, energia radości w spokoju.

Niesamowicie było patrzeć jak po nocy z latarkami, czasem i bardzo małe dzieci idą praktycznie górską ścieżką. Rodzice nie stofowali lub tresowali ich, a pozwalali mimo otaczającego tłumu w spokoju biegać do domków skrzacich.

Gdy jakieś dziecko się zgubiło, zaraz go uspokajali, a potem aktorzy podawali gdzie jest i rodzice się znajdywali. Czy Włoscy rodzice tacy są – nie wiem, ale tutaj nam się tak spokojnie pokazali. Byliśmy nimi zachwyceni……….

 

Wyrzucam program tresury mojego wewnętrznego dziecka

 

Pozwalam sobie na luz, swobodę , ciekawość w poznawaniu świata

A aktorzy – pięknie, subtelnie oświetleni grali swoje role w środku ciemnego lasu , publiczność widziała tyle ile w tym tłumie była w stanie dojrzeć, liczyło się jednak bajkowe spotkanie.

 

20

 

21

 

22

 

23

 

Bo kiedy baśnie mają największą moc?

No właśnie w nocy……………….

Wtedy we snach wszystko jest możliwe.

A sny to tylko inna linia czasowa naszej rzeczywistości

Więc ……………

– I było po co się martwić – zapytał szaman skrzat

 

Uwalniam się od przymusu martwienia się na zapas

 

Ufam, że wszystko dzieje się tak jak się dziać .

 

Około 23 wszyscy szczęśliwi schodzili ze ścieżki.

Jutro kolejny dzień spotkania ze skrzatami w ich skrzacim miasteczku……………………….

Rankiem miasteczko zaczęło wypełniać się straganami związanymi ze skrzatami, rękodzielniczymi.

 

34

 

32

 

35

 

31

 

Naszą największą uwagę przykuł Pan rzeźbiący skrzaty w drewnie. Miały w sobie coś magicznego, taką radość tworzenia, jeden z nich przyłączył się do naszej skrzaciej ekipy.

 

26

 

25

 

24

 

Natomiast ze sklepu skrzaciego zechciała z nami jechać parka elfów. Trochę sporych rozmiarów, jak na gabaryty naszego auta.

– Gdzieś się zmieszczą – stwierdził Bartek i gdy przyszliśmy do samochodu przywiązał ich między reduktorem, a skrzynią biegów – to aby nie potłukły się w terenie.

 

43

 

Właścicielowi sklepu ze skrzatami podziękowaliśmy za piękną imprezę, za tę radość, której można doświadczać dzięki takim miejscom, ludziom.

Podziękowaliśmy miasteczku za gościnę. Za taką lekkość, radość tych przysłowiowych dwóch uliczek po których można spacerować bez końca. Taki kolejny niesamowity nasz przyjaciel. 

dziękujemy za ten czas…

 

42

 

39

 

38

 

37

 

36

 

Kurs jesteś cudem

11

Trzy tygodnie temu dostałam informacje,że jak załatwię pewną sprawę, mam zaproponować prezent z postaci kursu dwójce przyjaciół.

Temat ten pojawiał się i znikał.

Dopiero dziś nabrał siły.

Tak mam zaproponować prezent,a nie im go dać i zmotywować do działania.

Przekaz był jednoznaczny zaproponuj temu i temu i tyle.

Zostaw wolną wolę.

Jeden z obdarowanych zareagował zmieszaniem, ale stwierdził, wiesz ja myślałam o tym kursie, ale nie miałam pieniędzy.

To już masz stwierdziłam

Drugi obdarowany stwierdził, że chyba nie czas, bo źle się czuje.

Ja odpuściłam, ale w związku z faktem, że to mężczyzna do akcji wkroczył Bartek pisząc poniższy list.

Branie gdy wszechświat daje, szczególnie za pośrednictwem ludzi dla większości jest trudne, dziwne.

Pojawia się myśl, we wszechświecie nie ma nic za darmo, będą coś chcieli za to itp. itp.

Parę lat temu gdy pierwszy raz byłam na Kaukazie (słynie z gościnności), zauważyłam, że nie umiem z radością przyjmować od innych, jestem spięta, żle się z tym czuję.

Chciałam zaraz wyrównywać to z tą osobą, często kompletnie bez sensu.

Wtedy dostałam przekaz, energie wymieniasz ze wszechświatem, a nie z poszczególnymi osobami. Gdy musisz to robić z poszczególną osobą, to nie ma to nic wspólnego z prawdziwym dawaniem z serca.

Obserwując Kaukazów,którzy również umieli radośnie brać, zaczęłam z wdzięcznością i radością brać i te drobne i te większe rzeczy. Nie myśląc już,że muszę się zrewanżować.

Jak czułam, że mam coś dać dawałam i tyle bez wymuszania.

Kaukaz, szczególnie gdy podróżuje się samodzielnie to piękny nauczyciel dawania i brania.

Dziękuje mu za to,że jest i pozdrawiam spod Elbrusa.

W sprawie kursu „ Jesteś Cudem do odkrycia, a nie problemem do naprawienia”

Witaj Przyjacielu, telefonowałem dziś do Ciebie, znam tę sprawę z zębem i zapewne powstrzymujesz się od rozmów. Dlatego postanowiłem napisać list w sprawie prezentu który chcemy Ci zaproponować. Ten prezent jednak jest inny od reszty, należy nie tylko go przyjąć, ale także wyciągnąć po niego dłoń – jak mówi Ewelina prowadząca kurs – STAWIĆ SIĘ PO NIEGO. I potem przez jeden miesiąc być konsekwentny w stawianiu się codziennie. Bowiem tylko takie zaangażowanie daje trwałą zmianę – a daje – widzę to po Brygidzie jak wyłagodniała, obserwuję też siebie jak również złagodniałem.

Znam Ciebie i wiem że Twoja praca nad sobą ma już kilkudziesięcioletnią tradycję, dlatego czas na informację że to co się dowiesz na kursie zapewne pojawiło się już kiedyś na Twojej Drodze. Jednak fenomen tego kursu polega na zebraniu tej wiedzy w specyficzny sposób i zastosowanie krok po kroku w codziennej rzeczywistości – obserwując jej elementy właśnie w tym momencie, w realu. Wiem o Twoich trudnych chwilach i zapewne uważasz że nie jest to dobry moment na warsztat – lepiej „wrócić do sił” – my także mieliśmy takie wrażenie ponieważ akurat w czasie gdy sami uczestniczyliśmy było 42 stopnie w cieniu, a na naszej drodze co kawałek stały posterunki wojska i policji uzbrojonej po zęby w automaty, wspierane przez czołgi na kołach. Ale właśnie w tym napięciu niecodziennej sytuacji, wiecznych kontroli dokumentów – programy, emocje umysłu wysypywały się wyraźnie, prosto na dłoń. To doświadczenie wyraźnie wskazało mi prawdę – czy siedzę z emocjami mojego umysłu w emocjonalnej piwnicy i takiż wlaśnie sutereniastych zdarzeń w życiu doświadczam – czy też wypełniam go na co dzień salonowymi doznaniami, a Moja Dusza może rozwinąć skrzydła swojego istnienia. Zapewne powiesz że można robić to samemu – oczywiście – jednak wsparcie energii grupy (u nas 160 osób) oraz wgląd prowadzącej Eweliny niesamowicie nakręca i mobilizuje – tak aby się stawiać codziennie, a raczej całodobowo – całomiesięcznie!

Dziś rano rozpoczął się kurs, czasu zatem na decyzję nie ma, najpóźniej do jutrzejszego rana możesz się stawić, potem program kursu ucieka i nie jest do nadrobienia! Daj nam niezwłocznie znać – jeżeli poczułeś ten temat. PozdrawiamBartek A kurs jest dobry naszym zdaniem i dla osoby mającej doświadczenie w obserwacji siebie, jak i osoby która rozpoczyna kontakt ze sobą. Kurs był nam bardzo bliski, gdy jest to ta sama drogą którą idziemy i która najlepiej wychodzi nam w podróży. U nas to jest spontaniczne, wręcz chaotyczne, na kursie zostało to super poukładane i oboje nabraliśmy jeszcze większej siły do iścia za głosem swojej duszy. Dzięki Ewelina Link do kursu poniżej zaczął on się dziś czyli 23 października, ale jeszcze do jutra można dołączyć. 

http://ewelinast.com

 

Kąpiel w plazmie


 

Badanie systemu balansującego Keshe na urządzeniu do badania aury (Kirliana zobacz koniecznie

Od 10-21 maja 2017 zapraszamy znów na skorzystanie z plazma boxu. W stosunku do poprzednich edycji, trzeba się umówić na spotkanie najlepiej pod numerem 511 777 865 Brygida reszta pozostaje bez zmian.  Sorry czytelnicy tylko bloga, że nie informowaliśmy Was, zaczynamy i od razu zapraszamy

Zapraszamy na spotkanie z naszym PLAZMA BOXEM, który powstawał przez miesiąc rękami Bartka, przy moim wsparciu energetycznym. Zbudowany w technologii Keshe.
Zapraszamy na medytację, modlitwę czy po prostu posiedzenie sobie w plazmie.
Czas w zależności od samopoczucia, na pierwszy raz 10-20 minut, (osoby medytujące przyzwyczajone do wysokich częstotliwości mogą siedzieć dłużej), ale można przychodzić codziennie.

 

plazma box

Do boxu wchodzisz Tylko i wyłącznie na Twoją odpowiedzialność, więc nie będziemy Cię namawiać do wizyty w nim – poczujesz, przyjedź.

Uwaga, uwaga osoby z elementami wszczepionymi nie powinny z niego korzystać ponieważ reorganizacja i restrukturyzacja fizyczności ciała zacznie te elementy wypychać, co może narobić więcej bałaganu niż to potrzebne. To jest jak z drzazgą w palcu którą ciało po czasie samo zaczyna wypychać.

Koszt pobytu w boxie – jest bezpłatny . Obok będzie stała skarbonka w której będziecie mogli złożyć dobrowolny datek (potrzebujemy jeszcze kupić plexi, aby zrobić z niego w pełni przenośny box) – jeszcze raz podkreślam ewentualny datek jest całkowicie dobrowolny.

Box znajduje się na piętrze, natomiast na dole w naszej kuchnio-jadalni będzie można porozmawiać o technologii Keshe i nie tylko (nasz dom ma charakter otwarty, do kąpieli w plazmie nie jest wymagana cisza w otoczeniu) dlatego można przynieść owoce czy jakieś wegańskie pyszności na wspólny stół.

Warto przyjechać na kąpiel w plazmie z jasną intencją, tego co trzeba uzdrowić, czy jakie informacje uzyskać.

Dla mniej wtajemniczonych polecam wpis Bartka http://brygidaibartek.pl/magrav-plazma-technologia-keshe-bajka-rzeczywistosc/,

w którym zabrana jest wiedza o technologii


O balanserze – od 2-10 minuty, nasz balanser zdrowia jest bez hełmu, ma dodatkowo boczne oraz dolną i górną płytę z cewkami, tak że pole plazmowe otacza osobę, która siedzi na krzesełku – ze wszystkich stron i wpływa tam gdzie najbardziej potrzeba. Nasz egzemplarz boxa budowaliśmy inspirowani podobnym z Dęblińskiej Grupy Wiedzy Alternatywnej.

W Dęblinie na drzwiach balansera czytamy
Ostrzeżenie
System balansujący w technologii plazmy, celujący w kierunku elewacji duszy,
oraz balansowania emocji w szerokim zakresie.
Skutkiem ubocznym takiego działania jest
często likwidacja stanów nowotworowych.
Ryzyko pozbycia się raka jest wysokie
Dlatego wchodząc do systemu osoba
robi to na własną odpowiedzialność.

Poza plazma boxem mamy czapeczkę z gansami i kameiniami, długopisy zdrowia.bransoletki. Mogę powiedzieć jak zrobić krem , czy go zrobić dla Ciebie