warsztaty i wydarzenia

now browsing by category

 

Kąpiel w plazmie


 

Badanie systemu balansującego Keshe na urządzeniu do badania aury (Kirliana zobacz koniecznie

Od 10-21 maja 2017 zapraszamy znów na skorzystanie z plazma boxu. W stosunku do poprzednich edycji, trzeba się umówić na spotkanie najlepiej pod numerem 511 777 865 Brygida reszta pozostaje bez zmian.  Sorry czytelnicy tylko bloga, że nie informowaliśmy Was, zaczynamy i od razu zapraszamy

Zapraszamy na spotkanie z naszym PLAZMA BOXEM, który powstawał przez miesiąc rękami Bartka, przy moim wsparciu energetycznym. Zbudowany w technologii Keshe.
Zapraszamy na medytację, modlitwę czy po prostu posiedzenie sobie w plazmie.
Czas w zależności od samopoczucia, na pierwszy raz 10-20 minut, (osoby medytujące przyzwyczajone do wysokich częstotliwości mogą siedzieć dłużej), ale można przychodzić codziennie.

 

plazma box

Do boxu wchodzisz Tylko i wyłącznie na Twoją odpowiedzialność, więc nie będziemy Cię namawiać do wizyty w nim – poczujesz, przyjedź.

Uwaga, uwaga osoby z elementami wszczepionymi nie powinny z niego korzystać ponieważ reorganizacja i restrukturyzacja fizyczności ciała zacznie te elementy wypychać, co może narobić więcej bałaganu niż to potrzebne. To jest jak z drzazgą w palcu którą ciało po czasie samo zaczyna wypychać.

Koszt pobytu w boxie – jest bezpłatny . Obok będzie stała skarbonka w której będziecie mogli złożyć dobrowolny datek (potrzebujemy jeszcze kupić plexi, aby zrobić z niego w pełni przenośny box) – jeszcze raz podkreślam ewentualny datek jest całkowicie dobrowolny.

Box znajduje się na piętrze, natomiast na dole w naszej kuchnio-jadalni będzie można porozmawiać o technologii Keshe i nie tylko (nasz dom ma charakter otwarty, do kąpieli w plazmie nie jest wymagana cisza w otoczeniu) dlatego można przynieść owoce czy jakieś wegańskie pyszności na wspólny stół.

Warto przyjechać na kąpiel w plazmie z jasną intencją, tego co trzeba uzdrowić, czy jakie informacje uzyskać.

Dla mniej wtajemniczonych polecam wpis Bartka http://brygidaibartek.pl/magrav-plazma-technologia-keshe-bajka-rzeczywistosc/,

w którym zabrana jest wiedza o technologii


O balanserze – od 2-10 minuty, nasz balanser zdrowia jest bez hełmu, ma dodatkowo boczne oraz dolną i górną płytę z cewkami, tak że pole plazmowe otacza osobę, która siedzi na krzesełku – ze wszystkich stron i wpływa tam gdzie najbardziej potrzeba. Nasz egzemplarz boxa budowaliśmy inspirowani podobnym z Dęblińskiej Grupy Wiedzy Alternatywnej.

W Dęblinie na drzwiach balansera czytamy
Ostrzeżenie
System balansujący w technologii plazmy, celujący w kierunku elewacji duszy,
oraz balansowania emocji w szerokim zakresie.
Skutkiem ubocznym takiego działania jest
często likwidacja stanów nowotworowych.
Ryzyko pozbycia się raka jest wysokie
Dlatego wchodząc do systemu osoba
robi to na własną odpowiedzialność.

Poza plazma boxem mamy czapeczkę z gansami i kameiniami, długopisy zdrowia.bransoletki. Mogę powiedzieć jak zrobić krem , czy go zrobić dla Ciebie

Klub podróżników “Namaste” opowieści z Mongolii

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

MongoliaRosja opowieści poza czasem i przestrzenią  

1 luty 2017 godzina 19

Klub podróżników Namaste Katowice Sobieskiego 27


Przez ponad 7 miesięcy przejechaliśmy 30000 km nasycając się energiami miejsc często tak dziewiczych, iż ma się wrażenie, że człowiek odwiedza je z rzadka. Bez konkretnie naznaczonego planu i okresu czasowego ruszyliśmy 3 czerwca w kierunku Bajkału i Mongolii, by pozwolić jak dziecko swoim rodzicom prowadzić się siłom Wszechświata w odkrywaniu miejsc nam przyjaznych , a może przede wszystkim siebie w tym świecie.

Rosję przemierzaliśmy od miejsca wysokowibracyjnego do miejsca wysokowibracyjnego, by po półtora miesiąca poprzez góry Ałtaju wjechać do Mongolii.

Mongolii która nas urzekła, rozkochała w sobie.

Zapytacie czym?
Zaraz spieszymy się by odpowiedzieć: przestrzenią, otwartością, gościnnością, przejrzystością, a może i przede wszystkim brakiem potrzeby nazywania tego co oczywiste. Już bowiem nie jeździliśmy z miejsca wysokowibracyjnego do miejsca wysokowibracyjnego, tylko z rzadka wyjeżdżaliśmy z takich miejsc. One bowiem stały się normą.

Zanurzeni w przestrzeń z przyczyn formalnych meandrowaliśmy między Mongolią, a Rosją, Buriacją, Bajkałem, gdzie żyjący – nie żyjący lama Itegełow przygarniał nas do siebie, stając się naszym nauczycielem, przewodnikiem tego co jest gdzieś niemożliwe – czyli zmartwychwstania, a może nie umierania?

By potem z lęku przed zimą, kończąca się wizą i innymi znakami Wszechświata udać się z powrotem do Polski.

Po co?

Choćby po to, aby Wam to przekazać.

Zapraszamy na naszą opowieść o nas w podróży, o Mongolii, a może o tym, że gdy odpuszcza się plany, pragnienia, chciejstwa – Wszechświat, Bóg (niezależnie jak to nazywamy) otwiera dla nas przestrzenie o jakich nam się nawet nie śniło, pokazując nam nasz raj tutaj na ziemi.


a113 (2) a113 (3)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

a303 (2)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opowieści w Cafe Grawitacji z północy

grawitacja

 

Zapraszamy 24 stycznia 2017 roku godzina 20 na opowieści z północy 

Miejsce Bielsko-Biała Cafe Grawitacja 

Wstęp wolny 

 

Ruszyliśmy 23 maja 2016 w kierunku …….. Serca.

Tak właśnie nazwaliśmy swoją podróż. Mieliśmy rosyjską wizę, więc każdy kierunek był realny. W umyśle rodziły się jakieś pragnienia, jednak krok za krokiem podążaliśmy tam gdzie prowadziło nas serce.
Na Łotwie w leśnym zagajniku w ciszy i spokoju przespaliśmy noc, aby rano zobaczyć całkiem niedaleko powalone drzewa i duże zniszczenia nocnego wiatru. Niesamowita ochrona. 
Zresztą Łotwa gościła nas swoim otwartym sercem, zapraszając nawet na festiwal jogi.
Gdy serce wchodziło w konflikt z umysłem pojawiały się pytania –
– Gdzie jedziemy dalej ?
I wtedy zatrzymywaliśmy się na chwilę, czasem nawet patrzyliśmy na mapy pogody i jechaliśmy w stronę słońca.
Pierwsze Psków, Petersburg , a potem piękna Ładoga gościła nas magią białych nocy,
albo Vottovvara jedna z bardziej świętych gór północy, gdzie odpuszczaliśmy walkę o przetrwanie. Mimo, że już było po okresie najkrótszych nocy w roku , my dalej jadąc na północ cieszyliśmy się coraz dłuższymi dniami , każdy kolejny dzień był najdłuższym dniem czyli „dniem miłości”. Łagodna Oniega, a potem jedna z naszych największych miłości tej podróży Morze Białe, które zaprosiło nas najpierw na Archipelag Wysp Kuzowa, gdzie pojechaliśmy na dwie doby, bez Landrynki – tylko z namiotem, a zostaliśmy tam dwadzieścia pięć dni, chodząc po labiryntach, tulując się do sejdów, szukając legendarnej Hiperbarei , obserwując ptaki północy, foki, stapiając się z przestrzenią morza ziemi i wody, gdzie wszystko cieszyło się ze wspólnego spotkania, człowieka z człowiekiem, człowieka z przyrodą, człowieka z Bogiem. Ludzie, przyroda i Bóg. A to tylko umysł wymyślił oddzielenie – był tylko Bóg który przejawiał się w różnej formie.
Magia polarnego dnia, gdzie zachód słońca łączył się ze wschodem. Przypływy odpływy, borówki, maroszka, laminaria. Ścieżki, które przemierzane kolejny raz wydawały się inne. A chodzenie po nich zawsze wzbudzało zachwyt.
Potem znów krok za krokiem prowadzono nas dalej na północ. Morze Białe kolejny raz zachęcało do spotkania tym razem od strony półwyspu Kola. Zapraszając nas na piaski pustyni, i do miejsca gdzie rodzą się ametysty. Gdzie szukaliśmy własnych kryształów i chodziliśmy po labiryncie koło Kandalakszy.
Zbieraliśmy grzyby prosto z samochodu, a już praktycznie na samej północy wszechświat miał dla nas nie lada niespodziankę – niedaleko Murmańska przez drogę przebiegł nam w pięknym kłusie naprawdę „wolny” niedźwiedź.
A po morzu Białym, które gościło nas otwartym sercem, zaprosiło nas morze Barentsa, które ugościło nas magią spotkania nie tylko ze sobą, ale i z piękną baletnicą czyli zorzą, która już w końcu sierpnia pojawiła się na niebie tańcząc swój niesamowity tanieć.
A Barentsa jak Barentsa najpierw urzekało nas w Rosji, aby potem wręcz zmusiło do wjazdu do Norwegii (granice na północy Finlandii były zamknięte), aby gościć przez kolejny miesiąc. Pokazując magię w swoich kolejnych odsłonach. A to foczki pływały w sąsiedztwie, a to orzeł wyleciał mi zza pleców, aby potem tańczyć w powietrzu przed nami, a to wieloryby, a to labirynt. A to zorze przy których sztuczne ognie – są ich nieudaną kopią….. Dar za darem.
Bo jak jest się w kanale miłości to wszystko co dzieje się wokół jest tylko tego manifestacją, gdy pozwalamy się tej miłości prowadzić w wierze i zaufaniu.
A gdy nasz czas na północy się skończył, zimowa Finlandia machała łapką na pożegnanie, szybko znaleźliśmy się znów w Petersburgu, prowadzeni krok za krokiem po ponad pół rocznym okresie w podróży wylądowaliśmy w Bielsku.
Tak zakochani w północy, że chcemy tam pojechać tym razem na dłużej ….

Zapraszamy do Grawitacji

Człowiek zimno – uczy jak rozbudzić wewnętrzne ciepło

Człowiek zimno profesor fizjologii

131

Rinad Sułtanowicz Minawalejew fizjolog, profesor Petersburskiego Uniwersytetu, jego pasją jest jak ludźki organizm adaptuje się do zimna, na przykładzie tybetańskiej jogi wewnętrznego ciepła „tummo” Prowadzi ekspedycje w Himalaje, gdzie uczestnicy siedzą na śniegu, tutaj filmik z Himalajów – polecam nawet tym co nie znają rosyjskiego

jak również na wyspy Kuzowa, gdzie uczestnicy mają możliwość posiedzenia w zimnej wodzie morza Białego.

Jego strona http://www.tapasyoga.ru/

Strona organizatorki Iriny (można pisać po angielsku) http://www.faraon-tv.com

My uczestniczyliśmy w warsztacie na Kuzowie niemieckim w 2016

Przed warsztatem siedzenie w zimnej wodzie, czy na śniegu itp. wydawało się czymś bardzo trudnym wręcz nie osiągalnym dzięki Rinady Sułtanowiczu Minawalejowi stało się to proste, wręcz naturalne. Jak jazda na rowerze, nic nadzwyczajnego.

Dziękujemy już ćwiczymy. Bartek siedział po zakończeniu seminarium 15 minut w morzu (temp 12 stopni) , a ja 2 minuty. Gdy przed warsztatem wskakiwaliśmy na kilka chwil i zaraz wyskakiwaliśmy.

Jeszcze raz dziękuje za możliwość poznania tak niesamowitego człowieka i możliwość uczenia się od niego.

Fizjologia jogi – Tummo wewnętrzne ciepło – 2 tydzień na Kuzowie

Warsztat Tummo (wewnętrzne ciepło) 18-23 lipca 2016 tydzień drugi

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

106

O warsztacie dowiedzieliśmy się pierwszego wieczoru pobytu na wyspie. Wania jeden ze strażników rezerwatu, gdy dowiedział się o naszych zainteresowaniach, zaraz poinformował nas, że za ponad tydzień przyjeżdża grupa od jogi, fizjologii jedzenia i tummo.

Bardzo nas to zaintrygowało. Nawet gdzieś pojawiła się myśl:

Może pojedziemy do portu weźmiemy więcej rzeczy i przyjedziemy na warsztat jak nam pozwolą w nim uczestniczyć”.

Wszystko jednak potoczyło się samo, czas pobytu na wyspie mijał sam, przyroda i dobrzy ludzie dokarmiali, a nam nie chciało się wychodzić z tej przestrzeni, a co za tym idzie urywać tej cudownej energii wizytą w porcie.

W dzień gdy pojawiła się na wyspie grupa Tummo, było sporo zamieszania – gdyż przyjechały równocześnie jeszcze 3 inne grupy, takie zawirowanie energii po niesamowicie spokojnych ostatnich paru dniach. Dlatego chcieliśmy popłynąć na jakiś czas na bezludną wyspę obok i zobaczyć jak wszystko się potoczy. Bo do cywilizacji nie chciało nam się wracać -opuszczając raj.

Gdy już wchodziliśmy do łódki, przyszedł Wania z informacją, że Ci ludzie opodal, to ci od Tummo.

– Kto organizator – zagadnęłam.

– Irina, ta w czapeczce – i wskazał uśmiechniętą kobietę .

Podeszłam szybko aby się z nią przywitać i zapytać, czy możemy uczestniczyć w kursie.

Ucieszyła się z naszej propozycji.

– Ile nas to będzie kosztować? – zagadnęłam.

– Od Polaków nie będę brała pieniędzy – odpowiedziała.

Niesamowite! Tummo o którym marzył od jakiegoś czasu Bartek przyszło do jego życia samo i to jeszcze gratis. Kolejny przykład, że gdy się jest na swojej drodze, pieniądze są tylko dodatkiem do życia.

– Przyjedziemy za 2 dni – powiedziałam – bo teraz jedziemy na wyspę obok.

– Do zobaczenia – pomachała nam.

Gdy siedzieliśmy na wyspie obok wychodziły kolejne programy.

Bartek od lat marzył o tummo, a teraz mimo że został na niego zaproszony siedzi na wyspie obok.

Bo marzył również o pobycie na bezludnej wyspie.

Tylko gdzie sens i logika. Warsztat trwa tydzień, a na bezludną wyspę można pojechać zawsze.

Uwalniam się od uciekania od swoich marzeń

Realizuję swoje marzenia bez patrzenia się na innych

A u mnie znowu pojawiły się problemy z ciałem. Dwa dni temu skręcona noga może nie pozwolić do końca uczestniczyć w warsztacie. Coś niesamowicie sabotuje mój luz ciała.

Trzeba to zaakceptować.

Po dobie pobytu na bezludnej wyspie, wróciliśmy na główną wyspę, Irina (http://www.faraon-tv.com/) od razu przedstawiła nam prowadzącego Rinada Minwalejewa  fizjologa, profesora uniwersytetu w Petersburgu, zwanego również „Człowiekiem Zimna”. 

/http://www.tapasyoga.ru/

Rano były zajęcia z jogi, potem wykłady, połączone z wycieczkami po wyspie, do tego jedzenie z ogniska. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że zaczęło mocno padać i padało z małymi przerwami do ostatniego dnia warsztatu, kiedy wreszcie zaczęło się przejaśniać. Miało i to swoje dobre strony, gdyż z uwagi na deszcz i sztorm nie przypływali jednodniowi turyści. Był spokój cisza, energia zamknięta dla nas.

103

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

115

Zajęcia całkowicie na zewnątrz, wykłady pod namiotowym zadaszeniem trwały nadal – w końcu to tummo – technika utrzymania ciepła w ciele.

Poranna joga była wtedy gdy akurat nie padało, ja z uwagi na skręconą kostkę uczestniczyłam tylko na kilka procent. Jednak muszę powiedzieć, że były to zajęcia dla mnie na najwyższym poziomie. Przede wszystkim dlatego, że prowadzący szukał w tym co robi efektywności i naukowego poparci. Obalając przy tym całą ideologię, mistykę, a nawet energetykę – dla mnie może trochę zbyt ordynarnie.

Jednak w tym co dotyczy ciała i jego powiązania z nauką jest mistrzem. Jak pokazywał asany, to w taki sposób, aby wykonywać je najbardziej efektywnie. Dziękuję za te ćwiczenia.

Wykłady ograniczały się do teorii jedzenia, oddychania.

Aby zbytnio nie rozwodzić przytoczę kilka cytatów (mniej więcej tak jak to mówił profesor) .

100

Ewolucja człowieka prowadzi począwszy od wszystkojedzących, wegetarian, wegan, raw food, frutarian, kończy na odżywianiu praną”.

Najzdrowsze jedzenie to takie jakie smakuje”

Im więcej smaków, produktów, kuchni, jedzenia od innych osób – tym mniejsza szansa zachorowania na alergię, a im bardziej monotonna jest nasza dieta – dotyczy to również osoby gotującej, tym większa szansa zachorowania”.

Nasze ciało wie najlepiej co jest dla niego zdrowe”.

Z zamkniętymi ustami człowiek jest mądrzejszy (czyli gdy nie mówi), a zatrzymanie oddechu powoduje lepsze dotlenienie ciała”.

Jego teoria jest podobna do teorii Butejki o której pisaliśmy http://brygidaibartek.pl/zobacz-jak-oddychasz-a-moze-zbadaj-jak-przyswajasz-tlen/

Człowiek Żyjący w większej kumulacji CO2 – w miastach ma więcej energii na działanie – biznes, pęd, pogoń. Człowiek żyjący na przyrodzie może tworzyć, jednak trudno mu działać w biznesach”.

Wszystko poparte badaniami naukowymi. Dla mnie czasami język za trudny, aby wszystko dokładnie zrozumieć. Choć z drugiej strony, ja wolę jednak działać niż tylko słuchać.

Oczywiście ewolucja ewolucją, jednak gdy wspominaliśmy o pranie wzbudzało to silne emocje u prowadzącego i części osób, na zasadzie – że te osoby kłamią, że to jest niemożliwe itp.

– Nie dziwię się, że ludzie na pranie uciekają od nauki, gdy ona nie tylko nie jest ich ciekawa, ale z nich kpi – odpowiedziałam raz ucinając dyskusję.

Nawet to, że my nie jemy mięsa było dla nich trudne do zaakceptowania. Zresztą zauważyliśmy, że ta Rosja którą znamy dzieli się co najmniej na dwa rejony – Moskwa i tereny na wschód, oraz Petersburg i tereny na północ. Tutaj w Karelii i na morzu Białym rzadko spotykamy turystów z Moskwy, z Pitera praktycznie jest większość. Dla tych z Petersburga wegetarianin to jakiś psychiczny gość. Mimo proponowanej przez profesora teorii rozwoju świadomości – nie skorzystali z sytuacji że wśród nich są wegetarianie – raczej byliśmy „płachtą na byka…” – ciekawości nie było…

Gdy mówiliśmy, że od dziecka nie lubiliśmy jeść mięsa – słyszeliśmy – „My na północy musimy jeść dużo mięsa, tłuszczu”

Tak, tak dużo się napatrzyliśmy, gdyż w zupie na 40 osób (10 litrów) lądowały dwie małe puszki mielonki jako mięso i tłuszcz. Patrząc na spożycie mięsa, tłuszczu i wielkości Rosyjskiej porcji – to Polska leży chyba na Antarktydzie.

Taka kolejna iluzja.

113

W tych potrawach nie ważne było mięso – jako mięso, ważny był smak i zapach mięsa. I on zaspokajał, dawał pełne bezpieczeństwo.

Petersburg dużo przeżył w czasie drugiej wojny światowej, o czym pisaliśmy ………. i może dlatego potrzeba jedzenia mięsa u tych ludzi jest tak silna. Choć w sumie, to należy zadać pytanie, dlaczego osoby jedzące inaczej wzbudzają w nich takie emocje???

Pytanie bez odpowiedzi…

Ja w swojej rodzinie nie miałam z akceptacją większych problemów. Nie znałam tego dopóki nie poznałam mamy Bartka, Bartek spotykał się z okłamywaniem co do składu potrawy i brakiem akceptacji tego co i ile chce jeść.

Uwalniam się od przymusu akceptacji przez innych mojego sposobu odżywania

Odżywiam się w sposób, który najlepiej służy mojemu ciału

Z dań kuchni polowej przyrządzanej na ognisku wybieraliśmy to co nie zawierało mięsa (czyli niewiele) i jedliśmy jedną chochelkę, czy łyżkę na dwie osoby. Krótki filmik z warsztatu (już był czas, że mieliśmy mało energii w kamerze i aparatach). 

Nie możliwość wyjazdu z wyspy na obiecane wycieczki, padający deszcz, zimno, kończące się zapasy słodyczy (szczególnie zgłuszczonego mleka – rosyjskiego agresywnie słodkiego specjału) spowodowały, że nawet te porcje jedzenia, które jedliśmy – dla paru osób zrobiły się za duże.

Pojawiła się zawiść za to, że Irina nas bezpłatnie zaprosiła.

Pojawiły się jakieś głupie pytania, czy zawsze jak podróżujemy – nie kupujemy jedzenia itp.

Zareagowałam na to zbyt ambicjonalnie – zrobiło mi się przykro. Może dlatego, że po prostu nie mogłam iść do sklepu i kupić im coś na stół, a sama w namiocie nic nie miałam.

Choć w sumie to Irina nas zaprosiła na warsztat i im nic do tego.

Jednak wzięłam Bartka za rękę – poszłam do namiotu i popłakałam się. Wszechświat zareagował natychmiast, przyszedł Wania (strażnik rezerwatu) – przyniósł nam 2 pomarańcze! (i to właśnie w tym momencie – i nie chleb – tylko „luksusowe” w tym miejscu, na wyspach pomarańcze). Powiedział Zacharowi o incydencie, który zaraz też przyszedł, przyniósł cukiereczki i dżem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Taki przykład, że zawiść innych osób – a tutaj były to niedowartościowane, otyłe kobiety, sporo młodsze ode mnie, wyglądające sporo starzej – nie ma na mnie wpływu, wszechświat o mnie dba – dostaję nawet największe dla mnie rarytasy!

Uwalniam się od przymusu przejmowania się zazdrością innych osób

Uwalniam się od przymusu walczenia o akceptacje u ludzi którzy są zawistni wobec mnie.

Wszechświat dba o mnie lepiej niż ja sama jestem sobie w stanie wymyślić

I na drugi dzień gdy znowu coś wymyślały – przypomniałam sobie pomarańczę, popadłam w stan – nie braku zależności od takich osób – ale przede wszystkim zaufania do Boga, że dba o mnie bardziej niż ludzie. Sytuacja tak się rozwinęła, że wręcz poczęstowały mnie grejfrutem.

Uwalniam się od zależności od ludzi

Uwalniam się od zależności od zawistnych kobiet

Uwalniam się od lęku przed zawistnymi, nieszczerymi, niespełnionymi kobietami

Żyję w pełnym zaufaniu do życia i Boga , wiedząc, że troszczy się o mnie lepiej niż mogę sobie wyobrazić.

Zwieńczeniem warsztatu była kąpiel w wodzie. Wszystko zostało poparte teorią dla umysłu, pokazano nam jak oddychać. Pogoda się nie chciała poprawić, dlatego siedzenie w wodzie nastąpiło dopiero w przeddzień zakończenia warsztatu – nadal jednak przy silnym wietrze i zimnej aurze (powietrze – 10 st., woda – 10-12 st. C)

Mnie już kilka godzin wcześniej zrobiło się tak zimno, że nie byłam w stanie wykrzesać grama ciepła z siebie. Na pewno przyłożyła się do tego cała ta nieprzyjemna sytuacja i puszczenie programu braku zależności od zawistnych kobiet. A może tylko jakiś jego odłamek, pokazujący mi, że nie mogę tego zrobić. Nie mogę być lepsza od nich. Bo te „wredne” kobiety nie weszły do wody. Tak samo zresztą jak ja. Ja zostałam w namiocie trzepiąc się z zimna i medytując.

Uwalniam się od przymusu nie wychodzenia ponad zawistne dla mnie osoby

Rozwijam swoje talenty, zdolności, niezależnie czy się to komuś podoba czy nie

105

107

Bartek na szczęście poszedł i wysiedział w wodzie 5-6 minut. Najbardziej mu doskwierała świadomość, że jak wyjdzie nie będzie miał się gdzie dogrzać, trudny był wiatr. Połowa w ogóle nie weszła do wody, 10 osób wytrzymało około 15 minut, 3 osoby razem z profesorem licząc siedziały 33 minuty.

Profesor cały czas przypominał tym co byli w wodzie, że tummo to nie technika cierpienia – jak ci zimno to wyjdź. Wszystko należy robić w swoim rytmie.

Uwalniam się od przymusu, że jak jest mi zimno, to zaraz muszę się dogrzać przy piecu, czy w pomieszczeniu

Pozwalam sobie oddechem rozgrzewać swoje ciało

108

109

110

Tak, siedzenie w zimnej wodzie, na śniegu itp. wydawało się czymś bardzo trudnym, wręcz nieosiągalnym. Jednak dzięki Rinady Minawalejewa stało się to prostsze, oswojone, wręcz naturalne. Jak jazda na rowerze, nic nadzwyczajnego. Cudownie spotykać takich ludzi, dla których rzeczy które robią są naturalne i proste. Wtedy można jak ja mówię łyknąć sobie od nich tej energii i uznać pozornie trudne rzeczy za normalne prawa natury 

112

Dziękujemy – już ćwiczymy. Bartek siedział w morzu po zakończeniu seminarium, przez kolejne 3 dni – po 15 minut, a ja przez 2 minuty. To sukces bo przed warsztatem wskakiwaliśmy do wody na kilka chwil i zaraz wyskakiwaliśmy – krzycząc. Woda w tym morzu jest naprawdę chłodna, nie nagrzewa się. Dwa razy na dobę jest odpływ (1,5 m wysokości pływu), i codziennie jest świeża dostawa takiej „rześkiej do bólu zębów”. Nawet spotkaliśmy potem Rosjan biwakujących nad brzegiem morza , którzy się chwalili – że są tu drugi raz i za pierwszym razem nie dało rady, ale teraz krótko ale się okąpali.

Więcej na temat Profesora – Człowieka Zimna i organizowanych ekspedycji tummo na wyspy Sołowieckie i w Himalaje w następnym poście.

A na koniec ukazał się jeszcze jeden program ciekawy program. Gdy już „grupa tummo” pakowała się, przyszła inna grupa Rosjan, chcieli zając ich biesiedkę (zadaszone miejsce do siedzenia i palenia ogniska). Zachowanie to było agresywne i bez sensu, gdyż mogły im się pomylić rzeczy, pakunki. Jednak nowa grupa się wciskała, w pewnym momencie zaczęła niecierpliwie rozpalać ognisko i wnosić swoje rzeczy, gdy nasi znajomi byli jeszcze nie spakowani. Żadna argumentacja nie pomagała. Doszło do spięcia.

– Popatrz wczoraj nas „wyrzucili” z tego miejsca – teraz energia do nich wraca – zauważył Bartek.

Wyrzuciło” nas 5 osób z trzydziestoosobowej grupy, pozostałe 25 – puściło całą sytuację mimo uszu udając, że ich nie dotyczy. Nie chciały zajmować stanowiska.

I …… energia wróciła tylko, a może przede wszystkim uderzając w tych którzy – nie chcieli zajmować stanowiska!

Energia w tym miejscu została nikt jej nie poczyścił, nie zrównoważył inną.

Nie wtrącanie się – gdy coś dzieje się na naszych oczach, to popieranie tego co widzimy, słyszymy.

– Co robić? – zapytacie, gdy nie chcecie wchodzić w konflikt.

– Zajmijcie stanowisko w swoim umyśle! Nie mówicie, że Was to nie dotyczy, jeżeli dzieje się to przy Was, jeżeli informacja do Was dociera, to na pewno jest dla Was.

Można sobie też wyobrazić jak widzi się rozwiązanie. Nie trzeba stać po żadnej stronie.

Potem okazuje się, że osoby słabe mają władzę na światem, bo innym nie chce się tracić energii na zajęcie stanowiska w jakieś sprawie…

Uwalniam się od przymusu puszczania mimo uszu spraw dla mnie istotnych

Zajmuję na poziomie energetycznym stanowisko w srawie, we wszystkim co do mnie dociera.

Grupa odjechała – my pomachaliśmy na pożegnanie i na wyspie znów zapanowała, piękna, słoneczna pogoda (nawet 25 st. w cieniu).

My dziękujemy za ten czas i bardzo polecamy poznanie Rinada Minwalejewa. A poniżej Bartek z kolegą Dimą cieszą się swoimi różnymi ciałami.

Akceptuję swoje ciało

8

OLYMPUS DIGITAL CAMERA