Rosja Saviecka – czyli dlaczego turyści nie chcą tu jeździć – jezioro Baskunciak – 31 sierpień 2017

Rosja Saviecka – czyli dlaczego turyści nie chcą tu jeździć – jezioro Baskunciak – 31 sierpień 2017

 

Tego dnia zobaczyliśmy Rosję w taki sposób jakiego wszyscy się boją. Głupią Rosję. Podróżując po tym kraju doświadczamy go tak jak nam chce się pokazać. Dziewięćdziesiąt procent jest w pozytywnym świetle. Czas na te pozostałe dziesięć. Zacznijmy jednak po kolei.

 

16

 

Poranek po nocy spędzonej nad jeziorem Baskunciak niczego nie zapowiadał. Słoneczko swoim stepowym zwyczajem wędrowało po orbicie by stanąć na wysokości zadania. My także chcieliśmy nieco nadrobić wpisy na blogu i obmyślaliśmy strategię. Gdy nagle na scenę wkroczył człowiek – dyrektor narodnego prirodnego parka Baskunciak.

Pierwsze przeprowadził śledztwo – skąd , dokąd , po co i dlaczego, potem jeszcze raz to samo tylko wymieszał kolejność pytań – a gdy nic nie odkrył przeszedł do drugiej procedury – sprawdzenia ewentualnych naruszeń z naszej strony – czyli sprawdził czy nie paliliśmy ogniska? (kupka konarów brzozowych leżała kilka metrów od naszego biwaku i zastanawiała mnie cały czas skąd się wzięła pośrodku bezdrzewnego stepu!) , czy nie naruszyliśmy granicy parku – samodzielnie lub przy pomocy osób najemnych?, czy wjechaliśmy do Rosji legalnie?, czy może przez zieloną z Kazachstana?

 

31

 

Oględziny nic nie wniosły przeszedł zatem wytrenowanym kłusem do trzeciej procedury i zasypał ogniem pytań o poziom korzystania z usług turystycznych w dniu poprzednim. Przyznaliśmy ze skruchą że w tym temacie mamy wyraźne braki – no bo kupiliśmy tylko wiaderko błota i coś do picia w klimatyzowanej kafejce. Widać było odrazę na twarzy rozmówcy, który natychmiast chciał temu zaradzić oznajmiając że tylko On dyrektor zna cały teren parku i jest w nim wiele interesujących endemicznych roślin – sugerował wyraźnie gotowość by nam je pokazać – zapewne na płatnej wycieczce. Zapewne liczył na naszą inteligencję w zakresie domyślności – niestety się przeliczył – bo po wcześniejszych procedurach pytań mieliśmy go dość – i płacenie jeszcze za jego towarzystwo to byłby już masochizm.

 

19

 

Nie doceniliśmy jednak pozycji rosyjskiego dyrektora, który przeszedł do czwartej procedury przeprowadzania porządku z turystami którzy są oporni w płaceniu haraczy. Polegało to na zastraszeniu nas informacją że przebywamy na terenie reglamentowanej strefy i powinniśmy postarać się o stosowne przepustki. Jej brak skutkuje zatrzymaniem przez służby pograniczne oraz naliczeniem mandatu – przy czym mieszał teraz wszystkie cztery procedury zapewne licząc na iskrę naszego zdrowego rozsądku – dającą zrozumienie – CO NAS MOŻE JESZCZE URATOWAĆ!

Nie znalazł jednak zrozumienia, głównie dlatego że właśnie w dniu wczorajszym rozmawialiśmy z tymi służbami, którzy żartowali z nami i nic od nas nie chcieli, ponadto dowiedział się o naszej wiedzy z zakresu oznaczania stosownymi tablicami stref zakazanych – a takowej na jedynej drodze dojazdowej nie ma. Nawet w czasie tej fazy rozmowy jak na życzenie przejechał niedaleko od nas gazik z pogranicznikami – bez zainteresowania. To wyraźnie dotknęło dyrektora – przeszedł zatem do piątej procedury czyli – LIKWIDACJI (czytaj – ZEMSTY). Ale opowiedzmy to po kolei….

 

13

 

Ponieważ wizyta naczelnika zrobiła troszkę energetycznego zamieszania , postanowiliśmy wytrawić ją w solance. Zostawiliśmy zatem Landrynkę na płatnym parkingu i ruszyliśmy piechotą do oddalonego o piętnaście minut drogi jeziora. Kolejne sesje fotek i kolejna kąpiel…. Spotkanie z tą cząstką ogrodu matki ziemi było naprawdę fascynujące, otwierające. Brygida zaczęła zawierać znajomości z grupą Rosjan kąpiących się obok, znajdując osoby o ciekawych duchowych wręcz zainteresowaniach. A mnie znowu zaprosiła graź do wspólnego mazania na czarno.

 

28

 

25

 

27

 

Słoneczko próbowało zniwelować lekki chłód solanki. Przestrzeń białej nawierzchni….W planie była jeszcze sesja mydełek na solnym atelier dla koleżanki Brygidy…..na scenę jednak wkroczył człowiek – wyraźnie widzieliśmy jak jedzie swoją „tabletką” i z triumfem wymachuje megafonem nad głową siedzącego obok mężczyzny w mundurze……dyrektor narodnego prirodnego parka – ponieważ miejscowe patrole pograniczników nie bardzo widziały problem w naszym pobycie tutaj – zadziałał możliwie najwyżej interweniując u ich zwierzchników – w ten sposób zmuszając żołnierzy do działania.

Pozwolono nam się umyć z czarnego błota w jeziorze…..a potem jeszcze raz pod prysznicem na parkingu…..zabrano dokumenty…..konwojowano razem z autem do strażnicy wojsk pogranicza…..spisano protokół tłumacząc że tablica informująca o strefie reglamentowanej była, ale została skradziona a jeszcze nowa nie doszła….na pytanie o paragraf prawa mówiący o obowiązku zamieszczenia tablicy nie było jasnej odpowiedzi…… my daliśmy odpowiedź w kształcie serduszka na tablicy w pokoju przesłuchań….

 

35

 

…potem kolejny konwój do większego miasta i…..większego nowego budynku takiego z dużą ilością drutu kolczastego na płotach i bramach……nie pozwolono posiadać elektroniki……pobrano odciski ze wszystkich palców – z zaznaczeniem że w przypadku odmowy wszystko oprze się o ambasadę – wymuszą podobnie jak miesiąc temu z grupą Niemców……fotki twarzy z trzech stron jak w Auschwitz…..przeglądanie pieczątek w paszportach ze szczególnym zainteresowaniem państw muzułmańskich…..na koniec wyskoczyło z wielkiej maszyny ……no co ?…….wielkie G.

 

36

 

.kolejny konwój….na główną komendę policji……….kolejne oczekiwanie……..kolejne pytania – co zrobiliście?

– kąpaliśmy się w jeziorze Baskunciak!- odpowiadamy.

– przecież tam wolno się kąpać!

..większość policjantów nic nie wie o strefie reglamentowanej… protokoły do niemal północy….. mandat 2000 rubli od osoby (130 zł)……jeden z policjantów mówi ze to wina żołnierzy – ma być tablica – odwołujcie się!

Po sześciu godzinach od zatrzymania odzyskujemy dokumenty i wolność…..przez cały ten czas nikt nie pomyślał aby nas poczęstować szklanką wody…. przecież wyciągnęli nas po godzinnej kąpieli w solance i to takiej z morza martwego….

 

34

 

Uciężamy się piccą „cztery sery” i wyjeżdżamy z miasta na drogę do Astrachania. Przy drodze – w nocy sprzedają arbuzy , dynie z okolicznych pól. Zatrzymujemy się. Miły pan cieszy się ze spotkania z obcokrajowcami.

– Gdzie jedziecie? – pyta.

– Teraz na Astrachań. – odpowiadamy.

– Podoba wam się w Rosji? – pyta dalej…

Co mu mamy odpowiedzieć po sześciu godzinach zatrzymania – to za świeże aby dało się przemilczeć.

– Mandat nam dali. – uchylamy rąbka…

Wyraźnie przejmujący się tym zajściem rolnik wręcza nam po melonie.

– To dla Was. – „z serca” – słyszę głos swojej duszy.

BO TO JEST TAKA ISKRA ŚWIATŁA KTÓRA KIEDYŚ ROZPALI TEN ŚWIAT.

Bo taka jest różnica między prostymi ludźmi a tymi którzy trzymają bacik albo powróz.

Ale zatrzymaliśmy się po arbuza – wybieramy sporego.

– Widziałeś – mówi Brygida – temu kierowcy tira nie sprzedał go za sto rubli, a od Ciebie chciał tylko sto.

Ale nasz dzień trwa nadal – dziś przerabiamy programy w pęczkach. Jedziemy i szukamy spokojnego, bezpiecznego miejsca na nocleg. Nic nie gada przez wiele kilometrów – wszystko odpycha – trudno nawet sobie wyobrazić zgaszenie świateł w takich miejscach i pójście spać w czerni mroku nocy. Powoli żałuję że nie zostaliśmy obok sympatycznego rolnika. Nocleg na krawędzi jezdni ani przyjemny, ani spokojny – jak na zajezdni autobusów- ale w energii dobrego człowieka.

Decydujemy się na początek małej przydrożnej wioski. Manewruję chcąc wypoziomować „łóżko” – nagle przestrzeń przeszywa niebieski błysk przejeżdżającego akurat teraz – w tym momencie – policyjnego radiowozu. Ze środka widać uśmiechy dwójki młodych chłopaków.

– Wy turysty z Polszy – głos brzmi wyraźnie sympatycznie. – co się stało?

– Szukamy miejsca na nocleg – sypiamy w aucie – walę prosto z mostu (w Rosji jest to dozwolone).

– Tutaj jest nieprzyjaźnie – mamy problemy z ludźmi z tej wioski, sześć kilometrów dalej jest bezpieczne miejsce, oświetlone – tam sypiają tiry.

Żegnamy się i jedziemy na miejsce….oświetlone….malutki meczet….market….śpiące tiry i dostawcze…

– ANIOŁY W MUNDURACH – dochodzimy do słusznego wniosku, bo nie trzeba być wyłącznie prostym człowiekiem aby być życzliwym i zaopiekować się kimś innym…………..

 

Słone lusterko – jezioro Baskunciak – 30 sierpień 2017

 

Słone lusterko – jezioro Baskunciak – 30 sierpień 2017

 

1

 

3

 

5

 

Zaproszenie od jeziorka było wyraźne, poczuliśmy to wchodząc na jego słoną taflę. Biel, biel po horyzont taka że aż bolało coś w środku głowy. Przenikająca igła światła pomimo wczesnej przedpołudniowej pory.

 

 

9

 

4

 

Na jezioro nie wjeżdża się swoim autem, są tu gaziki na wynajem, można iść n piechotę – i tak właśnie bez pośpiechu za to ceniąc ten unikalny plener fotograficzny powitaliśmy taflę soli pod swoimi nogami.

 

33

 

6

 

8

 

Upał, suche stepowe powietrze i solny zapach komponowały się ze sobą. Takie miejsca dodają jednak lekkości i pomimo narastającej temperatury cieszyliśmy się ze spotkania z duszkami tego miejsca…

 

10

 

11

 

Kąpaliśmy się w energii obfitości, bowiem od zawsze wybija tu spod ziemi źródło solanki o wysokiej koncentracji soli. Złoże jest zatem bogate i całkowicie odnawialne. Już w komunie postała kopalnia zapewniająca prawie w całości potrzeby Związku Radzieckiego. Do dzisiaj czynna – choć teraz eksploatowana wydajnymi maszynami – wcześniej dla jej obsługi zbudowano miasteczko z blokami.

 

17

 

14

 

Jezioro jest otoczone parkiem narodowym strzegącym stanowiska licznych słonolubnych roślin endemicznych. Widoczny za jeziorem górski szczyt jest już w strefie pogranicznej z sąsiadującym Kazachstanem.

 

 

15

 

13

 

A my jak to można się domyślić, daliśmy nurka do wody…. Oczywiście nie nurka bo solanka nie daje możliwości nurkowania…pozostaje błogie unoszenie się na powierzchni wody jak bańka mydlana. Są tacy co próbują czytać gazetę…. Zasypiania nie proponuję – solanka jest żrąca dla oczu. Obowiązkowe również klapki , tak by nie stanąć na ostrym kryształku soli i przewrócić się do roztworu soli.

 

21

 

1000

 

Osobnym tematem jest „graź”. Kopią ją po drugiej stronie miasteczka. Nacieramy się błotno-solnym czarnym roztworem i suszymy na słońcu. Nareszcie nie parzy… błotny filtr oceniam na 500 jednostek. Potem kąpiel i bardzo długie zmywanie. Błoto schodzi… zapach nie… Wąchamy się nawzajem w szalonym konkursie na długą smakową końcówkę…..Wygrywa skojarzenie z zapachem morskich glonów. Ale skórka jak u niemowlaczka, taka śliska i gładka.

 

26

 

23

 

29

 

Poniżej filmik jak Brygidka kąpie się w solance.

 

 

Zasypiamy wieczorem na pobliskim wzniesieniu na granicy parku, z widokiem na jezioro i miasteczko. Dobrze chronieni siatkami w oknach od komarów….ich larwy pewnie się urodziły w jeziorze – dzieciństwo w solance – straszne! To tak sobie piszę – gdyby ktoś narzekał na to swoje….

 

20

 

 

Lotosowe urodziny

Lotosowe urodziny 29 sierpnia 2017

 

1

 

8

 

Jakbym miała napisać scenariusz tego dnia wcześniej, na pewno bym go nie wymyśliła. Dlatego wdzięczność wylewała się z nas przez cały dzień.

Lotosy miały być dopiero koło Astrachania, a pojawiły się wcześniej i to dokładnie na nasze urodziny.

Jak się pojawiły?

Szukałam czegoś w internecie i natknęłam na informacje że koło Wołgogradu jest lotosowe jezioro (jak dojechać poniżej tekstu). Dojechaliśmy tam nocą, a już w świetle świateł w dole zagłębienia jeziorka migotały lotosy.

Upał wygonił nas w łóżka wcześnie rano, aby powitać się samotnie z lotosami. Poczuć ich cudowny zapach, jakie to niesamowite, że właśnie w urodziny jesteśmy tutaj.

Dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy….

 

9

 

Lotosowe urodziny, a może narodziny w miłości, szacunku i w pełnym kontakcie ze Wszechświatem, Bogiem……gdzie nic nie trzeba, a wszystko można.

Wyjście z tego całego uznanego świata, gdzie wszystko trzeba – przeciąć pępowinę, zaszczepić, oddzielić od matki – do świata gdzie wszystko się dzieje we właściwym czasie, a pępowina sama usycha.

Jaka niesamowita symbolika….

 

Pozwalam, aby pępowina z mają matką sama odpadła, nie muszę już jej odcinać aby żyć zgodnie ze swoją duszą.

 

Nie szukam już tego czego nie dostałam wtedy, nie szukam tego okresu przejściowego, gdy już byłam na tym świecie, a jeszcze połączona z osobą, która daje bezpieczeństwo

 

To se ne wrati

 

Wybaczam innym ich świadomość w momencie moich narodzin

 

Uwalniam się od szukania bezpieczeństwa u matki

 

Żyję w swoim rytmie i bezpiecznym świecie.

 

Jestem dorosła – dorosły

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rodzimy się dziś do życia zgodnie ze swoją duszą, w swoim rytmie, zdrowiu, bezpieczeństwie, młodości, miłości, samodzielni do bycia sobą.

Nasycaliśmy zmysły kolorem, formą, zapachem

Niesamowite, że razem urodzimy się na nowo. Już ja Brygida nie będę musiała nic przyspieszać, a Bartek opóźniać (dla nie zorientowanych urodziliśmy się tego samego dnia i miesiąca – Brygida – 3 lata wcześniej niż Bartek)

Znaleźliśmy się jako bliźniacze dusze – przez 12 lat bycia razem zdarzyliśmy i wzrosnąć, i pokaleczyć się programami naszego umysłu.

 

Teraz czas na bycie razem

 

7

 

6

 

Tak jak w urodziny, które spędziliśmy razem w tak cudownym miejscu i symbolice.

Gdzieś umysł próbuje się bać, że stare koszmary wrócą, za wstyd za siebie, za piosenkę mojej duszy, będzie uniemożliwiał jej działanie.

Bój się i żyj, tego nie da się rozdzielić

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

5

 

I zaraz pojawił się tester, kolejny niesamowity prezent wszechświata.

Żar z nieba, więc za czym marzymy ……???

Za wodą. Wokół rzeki muliste i zakwitłe mało zachęcają do kąpieli, ale pojawia się aquapark w kształcie egipskiej piramidy, usytuowany koło Wołgogradu z około 20 zjeżdżalniami, niektórymi bardzo ekstremalnymi. To że jest to prezent od Wszechświata poznajemy po zniżce którą oferuje aquapark w dniu urodzin swoich klientów.

Zjeżdżalnie to test dla mnie – dla osoby która boi się upadać do wody panicznie.

 

3

 

2

 

Bartek testuje parę z nich, mając szacunek do ich ekstremalności., ja idę na jedną bo przecież trzeba – jestem cała spięta i wystraszona, ale robię to …. tak jak potrafię najlepiej, puszczając tyle lęku ile daję radę.

I tego Wam kochani życzymy również, weźcie swój lęk pod pachę na ile umiecie i idźcie z nim, zanim nie spróbujecie czegoś nie dowiecie się prawdy o sobie.

Nie namawiam do szarżowania, namawiam do wglądu w swój lęk.

 

 

Bo wiecie, czego dowiedziałam się na zjeżdżalni – że sama jazda daje mi radość, ale przez cały czas boję się wpadnięcia do wody i chcę to zrobić jak najłagodniej , co blokuje całą jazdę.

I wiem, że fajnie dla mnie byłoby powpadać do wody łagodnie i odpuścić tą traumę.

Ale dopiero teraz gdy to piszę zdałam sobie sprawę skąd wziął się ten lęk.

Miałam wujka, który jako chłopak skokiem do wody złamał sobie kręgosłup.

Moja mama bardzo często opowiadała o tym, przestrzegając mnie przed skakaniem do wody.

Wręcz dając wylękniony program.

– Nie skacz bo złamiesz kręgosłup!

 

Uwalniam się od przekonania, że każdy skok do wody, każde wpadnięcie kończy się złamaniem kręgosłupa.

 

Pozwalam sobie bezpiecznie skakać do wody, ciesząc się kontaktem z nią.

 

Dziękujemy wszechświatowi za cudne urodziny .

4

 

(N48 44.078 E44 42.504) koordynaty jeziora 

Путеводитель: как доехать до озера лотосов

Доехать до озера лотосов при наличии собственной машины не составит труда. Для начала нужно выехать на трассу Краснослободск – Средняя Ахтуба. При движении из Волгограда для этого достаточно проехать по новому мосту и в конце, на въезде в Краснослободск, повернуть налево. При движении из Волжского необходимо доехать до Средней Ахтубы, проехать по мосту через реку Ахтубу и дальше двигаться прямо.

На перекрестке с указателем на Лебяжью поляну (N48 42.011 E44 42.847) следует свернуть с трассы и ехать по извивающейся асфальтной дороге около 4 км до озера лотосов. Через некоторое время вы проедете небольшой поселок с магазинчиком, затем будет мостик через ерик Гнилой, затем справа потянется забор. В том месте, где забор заканчивается, справа от вас будет виднеться озеро лотосов – можно съезжать с дороги на небольшую стоянку (N48 44.078 E44 42.504) koordynaty jeziora 


Читать подробнее: http://vetert.ru/rossiya/volgogradskaya-oblast/sights/51-lotos.php

Wołgogradzkie refleksje

Wołgograd 28 sierpnia 2017

 

5

 

Jechaliśmy przez step, na którym od czasu do czasu pojawiali się sprzedawcy arbuzów i melonów.

Bo gdzieś tam dalej są ich pola uprawne.

Jechaliśmy dość zatłoczoną główną drogą Saratow – Wołgograd i późnym wieczorem wjechaliśmy do miasta.

Lubię te wieczorne pobyty w miastach, mają jakąś swoją magię.

Tania nasza znajoma z Saratowa polecała nam koniecznie odwiedzić Mamaya Kurhan czyli pomnik poświęcony bitwie Stalingradzkiej ,to statua Matki Ojczyzny, z mieczem w ręku. Znajduje się on w najwyższym punkcie miasta,który miał strategiczne znaczenie dla losów wojny. 

 

1

 

Wołgograd kiedyś nazywał się Stalingradem, znanym z oblężenia miasta i pierwszego znaczącego zwycięstwa nad Niemcami w czasie drugiej wojny światowej. Ta historia nie zmieniła się przez lata.

To tutaj zginęło ponad 2 mln ludzi. Samo miasto liczyło przed oblężeniem 800 tys mieszkańców, a pozostało 1500 osób.

W Polsce w pewnych kręgach ktoś rozpuścił wirus nienawiści do Rosji. Czy ci którzy nienawidzą na pewno znają tę historię?

Jakby by wyglądało i czy w ogóle wyglądałoby nasze życie gdyby Rosja i Rosjanie nie powstrzymali natarcia Niemiec?

W Wołgogradzie gdy czytałam historię walk, uwagę moją przykuła postać dziewczyny, która była bardzo wrażliwa, chciała być baletnicą, gdy Niemcy zaczęli zabijać jej bliskich została snajperką i z radością ich zabijała.

Jak wojna niszczy wrażliwość!!!

Bo kochani jak byście się zachowali gdyby ktoś wszedł do Waszego domu i zabijał Waszych bliskich??? Potem tych mniej bliskich, zabijał, grabił …….. Nie okłamujmy się Niemcy grabili także podbite rejony Rosji.

No jak ……..???? Kiedy na co dzień widzielibyście śmierć w Waszym mieście? Kiedy żylibyście w nieustannym lęku przed śmiercią swoją, bliskich…???

Jak ????

Ja nie wiem ….!!!

I mam nadzieję, że wszystkie tego typu energie znalazły już ujście i ja osobiście nie będę musiała tego doświadczać.

 

4

 

Świat się jeszcze kotłuje, tak aby Ci którzy muszą jeszcze tego doświadczać – mogli .

 

Jestem wdzięczna moim przodkom, że oni tego doświadczali, i ja już nie muszę.

 

Bo prawdziwy pokój zaczyna się od nas.

 

Jeżeli mamy w sobie energię nienawiści, złości to łatwo nas sprowokować, manipulować i zaraz potrzebna nam walka, aby to rozładować.

Potrzebny jest wtedy zewnętrzny wróg.

Tylko czasami nie rozumiem dlaczego tylko Rosja?

Przez wieki zarówno Niemcy jak i Rosjanie nie byli dla nas mili. Wojna pozbawiła istnienia wielu Polaków , a głównym inicjatorem wojny był Hitler czyli Niemcy.

Więc skoro nienawidzić to i jednych i drugich. Tak by na mój rozumek by wypadało.

Ale są media i wielka polityka …….

Media, które sterują podstawowymi emocjami. Emocjami nienawiści, które są głęboko ukryte są w ciałach z pozoru spokojnych ludzi i …… pojawia się wróg ….. Rosja, Kaczyński, czy ktoś inny… Nagle można wykrzyczeć legalnie, bez utraty opinii człowieka spokojnego całą swoją nienawiść, złość.

A czy ona na pewno jest na Putina, Kaczyńskiego , Kościół , czy ……..????

 

Tak naprawdę to ona jest na własną matkę czy ojca, brata , siostrę. Na urazy dzieciństwa, ale to przecież nie wypada pokazać.

 

2

 

Kiedyś pewna znajoma stwierdziła:

– Nienawidzę Kaczyńskiego.

– Znasz go ??? – zapytałam.

………

– Za co więc – zapytałam?

– Za miesiączki – odpowiedziała.

– A co to jest ? – zapytałam niezorientowana.

– Świętowanie rocznicy upadku samolotu – odpowiedziała.

– A za co jeszcze – zapytałam.

Ucichła.

– A wiesz co on w ogóle robi ?

– A co mnie to obchodzi – padła odpowiedź.

Czy za to można nienawidzić kogoś kogo się na oczy nie widziało?

Gdy z nią bliżej porozmawiałam okazało się, że była to nienawiść do matki, która nie akceptowała jej drogi i zmuszała ją do chodzenia do kościoła….

 

Pozwalam sobie na kontakt z własnymi emocjami

 

Wiem, kto , a przede wszystkim co mnie wkurza

 

Bo gdy wiemy – możemy się z tym zmierzyć. Bo tak naprawdę ta nienawiść, złość jest tylko nasza.

Im większy mamy większy kontakt z naszymi emocjami, nikt nam nie każe nienawidzić Putina, Stalina, Hitlera, Kaczyńskiego….. Wtedy będziemy mogli mieć swoje zdanie na dany temat, a nie krzyczeć jak opłacane marionetki.

Temat pozornie ciężki, ale właśnie ta skrywana nienawiść, złość, potrzeba obrony to podstawowe przyczyny wojny, a gdy tej podświadomej agresji jest dużo, rodzi się potrzeba jej rozładowania czyli wojna.

 

3

 

Dlatego proszę jeżeli nie podoba Wam się np. Kaczyński krytykujcie merytorycznie własnymi, słowami, zapoznajcie się z ustawami, działaniami i krytykujcie.

Tak samo z Putinem, Trumanem.

W kogo rękach są media ??? – ja nie wiem….

Jaka jest prawda ???? – nie wiem.

I im więcej podróżuję i przyglądam się światu, tym bardziej przekonywuję się to tego, że nic nie wiem, a na pewno prawdy na tematy polityczne.

Dlatego raz jeszcze zobaczcie dlaczego idą Wam emocje na osoby, których w ogóle nie znacie, sprawdzajcie to co piszą w mediach, w ustawach, czy w najbardziej wiarygodnych miejscach i jak krytykujecie róbcie to własnymi słowami.

No właśnie uczcie się mówić .

 

Pozwalam sobie mówić własnymi słowami o tym co mi się podoba i nie podoba

 

Uwalniam się od złości nienawiści, agresji, odwetu, obrony, gdyż one są przyczynami wojny

 

Pozwalam sobie żyć w pokoju.

 

6

 

Wołgograd wywołał we mnie bardzo dużo refleksji.

Nie krzyczcie o pokój, demokrację, tolerancję – tylko bądźcie tym , a wtedy świat nie będzie potrzebował wojny, bo nie będzie miał kto walczyć. Nie będzie takiej potrzeby…

Dziękuję że żyję w czasach gdy mogę rozwijać swoją wrażliwość, w czasach w których mogą się przejawiać subtelne energie.

 

Saratow – w objęciach przyjaciół i Wołgi

Saratow 26-28 sierpnia 2017

 

1

 

4

 

9

 

Saratow pojawił się na naszej drodze, dzięki Miszy i Tani, których poznaliśmy 2 lata temu.

Właściciele podobnego landrowera do naszego, którym eksplorowali Kazachstan, Magadan położony przy Kamczatce, Sachalin, miłośnicy przyrody. Czyli osoby lubiące to co my, podróżujący w podobny sposób. Poznaliśmy ich przy okazji naszych kłopotów ze skrzynią biegów , gdy jechaliśmy dwa lata temu do Mongolii, byli jednymi z wielu osób które wyszły naprzeciw naszym prośbą o wsparcie.

Saratow przyjął nas lekkim spięciem gdy wjechaliśmy w plątaninę ulic. A może to my sami byliśmy zaskoczeni, że zamiast wielkich szerokich arterii trafiliśmy na miasto w stylu europejskim.

I znowu pokłoniła się nieznajomość Rosji. Saratow bowiem powstał w 1590 i jest miastem z pięknymi kamienicami, zamkniętym do ruchu deptakiem miejskim, deptakiem nad Wołgą, pięknym parkiem.

 

11

 

10

 

W centrum miasta znajduje się makieta pokazująca miasto kiedyś i dziś, ten sam jego fragment.

 

16

 

Miasto dziwne w swojej energetyce, może dzięki emigrantom z Kazachstanu, Uzbekistanu.

Jednak nas głównie zaprosiła tutaj Tania (Misza niestety wyjechał służbowo).

Najpierw w sąsiadującym z Saratowem po drugiej stronie rzeki Wołgi – Engelsie poznajemy podmiejskie miejsce rekreacji, gdzie jej 6 letni syn uczy się żeglować. Tam też spędzamy nocleg obklejeni z wieczora entuzjastami dyskotek a od świtu wędkarzami.

 

5

 

6

 

7

 

Miejsce piknikowe z biesiedkami. Gdzie mieszkańcy przyjeżdżają na odpoczynek, imprezy, kąpiel w rzece.

 

8

 

Filmik o biesiedkach tutaj

 

A potem Tania pokazuje nam miasto, wspomnianą makietę, parki, Wołgę.

Ona lubi to miejsce i czuję się w nim bardzo dobrze, dlatego do spaceru z nią przyłączają się najlepsze duszki miasta. Uwielbiam takich przewodników.

 

Pozwalam prowadzić się przewodnikom, którzy kochają to co pokazują, w których opowieściach jest serce.

 

Pokazuję innym wszystko sercem

 

Wołga jest tutaj potężna 2-3 kilometrowa w swojej szerokości. Dla przypomnienia to najdłuższa rzeka Europy która płynie ok 3500 km. A z Saratowa do ujścia ma tylko 900 km.

 

13

 

Ile w niej jest już informacji. Ile innych rzek stało się z nią jednością, przyjmując jej imię.

Zabiera innych na wspólną podróż, aby potem stać się jednością z Kaspijskim Morzem.

Niesamowite przesłania tej pięknej, majestatycznej rzeki.

 

Mam odwagę być jednością z Ziemią, niebem innymi ludźmi

 

 

Filmik z przejazdu przez most

 

 

Na nocleg Tania zaprasza nas nad Wołgę, do swojej daczy, a obecnie miejsca, gdzie chce postawić dom – ok. 15 km od centrum.

Parkujemy samochód 2 metry od rzeki i cieszymy się kontaktem z nią.

 

17

 

14

 

Od kilku miesięcy nie było tutaj deszczu, więc czasem dolatują nas niestety zapachy spalenizny. Pożary są tutaj obecnie częste i jest zakaz palenia ognisk i wszystkiego co mogłoby zapalić step.

Tak – powoli z pól uprawnych przechodzimy w step.

A temperatury latem często przekraczają 40 stopni w cieniu.

Wołga płynie tutaj w korycie, wtulona w dwa wysokie brzegi. Dlatego dojazd do daczy Tani prowadzi drogą, która ostro schodzi w dół, do tego dochodzi brak asfaltu, a jej nawierzchnia jest w różnym stanie.

Jest tak ostro, że większość znanych mi w Polsce właścicieli SUV-ów stwierdziłoby, że nie da rady zjechać.

Tutaj zjeżdżają wszyscy, nie pomijając właścicieli niskich osobówek (niestety nie zrobiłam filmiku) .

Nieraz już pisaliśmy o braku przywiązania do materii – czyli samochodu – rosyjskich kierowców, jak i odwadze w pokonywaniu często trudnych odcinków dla samochodu 4×4 – zwykłą osobówką.

Czasami jest to fantazja, a czasami potężne umiejętności i odwaga.

Zresztą gdy byłam dzieckiem mój ojciec również jeździł po gruntowych, stromych drogach „dużym fiatem”. Wielu krzyczało, że niszczy samochód, a on mówił, że przecież po to go ma.

Mama, której życiem było posiadanie materii również na niego krzyczała i pokazywała jako wzór tych którzy – albo tak bali się o samochód, że woleli nim nie jeździć, albo tak bali się jeździć i nie mieli umiejętności, że robili to tylko po znanych szlakach. A tych co jeździli odważnie nazywali ludźmi nieodpowiedzialnymi.

 

Uwalniam się od przekonania, że jestem nie odpowiedzialna, gdy nie mam lęków do zrobienia czegoś jak inni wokół mnie.

 

Robię swoje, bez zwracania uwagi na opinię osób wystraszonych

 

Bo lęk jakim jest doradcą?

I tak jak tutaj rozpisałam się, tak samo my zagadaliśmy się z Tanią o tym co można zobaczyć w drodze na Astrachań, o tym gdzie pojechać dalej……..

– Kazachstan – Mangy szlak, a potem Uzbekistan – to rady Tani.

Uzbekistan nas zaprasza. Jednak wizę można zrobić jak się uda w Moskwie, albo Ałmacie.

Zobaczymy gdzie wszechświat zaprosi.

 

Wszechświat to przestrzeń miejsca ziemi, jego duchów, jego administratorów (wizy i inne dokumenty i ludzie ) i naszych potrzeb.

 

Dziękujemy Tani i Saratowowi za gościnę i jedziemy dalej na Wołgograd.

 

15