przekazy boskie

now browsing by category

 

Z wizytą u świętego Franciszka – co znaczy dla Ciebie Miłość

Asyż z wizytą u świętego Franciszka 11 czerwiec 2018

9

 

101

 

19

 

103

 

Są miejsca owiane magią, legendą – o których, gdy się słyszy zaraz się wie po co i dlaczego się tam jedzie.

Tak właśnie jest z Asyżem, bo o Franciszku z Asyżu słyszał prawie każdy Polak.

Miejsce przywitało nas późnym popołudniem, pustymi wręcz uliczkami. Czułam, że mam jak najszybciej iść do grobu Franciszka i nie myliłam się gdyż kapliczka z grobem czynna jest chyba do 18.

 

3

 

Kościół w którym się znajduje jest duży, monumentalny, wręcz przytłaczający, gdy wchodzi się w dół do kaplicy ma się wrażenie jakby zeszło się do raju. Raju w podziemiach…

Bo kto wymyślił, że jak raj to musi być w niebiosach.

Sam Franciszek pokazał nam, że Betlejem nie musi być tylko w Jerozolimie, a może być wszędzie, to dlaczego raj nie może być w piwnicy?

 

4

 

Cisza, spokój, energia kontemplacji, a przy energia lekka bardzo, eteryczna, wznosząca i uziemiająca równocześnie.

Miłość jest tutaj głównym przewodnikiem.

– Właśnie czym jest miłość – pytam ?

– No czym – słyszę z przestrzeni ?

I nagle zdałam sobie sprawę, że podświadomie miałam dość gadania o miłości bo była dla mnie czymś abstrakcyjnym – nie zdefiniowanym.

– Czy trzeba wszystko definiować? – pytam.

– A jaką energię wpuścisz do siebie jak nie zdefiniujesz? – słyszę odpowiedź.

– A Ty wiedziałeś ? – pytam Franciszka.

– Tak, energię kogoś bardzo potężnego, potężniejszego niż ktokolwiek na ziemi, kto chce czynić dobro – słyszę odpowiedź.

Czym jest dla mnie MIŁÓŚĆ zaczęłam się zastanawiać, jak postrzega ją moja podświadomość, jakie mam programy na jej temat i te pozytywne i te negatywne.

 

Otwieram się na poznanie, co znaczy dla mnie miłość TERAZ

 

10

 

I posypał się deszcz odpowiedzi : zauroczenie, seks , cierpienie, przywiązanie, wysoka energia, poświęcanie, zapominanie o sobie, kontakt z wyższymi energiami, dobro, współczucie…

Temat teraz jest otwarty i cały czas się mu przyglądam.

A czy chciałabym, aby dla mnie miłość była stanem jaki znam? Bo doświadczyłam go wiele lat temu, po paru dniach głębokiej medytacji – trwał u mnie jeden dzień. Teraz czasem się pojawia stan wewnętrznego spokoju, wręcz ciszy, gdzie doznania w ciele są bardzo subtelne, gdzie wszystko i wszyscy są połączeni i wolni jednocześnie, a ja nawet do największych złoczyńców czuję zrozumienie ich drogi.

Dziękuję Franciszku za zwrócenie uwagi na tak oczywisty temat, w swej nie oczywistości.

Podziękowaliśmy Franciszkowi za czas i poddaliśmy się spacerowi po miasteczku, które pachniało kwiatami białego pnącza. Miało się wrażenie, że kwiaty zakwitły dla nas, na nasz przyjazd, do tego dochodził jeszcze zapach lip.

 

13

 

7

 

100

 

14

 

Spacer to wielka przyjemność, chodziliśmy z jednej strony na drugą. Turystów niewielu, miejscowi bardzo serdeczni, otwarci. Aż trudno uwierzyć, że rocznie odwiedza to miasto milion turystów.

Takie ciepłe gościnne przyjęcie.

 

15

 

17

 

16

 

Przespaliśmy się na parkingu pod miasteczkiem i rano znów zawitaliśmy do Franciszka, do przestrzeni pomiędzy – gdzie pytania i odpowiedzi pojawiają się same, gdzie nikt nic nie kontroluje i wymusza, gdzie energia płynie tam gdzie ma płynąć.

Dziękuję za ten czas. Gdy będziemy wracać z południa przyjedziemy pożegnać Włochy tutaj.

Bo tak naprawdę z północnymi Włochami nigdy się nie zaprzyjaźniliśmy.

A Umbria, gdzie leży Asyż bardzo nam się spodobała.

Do zobaczenia Franciszku.

 

8

 

12

 

11

 

W drodze na Sajgaki

W drodze na Sajgaki  15. 09. 2017

 

112

 

111

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Gdzieś zamachały łapkami, Brygida odpowiedziała i już wiedzieliśmy że zaproszenie od antylopek jest i czeka na nas.

Pozostało tylko pominąć administratorów terytorium – parku narodowego „Czarna Ziemia” – ponieważ ilekroć mieliśmy z nimi kontakt – tylekroć odrzucało nas od chęci pojechania na spotkanie z sajgakami. Pewne informacje jednak potrzebowaliśmy, by potem zastosować sprawdzającą się ostatnio taktykę spotkań z interesującymi nas zwierzętami na obrzeżach stref chronionych.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zatem po licznych informacjach ze strony różnych urzędasów – sugerujących ile nas to będzie kosztowało – udaliśmy się do wsi Tawan-gaszun  położonej na granicy parku narodowego „Czarna Ziemia”.

Jest to obszar chroniony gdzie żyją na wolności, ujęte w czerwonej księdze gatunków zagrożonych wyginięciem antylopy – sajgaki.

 

80

 

Dzień był piękny zatem temperatura szybko poszybowała na słuszne 40 w cieniu.

Staliśmy w cieniu budynku we wsi i czekaliśmy co się wydarzy.

I wydarzyło się……a może potoczyło.

Widać pojawienie się turystów o tej porze roku nie jest codziennością.

Tak więc po około pół godziny, podeszła do nas kobieta. Zagadnęła co nas interesuje, sama wtrąciła o swoich umiejętnościach leczenia, znajomości roślin ziołowych. Potem wyszedł temat intuicji, jasnowidzenia, korzeni szamańskich w rodzinie rozmówczyni. Miła rozmowa powoli zataczała szersze kręgi – tak aby dotrzeć do wielokrotnie zadawanego nam pytania:

  • Macie dzieci.
  • Nie, nie mamy.
  • A to wy swobodni, możecie podróżować.

Jak zwykle był to czas aby przytoczyć znane nam przykłady podróżników przemierzających świat z dziećmi, i uczących je systemem domowym – przeświadczonych o wyjątkowej otwartości na przyswajanie wiedzy w tym systemie życia przez ich podopiecznych.

Kobieta ta niezbyt była przekonana co do takiej wizji – tylko niespodziewanie wypaliła:

  • Wy pokazujecie innym świat, Waszymi oczami – po to tu jesteście!

    Wyraźnie postanowiła nam w tym pomóc, bo wyciągnęła telefon i zaczęła wypytywać gdzie teraz najczęściej pojawiają się Sajgaki. Po chwili zaopatrzeni w miejscowego przewodnika na motocyklu ruszyliśmy w step…

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze u chłopaka w domu rodzinnym na herbatkę. Jak to zwykle bywa przyciąga się podobne dusze…. zatem jego mama lubiła malować szklane naczynia. A w domu panował chłód – metrowe mury z gliny i słomy wraz z rodziną rodem z Kazachstanu kolejny raz zaprosiły nas do odpoczynku.

 

82

 

81

 

83

 

85

 

84

 

86

 

87

 

A nas na nocleg przygarnął wodny kanał. Dzieło rodem z komuny. To dzięki niemu przez te wszystkie lata – do dnia dzisiejszego duże stada krów , wielbłądów, owiec i kóz mogą być wypasane w tej wypalonej słońcem stepowej krainie.

 

95

 

Teraz gdy przez trzy miesiące nie spadła tu kropla deszczu, kanał jest również wodopojem dla antylop…

 

88

 

90

 

 

Magiczny poranek u Kulki

Poranek u kamiennej kuli 18 kwietnia 2017

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I jak bywa w takich miejscach, trudno od nich wyjechać, wchodzi się w rezonans wspólnego bycia, a energia im dłużej przebywa się razem tym jest silniejsza. Wtedy jeden na drugiego otwiera się coraz bardziej, nabierając coraz większego zaufania.

Zostaliśmy więc na noc na parkingu przy kulce, tak z 50 metrów od niej. Spało się źle, bo teren nierówny, w dole pociągi – wszystko przeszkadzało, jak księżniczce na ziarnku grochu, albo wtedy gdy coś chce wyjść, a ja nie chcę tego odpuścić. Bojąc się co będzie za kolejnymi drzwiami…

 

Odpuszczam to co stare

 

Otwieram się na nowe

 

Pozwalam sobie być w przepływie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Noc była chłodna, ale pogodna, ranek też powitał nas pięknym słońcem. Poszliśmy do kuleczki. I to co zobaczyliśmy, wprawiło nas w zachwyt.

Zresztą popatrzcie sami jak to miejsce ściąga energie, jaka jest ich kumulacja.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Sceptykom takich fotografii chcę donieść, że uwielbiam robić zdjęcia pod słońce i bardzo rzadko widać takie rzeczy na fotografiach. Wy to tłumaczycie, że muszą być określone warunki padania słońca na soczewkę obiektywu – czy jakoś tak…

Zgodzę się z Wami całkowicie. Przy takim padaniu następuje takie zagęszczanie energii, że aparat zaczyna to widzieć. Tak jak z zorzą, jest bardziej wyraźna na zdjęciach niż w rzeczywistości. Taki sam paradoks.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A w tym miejscu zagęszczenie energii jest potężne, stoję i patrzę już własnymi oczami jak słupy światła , które krążą między ziemią a słońcem. One jak zorza są zawsze, tylko w określonych warunkach nam to lepiej zobaczyć.

 

Taka magia poranka…

 

Podchodzę do miejsca mocy między skałami, a tam „ktoś” położył na ziemi kawałek drzewa.

Ciekawe kto?

Bo wczoraj po nas już tu nikogo nie było…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Staję z ufnością w tym miejscu, przypominam sobie jeden z dzisiejszych snów, gdy śniła mi się właśnie energia z tego miejsca. Jako spiralna bardzo jasna energia, która dzięki swojego łagodnemu spiralnemu ruchowi wypiera powoli zabrudzenia, pozwalając osobie stojącej w tym miejscu świecić mocniej.

Stoję poddając się temu co jest. Staję się, na ile jestem otwarta – kanałem tej energii. W pewnym momencie następuje lekkość, robi się ciepło mimo chłodnego poranka, czuję pełny rezonans z tym miejscem. Wszystko jest jak powinno być.

 

Jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie

 

 

– Napisz czym jest miejsce mocy – słyszę w przestrzeni.

– A według Was czym jest ? – pytam z pokorą.

– To miejsce gdzie została zamontowana informacja o określonej częstotliwości, która wchodzi w rezonans ze wszechświatem i zgodnie z prawem, że podobne przyciąga podobne, ściąga w to miejsce takie same energie. Gdy stajemy w tym miejscu doświadczamy przepływu energii określonej częstotliwości. Im dłużej takie miejsce jest żywe ta energia jest silniejsza.

A miejsce mocy to miejsce o częstotliwości kilka razy wyższej niż świadomość przeciętnego mieszkańca ziemi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

– Czyli jest to miejsce gdzie można podnosić świadomość?

– Dokładnie tak, i gdzie można zadawać pytania i otrzymywać na nie odpowiedzi, gdzie można wzrastać.

– A kto tutaj zamontował tę informację o wysokiej częstotliwości?

– A po co Ci to wiedzieć? – pada odpowiedź.

– Są ponoć, złe i dobre energie.

– Wierzysz w takie bzdury? – słyszę stanowczy głos.

– Jest określona częstotliwość, która ma w sobie również określone informacje i albo z nią rezonujesz, albo nie. Poza tym jeżeli masz w sobie zabrudzenia, czyli informacje o częstotliwości sporo niższej niż te których doświadczasz, a nie chcesz ich odpuścić, wtedy może dochodzić do konfliktu i wydaje Ci się, że te energie są złe.

 

Uwalniam się od przymusu konfliktu w moim życiu

 

Pozwalam sobie na przepływie w moim życiu

 

– Albo jesteś w przepływie i masz zaufanie, że każdą energię możesz ściągnąć do swojego życia dostrajając się do niej wibracyjnie, albo jesteś kolekcjonerem określonych doznań, doświadczeń.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

– A co się dzieje jak kolekcjonuje?

– Jak to co, masz w sobie masę często sprzecznych informacji , które rywalizują, konkurują między sobą, wchodzą w konflikty. Im tego więcej tym, trudniej osiągnąć Ci to co chcesz…

 

Uwalniam się od kolekcjonowania doznań, doświadczeń

 

Pozwalam sobie na przepływ

 

Mam zaufanie, że wszystko co potrzebuję jest dostępne dla mnie w danym momencie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To wszystko jest bardzo proste.

– A kto dał tutaj informację tej częstotliwości – dopytuję ponownie…

– Wy Ziemianie zawsze szukacie jakiegoś potwierdzenia, czy byli to ziemianie czy mieszkańcy innych planet prawda?

– Tak – odpowiadam zgodnie z prawdą.

– No właśnie, a jaka to różnica kto to był ?

– To chyba takie szukanie potwierdzenia czy zaprzeczenia na to, że istota w ludzkim ciele może czy nie może takie rzeczy tworzyć.

– Chyba bardziej wydaje nam się, że w ludzkim ciele trudno doświadczać wysokich częstotliwości

Rozbudowaliście swoje umysły i dajecie sobie ograniczenia, ograniczenie goni ograniczenie…

– Po co?

– No właśnie po co?

– Wszechświat ma sobie wszystkie informacje, a Wy możecie się pod nie podpiąć jak chcecie i Wasze ciało to wytrzyma, gdy nie będzie jak już mówiliśmy wcześniej kolekcjonował doznań.

 

Im mniej kolekcjonowania tym wyższe częstotliwości są do Was dostępne.

 

– I kto założył tutaj te informacje, częstotliwości?

– Kochana uspokoję Cię, zrobili to ziemianie Twoi dawni przodkowie, którzy znali te częstotliwości i w nie wchodzili.

– Żyli w nich czy robili to tylko okazjonalnie? – dopytuję.

– Tylko okazjonalnie. Życie w nich na co dzień to Twoje zadanie.

– Czy to nie za wysoka poprzeczka?

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Właśnie przyszedł Bartek i wywrócił nie chcący menażkę z wodą wewnątrz auta i zaczął kląć…

– Widzisz do czego prowadzą wątpliwości……. Do gubienia energii i zaniżania jej i tego, że cały wszechświat zaczyna przeszkadzać.

– A czy ludzie mnie zrozumieją jak będę żyła w tak wysokiej częstotliwości.

– Wątpliwości, lęki, kolekcjonowanie doświadczeń szczególnie złych, choć dobre tak samo nie służą.

– Jak będziesz dzieliła się informacjami z tej częstotliwości zrozumieją, a jak będziesz się mądrzyła to nie.

 

Uwalniam się od przymusu mądrzenia

 

Dzielę się z innymi informacjami, które otrzymuję będąc w przepływie

 

Ufam sobie, idę za tym co podpowiada serce

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bądź pewny swoich kanałów informacji – przede wszystkim duchowych

Z wizytą u batjuszki Sergieja 1-2 grudzień 2015

 

 

Prowadzeni przez ikonę Marii Magdaleny znaleźliśmy się w Jekaterynburgu, najbardziej nowoczesnym mieście Uralu. Trzecim mieście Rosji, mieście gdzie zabito carów.

Po paru miesiącach pobytu w przyrodzie bądź w miastach, które dalekie były od blasku z początku sami daliśmy się nim oczarować.

Tak, postrzegamy świat naszymi oczami i gdzieś wydaje nam się że kolorowo, czysto to znaczy bogato.

Taka iluzja……….

A dlaczego biedny nie może o siebie zadbać???

 

 

 

 

I tak wciągnięci przez miasto, nowo otwierane galerie, energię nowego roku przespacerowaliśmy praktycznie cały dzień, aby wieczorem podjechać pod Sredniouralski Monastyr. Jakie było nasze zdziwienie gdy okazało się, że od drogi wjazd do klasztoru, dzieli szlaban. Już się miałam wycofywać (czasem tak mam w zwyczaju), ale Bartek stanął na wysokości zadania i zaparkował auto na noc obok szlabanu.

Za chwilę przywitaliśmy się z ochroniarzem, który z radością oznajmił nam, ze możemy tutaj spać – jest bezpiecznie i spokojnie (to może nie było do końca prawdą, gdyż znajdowało się nasze miejsce przy ruchliwej czteropasmowej drodze). Powiedział również o jasnowidzącym batjuszce Sergjeju – on wszystko wie, z nim koniecznie musicie się spotkać…

Rano już przy otwartej bramie wjechaliśmy na teren budowanego kompleksu klasztorów – historia pod tekstem.

Pierwsza spotkana siostra w radością i otwartością przejęła funkcję anioła przewodnika i oprowadziła po klasztorze, a potem zaprowadziła nas do matki przełożonej. Matka przełożona przedzieliła inną siostrę do towarzyszenia nam przez nasz pobyt.

Zostaliśmy zaproszeni na obiad razem z zakonnicami. Składał się on bardzo lekkiej, rzadkiej zupy z warzyw, a na drugie danie były warzywa na gęsto i troszkę z olejem. Do tego mandarynka, ziołowa herbata i chleb pieczony na miejscu (z pełnym rytuałem obmodlenia go w cerkwii przed wypiekiem)

– Jest adwent więc jemy skromniej – poinformowała nas siostra – Normalnie też nie jemy mięsa i ryb, a nabiał sporadycznie. W czasie adwentu, wielkiego postu nawet tłuszcz jest ograniczany – dodała. Kawy ani czarnej herbaty nie piją nigdy, tylko ziołowa. Mają własne ogrody gdzie uprawiają warzywa i obory ze zwierzętami (nabiał dla dzieci w szkole, pracowników).

Przy wejściu na stołówkę siedzieli pracownicy budujący klasztor – oni otrzymywali nawet mięso.

Nasza siostra z uwagi na to, że ma słabość to słodkiego i jest z lekka otyła w czasie adwentu może jeść i pić tylko przez godzinę dziennie od 16-17.

Po obiedzie było nabożeństwo w którego głównym przesłaniem było przypomnieć sobie zapomniane grzechy, nie wyparte, ale po prostu zapomniane.

Przed nabożeństwem poznaliśmy słynnego batjuszkę, który mimo swoich 60 lat błyszczał młodością, świeżością, radością i dowcipem.

Rozpoczęło się nabożeństwo, my staliśmy na zewnątrz pouczeni przez siostry, aby nikt nam nie robił znaków krzyża na ciele, gdyż jesteśmy katolikami.

A w czasie nabożeństwa robiono znaki krzyża na ustach, oczach, uszach aby osoby namaszczane przypomniały sobie te grzechy które zapomniały.

– Ale ich zamykają tym krzyżem na energię – powiedział Bartek.

Wszystko zależy jaki mają program krzyża w podświadomości jak pozytywny to super, jak negatywny to może to zrobić krzywdę.

Fakt bierze się ze sobą całe dobrodziejstwo iwentarza o czym była mowa potem z batjuszką przy okazji tematu buddyzmu.

– Jak może być coś dobrego w tym co służyło jako swastyka – do czynienia takiego zła jak wojna – stwierdził batjuszka…

– Ale krzyż też robił wiele zła – powiedzieliśmy.

Jednak ten temat został z lekka przemilczany,

W czasie nabożeństwa batjuszka parę razy wyskakiwał do nas, szukając z nami kontaktu, aby wreszcie zaproponować chrzest.

– Jesteście gotowi…

Uwielbiam to w cerkwi, jak łapie się z nimi kontakt na podłożu duchowym zaraz chcą chrzcić. Fakt chcą dać, najlepsze co mają do dania, ale z drugiej strony przeradza się to w fanatyzm i w postrzeganie swojej wiary jako jedynej właściwej na świecie – zresztą katolicyzm też taki jest, chyba całe chrześcijaństwo.

 

Uwalniam się od przymusu szukania jedynej właściwej drogi

 

Podążam tą drogą, która mi służy i szanuję drogę innych.

 

Uwalniam się od przekonania, że moja droga jest najlepsza i jedyna właściwa dla wszystkich.

 

Batjuszka Segiej mimo że przyjmuje w czasie mszy przez całe dwie godziny – zazwyczaj są do niego długie kolejki. Poświęcił około godziny po nabożeństwie na rozmowę z nami. Fakt część czasu przekonywał nas do prawosławnej wiary, jednak w takich niesamowitych przestrzeniach, tematach zadał pytania, które były bardzo ważne dla nas.

Rozmawialiśmy o wizjach, jasnowidzeniu…

– Ja nic nie wiem – odpowiadał batjuszka –

ja tylko przekazuje informacje płynące do mnie – dodawał.

– A skąd te informacje – zapytałam .

– Od Boga, Jezusa – odpowiadał.

– A ty skąd masz informacje ? – zapytał batiuszka .

– O Boga – odpowiedział Bartek .

– Jakiego Boga? – zapytał.

– Inaczej mówiąc z jakiego kanału?

– Ja mam Jezusa i jestem go pewien – objaśnił batjuszka.

To niewątpliwie niezwykle ważna informacja dla wszystkich – z jakich energii korzystamy? Czy jesteśmy ich pewni? Czy są czyste?

 

Znam swoje kanały korzystania z informacji i jestem ich pewna

 

 

Cała przestrzeń tutejszego monastyru była obmodlona na Atosie w Grecji przez batjuszkę i została naznaczona przestrzeń, której gospodynią jest tylko Matka Boska, a wszyscy, którzy przybywają do tego monastyru są na jej zaproszenie. Wspaniała praca na przestrzeni i pokora, że nie przyjeżdżają tu tylko mili ludzie, ale Ci których zaprosiła Matka Boska dla ich korzyści, tego miejsca i mieszkających tutaj ludzi.

Nawet siostra sprzątająca WC zastanawiała się „dlaczego się spotkałyśmy”. Poziom świadomości w tym monastyrze jest niesamowity. Nie tylko dąży do duchowości, ale również do samowystarczalności materialnej (hodowla żywności), prowadzi sierociniec, szkołę i hospicjum. Nie ma tu radia, telewizji, a posiłki są bardzo skromne. Siostry są sympatyczne, pogodne i uśmiechnięte (pozdrawiają się uśmiechem). Pewne swojej drogi.

Bo co może być ważniejsze niż pewność drogi po której kroczymy???

Przeciwnicy, oponenci, krytycy zawsze będą, ale naszym zadaniem ważne jest iść dalej pewnie po swojej drodze z szacunkiem dla drogi innych. Tak, osoba pewna siebie nie będzie u wszystkich wzbudzać sympatii, ale …… dlaczego dać się ściągać.

 

Idę swoją drogą z pewnością bez względu na to co mówią o tym inni.

 

Mam siłę iść własną drogą

 

Mogliśmy zostać w tym miejscu na noc, a może i dłużej, jednak w pewnym momencie stwierdziliśmy, że dostaliśmy tu chyba na ten moment wszystko po co przyjechaliśmy.

Pożegnaliśmy duszki miejsca i pojechaliśmy dalej w kierunku zachodnim.

Miejsce z siostrami i batjuszką Sergiejem na pewno zostanie głęboko w naszym sercu, gdy będziemy znów przejeżdżać w pobliżu z radością zawitamy ponownie do tego bardzo niesamowitego miejsca, powstającego z przysłowiowego niczego – w tajdze – w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Gdzie jak mówią siostry – cuda uzdrowienia są tutaj codziennością i nikogo tutaj nie dziwią…

 

Uwalniam się od przekonania, że przynoszę innym nieszczęście

 

Tak, przez całe swoje życie słyszałam od mojej mamy, że jej życie zmarnowałam tym, że się urodziłam. Im bardziej poznaję jej rodzinną sytuację, odkrywam rodzinne tajemnice, tym więcej przestrzeni otwiera się przede mną, a przy okazji ją mogę oczyścić.

 

Pozwalam, sobie doświadczać cudów, jak również innym znajdującym się w moim towarzystwie, sąsiedztwie.

 

Informacje ze strony z tłumaczeniem google

http://phateev.ru/2014/07/sredneuralskij-zhenskij-monastyr/

Sredneuralsky klasztor ku czci Najświętszej "chleba Sporitelnitsa" Dziewica Maryja

Kościół Matki Boskiej Kazańskiej

 

Dwadzieścia kilometrów na północ od Jekaterynburga jest Sredneuralsky klasztor ku czci NMP "chleba Sporitelnitsa." To jest młody klasztoru. Jego budowa rozpoczęła się w 2002 roku, robotnicy przybyli do Ganina Yama. W kwietniu 2005 roku klasztor został ustanowiony decyzją Świętego Synodu. Gdy na miejscu, w czasie II wojny światowej był obóz jeniecki, zwany "niemiecki Farm". Wtedy ta ziemia należała Sredneuralskaya elektrownię, po czym trafił do diecezji Jekaterynburg. Teraz w klasztorze stoi kilka świątyń.Kościół Matki Boskiej Kazańskiej do komórek prawosławnych i refektarzu.Kościół Ikony Matki Bożej "Sporitelnitsa chleba", konsekrowanego na początku jesieni 2004 roku. Świątynia znajduje się na trzecim piętrze budynku. Oto relikwie świętych i cudownym obrazem. O cudzie leczyć poważne choroby w klasztorze matka przełożona powiedziała mi, Barbara. Według Barbary, klasztor zbudowany jest wyłącznie na pielgrzymów pieniądze, ludzie, którzy wierzą w Boga pomogła przezwyciężyć ciężką chorobę. A sądząc po aktywnej budowy takiej wielu ludzi. Był tam człowiek z zaawansowanym stadium raka, współczesna medycyna nie miał siły na choroby. Pomógł wiarę i modlitwę. Człowiek cudownie uzdrowiona, ale lekarze nie mogli stwierdzić tylko fakt pełnego wyzdrowienia. I to nie jest jedyny przypadek.
Naprzeciw kościoła Matki Bożej "Sporitelnitsa chleba" jest zvonarnya z dzwoneczkami i mieczem pokuty.


Kościół Świętej Trójcy Inna struktura zbudowana na terenie klasztoru jest świątynią dvuhprestolny Trójcy. Górna świątyni poświęcony na cześć Trójcy Świętej, na cześć dole Royal Męczenników. Obok kościoła jest uwielbienie krzyż, zainstalowany na cześć rodziny królewskiej Romanowów.Klasztor jest niemal samowystarczalny, mają swoje gospodarstwo z hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warsztaty, szkoły dla dzieci, hospicjum. Jest domem dla ponad 300 namestnits pracują, modlą się, troska o chorych i sierot. Do dziś jest budowany na terenie klasztoru, wzniesiono nowy kościół, jest gotowy na wielki dzwon o wadze około 40 ton.

współrzędne 57.038634,60.498648

 

Film o monastyrze

 

 

Informacje o batjuszce, bez niego bo na to się na zgadza

 

 

Siergijev Posad – prawosławny Watykan

Siergijev Posad 10 czerwca 2015

 

 

Żegnając naszych wspaniałych przyjaciół podążyliśmy w kierunku Siergijew Posad, dla rosyjskich prawosławnych jednego z ważniejszych miejsc kultu, do ławry Troicko-Siergijewska.

 

Jest to ok. 70 km od Moskwy na północ. Już z daleka migotały złote kopułki, pokazując nam kierunek jazdy.

Przed wejściem budka z kwasem monastyrskim, nie tylko tanim (0,5 litrowy kubeczek 25 rubli – 2 zł.), to jeszcze wyglądającym na domowy – tzn. bez sztucznego gazu, tylko naturalna fermentacja.

 

 

Gdy wchodzimy do środka witają nas straganiki z monasterskimi wyrobami, tanimi, świeżymi i bardzo smacznymi. W monasterskiej stołówce ceny również dalekie od moskiewskich, czy nawet polskich – kawa, herbata za 1-1,5 zł.

 

 

 

Bułeczki, ciasteczka własnego wypieku, ciepłe, pachnące. Śmialiśmy się wyjeżdżając z Moskwy, że wszystko fajnie, ale kuchnia tutejsza nie nadaje się dla nas do niczego. W Moskwie modne są bułeczki – pierożki drożdżowe zawinięte w folię – mające gumiasty smak. Wszystko w przemysłowej, bezsmakowej wersji, a tutaj taka miła niespodzianka.

 

Odpuściliśmy rosyjskie jedzenie i ono pokazało się nam w najlepszej krasie.

Tak… odpuściliśmy je, a ono zaprezentowało się najlepiej jak potrafiło.

Do tego w monasterskiej stołówce dania również postne – co znaczy bez nabiału, jajek, ryb i mięsa. Taka wegańska forma rosyjskiej kuchni. Rewelacja.

Tak przyjechaliśmy tutaj aby cieszyć się jedzeniem i piciem, szczególnie my którzy chcą odwiązać się od jedzenia.

 

 

 

A sam monastyr pielgrzymkowo – turystyczny.

Zderzenie kultur, gdzie azjaci przykładają wręcz obiektywy do głów osób całujących ikony w cerkwi. Jedni tutaj dla umysłu inni dla ducha.

A po co my?

Oczy nasycone pięknem architektury, podniebienie prostymi smakami, a duch?

Właśnie, gdzie duch…..

Siadam w jednym z monastyrów w zgiełku turystów. Jak mam medytować? Zadaję sobie pytanie.

Jednak gdy zamykam oczy wchodzę w świat ciszy, głębokiej medytacji, przenoszę się w dawne czasy , obserwuję obrazy pętania sznurami i topienia, odcinania głowy ………..

 

 

Gdzieś wewnątrz rodzi się lęk przed zależnością od innych, uszkodzeniami ciała, śmiercią.

– Ileż jeszcze razy będę obserwowała te obrazy z przeszłości – pytam?

– Tyle razy póki nie odpuścisz lęku.

– A jak go odpuścić?

– Jak zaufać tak na 100%?

– Zostawiając wszystkie przywiązania do ciała, życia i oddając się w ręce siły wyższej.

Tak i znowu pojawia się lęk przed zależnością, bo inni zrobili tyle krzywdy….

 

Odpuszczam krzywdę którą zrobili mi inni, pozwalam sobie przebaczyć im i ufać oddając się sile wyższej w prowadzenie.

 

Ojjj, tak Sergiuszu z Radoneża prowadź nas. Pomóż odciąć stare krzywdy i pójść nową drogą, drogą miłości i światła,

 

 

Gdy odwiedzam relikwie Sergiusza słyszę – pamiętaj o sobie gdy pomagasz innym, miej w tym radość, zatrać się Bogu, miłości, radości, a nie pomaganiu.

Pomaganie to efekt uboczny miłości i radości.

I tak spacerujemy od fresku do ikony. Bartek próbuje odczuwać energię bijącą ze scen i postaci. Jedne go przyciągają inne odpychają, w zależności kto je malował i kogo uwieczniono.

Nie wiedząc kiedy mija nam prawie cały dzień w Ławrze, na medytacjach, spacerach, jedzeniu, piciu pysznego kwasu.

 

 

Nasyceni nim, dziękujemy za gościnę, dobre słowa. Gdy już odchodzimy na pomniku Sergiusza przed wejściem do ławry, a bardziej na jego pomnikowej głowie usiał gołąb, pokazując że najważniejszy dla nas jest pokój umysłu.

 

Pozwalam aby w moim umyśle zapanował pokój.

 

 

Dziękujemy temu miejscu za cudowną gościnę. Na pewno będąc w pobliżu zawitamy z radością.


 

Więcej https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81awra_Troicko-Siergijewska

Ławra Troicko-Siergijewska (ros. Троице-Сергиева лавра) – założony w 1345 męski klasztor prawosławny (ławra) w mieście Siergijew Posad, jeden z najważniejszych monasterów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Pierwszy człon nazwy monasteru odnosi się do Świętej Trójcy, której św. Sergiusz poświęcił pierwszą cerkiew; drugi związany jest z osobą założyciela[1].

Rys historyczny

 Monaster został założony w 1345 przez Sergiusza z Radoneża, który zbudował na Wzgórzu Makowieckim pierwszą drewnianą cerkiew i zgromadził wokół siebie pierwszą wspólnotę monastyczną. Do końca XIV wieku mnisi rozbudowali zabudowania klasztorne, a w 1355 Sergiusz sporządził opis modelowego klasztoru prawosławnego i zainicjował akcję zakładania nowych monasterów na całym terytorium Rusi. Mnisi z monasteru przyczynili się następnie do powstania ponad 400 takich obiektów (w tym m.in. Monastyru Sołowieckiego). Pierwsze zabudowania klasztoru Trójcy Świętej zostały jednak zniszczone przez Tatarów w 1408.

W 1422 mnisi prawosławni z Serbii, którzy schronili się na Rusi po bitwie na Kosowym Polu, wybudowali pierwszy murowany sobór Świętej Trójcy (Troicki) w obrębie monasteru. Obiekt został bogato udekorowany freskami, zaś przy wykonywaniu tej dekoracji malarskiej oraz przeznaczonych dla świątyni ikon pracowali słynni artyści, m.in. Andriej Rublow, którego wizerunek Św. Trójcy stanowił centralną część ikonostasu cerkwi. Sobór był również miejscem chrztów wielu rosyjskich arystokratów i nabożeństw, jakie były następnie odprawiane w ich intencji.

 W 1476, z polecenia Iwana III, w kompleksie zabudowań monasteru architekci z Pskowa wybudowali cerkiew św. Ducha. Dalsza rozbudowa obiektu miała miejsce za rządów Wasyla III i Iwana IV Groźnego, kiedy wzniesiony został sobór Zaśnięcia Matki Bożej, mający być powiększoną i upiększoną kopią świątyni pod tym samym wezwaniem znajdującej się w obrębie moskiewskiego Kremla. Jeszcze w II poł. XVII wieku trwały prace dekoratorskie w tej świątyni, wykonywane przez grupę artystów z Jarosławia. W tym czasie powstał słynny ikonostas oraz stanowiąca jego część ikona Szymona Uszakowa Ostatnia wieczerza. Monaster należał do najbogatszych w Rosji, był również jednym z najsłynniejszych centrów kronikarstwa i ikonopisania. Pod koniec XVI wieku obiekt został otoczony dodatkowym murem obronnym z dwunastoma basztami, który zastąpił dotychczasową palisadę. Dzięki temu wytrzymał szesnastomiesięczne oblężenie prowadzone przez wojska polsko-litewskie rozpoczęte we wrześniu 1608. Śladem po nim są zachowane pociski w murach monasteru.

 Kompleks klasztorny został poważnie rozbudowany w XVII wieku, kiedy młody Piotr I dwukrotnie ukrywał się przed przeciwnikami politycznymi w murach klasztoru, oczekując na nadejście wiernych sobie jednostek wojskowych. Wzniesiono wówczas carski pałac „Czertogi”, pięciokopułową cerkiew św. Jana Chrzciciela ponad bramą monasteru, rozbudowano budynki mieszkalne dla mnichów, zaś nad wykopanym w 1644 świętym źródłem na klasztornym dziedzińcu zbudowano ozdobną studnię. Protektorką monasteru była również caryca Elżbieta, która corocznie pielgrzymowała pieszo do monasteru, któremu w 1744 roku nadała godność ławry. Wówczas to na jego czele stanął metropolita moskiewski, a klasztor otrzymał statut stauropigii. Oznaczało to, iż mimo posiadania zwierzchnika spośród braci – archimandryty, uzależniony był odtąd bezpośrednio od lokalnego biskupa.[1] Caryca Elżbieta sfinansowała również budowę kolejnej cerkwi refektarzowej, połączonej ze szpitalem monasteru oraz klasztornej barokowej dzwonnicy wzniesionej przez architektów Iwana Miczurina i Dmitrija Uchtomskiego. Przez cały XIX wiek monaster nadal należał do najbogatszych ośrodków życia religijnego w Rosji, posiadał również imponujące zbiory manuskryptów, ksiąg i zabytków sztuki sakralnej.

 Po rewolucji październikowej, w 1920, ławra została zamknięta, a jej budynki oddane na cele administracyjne lub zamienione w muzea sztuki. Nie przeszkodziło to rządowi, już po dojściu do władzy Józefa Stalina, sprzedać lub zniszczyć wielu elementów cennego wyposażenia klasztornych cerkwi, w tym wszystkich dzwonów. Dopiero w 1945 Stalin zdecydował o częściowym oddaniu zabudowań ławry w ręce Cerkwi Prawosławnej, a w roku następnym zgodził się na ponowne odprawiania nabożeństw w soborze Zaśnięcia Matki Bożej. Do 1983 archimandryci ławry byli równocześnie patriarchami moskiewskimi, zaś w zabudowaniach trwały prace remontowe. W 1993 odnowiona ławra została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Sobór Zaśnięcia Matki Bożej jest miejscem pochówku cara rosyjskiego Borysa Godunowa oraz metropolity moskiewskiego Innocentego i patriarchy moskiewskiego Aleksego I