A OTO NASZE PODRÓŻE
now browsing by category
W zielony Gaju ptaszki śpiewają
W zielonym Gaju ptaszki śpiewają 23-25 maja 2016
Pierwszy nasz postój, planowany – to letnia rezydencja Bartka ojca w Gaju na Mazowszu. Wieziemy mu baterię słoneczną, aby zrobić w jego leśnym domku maleńką elektrownię.
Miejsce to z gatunku naszych ulubionych, czyli takich, że gdy jesteśmy w pobliżu z radością do nich zaglądamy.
Gdy Bartek z ojcem zajęci byli montowaniem baterii, ja zajęłam się zbieraniem sosnowych szyszek na syrop.
Przepis jest banalny szyszki najlepiej pokroić i zasypać cukrem. Ja robię maleńki eksperyment zalewając cale szyszki wodą z cukrem.
Tutaj przepis jak kiedyś robiłam świerkowy, idea ta sama
http://brygidaibartek.pl/gorskie-zbiory/
Chodziłam po lesie przyglądając się szczegółnie sosnom.
Trafiliśmy na czas ich pylenia, czyli największej zawartości pyłków w powietrzu.
W Gruzji nauczyliśmy się nie tylko zbierać pyłek (strząsać do reklamówki), ale przede wszystkim tego, że okres pylenia to najlepszy czas na regenerację układu oddechowego, przede wszystkim płuc. Namawiam więc do wizyt teraz w sosnowych lasach i głębokim oddychaniu, takim pełną piersią….
Pozwalam sobie oddychać pełną piersią
Sam pyłek jest silnie regeneracyjnym środkiem.
O pyłku sosnowym ładnie napisała Ania z „Oblicz Gruzji” na swojej stronie : http://obliczagruzji.monomit.pl/reportaze/abastumani-kurort-owiany-sosnowym-pylkiem
”Przyglądałam się pięknie kwiatostanów, a chyba bardziej pięknie natury, jej formie, kolorom, zapachom.
Piękny czas w sosnowym gaju. „
Bateria zamontowana czas dalej w drogę.
Komu w drogę, temu czas
23 maja 2016. Komu w drogę temu czas
I nadeszła chwila wyjazdu, gdy w styczniu przyjechaliśmy do Polski wydawało nam się, że będziemy tu tylko krótki czas. Jednak intencje rzucone na czas pobytu przytrzymały nas aż cztery miesiące.
Choć może warto zadać pytanie „ aż czy tylko „? – do tego co się podziało.
O tym może przy okazji wpisów omawiających nasz pobyt, jak oczywiście pójdzie na to energia.
Ostatnie chwile pakowania przeciągały się w dni. Bo czy to było pakowanie….???
Czy po prostu przeprowadzka do landrynki. W domu przeglądaliśmy każdą szafkę, aby jak najmniej zbędnych przedmiotów zostało.
Choć i tak uświadomiliśmy sobie ile rzeczy do życia potrzebujemy i ile jeszcze zostało w domu!
Szczególnie to razi we współczesnych czasach, gdy wszystko wszędzie na świecie się kupi i nic na zapas nie trzeba ze sobą wozić.
I tak nadszedł poniedziałek godzina „trzynasta”, gdy spakowana do drogi Landrynka dzielnie ruszyła przez Polskę w kierunku północnym.
Dzień wcześniej o zachodzie słońca żegnał nas balon, tak jakby dopełniając naszą ostatnią podróż do Rosji i Mongolii. Wtedy zaraz po przekroczeniu granicy rosyjskiej przywitały nas balony …… pokazując, że lekkość jest naszym podstawowym celem.
http://brygidaibartek.pl/rosyjskie-powitanie/
Ten balon „spiął” te podróże przypominając nam, że lekkość jest wszędzie i tylko od nas zależy ile jej będziemy mieć w sobie.
Pozwalam sobie na lekkość w życiu, nawet w otoczeniu ciężkich energii
Tak złość, irytacja to takie przypomnienie o ciężkości, zaciśnięciu, napięciu, a po co ….???
Czy nie warto szybciej odpuszczać….???
Przypomniała o tym koleżanka, która właśnie zadzwoniła w momencie wyjazdu i sprowokowała moje emocje, jakimś bez sensu przekamarzaniem się.
Emocje dodają energii ….. (temat – dlaczego działamy na emocjach może doczeka się kiedyś filmiku).
Uwalniam się od przekonania, że emocje podwyższają moją energię
Czerpię energię z boskiego źródła
Jak magia – to magia: na dowodzenia pomachał nam potężny rój pszczół, który przelatując obok na początku wzbudził niepokój. Tyle owadów……. Jaka ich siła. Jednak one zamanifestowały się tylko na niebie, informując, że nie mamy się czego bać.
Uwalniam się od leku za to co robię, od przekonania, że gdy nie żyję w sposób społecznie uznany to musi mnie spotkać kara.
Pszczoły przyniosły przesłanie informacje o pszczole z książki „Siła zwierząt” – J. Ruland.
„Pszczoły należą do świętych zwierząt innego świata, inicjują człowieka i dostarczają mu uzdrawiających sił słońca. Gdy pszczoła dotrze do człowieka, przypomina mu o jego misji, dla której zamanifestował się na świecie. Pokazuje drogę powrotną do wewnętrznej ojczyzny prowadzącą przez pilność, wytrwałość i błogosławieństwo sił słońca.
Pszczoła uczy Cię orientacji na światło i obrony gdy zbliża się cień. Objawia Ci jak za pomocą sił serca – ucieleśnionych w kwiatach – i w połączeniu z duchem, którego symbolem jest słońce możesz przemieniać materię w uzdrawiający nektar, który będzie błogosławieństwem dla wszystkich. W ten sposób dzięki uważności i ukierunkowaniu na społeczność, odnajdziesz słodycz życia. Pszczoła może uwolnić wszelkie pętle starych powiązań, oczyścić pole energetyczne, aby mogło powstać coś nowego. „
Czy trzeba o lepszy kierunek naszej podróży niż ten zamanifestowany przez pszczoły?
Jeszcze dzień przed wyjazdem zastanawialiśmy się jaką intencję dać na naszą podróż.
No właśnie intencja wyjazdu, ważniejsza od miejsca w które chcemy pojechać.
Oczywiście umysł chciałby podpowiadać – ja chcę na Kamczatkę, Daleki Wschód….
Jednak wiemy, że tylko dobrze postawiona intencja może nas zaprowadzić w najlepsze dla nas miejsca i dać nam możliwość wzrastania.
A jaka intencja…???
Poszerzania naszych kanałów miłości, radości, obfitości w bezpieczny sposób.
Zresztą parę tygodni wcześniej Veni poprowadziła na ten temat medytację, którą nagraliśmy na nasz kanał TV.
Wszystkie klocki jednej układanki zebrane razem w całość.
Jedziemy z intencją poszerzenia swoich granic, kanałów nie przywiązując się zbytnio do tego co mamy zobaczyć, gdzie dojechać. Mamy zaufanie, że trafimy tam gdzie trzeba w najbardziej odpowiednim dla nas momencie spotykając również najbardziej odpowiednich ludzi na naszej drodze.
Jestem we właściwym miejscu i czasie
Dziękujemy, że możemy ruszać w drogę i w najbardziej przyjemny dla nas sposób żyć, wzrastać i poszerzać swoją świadomość .
Na pewno część powie „ ale można to robić nie wyjeżdżając z domu”. Jeżeli to komuś odpowiada to wszystko jest ok. My wybieramy życie, które nam odpowiada i nie mówimy że jest lepsze od Waszego. Bo tego nie wiemy.
Wiemy co jest dla nas dobre na ten czas i tak staramy się żyć, czego i Wam życzymy.
Mongolia i Rosja Poza umysłem, czasem i przestrzenią spotkanie
Przez ponad 7 miesięcy przejechaliśmy 30000 km nasycając się energiami miejsc często tak dziewiczych, iż ma się wrażenie, że człowiek odwiedza je z rzadka. Bez konkretnie naznaczonego planu i okresu czasowego ruszyliśmy 3 czerwca w kierunku Bajkału i Mongolii, by pozwolić jak dziecko swoim rodzicom prowadzić się siłom Wszechświata w odkrywaniu miejsc nam przyjaznych , a może przede wszystkim siebie w tym świecie.
Rosję przemierzaliśmy od miejsca wysokowibracyjnego do miejsca wysokowibracyjnego, by po półtora miesiąca poprzez góry Ałtaju wjechać do Mongolii.
Mongolii która nas urzekła, rozkochała w sobie.
Zapytacie czym?
Zaraz spieszymy się by odpowiedzieć: przestrzenią, otwartością, gościnnością, przejrzystością, a może i przede wszystkim brakiem potrzeby nazywania tego co oczywiste. Już bowiem nie jeździliśmy z miejsca wysokowibracyjnego do miejsca wysokowibracyjnego, tylko z rzadka wyjeżdżaliśmy z takich miejsc. One bowiem stały się normą.
Zanurzeni w przestrzeń z przyczyn formalnych meandrowaliśmy między Mongolią, a Rosją, Buriacją, Bajkałem, gdzie żyjący – nie żyjący lama Itegełow przygarniał nas do siebie, stając się naszym nauczycielem, przewodnikiem tego co jest gdzieś niemożliwe – czyli zmartwychwstania, a może nie umierania?
By potem z lęku przed zimą, kończąca się wizą i innymi znakami Wszechświata udać się z powrotem do Polski.
Po co?
Choćby po to, aby Wam to przekazać.
Zapraszamy na naszą opowieść o nas w podróży, o Mongolii, a może o tym, że gdy odpuszcza się plany, pragnienia, chciejstwa – Wszechświat, Bóg (niezależnie jak to nazywamy) otwiera dla nas przestrzenie o jakich nam się nawet nie śniło, pokazując nam nasz raj tutaj na ziemi.
A na więcej szczegółów zapraszamy na bloga www.brygidaibartek.pl
I filmik o Gobi
Sosny tańczące ze sobą
Sosny tańczące ze sobą Mierzeja Kurońska – Rosja 11, 14 stycznia 2016 r.
Popatrzyłam na tytuł i przyznam się, że nie wiedziałam co napisać. Z jednej strony miejsce magiczne poza czasem, a przestrzenią – a ja nie wiem co pisać. Może z umysłu bym wiedziała, ale ręce się jakoś nie ruszają.
– O co chodzi? – pytam siebie.
– Bo za dużo chcesz napisać z umysłu, bo za dużo chcesz – gdzieś brzęczy nad przestrzenią…
Uwalniam się od przymusu chcenia
Pozwalam się prowadzić
I gdy zaczynam pisać to co ręce chcą, pozwalam się prowadzić – samo się dzieje.
Drzewa podstawowe źródło przyrody, tlenu na naszej planecie, źródło opału, papieru i zapewne wielu innych materialnych dzieł, a przez naszych przodków przedmiot kultu, traktowali je jak bogów, odchodzili wkoło.
I ten kolisty ruch zachował się w tańczącym lesie, pnie drzew zwijają się w spiralki czasem nawet dość mocno. Naukowcy próbują to tłumaczyć umysłem, do mnie jednak najbardziej przemawia teoria energii, przez wielki w pewnych miejscach energia kręciła się w ten sposób i teraz to robi, ma do tego taką siłę, że zmienia materię. Bo jak to wytłumaczyć, że podobnego wieku drzewa kawałek dalej nie są poskręcane (tego nie można zwalić na śnieg, ani wiatr!)?
Gdy wchodzi się w tę magiczną , zakręconą przestrzeń czuje się ruch drzew, ruch wkoło. Jedne tańczą same inne z partnerem, każdy we własnym rytmie, konarami dotykając ojca niebo, a korzeniami matki ziemi w pełnym przepływie.
Jestem w przepływie każdego dnia.
Rusza energia tańca, radości do której przygrywa wiatr.
Czas, przestrzeń ….???
A co to takiego?
Wyraźnie witać, że to stare miejsce kultu, bardzo silne energetycznie, wzmacniane obecnie przez licznych turystów którzy cieszą się widząc takie roztańczone drzewa, które wkręcają się w ojca niebo.
Zresztą popatrzcie sami.
Dziękujemy temu miejscu za możliwość jego odwiedzenia i to dwa razy, w czasie pierwszej i drugiej wizyty w rosyjskiej części mierzei. Za nocleg na leśnym parkingu, gdy czerń nocy była tak silna, iż wydawało się że nie ma nic na zewnątrz auta – tylko przestrzeń kosmosu – a my kapsułą ją przemierzamy, zawieszeni płyniemy w ciszy.
A za lasem zalew zamarznięty z ciszą przestrzeni.
Więcej wraz ze zdjęciem zrobionym w lepszym świetle ze strony: http://www.olabloga.pl/tanczacy-las
Fenomen tego miejsca polega na tym, że na powierzchni około kilometra kwadratowego, na piaszczystym podłożu mierzei, w tajemniczy sposób zostały powyginane sosny. Drzewa przypominają baśniowe postaci, jakby tańczące od powiewu wiatru. Największą zagadką tego lasu jest fakt, że tańczą nie wszystkie drzewa, tylko określona ich grupa. Wszystkie inne rosną normalnie.
Co skłoniło drzewa, aby zginać się w najbardziej niewiarygodnych pozach? Może kiedyś zagrał w tym lesie zaczarowany flet? I usłyszawszy cudowną muzykę drzewa nie wytrzymały i rozpoczęły swój niezwykły taniec. A kiedy muzyka umilkła, sosny zastygły w zaczarowanym tańcu.
Wyjaśnienia tej przyrodniczej anomalii uczeni nie mogą znaleźć do tej pory. Istnieje kilka wersji: żerowanie szkodników owadzich, działanie wiatru, zanieczyszczenie gleby, promieniowanie. A może kosmici? Jednoznacznej odpowiedzi brak.
Istnieje za to pięknalegenda:
Dawno-dawno temu polował w tych okolicach pruski książę. Usłyszawszy niezwykle piękną melodię, książę wyszedł na polanę i ujrzał dziewczynę przecudnej urody, grającą na lirze. Oczarowany jej wdziękiem zaproponował, aby została jego żoną. Ale dziewczyna odpowiedziała, że jest chrześcijanką i wyjdzie za mąż tylko za wyznawcę jej religii. Książę poprosił ją, aby udowodniła siłę i możliwości swojego nowego Boga. Niech pokaże, że jest silniejszy od potężnych drzew dookoła. Wtedy dziewczyna zagrała. Ptaki w krąg zamilkły, a drzewa zaczęły tańczyć. Od tej pory w tym miejscu rosną tańczące drzewa.
Pnie niektórych drzew pozwijały się w ten sposób, że tworzą pierścień. Uważa się, że jeśli ktoś przejdzie przez niego, to spełni się każde życzenie. A jeszcze powiadają, że jeśli przejdzie się przez taki pierścień z zachodu na wschód, czyli przeciw biegowi czasu, to przedłuży się życie o rok.
.jpg)











D5 Creation