A OTO NASZE PODRÓŻE

now browsing by category

 

Mongolia – informacje praktyczne 4×4 i nie tylko

 

 

Kilka słów na temat przyjazdu do Mongolii swoim autem.

 

ZACHECAMY GORĄCO WSZYSTKICH POSIADACZY TERENÓWEK!!!

 

Jakie są plusy tego kraju:

– wybitnie nadaje się do swobodnego podróżowania po przyrodniczych zakątkach, nieskrępowanego obozowania, korzystania z milionów kilometrów pasterskich gruntowych dróżek.

– stopień bezpieczeństwa wyższy niż w Skandynawii (pomimo że na jednym z targowisk jakiś menelek świsnął nam namiot dla haraczu ).

– egzotyka (ostatki plemion nomadów żyjących w jurtach ze stadami niespotykanych u nas wielbłądów i jaków) w zasięgu jazdy swoim autem, przy podobnej florze bakteryjnej do europejskiej

– pomocne, opiekuńcze nastawienie ludności , przy jej małym zasiedleniu potężnego terenu – prawie podobnego do zachodniej Europy (Mongołów jest 3 miliony z czego połowa żyje w stolicy, ćwiartka po innych miastach)

– dobre paliwo diesla – nawet na mini stacjach na wioskach pustynnych w cenie około 3,7 zł

– w miasteczkach serwisy samochodowe wyposażone są dobrze, a mechanicy są zaradni jak nasi z dawnych czasów kiedy brakowało części i należało coś dorobić (a nie tylko opierający naprawy na sprzedaży części).

– internet mobilny z prędkością H+– działa w miastach i słabiej w miasteczkach (Mobicom – 5GB – 40 zł – na miesiąc)

– sklepy z żywnością we wszystkich wioseczkach, woda pitna 5l – średnio 4 zł, czysta pitna po przegotowaniu ze studni miejskiej lub wiejskiej ok. 1 zł za 20 litrów ( w przyrodzie piliśmy tylko wodę z jeziora Chupsgul , inne miejsca są mocno zanieczyszczone odchodami zwierząt ).

Jakie minusy:

– dla wegetarian – brak pokarmów podawanych w jadłodajniach (poza 20 wegańskimi w Ułan -Bator i innych miasteczkach na terenie całego kraju – narodowym pokarmem jest mięso i ser – nawet we wiosce można kupić świeży mięsny posiłek całkiem sporych rozmiarów za ok. 10 – 12 zł).

– wysokie ceny warzyw i owoców ( jabłka 10 do 20 zł za kg).

– w lipcu jeszcze były komary i na stepie i na pustyni i w lasach i nad wodą!!!

 

Brak asfaltu nie uznajemy za minus, po to tu przyjechaliśmy – aby jeździć w terenie.

 

Kilka słów o przygotowaniu auta

Poza oczywistą ogólną sprawnością , szczególnie zawieszenia, należy zastanowić się nad doborem opon. POMIMO ŻE BYŁEM DO TERAZ ZWOLENNIKIEM OPON TYPU AT, I MIMO ŻE NA TAKICH WŁAŚNIE OPONACH PRZEJECHALIŚMY OK. 10 TYSIĘCY KM PO TERENIE SAMEJ MONGOLII – POLECAM JEDNAK NA WYPRAWĘ TYTAJ MOŻLIWIE NAJLŻEJSZE OPONY TYPU MT . Zdaję sobie sprawę że należy dojechać asfaltem kilka tysięcy kilometrów przez Rosję, jednak w Mongolii rumosz skalny po którym się jeździ jest ostry, znacznie ostrzejszy niż w Maroku, po opadach deszczu ziemia zamienia się w niezwykłą maź (dość szybko schnącą …ale), a trawersów w górach nie brakuje, do tego wszechobecna tarka. Opony MT dadzą większy komfort trakcji i psychiczny szczególnie dla samotnych podróżników – choć da się też jeździć w AT-ekach (złapaliśmy dwie gumy – pierwsza to klasyczne przebicie – naprawa na licznych punktach wulkanizacji ok.10 zł, druga to przecięcie na kamieniu – nowa opona praktycznie do niczego – podratowana dużą łatą i dętką jechała dalej na zapasie.

Jeżeli połączy się wyjazd z wizytą na zachodniej Syberii , dobrze mieć twarde opony ze względu na wykroty w asfalcie o ostrych krawędziach w które czasem wpadałem na bocznych drogach, a na tych jeszcze odleglejszych po deszczu robią się błotne rynny (Zachodnia Syberia to bogaty biotop rzek , jezior i bagien).

Dobrym pomysłem może być przejazd przez Rosję na AT-ekach i zmiana ich na MT- ki wraz z pozostawieniem ich w przechowalni opon – pod tym względem serwisy w miastach rosyjskich wyglądają tak samo jak w Europie.

Szczególnie należy sprawdzić gumy na wahaczach, i wymienić na nowe ze względu na mocną tarkę (nasze przednie 5 letnie nie wytrzymały – tylne dwuletnie dały radę).

Polecamy snorkel z filtrem cyklonowym – takiego pyłu nie znaliśmy wcześniej – w Maroku jest i tylko tyle. Uszczelki w drzwiach też lepiej sprawdzić ze względu na szczelność pyłowo-wodną. W czasie przejazdu przez rzekę woda nalewała się nam do kabiny.

Do przejazdu przez Mongolię nawet po drogach asfaltowych obowiązkowa jest nawigacja, zdarza się bowiem „przerwa w asfalcie” np. w drodze z Ułan–bator na pustynię Gobi i wtedy otaczają nas miliony wyjeżdżonych śladów – należy wybrać właściwe. Polecamy PYŁOSZCZELNE nawigacje i dobrze jak są jeszcze wstrząsoodporne wraz ze ściągniętą mapą na stałe na twardy dysk urządzenia (w mniejszych miejscowościach jest wolny internet, a w przyrodzie go brak ). My mieliśmy dwa urządzenia: smartfon evolveo – pancerna wersja, pyło-wodno-wstrząsoodporna – dobrze się sprawował, ale miał tylko mapę tom-toma i nie wszędzie był w stanie nawigować. Drugi to tablet sony z3 – pyło-wodoszczelny, niestety na wybojach resetował się. Lepszy ze względu na duży ekran i mapę Soviet Military Maps Pro – wektorową, obejmującą przeszkody terenowe , poziomice , góry – nieco przedawnioną ze względu na zmianę przebiegu niektórych dróżek gruntowych – ale niezastąpioną. Mapa papierowa też jest dobra – lepiej ją kupić w Polsce, bo w Mongolii szukaliśmy jej przez pierwsze 3 tys. kilometrów podróży i dopiero dostaliśmy ją w prezencie w stolicy.

Kanistry na wodę pitną i techniczną są ważne – w przyrodzie czystej jest mało – szczególnie na Gobi. Podobnie kanistry na paliwo są cenne przy wjeździe do Mongolii , ponieważ w Rosji cena paliwa to ok. 2,2 zł a w Mongolii – ok. 3,7 zł – natomiast jest ono dostępne w dobrej jakości prawie w każdym ludzkim siedlisku i zabieranie w teren potężnych zapasów jest zbędne.

Drewno na ognisko występuje tylko na północy kraju oraz okazyjnie przy rzekach na stepie i oazach pustyni Gobi – entuzjaści wieczornych biwaków muszą wozić go ze sobą (uwaga! W Mongolii występuje – również na pustyni Gobi – kontynentalna zima do minus 40 stopni Celsjusza – z niewielką ilością 10 – 20 cm śniegu (w górach jest więcej) i silnymi wiatrami od czasu do czasu!!!, nawigowanie po zawianych gruntowych dróżkach może być trudne, wręcz niebezpieczne, brody zamarzają i jak to mieliśmy okazję sprawdzić można się spotkać z załamującym się lodem pod kołami i tonącym tyłem auta – to co latem jest proste jesienią i zimą niekoniecznie!)

 

Tak poza tym warto zrobić sobie zakupy ubrań zimowych. Znają się tu na ciepłej odzieży, począwszy od bielizny z wielbłąda, kaszmira i jaka – do zewnętrznych – niby prostych np. pancernych spodni bawełnianych podszytych polarem (chodzę w nich przy minus 20 stopniach bez leginsów). Słaba jest w tym kraju tradycja jedzenia chleba , dlatego jest raczej dostępny okazyjnie, zamiast niego wszędzie można kupić nori do suszi w dobrej cenie, za pomocą którego robią kanapki. Koreańskie produkty żywnościowe są tanie i dobrej jakości np.: tofu jest z fermentowanej soji , a nie jak w Polsce z …mielonej…ledwo strawialnej…, podobnie restauracje korańskie – liczne w Ułan-Bator – dla nas egzotyczne w smaku, w przyzwoitej cenie.

 

Syberia pokryła się białym kwieciem Irkuck – Nowosibirsk

Bajkał irkuck omsk 10-14 listopada 2015

 

 


 

 

 

Do widzenia Bajkał, czas w nową rzeczywistość, jak rzeka Angara, która bierze swoje źródła z Bajkału, tak samo my ruszyliśmy w drogę na zachód – na początku wraz z biegiem Angary, która od samego swojego źródła pokazywała nam się bajecznie, w magicznej, świetlistej scenerii.

Dziękujemy za nowy początek, za nowe narodziny…….

 

 

 

 

Droga Listwanka-Irkuck bardziej rozmarznięta niż ostatnio i chyba mniej pofałdowana – może na noc ziemią tak bardziej faluje…

Irkuck z umysłu zaprosił nas do wegetariańskiej restauracji Govinda, prawie odbywała się w niej msza krysznowców. Jedzenie wyglądało ładnie, no ale w tle główny mebel – mikrofala. Bierzemy zupę z groszkiem za 170 rubli (12 zł) , buzę i czyburieca z nadzieniem z otrąb po 60 rubli ( 3,6 zł) za sztukę. Wszystko ląduje w mikrofali i tu nawet nie jest porządnie podgrzane. Wychodzimy zniesmaczeni. Dwie parówki sojowe kupione na wynos lądują dla psów w zaspie – śmierdzą.

Szukamy czegoś innego wzrok przykuwa pizzeria wyglądająca pięknie, a w środku już gotowe upieczone pizze, do podgrzania…… w mikrofali !!! Jakieś szaleństwo. Zresztą nie tylko tutaj, ale praktycznie we większej części syberyjskiej Rosji – co widzimy. Jedzenie jest gotowane rano łącznie z naleśnikami, pierożkami, frytkami, pizzą – a potem podgrzewane w mikrofali i sprzedawane przez cały dzień. Ceny nawet teraz po spadku kursu rubla – europejskie, a porcje są maleńkie, takie przedszkolne. Zupa to zazwyczaj 250-300 gram, sałatka 100 g, ziemniaki, kasze 150 gram. W barach dla tirowców fajnie wygląda deserowy talerzyk z troszką kaszy, ziemniaków, czy ryżu a na tym troszkę mięska, i malutka salaterka sałatki – cena takiego zestawu to ok. 10 zł. Dla nas to tak w sam raz – ale panowie kierowcy nie odbiegają posturą od polskich….

Wszystko jest ważone na oczach klienta.

 

 

 

 

Irkuck dał nam refleksje nad głodem. Ojjj…. tutaj w miastach w czasie wojny musiało być ciężko. Nawet chyba sobie nie zdajemy z tego sprawy. Jaką cenę ten naród zapłacił za wojnę, za to że wojował Hitler ze Stalinem. Powiecie mógł nie wojować????? Świat wtedy na pewno wyglądałby inaczej.

Jednak my mamy doświadczać tego świata który jest i rozświetlać swoich przodków i zaszłe sytuacje, aby nie miały na nas wpływu.

Uwalniam się od głodu wojny

Pozwalam sobie żyć w dostatku jedzenia

Do tego Irkuck miał w sobie jakąś agresję jazdy na ulicach, coś czego nawet nie pamiętamy z Moskwy. W większości jazda na lodzie, przepychanki na zatłoczonych drogach , co jakiś czas stłuczki… Dziwne miasto, z radością z niego wyjechaliśmy.

Następne…… większe miasto za……… 1000 km, po drodze przestrzenie przyrody… trochę wiosek… przestrzeń Syberii.

I tak zanurzyliśmy się w niej, 1000 km do Krasnojarska zajęło nam tylko 2 dni spokojnej jazdy. Droga była zazwyczaj dobra, tylko w rejonach górskich lekko oblodzona na przełęczach, widać że o nią dbają.

 

 

 

 

 

Pogoda zazwyczaj słoneczna, w dzień ok. minus 10, w nocy 20. Gdy nie było wiatru wydawało się, że jest się w raju. Suchy klimat powodował, że mróz był przyjemny. Do tego magia drogi przy której stały majestatycznie odśnieżone brzozy.

– Syberia pokryła się białym kwieciem – mówiłam radośnie zaopatrzona w piękno przestrzeni. Kraina zamarza, a może bogowie schodzą na ziemię, mówiąc:

– Teraz nastał nasz czas.

 

 

 

 

Czasami padał śnieg, może nie padał tylko drobniutko prószył i wtedy miało się wrażenie, że gwiezdny pył spada na ziemię, przynosząc informacje z odległych galaktyk.

Magia spotkania człowieka i przyrody, człowieka i Boga.

My też biegaliśmy boso po śniegu, radując się jak dzieci. Mnie trochę parzą nóżki od mrozu, mimo, że są ciepłe – ale o tym będzie kilka słów jak się temu bliżej przyjrzę.

 

 

 

 

Po drodze poznaliśmy mężczyznę z Władywostoku, który zabytkowym Gazem jechał……

……na Berlin.

Opowiadał, że jedzie już 9 raz tą drogą. Droga Moskwa-Władywostok to 9000 km ( dla porównania słynna amerykańska drogą ze wschodu na zachód ma 5600 km), a dalej….. opowiadał, że przejechał raz aż do wybrzeży Hiszpanii. Teraz też byliśmy pełni podziwu dla jego podróży, gdyż jego zabytkowy GAZ 67 nie miał ogrzewania kabiny ani szyb w drzwiach.

 

 

 

Krasnojarsk powitał bardzo uroczyście, jeszcze nie wyszliśmy z samochodu w centrum miasta, gdy dwójka mężczyzn podeszła do samochodu mówiąc po polsku „dzień dobry”.

Okazało się, że są katolickimi księżmi w tutejszym kościele, i właśnie wracają z podróżniczego spotkania. Poopowiadali nam o pięknie tutejszej przyrody, szczególnie Chakasji i Tuwy. Lubię w zimie na nartach przemierzać tajgę i spać w namiocie, szkoda że akurat nie planują wyjazdu, może by nas zabrali ze sobą…….

– Teraz od Krasnojarska to jest już super droga na zachód – zapewnili nas.

Może to zaproszenie z tych miejsc???? Chakasja już od paru dni do mnie gadała, jednak jazda po lodowych drogach na naszych wielosezonowych oponach, a do tego mrozy które już dochodzą do minus 30 w nocy. Powiem inaczej lęk wygrał z prowadzeniem.

Poszwędaliśmy się po knajpkach i sklepach miasta i znów wyjechaliśmy (tym razem otoczeni niezwykle spokojnymi, kulturalnymi kierowcami, przepuszczajacymi pieszych , mającymi czas i niemającymi klaksonów) na trasę tym razem troszkę krótszą – następne większe miasto tylko za……… 800 km – Nowosibirsk – stolica Syberii.

I znów drogą przez lasy brzozowe czasem obleczone białym kwieciem – czasem już nie albo jeszcze nie. Przy nawierzchni już praktycznie czarnej, suchej i rzadko pagórkowatej.

 

 

 

 

Magia syberyjskiej zimy z którą powoli się zaprzyjaźniamy – temperatury przestają robić na nas wrażenie. Fakt suchy klimat i odczuwalność jest całkiem inna. To tak jak w saunie suchej, wytrzymujemy 100 czy więcej stopni, a w mokrej 60 to już wyzwanie. Tak samo tutaj przy minus 20 bez wiatru wychodzę w nocy siku w samym sweterku.

Syberia zimową porą, bo tak szczerze powiedziawszy, czy Syberia kojarzy się Wam z latem??? Mnie z zimą i z jej magia. Gdzie w zamarzniętej ciszy każdy dźwięk nabiera innego wymiaru, gdzie świat zamarza, aby pozwolić na spotkanie z Bogiem.

 

 

 

 

Z wolna przemierzamy kolejne kilometry zatrzymując się na kawę w rozrzuconych co kilkadziesiąt zazwyczaj kilometrów barach z hotelami, saunami (tylko dla mężczyzn – tiry) , prysznicem, również na nich sypiamy w naszej landrynce, która grzeje nam swoim postojowym ogrzewaniem zapewniając względny komfort mimo dwudziestokilkastopniowych temperatur w minusie. Zatrzymujemy się tam po pierwsze dlatego, że w nocy w zaśnieżonej przyrodzie trudno szuka się miejsca na nocleg , a po drugie w razie problemu z odpaleniem autka pomoc jest blisko.

I tak dojechaliśmy do Nowosibirska 

 

 

 


 

W objęciach bajkalskiego luksusu – hotel Majak

Hotel Majak – w objęciach bajkalskiego luksusu 7-10 listopada 2015

 

 

Luksusowy hotel na brzegu Bajkału, w centrum kurorciku przyjął nas pięknym pokojem z widokiem na Bajkał i obrazem z domkiem nad Bajkałem, takim naszym gdzieś marzeniem na zatrzymanie się na dłużej. 

 

 

 

 

W cenie było śniadanie i jak zwykle jedzenie, kolejny raz pokazało nam nasze emocje. W hotelu miał być szwedzki stół, jednak z uwagi na małą ilość gości podawane było do stolików z karty, w której albo była zimna płyta, albo owsianka czy naleśniki. Zauważyłam jedno, że lubię szwedzki stół, coś tam jest zawsze dla nas, traktuję go jako ciekawostkę, bo mogę popróbować różnych rzeczy, pooceniać, pokrytykować.

 

Uwalniam się od przymusu jedzenia po to, aby oceniać czy krytykować,

 

Skupiam się na tym co potrzebuje moje ciało i dostarczam mu to.

 

Przecież jedzeniem ponoć dostarczamy pożywienia dla ciała, a nie dla umysłu.

Często słyszę o jedzeniu z umysłu, typu :

 

– powinno się jeść to, a to ……….. – ktoś mówi.

– a twoje ciało tego potrzebuje? – pytam.

– w telewizji mówili – ktoś odpowiada…

 

Przekonań odnośnie jedzenia jest masę, a co za tym idzie masę lęków i zastraszenia. Warto to obserwować, czy jem dlatego, że boję się, że ciału czegoś nie dostarczę – czy dlatego, że ono naprawdę tego potrzebuje.

 

Uwalniam się od przymusu jedzenia z lęku

 

Dostarczam ciału to czego potrzebuje TERAZ

 

A wracając do hotelu, gdy poprosiliśmy o warzywa i owoce na śniadanie dostaliśmy 3 plasterki pomidora, ogórka, papryki, gruszki, jabłka – podane tak byle jak….

Gdy zwróciłam Pani uwagę – była niemiła…

– A co mamy robić szwedzki stół dla paru osób – odburkła.

Napisałam potem list do hotelu, za 5 minut Pani stała pod drzwiami z talerzem pięknie ułożonych owoców.

 

 

Pełne zaskoczenie!

Kiedyś robiłabym wściekłą awanturę, no bo mi się należy – i hahhhaa – która nic by nie wniosła…

…a teraz nawet przeproszono mnie w piękny sposób.

 

Uwalniam się od przymusu zwracania uwagi innym w sposób agresywny

 

Zwracam uwagę innym w mądry sposób.

 

Oczywiście na drugi dzień na śniadaniu dalej nie wiedzieli co nam dać, ale chociaż to ładnie ułożyli (mimo, że napisałam w liście co jemy), jednak po zwróceniu uwagi na nasz stół zawitała sałatka z buraka, kapusty i piure ziemniaczane. Jak się potem okazało – przy rozmowie z managerem – przez parę lat mieli tylko 3 osoby jedzące inaczej – dwóch wegetarian i na surowej diecie piosenkarkę z Australii. Tak…. Rosja jest bardzo specyficzna jedzeniowo – wegetarianie czy weganie sobie poradzą, ale gdy nie je się mąki, glutenu robi się wielki problem.

Pokazało nam to, że praktycznie trzeba wziąć kartkę z tym co jemy i dać ją kucharzowi – jak będzie otwarty to coś zrobi. Bo operowanie określeniami jak np weganizm, wegetarianim , raw food może być bardzo mylące. 

 

A wracając do śniadania, normalnie to ja nie jem nic….. zazwyczaj do popołudnia, ale w takich przypadkach włączają mi się wymagania, czyli zagłuszacze wdzięczności, mądrości.

 

Uwalniam się od wymagań

 

Pozwalam sobie bez kompleksów prosić o to co ważne dla mnie.

 

Pokoik był naszym azylem z widokiem na piękny, bezmierny Bajkał, gdyby nie fakt, że spało się tragicznie – żar w pokoju (my przyzwyczajeni do 8-10 w czasie nocy, a tu co najmniej 25), gwar na ulicy jak otworzyliśmy okno – to pewnie zostalibyśmy dłużej – choćby o jedną noc.

A tak praktycznie po 48 godzinach podziękowaliśmy z wielką wdzięcznością za ten piękny czas, piękne lekcje i transformacje.

 

3 dni nad Bajkałem

Listwanka – 3 dni nad Bajkałem 7-10 listopada 2015

 

 

W środku nocy poprzez 20 wzgórz i dolin dotarliśmy do maleńkiego kurortu położonego praktycznie na skłonie góry wchodzącej w wody Bajkału u źródeł Rzeki Angary. Znaleźliśmy miejsce na przystani promu – 50 metrów Bajkału, gdzie teraz w nocy trwał połów ryb, kilkanaście średnich stateczków dryfowało gdzieś na wodzie od czasu do czasu wydając cichsze lub głośniejsze pomruki, błyskając światełkami w lekkiej mgle. Połowy zapewne ulubionego przez wszystkich turystów omula (żyje tylko w Bajkale, i do wielkości sprzedawanej w restauracjach potrzebuje rosnąć kilka lat). Takie z jednej strony sympatyczne i niesympatyczne powitanie.

 

– Bracie kto smakuje się Twoim kosztem?

 

 

Ranek powitał nas przepięknymi mgłami Bajkału i Angary. Świat wody, powietrza, ziemi stapiał się w jedność. Magia poranka, magia początku, takie piękne dzień dobry, od duchów tego miejsca.

 

 

 

 

Postanowiliśmy zostać tutaj 2-3 dni, lub do dnia przed opadami śniegu z uwagi na prostą, ale bardzo pofałdowaną drogę.

Kilka hoteli 4-gwiazdkowych na bookingu miało dobre ceny, praktycznie jak normalny pokój z łazienką bez promocji – tyle samo co płaciliśmy w za zwykły pokoik w sanatorium w Gorjaczinsku. A hotele nad samym Bajkałem i standard wysoki. Z oglądaniem musieliśmy poczekać do popołudnia gdyż wszystkie były zajęte z uwagi na niedzielę i przepiękną pogodę. Fakt, że ceny z bookingu nie pokrywały się ze słyszanymi w hotelach, ale……. Można zarezerwować przez booking – po zobaczeniu pokoju. Warto sprawdzać.

 

Piękny dzień sprzyjał spacerom. Może nie po dziczy, gdyż jak pisałam Litwanka praktycznie wbita jest w Bajkał. Więc jest Bajkał, czasem kamieniste plaże nad nim, droga, trochę zabudowań i skłon góry. Ale nawet spacer koło drogi z widokiem nad Bajkał w pięknym słońcu i ciepełku, cieszył nas bardzo.

 

 

 

 

Odwiedziliśmy bajkalskie muzeum (wstęp 310 rubli od osoby, 130 fotografowanie) gdzie mogliśmy bliżej poznać życie jeziora.

A Bartek bliżej poznać swojego brata – o analogii jezior Chubsugul i Bajkału, jak do relacji Bartka z jego bratem pisaliśmy http://brygidaibartek.pl/mlodszy-brat-starszy-brat-bajkal-chubsugul-bartek-slawek/

 

– Bracie chcę Cię poznać bliżej, zrozumieć i zobaczyć Twoje piękno – dźwięczało w przestrzeni…

 

Muzeum pokazuje powstawanie Bajkału, jego faunę i florę. Zabiera podróż symulowaną łodzią podwodną w najgłębsze miejsce Bajkału, pokazując, że wiele ryb może żyć bez światła słonecznego, nawet tutejsze foki nerpy jakiś czas potrafią przebywać w ciemnych głębinach.

 

 

 

Podróż w głąb Bajkału to jak podróż do wewnątrz siebie, swojego poczęcia, swojej istoty.

W akwariach pływają tutejsze rybki (i nie tylko rybki). Omul to zdecydowanie złota rybka. Dlatego gdy stanęliśmy przy niej poprosiliśmy zgodnie z przekonaniem o spełnienie trzech życzeń. Wypuścić jej nie mogliśmy, jednak daliśmy jej i sobie przyzwolenie na wolność.

Tak wolność …….. im bardziej zagłębiamy się w jej subtelności tym bardziej widzimy ile niepotrzebnych i bezsensownych przekonań nam ją blokuje.

 

Pozwalam sobie iść drogą wolności.

 

A rybki … tak jak kiedyś powiedział mi miś w zoo, chcą bliżej poznać człowieka i dlatego decydują się na ograniczenie swojej wolności. Może dzięki tym zwierzęcym pionierom, zamiast je zjadać będziemy tak psa, czy kota traktować jako przyjaciół i pełno prawne istoty na ziemi. Poza tym zwierzęta, tak samo jak ludzie chcą doświadczyć zmian.

 

 

 

 

A wracając do omula, czy zjadanie złotej rybki jest dozwolone???

Może zamiast chcąc realizować marzenia, zajadamy je???

My poprosiliśmy złotego pięknego starego omula o nasze szczęście, miłość, lekkość, bezpieczeństwo, obfitość. Posyłając dużo świetlistej energii.

Przywitaliśmy się również z nerpami, tutejszymi fokami, które w naturze nie chciały nam się pokazać, a tutaj wesoło pływały po swoim baseniku.

 

 

Urzekły nas zdjęcia Olgi Kamienskiej bajkalskiego lodu i poprosiliśmy Bajkał o możliwość spotkania, gdy jego wody w swojej górnej warstwie zatrzymają się na jakiś czas. 

 

 

I tak aż do zachodu słońca poddaliśmy się kontemplacji okolicznych miejsc, aby potem wejść do czterogwiezdnego hotelu Majak w centrum miasteczka. Wybraliśmy pokój półlux z widokiem na Bajkał – na 5 piętrze w rewelacyjnej cenie ze śniadaniem 2750 rubli (170 zł cały pokój + śniadanie).

Teraz można było popatrzeć dalej w Bajkał, jednak od Bajkału dzieliła nas ruchliwa, głośna droga…

 

– Bracie dlaczego inni tak chcą nas rozdzielić, pokłócić???

 

Bartek znów patrzył na swojego brata z góry… chciał dostrzec go jak najwięcej, w oddali migotały ośnieżone szczyty, miejsce pozwalało nam transformować wiele spraw. Przestrzeń pozwalała na zmiany. Bajkał swoją niesamowitą przezroczystością pomagał nam stawać się bardziej przezroczystym, bardziej zgodnym z sobą. Bajkał jest do 40 metrów przezroczysty, a do 100 dociera światło.

 

Staję się coraz bardziej przezroczysta i przejrzysta dla siebie.

 

Czasem przychodzi do mnie taka refleksja, że dziś rzeki jeziora są coraz bardziej zanieczyszczone, gdyż ludzie coraz bardziej przybierają maski, zanieczyszczając swoją wewnętrzną przejrzystość.

 

Bezpiecznie i spokojnie uwalniam się od tego co blokuje moją przejrzystość.

 

Przejrzystość świata, ludzi, przyrody, a przede wszystkim mnie samej.

 

 

I tak syciliśmy się pobytem tutaj, chciałoby się zostać dłużej, jednak pojawiały się lęki co będzie jak napada śnieg, przyjdą mrozy. Pojawiał się lęk przed opisywaną wszędzie syberyjską zimą. Lęk który zastępował prowadzenie. Miałam wrażenie, że chcę jak najszybciej wyjechać z Syberii, żeby broń boże nie doświadczyć lodowych dróg czy zimna. Lęki, które nie pozwalają zwolnić, nie pozwalają na to by żyć.

 

Uwalniam się od przymusu uciekania od tego czego się boję

 

Pozwalam sobie przyjrzeć temu czego się boję i świadomie zdecydować czy w to wchodzę czy nie

 

I tak po 2 dniach pobytu podziękowaliśmy pokoikowi (dokupiliśmy pobyt do 16-tej godziny ), oraz Listwiance i o zachodzie słońce, zachowując w sercu świetlisty Bajkał, ruszyliśmy w kierunku Irkucka.

 

 

 

Więcej o listwance https://pl.wikipedia.org/wiki/Listwianka

 

Listwianka (ros. Листвянка) – miejscowość w obwodzie irkuckim Rosji, nad brzegiem jeziora Bajkał, w pobliżu miejsca, gdzie rzeka Angara bierze swój początek z Bajkału. Nazwa pochodzi od rosyjskiej nazwy modrzewi (ros.Лиственница), które są istotnym składnikiem przyległej tajgi.

W miejscowości znajduje się Instytut Limnologiczny, prowadzący badania naukowe biologii, hydrologii i geologii Bajkału. Przy Instytucie ulokowano Muzeumlimnologiczne z bogatą ekspozycją poświęconą Bajkałowi.

Listwianka jest najpopularniejszą miejscowością turystyczną nad brzegiem Bajkału, gdyż leży najbliżej Irkucka, z którym ma dobre połączenia komunikacyjne autobusowe i samochodowe. Dlatego też w osadzie dość dobrze rozwinięta jest baza noclegowa. Atrakcją turystyczną jest także niewielka góra Kamień Czerskiego, wznoszący się nad zachodnią częścią Listwianki, ponieważ rozciąga się z niego bardzo dobra panorama na źródło Angary i Bajkał. Zimą działa tu wyciąg narciarski. Nazwa szczytu upamiętnia polskiego zesłańca i geologa Jana Czerskiego. W osadzie zabytkowa cerkiew z 1846 fundowana przez kupca Ksenofonta Sieriebriakowa z częściowo oryginalnym ikonostasem i resztą wystroju oraz fokarium z pokazami tresowanych fok bajkalskich.

Listwianka jest także portem bajkalskim dla floty statków turystycznych, rybackich i badawczych. W ostatnich latach większość statków rybackich adaptowano na turystyczne. W porcie zatrzymują się statki turystyczne pływające z Irkucka do ważniejszych przystani nad całym Bajkałem. Oprócz tego ma połączenie promowez miejscowością Bajkał na drugim brzegu Angary, która jest głównym portem handlowym południowego Bajkału oraz końcową stacją zabytkowej linii kolejowej Bajkał – Sliudianka, będącej jedną z głównych atrakcji turystycznych rejonu irkuckiego.

 

Z wdzięcznością za odśnieżone drogi Iwołgińsk – Irkuck

Z wdzięcznością za odśnieżone drogi Iwołgińsk – Irkuck 3-7 listopada 2015

 

 

Jechaliśmy do Iwołgińskiego datzanu również z pytaniem, gdzie podążać dalej. Gdzieś marzyły się wschodnie kierunki, gdzieś migotała Jakucja – szczególnie Bartkowi. Ja czułam, mimo wielkiej fascynacji wschodem, że skoro zima idzie to czas w bardziej południowe strony. Może za dużo leków i racjonalizmu, a może nie czas na jazdę w syberyjską zimę.

Już czarną drogą dojechaliśmy do Ułan Ude gdzie odwiedziliśmy naszą znajomą chińską knajpkę i pojechaliśmy na nasze ulubione miejsce noclegowe. Dzięki miesięcznym okresom bezwizowym w Mongolii – Ułan Ude stało się naszym częstym domem.

Noc była zimna, można rzec bardzo zimna, rano landrynka z trudem zapaliła dopiero za trzecim razem długiego hehłania, rzut oka na termometr i okazało się, że w nocy minimalna na zewnątrz była minus 20,5 stopnia z wiatrem (szok – jeszcze tydzień temu jak byliśmy na Gobi było w słońcu plus 27 stopni).

– Czas się ewakuować – stwierdził marzący o północno-wschodnich kierunkach Bartek – w Finlandii sypialiśmy przy minus 27 – ale tam było super paliwo do auta.

Ruszyliśmy w drogę do Irkucka, tylko 460 km, większość przez góry.

I znowu zaczęła się zabawa umysłu w lęki. Przełęcze, zakręty, serpentyny z lodem i rozpędzone tiry, ciało robiło się sparaliżowane. Zamiast cieszyć z pięknej zimy skupione było na szukaniu czy nie ma gdzieś zagrożenia. Mijały kilometry… droga była różna, nie wiedzieć czemu czasem na prostej czarna, czasem na zakrętach i wirażach lodowa, najczęściej mieszana. Gdzieś próbowałam przekonać siebie, że przecież lód nie ma nic wspólnego z faktycznym zagrożeniem, gdyż wola życia i przeżycia jest głównym czynnikiem naszego życia.

 

 

Powoli, powoli paraliżujący lęk ustępował takiemu jaki można było obserwować, czuć go, i cieszyć się pięknem drogi.

Stopień zalodzenia zależał od gminy, od tego jak poradziła sobie z odśnieżaniem, czy sypnięciem soli w odpowiednim momencie.

Wiadomo, powyżej minus 20 stopni sól nie działa, jednak na razie jest początek zimy i tam gdzie została dana spełniła swoje zadanie. Gdzieś rodziły się wymagania….

– Patrz tamci zrobili, a Ci na płaskim nie potrafią – mówiłam do Bartka gdy widać było, że gmina przyspała. Tak, tak… wymagania tak powszechne w naszym świecie, praktycznie od urodzenia czegoś się od nas wymaga, a my wymagamy od innych, nie widząc ich wokół, skupiając się tylko na wymaganiach.

 

Uwalniam się od przymusu wymagań od siebie i innych, od świata…

 

Bo wymagania przyćmiewają wdzięczność….. bo przecież mi się należy.

Należy, należy… non stop – należy.

Należy – pociąga za sobą ocenę, krytykę.

I co dalej……..

Zamiast skupiać się tam gdzie pięknie przygotowana czarna droga i dziękować za nią, skupiamy się na innej nie doskonałej i oceniamy, porównujemy. A przecież zgodnie z prawami wszechświata:

 

Energią idzie za uwagą

 

Więc, chyba w moim interesie jest jeździć po czarnych drogach. A wdzięczność jak miłość ma bardzo wysokie wibracje.

Skupiam się w moim życiu na wdzięczności za to co dobre dla mnie.

 

 

 

I tak w refleksjach nad drogą przejechaliśmy ok. 150 km i dojechaliśmy nad Bajkał. Droga usłyszała nasza wdzięczność i mimo pięknie górskiego przebiegu zrobiła się praktycznie czarna. Cieszyliśmy się ponownie kontaktem z Bajkałem, z jego energią. Zresztą Bajkał po upalnym lecie oddaje temperaturę do otoczenia i w jego sąsiedztwie po ostatnich mrozach, zrobiło się wręcz upalnie ok. 0 stopni.

Nocleg w ciepłej aurze i kolejne dylematy gdzie jechać – Bartka zaprasza górski kurort Arszan, wyspa Olchon z skałą Szamanką. Ja gdzieś czuję dystans. Gdy ciesząc się ciepłem okolic Bajkału odpuszczamy wyjazd do Arszanu (położony między 2000-3000 tysiecznikami z temperatura teraz poniżej już minus 20 stopni ( link do mojego pobytu 2 lata temu http://brygidaibartek.pl/arszan-gorski-kurort-buriacji/ ) Bajkał zaprasza mnie całym sobą.

Czuję niesamowitą radość kontaktu i pierwszy raz zaproszenie do dłuższego pobytu.

 

 

 

 

Bajkał to również symbol starszego brata Bartka, coś się odblokowuje.

– To jedźmy na Olchon – pada moja propozycja, wspominając mój pobyt 2 lata temu (http://brygidaibartek.pl/tag/plaze-olchon/)

Po praktycznie czarnym asfalcie przemierzamy najbardziej górzystą drogę na naszej trasie z Ułan-Ude do Irkucka. 70km drogą pełną serpentyn, zjazdów, podjazdów, czasami dochodzącym do kilkunastu procent. Dziękujemy wszechświatowi, ludziom opiekującym się ta drogą za tę wspaniałą nawierzchnię i w pełni wdzięczności zjeżdżamy do Irkucka, skąd kierujemy się w stronę wyspy Olchon. Nadchodzi zmrok, a droga robi się coraz bardziej lodowa, gdy staje się całkiem lodową – ok. 80 km za Irkuckiem – odpuszczamy. Jazdę bowiem przez kolejne 200 km po lodzie uznajemy za bezsensowną – mamy praktycznie letnie opony rzecz jasna bez kolców (do tego świadomość powrotu po lodzie).

– Dlaczego utrudniam kontakt z bratem? – zastanawia się Bartek –

czemu nie można wybrać najprostszych rozwiązań np. pozostanie nad Bajkałem w Studzienkach (miejscowości przed górskimi serpentynami), czy wyjazd do największego Bajkalskiego kurortu Listwanki oddalonej 60 km od Irkucka?

No właśnie dlaczego utrudniam kontakt z bratem? – zastanawia się znów Bartek.

I tak podążając za tym co najprostsze pojechaliśmy do Listwianki (bo i tak jadąc w kierunku Olchonu zostało nam 200 km, a wracając się i jadąc do Listwanki tylko 140 km).

 

Uwalniam się od przymusu komplikowania kontaktów z najbliższymi

 

Wybieram najprostszą formę kontaktu z najbliższymi