Kolejne odsłony Mongolii – stronę rosyjskiej granicy

 

Kolejne odsłony Mongolii – ku granicy z Rosją 10-15 sierpnia 2015

 

 

 

 

Jak wegańska knajpka, to i znajoma rzeczka, tym bardziej po dniach na pustyni, gdzie wilgotność niewielka – ile radości może dać nie tylko woda, ale powietrze lekko przesiąknięte wilgocią. Zapomnieliśmy jednak o jednym, że rzeczka latem to również miejsce piknikowe, co znaczy alkoholowe.

Ledwo podjechaliśmy, a już przesympatyczny Mongoł przyszedł z buteleczką narodowego samogonu (archi – destylacja kumysu) i kumysu – zapraszając na baraninkę. Ledwo go pożegnaliśmy pojawiła się młodzież prosząca o wyciągnięcie ich z rzeki (mycie auta po pijanemu). Zaraz chcieli ugościć kumysem (przefermentowanym – czyli z alkoholem – nawet do 3% po 8 dniach fermentacji), pieczonym mięsem.

Na szczęście na tym się skończyły tego dnia zaproszenia.

Rano rozpoczęliśmy odkurzanie, mycie landrynki, pranie, gdy pojawili się imprezujący nieopodal żołnierze (czytaj – łobuzy, bandziory – przyp. Bartka). Ja osobiście nie miałam ochoty z nimi rozmawiać (byli pijani), jednak Bartek wszedł z nimi w reakcję. Tym bardziej, że jako następni po pijaku wjechali autem do rowu przy rzece i prosili o pomoc. Całe spotkanie z nimi skończyło się duża lekcją dla Bartka, aby nie pozwolił dla bycia grzecznym chłopcem – wodzić siebie na sznurku.

 

Pozwalam sobie być niegrzeczny dla innych, dbam o siebie

 

Bo właśnie co to znaczy – grzeczny, niegrzeczny. Najczęściej jest się niegrzecznym, gdy nie spełnia się oczekiwań innych osób.

 

Uwalniam się od przymusu spełniania oczekiwań innych osób, aby nie wzbudzać ich emocji

 

 

Pozwalam innym na ich emocje

 

Przy okazji Bartek zaobserwował ciekawy program , że po okresie przebywania w wysokiej wibracji , przypałętują się na jego drogę – przyciąga do siebie niskowibracyjne sytuacje i osoby.

 

Po niesympatycznym spotkaniu z chłopakami uznaliśmy, że energia pikniku nie specjalnie nam odpowiada i pojechaliśmy w kierunku Karakorum (stolica Mongolii za czasów Czyngiz-chana). Zostając na noc na górskiej przełęczy, nasyciliśmy się przestrzenią, spokojem i chłodem – gdyż w nocy zaczęło padać, a ranek powitał nas lekkim deszczykiem i temperaturą ok. 15 stopni.

 

 

 

 

 

Jaka ulga – świat może nie tak świetlisty, jednak na naszym poziomie ciało odpoczywa.

 

Pozwalam na odpoczynek mojemu ciału.

 

Tak, odpoczynek ciału

Mówisz i masz – za kilkadziesiąt kilometrów dalej- trafiliśmy pierwszy raz na mongolskie sanatorium (ceny od 40zł – 130 zł – za dobę od osoby z zabiegami i jedzeniem, w zależności od standardu pokoju).

Bardzo oblegane – nie udało nam się o nic popytać, ani skorzystać z gorących wanien, które są tutaj – Hużyrt- z wodą sprzedawaną za 4000 (8 zł. za 5 litrów) mającą magnez i żelazo.

Sanatorium widać, że wybudowane w czasach komunistycznych dalej po remontach służy ludziom, może kiedyś tu przyjedziemy po sezonie na dłużej, a teraz musieliśmy się zadowolić tylko energią tego miejsca. Leczy się tutaj stawy, choroby kobiece, drogi oddechowe. Teraz mamy już tylko kilka dni, aby dojechać do granicy z Rosją, gdyż kończy nam się 30 dniowy okres bezwizowy. Ponoć wolno, wyjechać i wrócić tu znów na 30 dni – zobaczymy gdzie nas wszechświat pokieruje.

 

 

 

 

Następny przystanek to Karakorum – buddyjskie klasztory Erdenedzuu chijd.

Na końcu troszkę informacji dla umysłu z wikipedii.

Miejsce najbardziej turystyczne na naszej drodze przez te 3000 km przez Mongolię, na parkingu było ze 100 marszrutek i samochodów! Masa straganów i gazarów (miejscowe bary) , obecnie z tego miejsca zrobiono muzeum. Energia rozczarowania tego miejsca – tym do czego teraz służy. Miało być prężne duchowo, a jest …… praktycznie martwe.

Stworzone zostało dla ducha (choć czy na pewno?), a ludzi bardziej interesuje architektura – niż duch. Może architekt miał czystszą i silniejszą energię niż duchowni, a może duchowni wyżej cenili dobra materialne niż ducha.

 

 

 

 

 

Niesamowite w historii tego miejsca jest również to, że komuniści zniszczyli główny datzan, a boczne się zachowały.

Według mnie miejsce ciekawe dla architekta – szczególnie budowli drewnianych.

W religii katolickiej nieraz śmiejemy się ze stawiania posągów coraz to większego Jezusa, a tutaj w każdej kaplicy duże figury Buddów. Do tego sceny raju i piekła bardzo podobne jak w chrześcijaństwie (szczególnie prawosławiu).

 

Wszystko idealizujemy – czego nie znamy.

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

 

Zarówno w buddyzmie jak i chrześcijaństwie pojawia się aspekt wyjścia poza ziemię – chrześcijańskiego raju czy buddyjskiego oświecenia (nie powracania już na ziemię). Co takiego jest złego w ziemi???

Dlaczego całe nasze życie poświęcone jest osiąganiu czegoś iluzorycznego, zamiast po prostu doświadczania szczęśliwego i radosnego życia na ziemi??? ( a może w szczęściu i radości ziemskiej jest klucz do oświecenia?)

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wizycie w turystycznej atrakcji pojechaliśmy do miasteczka na targ bez natrętnych sprzedawców, takiego typowo mongolskiego z maleńkim targiem. Gdzie obecnie pojawiły się dzikie owocki jak i również kiedrowe szyszki ( szyszki z sosny syberyjskiej, z orzeszkami podobnymi do piniowych).

 

Artykuł o orzechach kiedrowych http://brygidaibartek.pl/orzeszki-cedowe/

 

– Mam ochotę na mongolską herbatę (herbata na mleku), chodźmy do gazaru (baru) – powiedziałam do Bartka.

Przyciągnął nas jeden – gdzie było masę ludzi, a tylko trzy stoliki.

Już mieliśmy wyjść – gdy zrobiono nam szybko miejsce, a dziewczyna obsługująca ( po raz pierwszy w Mongolii) zapytała po angielsku – co chcemy?

– Herbatki – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– A są jakieś sałaty bez mięsa? – zapytałam.

– Mogę zrobić czeburieka z ziemniakami – powiedziała ze zrozumieniem.

– O super! – ucieszyliśmy się .

Po paru chwilach dostaliśmy świeżego czeburieka z ziemniakami, z sałatką ogórkowo-pomidorową.

Niesamowite – na targu w gazarze!.

Okazało się, że dziewczyna chce być wegetarianką (nawet miesiąc była, ale źle się czuła) i zaczęła z powrotem jeść mięso. Ma wiele problemów zdrowotnych i czuje, że dieta wegańska da jej zdrowie. Poza tym medytuje …………

Mieszka u Ułan Bator, a teraz przyjechała na wakacje i pomaga siostrze w barze.

Jak nie wierzyć, że podobne przyciąga podobne???

Ona zrobiła nam pyszny posiłek, a my poopowiadaliśmy o oczyszczeniu organizmu. Na pewno daliśmy jej siłę do pójścia wegetariańską drogą.

Niesamowite spotkanie, które dało nam bardzo dużo radości.

Powiem szczerze dużo więcej niż wizyta w turystycznym muzeum.

Podróżujemy dla takich spotkań.

 

A na nocleg pojechaliśmy w rejon jeziora Ozijnuur, które ugościło nas porywistym prawie całonocnym wiatrem, burzą i spadkiem temperatury do 10 stopni. Wiatr był taki, że landrynką kołysało jak do snu, czasami nawet pojawiały mi się lęki, czy landrynka nie fiknie koziołka.

Zasnęłam, a we śnie usłyszałam głos:

 

Chcesz rozgonić chmury nad sobą, a boisz się wiatru?

 

Tak, tak ile razy chcemy coś zmienić, a boimy się wstrząsów, które ta zmiana niesie.

 

 

 

 

 

Z odwagą i pełnym zaufaniem do wszechświata poddaję się zmianom

 

 

 

A ranek powitał nas słońcem, jeziorko migotało w dole, a my siedzieliśmy na górce. Czułam, się jak widź który nie jest zaproszony do udziału w sztuce. Udział brałam w innym spektaklu, gdy leżałam i medytowałam w landrynce, przyszło duże stado moich ulubionych kaszmirków i rozsiadło się w wokół, one medytowały na swój sposób, ja na swój.

Pokazały mi, że

 

siła witalna jest również w bezczynności.

 

 

 

Po południu zjechaliśmy nad jeziorko i okazało się, że jest cieplutkie, ale dziwnie zamulone (może po nocnym deszczu coś do niego spłynęło) i dlatego nie zapraszało na bliższe spotkanie, a przy jeziorku oczywiście zona turystyczna, piknikowa.

Dziękujemy cudownemu jeziorku za gościnę, za przestrzeń wody – najbardziej z niej skorzystał Giro (elf podróżujący z nami), który przy tym silnym wietrze z radością pływał na fali.

 

 

 

 

 

 

Pożegnaliśmy jeziorko i ruszyliśmy w kierunku Ułan Bator, sami nie wiedzieliśmy co nas tam ciągnie. Ruch na drodze zrobił się większy, kierowcy jeździli agresywniej, pojawiły się uprawne pola, płoty już to przerabialiśmy – inny świat, inna Mongolia.

Do tego teraz sezon przemieszczania się pasterzy-nomadów, widać wiele samochodów przewożących dobytek.

 

 

Piękne to jest na przestrzeniach przyrody – że bardzo niewiele pobudowanych jest stałych domów. Tam gdzie ludzie mieszkają od lat, zbierają dobytek którego nie ruszają , nie używają – tworzą tym bardzo zatęchłą energię.

Mongołowie sprzątają jurty wraz z dobytkiem i przenoszą się w nowe miejsce, nie zostawiając stałych budowli (no czasami zagrody dla stad).

Fajnie tak jak oni odświeżyć energię – sprzątając wszystkie kąty i wyrzucając niepotrzebne rzeczy (niekoniecznie na step).

Bo oni przecież co chwilę nie będą przewozić kilku tirów……

 

 

 

Droga mijała wolno, ok. godziny 23 dojechaliśmy do centrum Ułan Bator, które urzekło nas ….. kaszmirkiem i wielbłądem z kwiatów.

 

Od razu poczuliśmy różnicę w energii.

Czy na pewno jesteśmy w Mongolii? Dlaczego Ci ludzie wychowani w takich przestrzeniach wybierają ciasnotę miasta i życie jeden na drugim w bloku?

Wygoda ….. czy ona jest celem życia większości ludzi – naprawdę????

Gdy po północy wyjeżdżaliśmy z miasta w kierunku Ułan Ude (rosyjskiej granicy) – na drodze w mieście policja ochraniała ciało leżącego na asfalcie pieszego (najprawdopodobniej martwego) .

 

Cieszcie się, że żyjecie, że możecie podróżować, że jesteście razem…..

 

Brzęczało we wszechświecie

 

Pozwalam sobie cieszyć z tego, że żyję

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak z noclegiem po drodze, kierowaliśmy się do rosyjskiej granicy w Altanbułag, poznając kolejną odsłonę Mongolii jeszcze bardziej rolniczą, ale za to z pojawiającymi się nieśmiało drzewami.

Nie macie pojęcia jakie to niesamowite widzieć drzewa przy drodze.

 

 

Mnie dopadał smutek na dzieło człowieka. Zaczęły pojawiać się zabudowania, energia zrobiła się bardziej zastana – płoty, zagrody, ścierniska, pastwiska, smród gówna…….kanciaste domy zamiast okrągłych jurt…. To wszystko w imię polepszenia bytu….

Wysoka wibracja ruchu zastąpiła miejsca niskiej – zastanej, człowiek zszedł na ziemię i rządzi po swojemu…..

Dlaczego, dlaczego zaniżamy wibrację????

 

Pozwalam światu być taki jaki chce być i ludziom doświadczać ich życia na ich własny sposób.

 

Pozwalam sobie i światu na zmiany

 

Noc 20 km od granicy rosyjskiej, ojjj te przepisy czas opuścić cudowną Mongolię 

 

 

 

O klasztorze z wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Erdenedzuu_chijd

Erdenedzuu chijd (pisownia obecna, w polskich pracach stosowano także inne wersje, np. Erdene Dzuu[1]) (mong. Эрдэнэ-Зуу хийд) – jeden z najstarszych i największych klasztorów lamajskich w Mongolii, położony w mieście Karakorum.

Założony w 1586 przez Abataj-chana. Początkowo posiadał trzy główne świątynie: Dzuundzuu, Ichdzuu i Baruundzuu (odpowiednio: Wschodni BuddaWielki Budda,Zachodni Budda), a cały ten zespół określano jako Gurwandzuu, czyli Trzech Buddów. Pełna nazwa klasztoru, ze słowem erdene (skarb) oznacza Drogocenne Statuy Buddy. Klasztor szybko się rozbudowywał i w 1792 miał 62 świątynie i ponad pół tysiąca pomniejszych budynków. W 1734 rozpoczęto budowę wielkiego prostokątnego muru otaczającego klasztor z 27 suburganami na każdym boku, zakończoną w 1804. W 1799 zbudowano Złoty Suburgan poświęcony czwartemuBogdo gegenowi.

Jako jeden z kilku w kraju częściowo przetrwał akcję niszczenia świątyń i mordowania zakonników urządzoną przez komunistów w 1937. Do dziś zachował się zabytkowy mur otaczający kompleks klasztorny, trzy główne świątynie, kilka pomniejszych budynków oraz grobowce Abataj-chana i jego syna Gombodordż Tuszetu-chana, a także Złoty Suburgan i kilka steli kamiennych z czasówImperium Mongolskiego. Obecnie w budynkach klasztornych jest muzeum z bogatymi zbiorami lamajskiej sztuki sakralnej.

 

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *