Mongolskie powitanie

Mongolskie powitanie – 17 lipca 2015

 

 

Załatwiając ostatnie sprawy w Kosz Agacz ruszyliśmy w kierunku granicy z Mongolią. Praktycznie zaraz za miasteczkiem zaczyna się strefa przygraniczna, mimo że do granicy zostało 70 km.

 

 

W Taszandzie jest przejście graniczne Rosyjskie, a 20 km dalej Mongolskie.

Gdy podjechaliśmy na przejście, w kolejce stało ok. 30 samochodów, troszkę przeraziło nas spotkanie ze znajomymi Włochami, ponieważ już wczoraj wieczorem pojechali na granicę! Należy dodać, że granica otwarta jest od 9-18, (w Mongolii jest zmiana czasu +2 ), więc można rzec, że do 16-17 Rosjanie wypuszczają.

My przyjechaliśmy ok. g. 14.

Na granicy sporo mieszkańców przygranicznych terenów, robiących tańsze zakupy u sąsiada.

Rosjanie wnikliwie przeglądają każde auto, każdy bagaż. Rozmawiając z Włochami, którzy podróżują ciężarówką, zastanawiamy się ile czasu będziemy rozpakowywać i pakować nasze auta.

Jednak pogranicznicy dobrze wiedzą, że turyści z aut i ciężarówek terenowych nie przemycają za wiele.

Udaje nam się praktycznie w ostatniej turze wjechać na granicę.

Gdy już się wjedzie za magiczną bramę odprawa idzie w miarę szybko, kontrola celna również, dotyczy tylko psa sprawdzającego świeżość skarpetek ( wyszło ok.).

Potem przejazd przez pas buforowy i granica z Mongolią.

Dwa kilometry przed granicą kończy się asfalt.

Już po mongolskiej stronie przywitały nas potężne susliki (świstaki) i kruki, przypominając, że wjeżdżamy w magiczną krainę, w której trzeba odpuścić ocenę, a wszystko co pomyślisz wróci do Ciebie. To zwierciadło Ciebie.

Im bardziej jesteśmy otwarci na kontakt z Bogiem, duchami, tym nasze myśli szybciej się materializują, szczególnie gdy jesteśmy w miejscu które wspiera ten proces np.: na pierwotne energetycznie przestrzenie przyrody, które jak Bóg pokazują nam nas takimi jakimi jesteśmy, tak naprawdę odzwierciedlają w rzeczywistości fizycznej każdą naszą myśl. W zależności od stopnia poczyszczenia spraw przodkowych i otwarcia na wszechświat – czasami bardzo szybko – materializują myśli, emocje. Jest to bardzo pozytywne gdy coś chcemy osiągnąć, jednak w ten sposób materializują się również nasze lęki.

 

Jestem uważna na każdą moją myśl

 

Myśli, które nie chcę aby się materializowały, szybko wyłączam spod prawa przyczyny i skutku, czyli naturalnego prawa, że co myślisz to otrzymujesz.

 

 

Przed wjazdem na granicę po stronie Mongolskiej landrynka musi zdezynfekować wszystkie swoje butki, należy za to zapłacić 50 rubli (3,5 zł)

Potem odprawa, wszystko w miarę sprawnie. Najdłużej załatwienie ubezpieczenie, bo dziewczyna, która to załatwiała była nowa i się uczyła. Ubezpieczenie (nie działa w Mongolii zielona karta) 1552 ruble (110 zł.)

Byliśmy ostatni, którzy tego dnia załatwili formalności wjazdowe.

Na granicę wjechali ciężarówką Włosi (dłużej zeszła im odprawa) i Niemcy Mercedesem Unimogiem – jadący do Chin – zaczęli się śmiać, że będzie pickic na granicy, pod dachem przejścia, bo już odprawa nie czynna.

Odprawa jutro, ciekawe doświadczenie – noc na przejściu granicznym i to całkiem legalnie.

 

 

A wracając do Włochów – dlaczego praktycznie odprawiali się dwa dni. Pojechali na granicę, ale stanęli obok i spali (nie w kolejce), podjechali do kolejki ok. g. 11, a potem gdy jeden raz otworzyli bramę, wszyscy ich minęli bo siedzieli i pili herbatkę.

I tak przeprawa zajęła im 2 dni.

Gdy już odjeżdżaliśmy z granicy jak się okazało o 20-tej mongolskiego czasu (18 rosyjskiego), dobiegł nas jeden z urzędników i poprosił abyśmy go zabrali go do miasteczka Ełgij (100 km od granicy), gdyż codziennie tak jeździ do pracy i z pracy szukając transportu.

Nie za bardzo nam to pasowało, bo chcieliśmy jechać inną drogą, jednak on zapewnił nas, że przez jego miasteczko droga jest lepsza niż ta którą chcieliśmy jechać, tym bardziej, a w miasteczku są bankomaty. Jak się potem okazało był aniołem, a może wysłannikiem duchów.

Do miasteczka 80 km to droga świetnym asfaltem przy której pasły się krowy, konie i …… pierwszy raz widziane półdzikie przez nas dwugarbne wielbłądy.

 

 

I tak znaleźliśmy się w Mongolii, która od pierwszego kroku urzekła nas spokojem, nawet miasteczko. Powitała nas co prawda deszczem i burzą, tak jakby chciała oczyścić z nas wszelkie napięcia, uwolnić to co niepotrzebne.

Dziękujemy tej przestrzeni za wpuszczenie i przyjęcie, za anioła który doprowadził do miasteczka i skierował ku właściwej drodze.

 

Witaj Mongolia

 

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *