kuchnie świata ogólnie

now browsing by category

 

Włoskie lody rzemieślnicze – Gelato Artigianale.

Włoskie lody rzemieślnicze – Gelato Artigianale. czerwiec – lipiec 2018

 

2

 

Czy wiecie o tym że lody włoskie nie są wcale kręcone i z automatu?

Najczęściej na gałki lub szpachelkami nakładane do kubeczka, wafelka.

Lody w tym kraju to bogata tradycja. Dlatego lodziarnie dzielą się na te sprzedające lody przemysłowe i rzemieślnicze – wykonywane na miejscu.

Jest nawet wyższa szkoła kształcąca rzemieślników w tym temacie w rejonie Bolonii.

Kiedyś lody były tu wykonywane ze świeżego mleka, jajek, oliwy i śmietany. Teraz nie wiemy………..

 

1

 

Kręcąc się po różnych rejonach Włoch stwierdziliśmy poważna różnice pomiędzy jakością tego wyrobu. Najsmaczniejsze pokazały nam się przy Sycylii – gdzie były takie ciężkie śmietanowo- jakby serowe…….. Ale na północy, gdy już wyjeżdżaliśmy do Słowenii objawiły nam się także takie z królewskiej rodziny.

Pełny pokłon dla tej sztuki, która mnie wielokrotnie broniła przed pomysłami takimi jak pizza lub inne podobne ciężkości. Włochy to kraj „ludzi z pasją jedzenia”, i czasami ciężko jest utrzymać się tylko na owockach…………..

Jedno co było nieco trudne – 13 lat temu, gdy gościłem latem na jeziorem Garda w Dolomitach próbowałem lodów w kilku lodziarniach i wydawały mi się mało słodkie. Teraz cały kraj ma je przesłodzone………. Możliwe że wtedy jadłem więcej cukru i takie było moje wrażenie…………..teraz są za słodkie – jednak cukier w nich nie maskuje wyraźnego smaku.

 

3

Powitanie Calabrii – magiczna droga

Droga z Sapri przez Aquafredo do Playa di Mare 17-19 czerwca 2018

 

3

 

12

 

24

 

To że na półwyspie Apenińskim są góry widać na mapie Europy, ale o tym że będziemy jeździli skalistymi klifami, gdzie droga wije się po stokach gór spadających ostro do wody – tego nie przypuszczaliśmy.

A cały ten piękny odcinek zaczyna się w Sapri, które przyjęło nas chłodnym powiewem wieczoru. Zjeżdża się do niego poprzez góry zajmujące dwa parki narodowe. Zarówno droga przez góry jak i samo miasteczko ma inną miększą energetykę. Od razu poczuliśmy odprężenie. Mniej hoteli, tu sezon jeszcze się nie zaczął, w plażowej knajpce całe rodziny – mieszkające zapewne w niedużych pensjonatach. Poczuliśmy takie zaopiekowanie przestrzeni, że postanowiliśmy spać na przyplażowym, ale jednocześnie przydrożnym parkingu.

 

32

  • Są czasem takie przyjazne miejsca – jak zauważyła Brygida – że nawet jak to jest hipermarket to Cię przyjmie i się tobą zaopiekuje lepiej – niż dzika przyroda z którą rezonujemy……

    I tak było i tutaj. W sklepowej supermarketu garmażerce obsługa przygotowuje z uśmiechem w wielkich garach różne potrawy kuchni Włoskiej. Kilka z nich to wegetariańskie specjały. Mamy zatem możliwość kupić i popróbować ich w niewielkich ilościach, za to wielu dań. Na czoło wychodzi makaron pływający w gęstym białym sosie, smażona cukinia, ziemniaczki z rozmarynem.

Wieczorem obserwujemy życie miasteczka w pobliżu promenady nadmorskiej. Spora część przechodniów biega z pudełkami z pizzami. I to nie po jednym, ale czasem niosąc i pięć. Wszystkie tropy tych pizzożerców wiodą do knajpeczki w bocznej uliczce, niedaleko rynku. Knajpka pełna, a przy barze czeka kilkoro klientów na swoje zamówione dania na wynos. Atmosfera jedzenia, wręcz fascynacji jedzeniem, lub radości z konsumpcji jest tu tak wielka, że my także ulegamy jej sile. Zamawiamy margaritę na wynos. Mają rację Ci którzy zjeżdżają się do tego lokalu z całej okolicy. To jedna z najlepszych pizz jakie próbowaliśmy w swoim życiu.

33

 

Droga biegnąca klifowym wybrzeżem ma długość niespełna 30 kilometrów. Jej piękno jest połączeniem natury i dzieła człowieka , który przy swoich siedzibach nasadził egzotyczną roślinność. Wczesna pora roku powoduje „kwiatowy zawrót głowy” , a zieleń jest mocna i soczysta. Różnorakie palmy mieszają się z różem kwitnących bugenwilli, oleandrów.

Jesteśmy tak zauroczeni tym kawałkiem Włoch że przejeżdżamy tę drogę jeszcze raz tam i z powrotem.

1

 

4

5

 

Nawet zatrzymujemy się w połowie drogi w Aquafredo, gdzie szukamy pokoju. Niestety hotele, czy domy południa Włoch nie mają ogrzewania, zatem panuje w nich pozimowa stęchlina i wilgoć – która zapewne ulatnia się w czasie wakacyjnych upałów.

13

 

11

 

15

 

16

 

Teraz lepiej mamy w naszej Landrynce…. Zaprasza nas natomiast malutka plaża. Jest tak położona głęboko w klifie że chodnik wije się w dół odsłaniając kolejne skały z agawami na pierwszym planie.

A sama plaża jest smutna…powtarzające się ulewy naruszyły otaczające ją ściany skalne, co w konsekwencji powoduje lęk do jej odwiedzania przez turystów. Niegdyś zapewne nieodparte piękno i chluba miasteczka, dziś problem i wygląda jakby władze chciały o niej zapomnieć…..

Sytuacja sprzyja zatem kąpieli bez niepotrzebnego moczenia stroju kąpielowego……. pozdrawiamy Cię zatoczko z plażą – kiedyś na pewno odzyskasz swój blask….. Dałaś nam radość kąpieli i ofiarowałaś zabawę balonikiem

21

 

18

 

17

 

19

 

Dziękujemy piękna drogo,a w Playa do mare przywitaliśmy się z Calabrią

 

7

 

10

8

 

9

 

6

Między Karelią, a Murmanskiem

Między Karelią, a Murmańskim obwodem – województwem 11-14 sierpnia 2016

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

23

 

3

 

Pożegnawszy naszą kochaną Warię – biełuszkę, jeszcze postaliśmy jakiś czas między jeziorami, aby potem ruszyć w nowe.

1

Czas pożegnać niesamowicie gościnną nam Karelię, republikę autonomiczną i udać się do obwodu murmańskiego. Można z naszej perspektywy powiedzieć, że są to województwa,  wielkości połowy czy 1/3 Polski z zaludnieniem poniżej 1 mln, większość skupiona w miastach, więc można nasycać się pięknem przyrody.

W Karelii jest to prostsze z uwagi na brak zon wojskowych, które są normą w obwodzie murmańskim. Szczególnie wybrzeże morza Barentsa.

Militarne znaczy zamknięte tzn, że choć jest droga na mapie to nie do końca można tam jechać.

Praktycznie to małe państwa, które tak jak w każdym dużym państwie mają zarówno prawo federalne jak i własne. Wyjazd poza kraj, obwód wiąże się z włączeniem roamingu w telefonie (obecnie firmy prześcigają się, aby ułatwić podróże po Rosji i jest to to stosunkowo tanie) , nawet inne oferty są w poszczególnych obwodach, są inne supermarkety itp

Karelia bardzo różni się od obwodu murmańskiego.

W obwodzie murmańskim domy bardziej zadbane, kosze na śmieci na ulicach (sprzęt nie do końca znany w Karelii), większa czystość, porządek i ludzie bardziej rozgarnięci – co powoduje, że bardziej przemieszczają się (co widać na drodze Murmańsk – Petersburg), więcej ich w lasach, nad jeziorami. Karelia za to jest bardziej dzika, pogubione jeziora, nieprzebyte lasy nawet w środku lata bez ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

2

20

Dwa światy zakotwiczone tak blisko siebie.

Energetycznie Karelia miększa, łagodniejsza, troszkę smutna, pogubiona, wystraszona. Obwód murmański silny, pewny siebie, ale za to bardziej napięty i agresywny.

To tylko czuć w miejscach zurbanizowanych, poza nimi jest przyroda ze swoją dziewiczą mocą. A tutaj na styku tych krajów praktycznie żadnej różnicy, tajga z grzybami większymi niż stopa, lasy z moim ukochanym dywanikowatym chrobotkiem. Jagody, jeziora i jeszcze ukochane morze Białe.

22

21

19

W Zielenoborskij lokujemy się na głównym placu obok urzędu miejskiego i szkoły – uzupełniamy internet. Nawet w pewnym momencie rozwieszamy sznurek (kupiłam na targu nowy ręczniczek i chciałam go uprać). Ludzie jadą, przechodzą, nikogo to nie dziwi. Ktoś stoi, suszy rzeczy bo tego potrzebuje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Tak, nie ma u nas infrastruktury – często słyszymy w Rosji – czytaj kempingów, dużej ilości hoteli. No tak, ale gdyby były – ich właściciele na pewno wywieraliby naciski na władze, aby nie pozwalać na takie zachowania – jak spanie, pobyt poza nimi. A tak jak tu, gdy nikt nie ma w tym interesu, nikomu to nie przeszkadza, jest to dozwolone.

Spokojny z szacunkiem do okolicznego otoczenia postój, praktycznie wszędzie.

Tak szczerze powiedziawszy to wolę spać na przyrodzie, a w nie we większości rosyjskich miasteczek, bo trzeba mieć naprawdę pozytywne postrzeganie, aby uznać je za ładne.

Dlatego śpimy w nich tylko dla zasięgu internetu.

A w miejscowym sklepie odkrywamy nalewkę w maroszki na miodzie, ojjj ten cudowny smak niebo w gębie.

Potem po alkoholu wypijam w nocy litr czy więcej płynów, ale znajomy pełen wysokiej wibracji Olieszyna smak jest w tym momencie tego wart.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I kolejne lasy, którymi nie mogę się nasycić, chrobotek, grzyby – znane nam jak prawdziwki, kozaki i te mniej znane, jagódki.

18

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

16

Potem Kandalaksza jedno z bardziej sympatycznych miasteczek, gdzie uzupełniamy soki pomidorowe (nasz ulubiony – poza kompotem z borówek – napój), ziemniaczki, odkrywając jakiś bar zamawiamy wegetariańską pizzę na razowym cieście.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Siedzimy popijając soczek i czekamy na pizzę – z głośników leci agresywna muzyka, w każdym z 3 telewizorów inny film – wszystkie akcji, brutalne. Film, muzyka, wszystko agresywne.

Po 10 minutach stwierdzamy, że po co tu weszliśmy?

Potrzeba jakiś starych energii wejścia do knajpy.

Czy z tą pizzą, mamy zjeść tę agresję z telewizorów – zastanawiamy się.

Decydujemy się wziąć pizzę do najlepszej kawiarni, restauracji świata czyli naszej landrynki.

Dostajemy ją w pudełku przewiązanym czerwoną wstążeczką. Jest piękna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo często zauważamy w tej części Rosji, ze pizza traktowana jest tutaj jak tort. Tworzy się je piękne i sprzedaje zimne w hipermarkecie w pudełeczkach z kokardkami.

Świeże jedzenie w rosyjskich knajpach to niestety stary temat o którym zapewne pisaliśmy w czasie drogi na Syberię.

W Rosji lokale to: restauracja, kafe, stołowaja.

Kafe nie ma nic wspólnego z naszą kawiarnią, jest coś w rodzaju niższej jakości restauracji – taki bar. Tutaj jedzenie przygotowywane jest rano przez kucharki, a potem podgrzewane w mikrofali (łącznie z frytkami, pizzą, kotletami itp.). W kafe jest zazwyczaj piwo, czasem ciastka.

Stołowaja jak nasza stołówka tylko jedzenie jest przygotowywane na świeżo wcześniej, a potem odgrzewane. Najniższy poziom gastronomii, ale często można tam znaleźć coś fajnego i czasem nawet świeżego tzn teraz przygotowanego. 

Restauracja – tutaj jedzenie przygotowywane jest na świeżo. Najwyższy poziom.

W sumie dobrze, że niewiele jemy i nie musimy korzystać z tych przybytków, bo kuchnia rosyjska z rzadka jest dla nas smaczna, szczególnie w odmianie wegetariańskiej.

Pizza poza tym, że była ładna, mało nam smakowała i mieliśmy dużo radości z tego co robią stare pragnienia z człowieka.

Nawyki, które były kiedyś generują energię, która teraz już nam nie odpowiada.

Uwalniam się od nawyków jedzeniowych , które już mi nie służą, które zaniżają wibrację ciała

Wprowadzam w moje ciało energie, które powodują, że moje ciało podnosi swoje wibracje.

Miasta, miasteczka nawet najpiękniejsze szybko nam się nudzą, a w przyrodzie możemy trwać i być.

15

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I aby dalej sycić się morzem Białym i przyrodą skręciliśmy na wschód na jego północne wybrzeże, gdzie 250 km wzdłuż wybrzeża prowadzi droga do wioski, którą zamieszkuje 300 osób (a po drodze jest miasteczko 5000 mieszkańców i kilka przysiółków po kilkadziesiąt osób). Kochane morze zaprasza nas dalej.

Dziękujemy i na pierwszą noc „lądujemy” koło labiryntu.

Jedzeniowe refleksje z wyspy na morzu Białym

Jedzeniowe refleksje Kuzowa 8 lipca do 2 sierpnia 2016

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Na Archipelag Wysp Kuzowa pojechaliśmy z małą ilością własnego jedzenia, dzikie miejsce – zero sklepu, restauracji. Za to źródełko z pitną wodą, grzyby w lesie,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

16

14

jagody, laminaria (morska kapusta) i fokus w morzu (kulki smakujące jak ogórki małosolne)

13

12

iwan czaj (wierzbówka kibrzyca na herbatkę). I dobrzy ludzie.

Zresztą mogliśmy testować bycie na czystej pranie, gdybyśmy chcieli zostać, a nie byłoby co jeść. Nie było jednak takiej konieczności. Rękami aniołów wszechświat niemal wciskał nam pożywienie. A będąc w miejscu wysoko wibracyjnym programy wychodziły i tak same szeroką rzeką.

Zresztą to co pokazał nam świat dookoła było niesamowite.

Już drugiego dnia pobytu na wyspie przyszedł kucharz gotujący dla wycieczek jednodniowych przypływających na wyspę na zwiedzanie z obiadem – z biura „Karelia Tour” mówiąc – dziś grupa nie przyjedzie jest sztorm, zabierzcie chociaż trochę zupy (nie dołożyłem tam mięsa) szkoda jej – inaczej się zepsuje, warzyw, chleba – miało być 45 osób.

Na nasze stwierdzenie – „mamy mało jedzenia” – dostaliśmy szybką odpowiedź – zostańcie na wyspie, tu Was nakarmią!

Uwalniam się od lęku, że nie będę miała co jeść

Mam świadomość, że wszechświat się o mnie troszczy, gdy jestem na swojej drodze

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zresztą od razu zauważyliśmy, że gdy tylko pojawiła się świadomość braku jedzenia, mimo że nie nastąpiło to jeszcze na planie fizycznym – to zaczęły wychodzić różne, silne programy.

U mnie, że nagle bałam się dzielić z innymi tym co miałam.

Uwalniam się od lęku, że gdy mam mało, nie mogę dzielić się z innymi, bo dla mnie zabraknie.

Mam świadomość, że wokół mnie jest wszystkiego pod dostatkiem i wszechświat jest dla mnie hojny

Bartek zaczął znów dużo jeść, jakby chcąc zgromadzić w sobie zapasy

Uwalniam się od przymusu gromadzenia zapasów również w swoim ciele

Uwalniam się od przymusu obciążania swojego ciała, psychiki zapasami

Żyję w pełnym zaufaniu, że wszechświat o mnie dba i dostarcza ich we właściwym momencie

Tak, tak daje to co właściwe, a nie to co nasz umysł chce.

Pragnienia umysłu, jego programy często powodują, że mimo że jest dostatek wokół nas – nam wydaje się, że nic nie ma.

Bo nie ma tej jednej rzeczy, której pragniemy!

Pamiętam jak jeszcze kiedyś Bartek wpadał do kuchni, na kuchence garnki z jedzeniem, pełna duża lodówka warzyw, serów itp., w szafkach kasze, w zamrażalniku pierogi, krokiety z grzybami – ale w chlebowniku nie było chleba.

– Nie ma co jeść!!! – mówił w emocjach.

– Co Ty robisz – mówiłam do niego – obrażasz Boga, Wszechświat za ich chojność.

Jednak mimo że miał tego świadomość, brak chleba był równoznaczny dla niego z brakiem jedzenia.

I co kreował???

Tylko należy zauważyć, że nie mówił – jestem głodny i chcę jeść, tylko nie ma co jeść.

Ciało jeszcze jedzenia nie potrzebowało tak naprawdę, na razie jeść chciały tylko zapisane lęki, programy.

A jedzenie to był chleb.

Tego dnia i następnego wszyscy turyści na wyspie jedli zupę z „Karelii Tour”. Nawet następnego dnia poczęstowaliśmy nią poznanego w porcie kajakarza z Moskwy – Żenię, który w międzyczasie ze swoją dziewczyną przypłynął na wyspy. Symbolika tego wydarzenia była wielka – nie mieliśmy wcześniej, a chwilę potem to my częstowaliśmy , cuda…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po czasie pojawiała się potrzeba smaków i ona chyba była najsilniejsza. Bo na samych borówkach moglibyśmy spokojnie przeżyć, jednak umysł szukał atrakcji.

Nawet suchy chleb smakował jakoś inaczej, inaczej – bo miał inny smak .

Uwalniam się od ciągłego przymusu doświadczania nowych smaków

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fakt, że jak dowiedzieliśmy się na wykładach z fizjologii jedzenia od R. Sułtanowicza (profesora fizjologii uniwersytetu w Petersburgu) im więcej smaków i informacji jedzeniowych dostarczamy do siebie tym więcej organizm tworzy przeciwciał (tutaj mogłam namieszać, ale czegoś na pewno tworzy) i dzięki temu nie mamy skłonności do alergii.

Zauważyłam mechanizm, że jak ciało się nasyci jakąś informacją jedzeniową, to potem już jej nie potrzebuje, więc chyba warto obserwować, to do czego organizm ciągnie, zamiast zmuszać go do ograniczenia pewnych potraw (na chwilę nie ma problemu, ale na dłużej jest).

I właśnie zauważyliśmy, że chleb szczególnie biały wek nam tu na wyspach smakuje, a nawet gdy dostaliśmy kilogram mąki – zrobiliśmy na ognisku żyngelow hasa – placek z ziołami rodem z Nagornego Karabachu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pisaliśmy o nim :

http://brygidaibartek.pl/nagorny-karabach-powitanie-i-kulinarne-odkrycie-wyjazdu-zjengjalow-has/

http://brygidaibartek.pl/zielona-potrawa-dlugowiecznych-karabachow-zhengyalov-has/

Robiłam pierwsze w życiu pierogi z grzybami i borówkami…też na ognisku.

18

19

20

Jeszcze jakaś potrzeba mąki jest, jej informacji – szczególnie w sytuacjach gdy pojawia się brak. Taki prosty program tego za czym tęsknili w czasach głodu nasi przodkowie.

Rodziła się w nas pokora do tego co oferuje wszechświat pod postacią okolicznych ludzi. Szczególnie dotyczyło to Bartka, który od dziecka bronił się przed spożywaniem pewnych pokarmów i często również gdy inni chcieli go częstować tym czego nie chciał – reagował wręcz nieprzyjemnie agresywnie – odrzuceniem gościny. Wszystkich traktował jak swoją matkę, czyli osobę która wpycha mu to czego nie chce jeść.

A gdy z czymś walczymy to to wzmacniamy.

Zrezygnować z czegoś można tylko wtedy gdy świadomie zaakceptujemy, że tak jest i będziemy chcieli to zmienić.

Następna naszym zdaniem zasada, aby z czegoś zrezygnować należy mieć do tego szacunek, gdy się go nie ma cały czas się jest uzależnionym od tego.

Po prostu pogodzić się z tym jak jem i świadomie z tego zrezygnować, bez przejmowania się otoczeniem.

Więc jeszcze raz:

Akceptuję mój aktualny sposób odżywiania i mam szacunek do spożywanej żywności, niezależnie jaka jest.

Jak mówił R. Sułtanowicz najbardziej służy naszemu zdrowiu to co nam smakuje. I gdy przestajemy jakieś jedzenie uważać za złe, zakazane, za jakiś czas nasycamy się tym i nie sięgamy po nie.

Poza tym jedząc i krytykując to co jemy, jaką energię w siebie wprowadzamy???

Uwalniam się od przymusu agresywnego odrzucania tego czym chcą ugościć mnie inni,

Z szacunkiem, wdzięcznością odmawiam darom wszechświata, gdy nie mam na nie ochoty

Mam świadomość tego, że każdy gości mnie na swoim poziomie.

Uwalniam się od wstydu, braku akceptacji przed swoim sposobem odżywiania

Akceptuję moją drogę odżywiania

Podróż, a już tym bardziej pobyt na wyspie uzmysłowił nam fakt, że pewne – nawet chemiczne, przetworzone produkty smakują nam jedzone od czasu do czasu – jak makaron z borówkami, czy ziemniaki piure z torebki z grzybami, czy nawet zupka w proszku. Zresztą R. Sułtanowicz też o tym mówił, że większość ocen co dobre czy złe dla zdrowia, nie jest robione z uwagi o dbanie o nasze zdrowie, ale z uwagi na możliwość większej sprzedaży produktów.

Najlepsze jedzenie to takie jakie mi smakuje i służy mojemu ciału.

To moja główna zasada i nie znam innej. Ileż razy powtarzam, czy do swojego samochodu wleje się paliwo, po którym samochód będzie ociężały, pierdział i ledwo jechał????

Pod względem obserwacji właśnie programów jedzeniowych był to niesamowity czas. Czas również zgody na siebie samego pod tym względem. Szczególnie dla Bartka, gdyż ja od dziecka mogłam jeść co chciałam (mięso zaczęłam jeść ze względów społecznych, nie rodzinnych), on natomiast był zmuszany do jedzenia.

Obserwowaliśmy jak dbano o nas, główny strażnik wyspy Zachar, widząc, że krępujemy się brać od innych jedzenie, przynosił nam chleb mówiąc:

– Jaka różnica u kogo się zeschnie.

Czasami strażnicy przyrody gościli nas pomidorami, ogórkami, cebulką, nie mówiąc o pomarańczy czy nektarynce, które były największymi darami wszechświatami.

Takim innym smakiem.

Jak się potem okazało takim zachłyśnięciem się innym smakiem.

Chwilową atrakcją.

Nie ciągnęło nas do mięsa, ryb, tłuszczy, troszkę pojawiał się nabiał jako mleko do kawy, Bartkowi zasmakował raz na warsztacie makaron z tartym w pył jak parmezan – serem z Himalajów.

Pojawiła się niesamowita radość z gotowania na ognisku. Ochroniarze pożyczyli nam blaszankę i patelnię. Bez tego nie bylibyśmy w stanie ugotować wody, gdyż jedna butla campinggazu dawno by się skończyła. Taka prostota życia. Ciepło…

8

Rosjanie to mistrzowie gotowania na ognisku, praktycznie nikomu nie przyjdzie do głowy aby ugotować wodę na gazie (często w ogóle go nie mają), tylko pierwsze szukają gdzie rozpalić ognisko.

Cieszyło mnie to niesamowicie, grzyby z cebulką z trochą wody, czasem do tego ziemniaczek, czasem szczawiowa zupka z ziemniaczkiem, czasem z laminarią (morską kapustą ).

A laminaria, która rośnie w morzu do spożycia najlepsza jest po wysuszeniu. Nie wiem dlaczego sama z siebie świeża jest napompowana wodą i nie zbyt dla nas smaczna. Już po lekkim podsuszeniu robi się dobra, a gdy się ją wysuszy to można dodawać do potraw, wtedy znów ciągnie wodę i staje się większa. Lub można jeść tak jak uwielbiał Bartek – jako prawdziwe, najbardziej prawdziwe na świecie Sushi, bez żadnych przeróbek. Owijal nią co tam miał. Czasami chleb, ogórek, czasami kiszoną kapustę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Dostaliśmy trzy małe główki i w butelce po 5 litrowej wodzie – ukisiliśmy.

Rodził się też szacunek do najmniejszego kawałka jedzenia. Szacunek, wdzięczność. Tak wdzięczność, bo można z czegoś świadomie zrezygnować, ale niekoniecznie to wcześniej opluwając, i odrzucić nie będąc pogodzonym z tą rzeczą , człowiekiem, sytuacją… (np. wierzeniami naszych rodziców, przodków)

Jestem wdzięczna za to wszystko co nam do jedzenia, czym wszechświat chce mnie karmić, niezależnie czy z tego skorzystam czy nie.

Piliśmy kawę – jak była (zresztą Zachar jak się dowiedział, że lubimy kawę dbał abyśmy ją mieli).

Zachar pozwolił nam nazbierać Iwan Czaj na jednej z sąsiednich wysp, przefermentowaliśmy go potem i zrobiliśmy pyszną herbatkę – niedługo będzie filmik o Iwan Czaju w której rozgotowywaliśmy borówki i wychodziła super.

Innym razem na warsztacie tummo pozbieraliśmy porzucony bez szacunku Iwan Czaj – nazbierany na jakieś tam imieniny i przez solenizantkę od razu rzucony w kąt. Taka bezmyślność, tym bardziej, że został pozbierany z pięknego kawałka malutkiej łąki, który sycił oczy każdego kto tam przechodził.

Sama zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie mam ochoty zbierać kwiatów na wianki, patrzę na nie i pozwalam im żyć do końca ich dni.

Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, że nie będę musiała zbierać jagód, grzybów i innych darów przyrody. Tylko będę mogła patrzyć na oblepione jagodami krzaki, i między tym grzyby. Może od czasu do czasu poczęstować się listeczkiem czy jagódką, ale tyle……

Nie macie pojęcia, jak pięknie wygląda las pełen grzybów, borówek itp.

22

21

15

Zresztą już wiele razy pisałam o tym, w sprawie zwierząt. Przecież te, na które nikt nie poluje są blisko człowieka, przyglądają mu się, a gdy następuje walka i polowania uciekają – jak mogą głęboko – w las.

Żyję w harmonii z otaczającym mnie światem

Na koniec może parę słów o warsztacie tzn. o jedzeniu na nim, bo rozpisałam się bardzo, ale jak opisać 25 dni krótko, gdy tak wiele rzeczy w tym temacie się działo.

Na warsztacie jedzenie przygotowywane było na ognisku przez kucharkę, której codziennie pomagali dyżurni.

Jak na rosyjskie jedzenie (porównuję do tego z innego warsztatu, którego gdzieś wcześniej doświadczyłam) – było bardzo bogate.

Na śniadanie zupa mleczna, czy makaron z np. serem z Himalajów, czy kasza nawet z kawałkami moreli, czy rodzynek. Do tego kromka chleba posmarowana masłem z grubym kawałkiem sera, często po łyżce surówki z marchewki przyrządzanej po rosyjsku z czosnkiem .

Na obiad sałatka najczęściej z kapusty lub buraków – też łyżka,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zupa – zazwyczaj z dodatkiem na cały kocioł dwóch konserw jakieś mielonki, aby miała posmak mięsa.

kasza, makaron również z aromatem smakowym mielonki….

Kolacja już jedno danie – kasza, makaron, ryż zazwyczaj z mielonką…

Troszkę było wariacji herbacianych 

10

Zazwyczaj było jedno danie w ciągu dnia bez mięsa, więc jedliśmy jedną łyżkę na 2 osoby (czytaj łyżkę – nie chochlę) + ewentualnie łyżkę sałatki.

Czytając ten opis należy mieć świadomość, że rosyjskie porcje są na poziomie przedszkolnych za moich czasów, czyli ok. 200 ml zupy czy kaszy, makaronu na śniadanie, obiad to: ok 100 g sałatki, zupa ok 200 ml, drugie danie z 3 łyżki…..czegoś. Kolacja też 2-3 łyżki kopiaste i tyle, do tego kromeczka chleba. Wszystko mało tłuste i mało mięsne. Ważny smak. Jakby u nas ktoś dodał łyżkę czy dwie skwarek do 10 litrów zupy.

Jest jeden wyjątek ryba, wtedy je się ją nawet bez niczego – samo mięso.

Mnie zaraz się przypomina, jak poznałam Bartka, a jego mama myślała, że jak do potraw doda mało mięsa, uda się jej okłamać mnie właśnie taką łyżeczką, która tutaj jest po prostu mięsem w standardowej ilości. W Rosji się po prostu tak jada…., nie z biedy tylko przekonania… że tyle wystarczy. I tak mówią że tu szczególnie na północy jedzą tłusto – bo jest zimno i muszą mieć mięsna dietę.

Zresztą po co dużo jeść???

Czy to znowu nie wymysł marketingu, podchwycony przez nadopiekuńcze matki???

Po co przerzucać przez siebie takie ilości pożywienia. Zresztą czy takie jedzenie zachowuje zdrowie???

Chyba wyraźnie widać po Amerykanach – co powoduje i co napędza (suplementy, lekarstwa itp.).

My sami ostatnio mało jemy, szczególnie Bartek przestał przez siebie przerzucać dużych ilości pożywienia, a powoli zaczyna mieć odwagę sięgać tylko po to co mu smakuje.

Uwalniam się od przymusu jedzenia dużych ilości pożywienia

Jem tyle ile to służy mojemu ciału

Uwalniam się od lęku jedzenia tego co mi smakuje – „zaszkodzi mi, jest niezdrowe, będę po tym chory „

Najzdrowsze jedzenie jest takie jakie mi smakuje. Ufam swojemu ciału w tym zakresie

I tak można byłoby pisać i pisać …… jednak może na tym zakończę i z pełną wdzięcznością jeszcze raz podziękuję wszystkim istotom, które nas karmiły, wszystkim produktom, które zechciały stać się częścią naszego pożywienia, a przy okazji częścią nas. Sobie, że pozwoliliśmy to sobie zobaczyć, duchom wyspy, morza, że wspomogły nas w tym procesie.

24

23

Wegetariańska uczta u Tatarów i refleksje o zakorzenieniu

Kazań 5-6 grudnia 2015

 

 

I znów byliśmy w drodze, gościł nas dziadek Ural, który znów dał to co najlepsze i najbardziej nam potrzebne w danym momencie – czyli szybki i w miarę komfortowy przejazd. Po tym jak jeszcze w Czernoucze silne mrozy zelżały do 0 stopni, czasami sypało, czasami świeciło słońce. Drogi były zazwyczaj dobre, więc w swoim rytmie dotarliśmy do Kazania.

Miasta, które w tamtą stronę bardzo nas ugościło, pokazało w przepięknym słońcu.

Teraz było szare, bure, praktycznie bez śniegu, który zgubił się gdzieś po europejskiej stronie Uralu, do tego bez udekorowanego świątecznie miasta – w końcu jesteśmy w stolicy Tatrstanu czyli islamskiej republiki.

Popatrzyliśmy na siebie troszkę zdziwieni – jeszcze tylko wpadniemy do baru wegetariańskiego , latem było tam cudowne świeże (co rzadkość w Rosji) i bardzo tanie jedzenie (co też rzadkość, gdyż jedzenie wegetariańskie lansowane jest jako coś modnego, luksusowego bardziej niż pospolitego, biednego).

Nagle na głównym deptaku drogę „zagrodził” nam hotel Nogai. Widziałam go na bookingu i wiedziałam, że mają tanie pokoje, a chcieliśmy się już umyć (przy drogach hotele są w granicach 1500 – 2000 rubli (90-120 zł) za noc w skromnych pokoikach z łazienkami).

Tutaj za przepiękny duży pokój ok. 40 metrów (łóżko, komplet wypoczynkowy, łazienka) 2200 rubli (130 zł) plus 180 9 10 zł ) za parking. Wszystko jeszcze pachnące nowością, gdyż hotel był niedawno remontowany. http://www.hotelnogai.com/

Jakaś bajka, chyba Kazań nas bardzo lubi stwierdziliśmy, a opatrzność czuwa.

Bowiem gdy zapłaciliśmy za hotel zaczął bardzo gęsto sypać śnieg. Sypiący śnieg jest przepiękny pod warunkiem, że nie jedzie się po zatłoczonej drodze.

Wszystko zależy bowiem od punktu siedzenia, patrzenia.

I teraz właśnie mogliśmy się cieszyć śniegiem, każdym spadającym płatkiem, ulica która parę chwil wcześniej była czarna, teraz zrobiło się przepięknie biała, nabrała światła, nabrała życia.

Wegetariańska restauracja jeszcze bardziej nas urzekła niż latem, nie tylko ilością potraw, ale ich dobrym smakiem i ceną, która powoduje, że część ludzi stołuje się tutaj jak w taniej czy wręcz bardzo taniej stołówce. A może u nas bary mleczne mogłyby być w części wegetariańskie (byłaby dotacja i jedzenie byłoby tańsze). Osoby obsługujące i Panie kucharki bardzo zadowolone z faktu, że obcokrajowcom smakuje. Wszystko w takiej niesamowicie dobrej energii. Takiej radości tego co robię.

 

Cieszę się z tego co robię i tą radością karmię innych

 

 

 

 

Kazań oczarował nas swoją regionalnością, pojawiły się nie tylko słynne tatarskie czak-czaki (rodzaj słodkości), w różnych różniastych formach, ale również inne tatarskie symbole.

Regionalizm którego bardzo nam brakowało w podróży przez Syberię, tutaj jest bardzo silny. Takie zakorzenienie tego miejsca, tej republiki, co daje na pewno niesamowitą siłę tym ludziom.

Zakorzenienie każdemu człowiekowi daje siłę, niezależnie czy mieszka na terenie danego miejsca czy nie. Wypieranie swoich korzeni, ucieczka przed nimi daje to, że nie można poczuć swojej tożsamości, własnej wartości swojej siły.

Zakorzenienie to poznanie mocnych i słabych stron miejsca z którego się pochodzi, czy pochodzą najbliżsi przodkowie i przyjrzenie im się, z asimilowanie w sobie.

Polakom polecam szczególnie w obecnej sytuacji politycznej wypisanie wszystkich cech Polaków negatywnych (co znając naszą mentalność przyjdzie łatwo) i poszukanie pozytywnych i wypisanie również

 

Taka, taki jestem w tym co pozytywne tkwi moja siła, a nad tym co negatywne będę pracował

 

Gdy zaakceptujemy swoje korzenie dostaniemy wsparcie swoich działań od całych zastępów Polaków, poczujemy tę siłę, siłę która przede wszystkim da nam wewnętrzną pewność siebie taką prosto z serca.

Popatrzcie na narody, które są silne??? Te których obywatele są dumni z tego, że są przedstawicielami tego narodu, znają swoje cechy pozytywne.

A Ci wiecznie wystraszeni i negujący skąd pochodzą?

Pamiętajcie, że każdy człowiek ma plusy i minusy i ważne jest na czym się skupimy. Tak jak postrzegamy swoje korzenie, tak w dużej części postrzegamy siebie.

 

Pamiętanie o tym skąd pochodzimy, to jak pamiętanie o matce, która dała nam życie….

 

Podziękowaliśmy Kazaniowi za kolejną cudowną gościnę, za refleksje nas swoją tożsamością, obiecaliśmy powrót niebawem i w mikołajkowej atmosferze pojechaliśmy na zachód.

Na pierwsza wizyta w Kazaniu http://brygidaibartek.pl/z-wizyta-w-tatarskiej-stolicy-i-o-pomocy-w-rosyjskim-wydaniu/