emocje

now browsing by tag

 
 

Nie będę jadł przyjaciół posprzątam świat

Servey – Nie będę jadł przyjaciół, posprzątam świat 20 październik

 

 

 

Po wodę pitną pojechaliśmy 60 km przez diuny, wyschnięte brody, 2 godziny jazdy. Można gdzieś poszukać bliżej studni, do gotowania nie ma problemu, jednak do bezpośredniego picia wolimy wodę butelkowaną, a może też przestrzeń zamknęła się na diunach dla nas i brakiem wody objawiła konieczność odjazdu.

Jechaliśmy już znajomą drogą wtapiając w jej rożne odsłony.

Bartka zaskakiwały czasem niemiłe kolejne przeszkody terenowe, w momencie gdy odwracał na sekundę uwagę.

 

– Dlaczego nie mogę być bezpiecznie prowadzony??? – Zaczął się zastanawiać.

 

-Ustawmy to – zaproponowałam.

 

Zaczęły wychodzić różne programy, że należy iść do celu nie oglądając się na boki, że …. należy to i to…… i nagle…

 

– Żer – krzyknęłam będąc w roli podświadomości, zaciskając zęby tak mocno, że myślałam, że je połamię, a Bartkowi chciałam coś wrzucić nawet nie do ust, a od razu do przełyku.

 

– O co chodzi z tym jedzeniem? – padło pytanie.

 

– Żer – krzyczałam jako jego podświadomość – wściekła na cały otaczający świat.

 

A Bartek bardziej się bronił i zaciskał, odrzucał mnie.

 

– Dlaczego muszę jeść?

– Dlaczego mam taki opór przed jedzeniem?

– Dlaczego w jedzeniu jest tyle agresji?

Padały kolejne pytania.

Bartka mama jest, a pewnie i była wielką fanatyczką wpychania w innych jedzenia, oszukiwania składu – co jest w potrawie, dokładania więcej – gdy ktoś nie widzi mu do talerza, a przy tym nie mającą ani daru, ani energii do gotowania.

Gdy się pojawiłam – też próbowała mnie oszukać wkładaniem mięsa do potraw, myślała zapewne, że nie mam smaku. A Bartek wręcz się ze mną kłócił, mówiąc „skoro tak powiedziała” – tak jest i zjadał, a potem przez cały wieczór bolał go żołądek.

Zresztą rozpoznawać smak to ja go uczyłam, gdyż jak sam mówił, rzadko smakowało mu coś co zrobiła jego mama, gdy był dzieckiem, a potem nauczył się to połykać wręcz, bez uczucia i zauważenia smaku.

 

Uwalniam się od przymusu napełniania jedzeniem które mi nie smakuje i nie pasuje energetycznie

 

Pozwalam sobie delektować smakiem

 

Jednak sam smak i przymus jedzenia tego co było złe i smakowo i energetycznie – nie za bardzo uspokoiło podświadomość.

 

A gdy trochę puściło jej szczęki, zaczęła płakać histerycznie (pierwszy raz Bartka podświadomość płakała).

 

– Dlaczego płaczesz? – pytał Bartek.

– Ja nie chcę zjadać przyjaciół – szlochała podświadomość.

 

– A dlaczego musisz zjadać przyjaciół? – dopytywał .

 

– Żer to – odpowiadała w agresywnym szlochu podświadomość.

 

Uwalniam się od przymusu jedzenia mięsa i nabiału.

 

Jem to co jest zgodne ze mną i buduje moje ciało.

 

 

 

Okazało się przy ustawieniu, że Bartek ma więcej emocji gdy je – niż nie je, przeciwnie jak większość, tak że wraz z jedzeniem dostarcza również masę emocji. Pamiętam z jeszcze niedawnego okresu, że im bardziej była trudna energia w jakimś miejscu, im mniej smaczne i trudniejsze energetycznie jedzenie – tym chętniej tam ciągnął.

Taki model miał z domu i ciężko było mu go puścić.

 

Bartek jako dziecko miał skazę białkową, z przedszkola mięso wynosił w ustach, jednak dalej był terroryzowany, straszony, karany i oszukiwany jedzeniem. Ten sposób jedzenia (przymusowy) nigdy nie nabudował jego ciała (chyba że tłuszczem), nawet rok czy dwa chodził na siłownię, wspinał się po skałach, jeździł na nartach, żeglował, jeździł na szosowym rowerze – zawsze był bardzo aktywny sportowo, pochłaniał takie ilości jedzenia, że nie powinien mieć problemów z nabudowaniem ciała. Jadł nieświadomie, wrzucał w siebie. Nieraz się śmiałam, że jakbym mu bezwonne gówno dała – to by nie zdążył zauważyć i go by zjadł.

 

Uwalniam się od jedzenia tego co nie buduje mojego ciała, a go osłabia

 

Pozwalam sobie jeść to co służy mojemu ciału i smakuje moim zmysłom

 

Uwalniam się od przekonania, że muszę jeść mięso, nabiał aby przeżyć na ziemi

 

Jedzenie zakrywa nasze emocje, więc część rodziców woli napchać dzieci jedzeniem (u Bartka głównie to była biała mąka, chleb, mięso – mniej ryż i makaron) , aby ich znieczulić, u Bartka jak już pisałam przybrało to postać niesamowitej podświadomej agresji.

 

Uwalniam się od przymusu jedzenia, aby być grzecznym i nie zobaczyć swoich emocji

 

Pozwalam sobie widzieć moje emocje

 

 

I gdy po ustawieniu dojechaliśmy do Servey czekał nas test.

Weszliśmy do gazaru (knajpki) na herbatę, przemiła właścicielka zaraz zaczęła nam pokazywać świeże buzy (kluski z mięsem) .

– Mah Uguj – bez mięsa? – zapytaliśmy.

 

Pomyślała chwilkę i pokazała nam ryż zawinięty w Nori .

 

– Mah uguj? – powtórzyłam raz jeszcze.

 

Przytaknęła.

 

Mieliśmy niezły ubaw gdy okazało się, że w środku jest kawałek kiełbasy.

Mah – pokazaliśmy radośnie.

 

Zresztą nie pierwszy raz podano nam kiełbasę w sałatce informując, że to bez mięsa. Spotkani Rosjanie wegetarianie opowiadali, że po zapewnieniach, że bez mięsa dostawali gotowane kiełbaski.

Aż dziwne ……..

 

Pani podbiegła wyciągnęła kiełbaskę ze środka i pokroiła profesjonalnie. Sama kanapka stała się potem inspiracją do kanapek z Nori – o tym w kolejnym poście.

 

Kobieta była niesamowita, mająca potrzebę nakarmienia nas, ale z szacunkiem do tego co jemy.

Za chwilę zatroskana przybiegła ze śmietaną i chlebem (chleb jest w Mongolii, ale w gazarach rzadko). Odmówiliśmy.

Popatrzyła na nas, pomruczała – dając ubaw parce Mongołów z sąsiedniego stolika i ….. pobiegła do kuchni.

Zaczęła trzeć warzywa i je smażyć, a za kilka chwil przed nami pojawiły się warzywa z patelni (zapłaciliśmy za nie 4500 – czyli 9 zł za dwie porcje).

 

 

 

Test wszechświata, gdy stanowczo i radośnie odmawiasz dostajesz to co może nie jest idealne (dużo tłuszczu), ale akceptowalne w tym miejscu, a co najważniejsze przyrządzone z dobrą energią.

 

Odmawiam stanowczo, gdy ktoś próbuje karmić mnie czymś czego nie czuję, niezależnie czy potem się obrazi czy nie.

 

Traktuję z szacunkiem moje ciało dostarczając mu tylko to co mu służy, słucham mojego ciała

 

A w miasteczku było teraz wielki sprzątanie, dzieci z nauczycielami zbierali śmieci, inni malowali płotek koło studni.

 

 

 

 

Miasteczko tętniło życiem zmian. Pamiętam jak byliśmy tutaj w sierpniu, żar lał się z nieba i prawie wszystko było pozamykane. Miasteczko było wymarłe. Teraz przyjechały dzieci do szkół i atmosfera wielkich porządków dodawała energii nam do przekonania, że nie musimy zjadać naszych „mniejszych braci”

Tak, tak gdy mamy masę emocji, to „MOŻE” lepiej zabić zwierze niż człowieka.

Choć czy do droga??? Zostawiam do przemyślenia rodzicom terrorystom.

 

 

 

 

Wyrzucam program, że muszę zjadać przyjaciół aby żyć

 

Kocham moich przyjaciół

 

 

W niesamowicie radosnej energii kupiliśmy butelkowaną wodę do bezpośredniego picia (3500 tugrików – to 7 zł za 5l), a ze studni do gotowania nabraliśmy 20 litrów (studnie w miasteczkach są zamykane i woda jest płatna, ile kosztuje nie wiemy, raz skasowano nas 150 (30 gr) za 20 litrów innym razem 500 (1 zł) za 30 litrów) . W Servey dostaliśmy ją gratis.

 

 

 

 

 

W domach czy w okolicznych jurtach nie ma wodociągu, więc każdy przychodzi po wodę do studni. Dobra czysta woda, to znak zdrowia.

A samo miasteczko jak ma z 1000 mieszkańców to wszystko, jak zresztą większość miejsc na pustyni, które nazywamy miasteczkami.

 

 

Dziękujemy za ten czas w tym miasteczku wtopionym ponad 200 km w Gobi.

 

 

 

A gdy pisałam ten tekst – za parę dni wyszły kolejne rzeczy związane z jedzeniem. Od kiedy Bartek pozwolił sobie jeść co chce i co mu smakuje, programy rozsypały się.

 

– Robimy sushi ? – Bo coś podgryzam – zapytał Bartek.

– Tak – odpowiedziałam.

– To weź z bagażnika piure, rzepę do sushi ……

– Tylko rzepę? – ja jej nie lubię – odpowiedział…

– To weź tofu – odpowiedziałam.

Przyszedł bez tofu i zaczął marudzić, że nie lubi rzepy i czemu musi jeść z nią sushi.

– To idź po tofu – powiedziałam może lekko nerwowo.

I to spowodowało naszą kłótnię.

Sprowokowaną tym, że Bartek nie pozwala sobie wyrażać to na co ma ochotę.

Pamiętam czasy jak uczyłam go mówić, że czegoś nie będzie jadł, że mu coś nie smakuje.

Zostałam wychowana w szacunku do tego na co mam ochotę jeść, nie chciałam nie jadłam, bardzo szybko nauczyłam się gotować, aby jeść to na co miałam ochotę.

Mój ojciec gdy stwierdzałam, że nie będę czegoś jadła bo mi nie smakuje – często mówił:

 

Święci nie jadali, piknie wyglądali

 

Mimo, że znam patologię jedzenia w jakiej Bartek był wychowany, sama musiałam ostro postawić w jego domu granice, aby nie jeść tam mięsa. To czasem ciężko mi zrozumieć, że ponad 40 letni facet nie umie powiedzieć na co ma ochotę. Zresztą sam przygotowując jedzenie.

Ja jako 5 latka bym wiedziała na co mam ochotę.

Bartek zaś nie potrafi mówić co chce, tylko wymusza awanturą. Mechanizm nam znamy, ale pojawia się coraz rzadziej.

Tak patologia tego, że ktoś nie mógł określać co chce, nawet w kwestii swojego ciała, nie miał prawa doświadczać jedzenia.

Musiał jeść to co mu dano, na siłę.

Gdy mówił, że chce coś innego mówiono, że niezdrowe i zabraniano jeść.

Rodziło to bunt, ale co gorsze brak odwagi mówienia o swoich potrzebach, pragnieniach. Mówienia, a nawet ich nie rozpoznawania.

Nie rozpoznawania tego co potrzebuje ciało,

 

Pozwalam sobie rozpoznawać to co potrzebuje moje ciało.

 

Z odwagą mówię o tym co chcę nawet przed sobą

 

Tak, wszyscy wiedzą lepiej co dla mnie dobre, a to co dla mnie dobre jest strasznie złe, z drugiej strony to przerzucenie odpowiedzialności na innych za swoje życie. Inni wiedzą lepiej, a ja mogę tylko dawać opór i bunt. Samodzielność dziecka i zaufanie do siebie idzie ma bezpośredni związek z możliwością wyboru przez niego jedzenia i komunikacji z rodzicami.

 

 

 

 

Uwalniam się od przekonania, że nie wiem co dla mnie dobre

 

Wiem co dla mnie dobre i podążam za tym

 

Biorę odpowiedzialność za swoje życie, zdrowie

 

Ja znowu pozwalam sobie zrozumieć innych, że wychowani zostali w tym zakresie totalnie w nie samodzielnych warunkach. I to co dla mnie oczywiste i proste na poziomie 5 latka, oni sobie z tym nie radzą. Zapewne też mam takie rzeczy. Nie daję się też prowokować emocjom innych.

 

Uwalniam się od przymusu reagowania na emocje innych

 

Akceptuję innych w nieradzeniu robię z najprostszymi rzeczami.

 

 

Tak gdy już emocje z lekka opadły nie wiadomo skąd pojawiła się na niebie tęcza, pokazując cały koloryt wszechświata i to, że szkoda tracić życie na kłótnie.

Emocje pokazują nam nas samych, a konkretnie to ile jest ich w jedzeniu.

 

Dziękujemy za kolejne lekcje,

 

A zaraz potem przyszedł ten filmik tak zgodny ze mną. Polecam bardzo

 

 

 

 

 

Tskaltubo w cieniu Stalina – wojenne sanatorium radzieckich oficerów

Tskaltubo w cieniu Stalina – wojenne sanatorium radzieckich oficerów 7-16 grudnia 2014

 

45

 

I tak „nieświadomie” zakwaterowaliśmy się w sanatorium wojennym dla oficerów Armii Radzieckiej. Zbudowane ponoć z rozkazu Stalina w 1947 roku, gdzie sam przebywał często, gdyż bardzo lubił radonowe wody Tskaltubo.

I tak nie tylko zostaliśmy poprowadzeni do wód, zniszczonego i odbudowującego się z potężną siłą kurortu ale i do jednostki z jednej strony wielkiego wodza, z drugiej zbrodniarza. Ciekawa lekcja.

 

46

 

A samo sanatorium składa się z trzech budynków hotelowych na 350 osób i potężnego okrągłego budynku, gdzie znajduje się stołówka, sala koncertowa z przepiękną oryginalną, starą lampą kryształową swarowskiego, położonych na terenie 16 hektarowego parku, z fontannami i obsadzony subtropikalną roślinnością. Wielopoziomowy ogród urzeka nas swoją zielenią palm , fikusów beniamina, kwitnącymi jukami, cedrami, cisami, ostrokrzewami, dracenami oraz nieśplikami japońskimi. I to właśnie one dają klimat wiosny swoim zapachem, brzękiem pszczół migotaniem skrzydeł motyli (co ciekawe owoce będą dojrzałe na wiosnę – rosną zatem przez zimę!). Po półtoramiesięcznej białej zimie z mrozem nieraz i – 15 st. jesteśmy zauroczeni, sycimy się zapachem jak posiłkiem z talerza.

http://tskaltuboresort.ge/index.php?page=1261&lang=eng

Wszystko już wygląda przyzwoicie, jednak jeszcze wymaga sporego remontu, a co za tym idzie sporych środków.

 

15

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

34

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Latem pracują wszystkie 3 budynki teraz tylko ten najbardziej reprezentacyjny, nie pracują fontanny (a szkoda – zima).

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Park naprawdę urzeka, szczególnie nas, gdyż ostatnie 3 miesiące praktycznie spędziliśmy albo w wygryzionej przez krowy i owce ziemi, albo w śniegu.

Koloryt, kolory zapraszają nas do wspólnego bycia.

Przy samej stołówce posadzone są nieśpliki japońskie, które jako pierwsze zaprosiły nas tutaj na dłużej, urzekając swoim słodkim zapachem. Gdy wchodziliśmy w ich przestrzeń wchodziliśmy w zapachowe królestwo. Królestwo w którym pszczoły zbierają pyłek, a motele przysiadują na listkach. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się zimą, a teraz wszechświat daje nam możliwość cieszenia się wiosną.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

14

12

13

 

 

Wiosną, w której wszystko wzrasta, zostańcie więc i wzrastajcie

 

Zdawało się słyszeć głosy przestrzeni, tym bardziej, że okolica też wzrasta. Wszystko rośnie w piękno, siłę.

 

I tak daliśmy się „skusić” i zostaliśmy na ponad tydzień, z czasem rezygnując z posiłków (o tym inny post) i poddając się zabiegom w radonowej wodzie.

 

Koło stołówki w starym barze (który ponoć na samym początku służył jako gabinet Stalina) małe muzeum rzeczy z sowieckich czasów sanatorium. Nikt nie stara się tego zakopać, wyprzeć i zniszczyć.

Chyba najgorszą rzeczą jest wyparcie tego co było.

Tak było, tak jest…… Myślę, że świat byłby mniej skomplikowany niezależnie czy na wschodzie czy na zachodzie, gdyby ludzie szanowali prawdę o tym co było, przyglądając się jej, a jeżeli powoduje emocje – patrząc gdzie i na jakim podłożu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA104

110

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pamięć o starym tutaj zostaje, ale nowe wzrasta w sposób odpowiedni do dzisiejszych czasów.

 

Mieszkanie w energii Stalina wyzwoliło w nas programy lęku przed siłą. Wypłynęły programy że jak nabierzemy siły , to będziemy nią krzywdzić innych (więc lepiej nie wzrastać – niezła blokada). To pozwoliło się też przyjrzeć osobie wielkiego dyktatora.

Dyktatora, który postępował troszkę inaczej niż inni światowi dyktatorzy w historii, gdyż chyba nie szukał ideologii do swoich czynów, wybijał niewygodnych, a przede wszystkim inteligencję.

I to spowodowało, że jest bardziej nieznienawidzony niż inni.

Zaczęło nas zastanawiać, że gdy Anglicy, Francuzi, Hiszpanie zabijali „dzikich” narzucając im swoje prawa i praktycznie wyrzucając ze swoich ziem – nikt nie protestował – bo miało to swoje uzasadnienie ekonomiczne. W Ameryce Południowej tamtejsze ludy praktycznie nie zachowały swojego języka.

Potęgi tych krajów zbudowane były i jeszcze są na kościach tamtych istnień. Ale na „dzikich” ludziach jest to dozwolone!!!!

Gdyby Stalin wybił chłopów feudalnych, nawet w większej ilości – dając ich Panom korzyści. Na pewno nie byłby tak źle postrzegany.

Bo właśnie „inteligencja” tworzy historię i historia jest tworzona na ich użytek. Nie wierze w jej prawdę.

Niektórzy zarzucą nam postawę prorosyjską, bo nie zionę emocjami na Stalina i nie staję w zachwycie przed zachodem.

Właśnie emocjami???

Polityka to emocje i tym co tworzą historię najbardziej zależy aby ludzie nie myśleli, tylko byli pod wpływem emocji, walki, zemsty, odwetu. Mieli jakiegoś wroga, bo wtedy nie zobaczą co oni robią, są skupieni na walce, pokonanym i wrogu.

Wtedy są najprostsi do manipulowania.

Sami musimy się zastanowić czy chcemy walczyć, zionąć emocjami na tych co zrobili tyle zła.

To tylko nasze emocje, ale z tych emocji kreujemy i tworzymy nowy świat.

Czy potem chcemy w nim żyć?

 

Patrząc na to energetycznie, wierząc w prawo przyciągania można powiedzieć, że chłopi mieli już dość ucisku przez Panów (oni mogli bezkarnie ich zabijać) i pojawiła się postać, która wytłukła rasę panów, zrobiła to o czym marzyli.(część z nich też zginęła, ale oni normalnie ginęli, więc …… Dając im potem możliwość korzystania z takich dóbr jakie mieli ich ciemiężyciele – czy to potrafili to już inna bajka).

Zastawia mnie jeszcze jedna rzecz negowana przez potomków dawnej inteligencji.

Dlaczego jeżeli Państwo tworzy coś teoretycznie dla ludzi, dając im to do korzystania – to jest to propaganda i źle wydawane pieniądze, a jeżeli Państwo daje ulgi podatkowe biznesmenowi do stworzenia tego samego, czyli np. ten biznesmen dostaje dotacje z Unii na taki cel to jest ok???

Jest właściciel prywatny i on stawia tam warunki.

 

Właśnie, rodziło się wiele pytań! A może otwierały się oczy na całą propagandę wschodu (była przejaskrawiona od zawsze, więc jest znana dobrze), i zachodu, która powoli, subtelnie, robiła, zmieniała mózgi inteligencji.

 

Świat walki, manipulacji i znowu kolejna lekcja.

 

Pamiętam jak niedawno kolega, pracownik koncernu gdy powiedziałam, że firmy produkują dziadostwo, rzeczy niepełnowartościowe, specjalnie 10% jest dziadostwa (kupiłam coś co okazało się bublem), a wiem, że większość firm zakłada sporą awaryjność swoich produktów.

– stwierdził z emocjami:

Oni wcale nie produkują dziadostwa, taka produkcja jest po prostu dla nich opłacalna!!!

 

Pozostawię to bez komentarza

 

Czy chcemy w tym świecie być??? W nim uczestniczyć???.

 

Po zobaczeniu walki w Nagornym Karabachu, teraz zobaczyliśmy ją w pełnej krasie znowu, przy polityce. Kiedy wielu „spokojnych” ludzi, może mieć emocje do dyktatorów. Na to jest ogólne pozwolenie. Z tym można się obnosić – społecznie akceptowane emocje.

Tutaj zobaczyliśmy działanie pod wpływem emocji.

I chcemy z tego zrezygnować – po Karwaczar – z energii wojny,

po Stalinie – z działania pod wpływem emocji.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Oglądnęliśmy zachodnioeuropejski film o Stalinie.

Który jasno pokazał, że działał głównie pod wpływem emocji, które dominowały w jego życiu (a wyglądał na spokojnego). Niszczył tych którzy zależni mu za skórę, kościół który znał dobrze, przeciwników. Usuwał tych, którzy stali na drodze jego wizji. Dbał o to, aby swoją wizję wcielić w życie. Bez subtelności, bez manipulacji, prosto po trupach,

Nie dbał za bardzo o swoje interesy materialne ani osobiste (w czym jest przeciwwagą do polityków zachodnich), lubił proste rozrywki jak ognisko w lesie i pieczenie mięsa z grupą najbliższych.

Działał szybko i bez skrupułów.

Był świetnie wykształcony ezoterycznie (skazywał za myśli przeciwne Stalinowi i systemowi – przestępstwa na poziomie myśli!), umiał pracować z energią, miał wysoką świadomość, radził się u wizjonerów, uduchowionych. Jednak brak pracy z emocjami spowodował, że całą swoją wiedzę zaprzęgnął do niewielu pozytywnych działań , a głównie negatywnych. Zresztą Hitler również był świetnym ezoterykiem.

Jeden w świecie wschodu, drugi zachodu,

W sumie to chyba dobrze, że żyli w tych samych czasach.

 

Świat wschodu jest równowagą, dla świata zachodu. Polska trochę pośrodku szukając balansu. Może dlatego urodziłam się w tym kraju, aby z obu systemów brać to co najlepsze i być łącznikiem tych światów???

A może znaleźć swój własny ????

A może tworzyć ?

 

Dziś na basenie odkryliśmy, że w propagandzie wschodu było dużo radości, piękna. Pokazywano ludziom młodość, radość, piękno, i siłę.

 

Pozwalam sobie iść drogą radości, piękna niezależnie co myślą o tym inni.

 

126

 

Właśnie rozpisałam się. Bo to miejsce przepuściło przez nas wiele energii, pokazało wiele mechanizmów. W tym poście ujęliśmy ich niewielką część. Na pewno dzięki niemu będziemy silniejsi i pozwolimy sobie na własną siłę z którą będziemy działać z miłością dla siebie i innych.

 

 

Odpuszczam działanie z energią walki, emocji, odwetu………

 

Idę swoją drogą z podniesioną głową, uśmiechem na ustach, radością w sercu i świadomością swojej wewnętrznej siły wolnej od walki, odwetu i emocji.

 

O Tskaltubo zapraszamy na kolejne posty

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA