Armenia

now browsing by tag

 
 

Gruzińskie powitanie

Powitanie z Gruzją 3-6 grudnia 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Noc na gruzińskiej ziemi pokazała mi napięcie jakie było w Armenii, a które było kompatybilne ze mną. Historia nie jest dla Armeńców łaskawa, jak nie pogrom Ormian dokonany przez Turków, to trzęsienie ziemi, jak nie trzęsienie to wojna z Azerami. Ludzie nie wiedzą czy będą żyć za godzinę i co będzie. We mnie również z czasów dzieciństwa zostało widocznie wiele napięć i teraz puściły, poczułam się jakbym coś potężnego odpuściła, że nie muszę bać się jutra, czy nawet dnia dzisiejszego.

Dziękuję Armenii, że pokazała tę energię, a Gruzji, że dała miejsce do jej odpuszczania.

I aby nabrać świeżości do nowego kraju pojechaliśmy wykąpać się fizycznie i energetycznie w ciepłych wannach Aspindzy, zmywając z siebie wszystkie oczekiwania, porównania między Gruzją, a Armenią.

Pokochaliśmy Armenię, z Gruzją średnio się zaprzyjaźniliśmy wtedy, ale teraz jesteśmy innymi ludźmi i w inne regiony chcemy jechać. Przecież Armenia też cała nas nie zauroczyła, nawet nie zaprosiła tylko ok. 30%.

Zobaczymy jak teraz w Gruzji.

Na wannach Pani nas poznała i wycałowała.

Wygrzani, czyści udaliśmy się dalej w głąb Gruzji w kierunku morza – to główny nasz cel – mandarynki prosto z drzewa na wybrzeżu morza Czarnego.

Po drodze odwiedziliśmy Borjomi, nawet chcieliśmy się w nim dłużej zatrzymać w jakimś hoteliku jednak relacja cena, jakość – szczególnie teraz prosto po Armenii, była dla nas nie do przyjęcia.

 

8

 

W Gruzji hotele są o niższym standardzie i wyższych cenach niż w Armenii.

Pojechaliśmy więc na nocleg w las , w rejon stacji kolejki linowej nad miastem. Po ponad 2 miesiącach małej ilości drzew wokół siebie, a już tym bardziej iglastych, teraz zostaliśmy otoczeni przez potężne sosny, które po opadach śniegu wyglądały niesamowicie dostojnie.

Wtopiliśmy się w las razem z landrynką i zasnęliśmy otuleni przez tutejsze elfy i skrzaty.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4

 

Pisaliśmy już o tym w Armenii, jak my nie doceniamy to co mamy czyli lasy, wilgotny klimat, jego świeżość i rześkość.

Tutaj największe kurorty budowane są w takich miejscach. W Armenii opowiadano mi, że kobiety z okolic Dilijan (najwięcej lasów i rzek w Armenii) mają super skórę i wyglądają młodziej niż w innych rejonach kraju, bo wilgoć -więcej deszczu.

Wiele razy namawiamy do docenienia tego co mamy. Skupienia się na tym.

 

Skupiam się na tym dobrym co mam.

 

Niedaleko kolejki linowej zaprasza nas monastyr Sefarina z Sarowa. Z Serafinem poznaliśmy się 3,5 roku temu w Grabarce gdy kupiliśmy jego życiorys. Tutaj pięknie odnowiona cerkiew, koło niej rekonstrukcja szałasu w jakim mieszkał Serafin, obok kamień podobny do tego na jakim lubił się modlić. Do te przemiłe siostry.

Jakaś bajkowa energia.

Tutaj, to chcemy zostać, niestety na ten moment siostry mają u siebie remont i nie wynajmują pokoi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

7

 

Właśnie gdy energia nam pasuje, zapominamy o standardzie, nie jest on nam potrzebny. Ta magia wokół całkowicie go zastępuje, tak jak właśnie cudowne noclegi w landrynce.

Gdy już zniżamy energię, a wokół są mniej przyjazne miejsca standard ma znaczenie.

Stwierdziliśmy więc, że czas na nas w dalszą drogę, zabraliśmy też Sarafina ze sobą, który swoim światłem będzie wskazywał nam drogę radości i miłości w otaczającym świecie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Takie perełki jak jego monastyrek tak niedaleko od słynnego kurortu, a tak inny i cichy, magiczny.

O takie miejsca prosimy na swojej drodze.

Dziękując za ten piękny czas z Serafinem z radością zjechaliśmy do kurortu napić się wody, a potem już chyba z umysłu, a może z ochrony przed zatłoczoną drogą Tbilisi-Batumi zjedliśmy trochę buły z fasolą (lobiano) i frytek (Gruzja nie jest przyjazna takim ludziom jak my jedzeniowo) i w deszczu podążyliśmy w kierunku morza Czarnego, tak symbolicznie jakby wyjeżdżając z ciemności,

Ciemności zmęczenia własnych emocji. Reakcji na zmęczenie.

Bartek gdy jest zmęczony szuka pretekstu do kłótni, bo złość daje energię.

 

Jestem wolny od czerpania energii ze złości.

 

Pozwalam sobie rozpoznać zmęczenie i poprosić wtedy o wsparcie siły światła.

 

 

Już w nocy znaleźliśmy nocleg koło Tkibuli nad jeziorkiem , a ranek powitał nas pięknym słońcem i ciepłem. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz chodziłam w polarku samym cienkim.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nie wiadomo czy to wiosna, czy jesień?

 

Podjechaliśmy po wodę mineralną do miejscowości Leghva , gdzie Pan sprzedający warzywa i owoce z busa podarował nam reklamówkę pysznych mandarynek i poopowiadał jakie ciekawe kurorty z wodami mineralnymi są w okolicy.

Kolejny prezent i podpowiedź wszechświata.

 

Prezenty, podarki dla turystów – pielgrzymów tutaj na Kaukazie są czymś normalnym, naturalnym, oczywiście nie w miejscach turystycznych gdzie rządzą troszkę inne energie.

Choć nawet targi w Gruzji (w Armenii są wredne i wyrachowane) są miłe, sprzedawcy często też tak po prostu coś dają od siebie. Może bardziej naciągają, jednak atmosfera jest przyjaźniejsza.

Miałam nie porównywać????

Jeszcze nie potrafię, na pewno będzie się to przewijać.

Jedno co nas bardzo uderzyło po przyjeździe z Armenii to przygarbieni, przygnieceni życiem ludzie.

Z pozoru wygląda to jakby Armenia była bogatsza, choć chyba te kraje żyją na podobnym poziomie, emerytury są podobne, zarobki myślę, że też. Armenia przez ostatnie lata doświadczyła wiele nieszczęść, jednak ludzie chodzą nie tylko bardzo dobrze ubrani, ale przede wszystkim wyprostowani. Z dumą noszą głowę na karku.

A w Gruzji nie.

Dlaczego?

Ormianie są lepiej wykształceni, ale i naszym zdaniem mniej pracowici.

Gruzinów ciężka praca przygniata do ziemi – stwierdził Bartek

Może to klucz???

 

I tak zaproszeni przez piękny ośnieżony Kaukaz i Pana od mandarynek pojechalismy w jego głąb w kierunku granicy z Osetią.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Życiorys świętego Serafina http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=292&Itemid=75

 

Serafin z Sarowa to ostatni kanonizowany święty przed rosyjską rewolucją 1917 roku, ulubiony patron prawosławia, powoli odkrywany także przez katolików. Całe życie spędził w małym, zagubionym wśród lasów monastyrze w Sarowie. Każdego napotkanego witał słowami: „Radości moja! Chrystus zmartwychwstał!”. Jan Paweł II napisał o nim: „To, obok św. Franciszka z Asyżu, jeden z większych mistyków Kościoła”.


 

Serafin, a właściwie Prochor – bo takie imię otrzymał na chrzcie – urodził się 19 lipca 1759 roku w Kursku. Był drugim synem Izydora i Agaty Moszninów, którzy pochodzili z bogatej rodziny kupieckiej. Rodzice żyli bardzo pobożnie, a ich dom był otwarty dla biednych. Z wdzięczności za dobro, jakim ich Bóg obdarzył, postanowili nawet wybudować w Kursku świątynię.

Izydor zmarł, kiedy Prochor ukończył trzy lata. Wychowaniem dzieci zajęła się wtedy matka, dzielna kobieta, która wzięła na swoje barki również nadzór nad rozpoczętą budową kurskiej świątyni.

Cudownie ocalony
Prochor był bardzo żywym i energicznym chłopcem. Pewnego razu, a miał wtedy siedem lat, wraz z matką poszedł oglądać budowany kościół. Weszli na dzwonnicę, aby podziwiać widok miasta. W pewnym momencie chłopiec niebezpiecznie wychylił się i wypadł. Matka była pewna, że jej syn nie przeżył wypadku. Z wielką trwogą w sercu zbiegła na dół. Jakież było jej zdziwienie, radość i wdzięczność wobec Boga, kiedy zobaczyła na dole zupełnie zdrowego, czekającego na nią ze spokojem syna. Pomyślała wtedy: „To szczególne dziecko. Musi być wybrany, skoro Opaczność Boża nad nim czuwa”.

Kolejne trudne doświadczenie przyszło dwa lata później: dziewięcioletni Prochor zapadł na chorobę, której lekarze nie potrafili wyleczyć. Wszyscy byli pewni, że chłopiec nie przeżyje. Matka jednak ufała Bogu i z gorącą wiarą modliła się o uzdrowienie syna. Chłopcu przyśniła się wtedy Matka Boża, która obiecała, że przyjdzie mu z pomocą. Na drugi dzień, w święto Matki Bożej, obok ich domu przechodziła procesja z cudowną ikoną Matki Bożej Kurskiej. Agata wzięła nieprzytomnego syna na ręce i wyniosła go z domu, aby prosić Bogurodzicę o cud. I stało się. Chłopiec niebawem wrócił do zdrowia.

Po tym wydarzeniu Prochor prowadził normalne życie: uczył się dalej w szkole, bawił się z kolegami, czytał książki, uczestniczył w nabożeństwach. Jednak coraz więcej czasu zaczął spędzać w odosobnieniu – na modlitwie. Powoli rodziło się w nim pragnienie życia zakonnego. Przed podjęciem ostatecznej decyzji wybrał się z pielgrzymką do Ławry Kijowskiej, gdzie z ust pustelnika usłyszał: „Synu mój, Bóg posyła cię do monastyru sarowskiego. Zachowaj czystość duszy i nieskazitelność ciała oraz zawsze pamiętaj o modlitwie Jezusowej, a wszystko pozostałe będzie ci dane od Boga”. Po tym spotkaniu Prochor wrócił do Kurska, aby pożegnać się z matką. Agata pobłogosławiła syna i zawiesiła mu na piersi krzyż, który nosił do końca życia. Wyruszył do Sarowa. Miał wtedy dziewiętnaście lat.

Monastyr w Sarowie
W nowicjacie Prochor z pokorą, posłuszeństwem i gorliwością wykonywał wszystkie polecenia przełożonego. Jego czas wypełniała modlitwa i praca fizyczna: wypiekał chleb, pracował jako stolarz i drwal, chodził po kweście. Nieustanną pracą odgradzał się od nudy – tej, jak później mawiał – „największej pokusy dla młodych mnichów, którą wyleczyć można modlitwą, powściągliwością języka, pracą fizyczną, czytaniem słowa Bożego i cierpliwością, ponieważ pokusa ta rodzi się z małoduszności, bezczynności, braku cierpienia i pustosłowia”. Wkrótce z powodu nadmiernej ascezy zachorował. Stan młodego mnicha z każdym dniem się pogarszał. Przełożony namawiał go, aby skorzystał z pomocy lekarzy, lecz Prochor odpowiadał: „Życie swoje powierzyłem jedynemu prawdziwemu lekarzowi, Jezusowi Chrystusowi i Przenajświętszej Bogurodzicy”. I znów, jak w dzieciństwie, doświadczył cudownego uzdrowienia.

W 1786 roku Prochor złożył śluby zakonne i otrzymał nowe imię – Serafin. Po przyjęciu święceń kapłańskich codziennie sprawował Eucharystię. Pewnego razu miało miejsce niezwykłe zdarzenie: podczas nabożeństwa sprawowanego w Wielki Czwartek Serafin ujrzał otwarte niebiosa i Jezusa Chrystusa w wielkiej mocy i chwale. Kilka godzin trwał w zachwycie i nie mógł wypowiedzieć słowa ani ruszyć się z miejsca. Wszyscy obecni w świątyni w milczeniu wpatrywali się w jaśniejącą twarz młodego mnicha, przeczuwając, że doświadcza on obecności Boga.

W stronę odosobnienia
Po tym wydarzeniu Serafin jeszcze gorliwiej pragnął służyć Bogu. W ciągu dnia – jak dotąd – wypełniał obowiązki, ale w nocy szedł na modlitwę do swojej leśnej pustelni. Po pewnym czasie uzyskał zgodę przełożonych na życie w całkowitym odosobnieniu. Do monastyru przychodził tylko w sobotę wieczorem na nocne czuwanie przed niedzielną liturgią.

Obok swojej celi założył warzywnik, zaczął także hodować pszczoły. Zachowywał surowy post, jadł tylko raz dziennie to, co zdobył pracą własnych rąk. Raz w tygodniu bracia z monastyru przynosili mu chleb. W środy i piątki niczego nie jadł, a w Wielkim Poście pożywienie przyjmował tylko raz w tygodniu – po niedzielnej Eucharystii. Bywało, że w swoim odosobnieniu tak bardzo pogrążał się w modlitwie, że przez długie godziny pozostawał nieruchomy, niczego wokół nie widząc ani nie słysząc.

Wieści o „świętym mnichu z lasu” szybko się rozeszły. Oprócz współbraci zaczęli go odwiedzać także okoliczni mieszkańcy, a po pewnym czasie także przybysze z daleka – wszyscy szukali jego mądrej rady i błogosławieństwa. Zakłócało to jego odosobnienie. Serafin wyprosił pozwolenie przełożonego, aby zabronić dostępu do pustelni najpierw kobietom, a później pozostałym osobom. Poczuł bowiem, że Bóg wzywa go do jeszcze większego odosobnienia. Odpowiadając na to wezwanie, przyjął na siebie ślub całkowitego milczenia. Drogę do pustelni zagrodził pniami sosen. Odtąd odwiedzały go tylko ptaki i dzikie zwierzęta. Swoją porcją chleba, którą bracia przynosili mu z monastyru, Serafin dzielił się z niedźwiedziem, którego karmił z ręki.

Trud modlitwy nieustannej
Aby całkowicie uwolnić się od pokus, Serafin podjął trud nieustannej modlitwy. Co noc wspinał się na ogromny kamień w lesie i modlił się z uniesionymi rękoma, wołając: „Boże, bądź miłościw mnie, grzesznemu”. W ciągu dnia modlił się w celi, także na kamieniu, który przytaszczył z lasu. Schodził z niego tylko na krótki odpoczynek, dla pokrzepienia ciała skromnym pożywieniem. Tak modlił się 1000 dni i nocy.

Pewnego razu na jego pustelnię napadło trzech rabusiów. Serafin pracował w tym czasie w ogrodzie i miał w ręku topór. Opuścił go jednak i powiedział: „Czyńcie, co musicie”. Rabusie najpierw zażądali pieniędzy, a ponieważ ich nie posiadał, okrutnie go pobili, związali i chcieli wrzucić do rzeki. Przedtem jednak przeszukali jego pustelnię. Kiedy nie znaleźli niczego oprócz ikony i kilku ziemniaków, odeszli. Odzyskawszy przytomność, Serafin cudem wyswobodził się z więzów i ruszył po pomoc do monastyru. Miał bowiem poważne rany głowy i połamane żebra. Przez siedem dni leżał nieprzytomny, a lekarze nie mogli się nadziwić, że mimo takich ran przeżył. Po pięciu miesiącach, kiedy poczuł się na siłach, wrócił do swojej pustelni. Na skutek odniesionych obrażeń do końca życia chodził zgięty w pół, opierając się na kiju lub toporku. Swoim oprawcom przebaczył jednak i prosił, żeby ich nie karano.

Mistrz duchowy
Jeszcze przez trzy lata po tym wydarzeniu Serafin żył w swojej pustelni i zachowywał całkowite milczenie. Potem, na prośbę przełożonego, wrócił do monastyru, ale w swojej celi dalej prowadził życie pustelnicze. W listopadzie 1825 roku miał we śnie widzenie, podczas którego Matka Boża nakazała mu pozostawić odosobnienie i służyć ludziom potrzebującym nawrócenia, pocieszenia i duchowego kierownictwa. Tak rozpoczął się ostatni etap życia Serafina. 66-letni mnich otworzył drzwi swojej celi dla wszystkich. Przychodziło do niego wielu potrzebujących – codziennie odwiedzało go ponad 2 tysiące osób. W ten sposób posługiwał jeszcze osiem lat.

Wszystkim mówił o tym, że celem życia chrześcijanina jest zdobywanie Ducha Świętego, co można osiągnąć jedynie poprzez czyny osadzone w wierze: „Tylko dobro czynione ze względu na Chrystusa ma moc pozyskania Ducha Bożego. Nie jest to zdobywanie cnoty dla niej samej, za czym stoi nierzadko miłość własna, chęć zasłużenia sobie na przychylność Boga. Gdy modlisz się czynem, działaniem, nie musisz już dzielić czasu na pracę i modlitwę. Duch Święty przebóstwia wtedy wszystko, co robisz i czym żyjesz. Codzienność staje się modlitwą. Wszystko, czego dotyka Duch Święty, przemienia się w radość. Staraj się zjednoczyć twoje serce, przyjmij do twego serca pokój, a wtedy tysiące osób, które są wokół ciebie, zostaną zbawione”.

Serafin miał świadomość, że jego życie dobiega kresu i chciał się dobrze przygotować na ten moment. „Ciałem zbliżam się do śmierci – mówił – a duchem jestem niczym nowo narodzone dziecko, z całą świeżością początku, a nie końca…”. Sam zrobił sobie trumnę, w której chciał być pochowany, i postawił ją przy wejściu do swojej celi. W przeddzień śmierci śpiewał wielkanocne pieśni – tak jakby nie mógł doczekać się spotkania ze Zmartwychwstałym. Zmarł w nocy, podczas modlitwy. 2 stycznia 1833 roku jeden z mnichów, idąc na poranną modlitwę, znalazł go w celi klęczącego przed ikoną Bożej Matki. Na twarzy Serafina zastygła radość.

Małgorzata Sękalska
„Głos Ojca Pio” (nr 45/2007)

 

 

 

Przypowieści serafina ze strony http://www.cerkiew.szczecin.pl/prawosawie/teologia/5-pouczenia-witego-serafima-z-sarowa.html

 

Dlaczego Chrystus przyszedł na ziemię? Przyszedł bo Bóg patrzy z miłością na rodzaj ludzki, bo „Bóg tak ukochał świat, że Syna swego jednorodzonego dał” (J 3,16). Chrystus przyszedł, by odnowić wizerunek i dobroć Boga w upadłym człowieku. Pan przyszedł, aby zbawić ludzkie dusze, bo „Bóg nie posłał swego Syna na ziemię, aby świat potępić, ale by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17) i poza tym, my podążając za naszym Odkupicielem Jezusem Chrystusem musimy wieść życie według Jego Boskiej nauki, by przez to zbawił nasze dusze.

Bóg jest ogniem, rozgrzewającym i zapalającym serce i wnętrze człowieka. Więc jeśli czujemy chłód w naszych sercach, który pochodzi od diabła (bo diabeł jest zimny), tedy dajmy znać Panu. On, kiedy przychodzi, rozgrzewa nasze serca Swą doskonałą miłością nie tylko ku sobie, ale i ku naszym bliźnim. A chłód nienawidzących ustąpi pod wpływem ciepła Jego dobroci, która będzie bić z naszych twarzy.

Tam gdzie jest Bóg, tam nie ma zła. Wszystko co pochodzi od Boga jest spokojne, zdrowe i prowadzi człowieka do uznania prawdy o sobie i własnych niedoskonałościach i do pokory.

Bóg ukazuje Swoją miłość do człowieka, nie tylko w przypadku kiedy czynimy dobro, ale kiedy obrażamy Go naszymi grzechami i sprawiamy Mu ból. Z jakąż cierpliwością znosi On nasze bezprawie! „Nie nazywaj Boga sprawiedliwym sędzią – mówi św. Izaak, bo Jego    sprawiedliwość nie jest podobna naszej . To prawda, że Dawid nazwał Go sprawiedliwym sędzią i właściwie, ale Syn Boży wciąż ukazuje, że Bóg jest dobry i miłosierny ponad miarę.

Wiara według nauczania św. Antiocha jest początkiem naszego zjednoczenia z Bogiem, prawdziwie wierzący są kamieniami Kościoła Bożego, przygotowanymi do wznoszenia tej budowli przez Boga Ojca, która wznosi się przez moc Jezusa Chrystusa- to jest przez Krzyż  i moc łaski Ducha Świętego. „Wiara bez uczynków martwa jest” (Jk 2,26) Owocami wiary są miłość, pokój, cierpliwość, miłosierdzie, dźwiganie krzyża i życie według ducha. Prawdziwa wiara nie może obyć się bez uczynków. A ten, kto prawdziwie wierzy z pewnością także czyni dobre dzieła. 

Wszyscy, którzy mają mocną nadzieję w Bogu są ku Niemu porwani i oświeceni blaskiem wiecznej światłości. Jeśli człowiek pozbawiony jest nadmiernej troski o siebie, kieruje swą miłość ku Bogu i cnotliwym czynom i wie, że Bóg troszczy się o niego- taka nadzieja jest prawdziwa i pełna mądrości. Lecz jeśli człowiek pokłada wszelkie swoje nadzieje tylko w swoich zamierzeniach, a zwraca się do Boga w modlitwie jedynie w chwilach niepowodzeń  i  tylko wtedy zaczyna ufać w pomoc Bożą gdy przestaje wierzyć w swoje możliwości i nie może im zapobiec, to taka nadzieja jest nieważna i fałszywa. Prawdziwa nadzieja szuka jedynie Królestwa Bożego i jest pewna, że otrzyma wszystko co potrzebne jest w tym śmiertelnym życiu. Serce nie zazna pokoju dopóki nie zdobędzie tej nadziei. Nadzieja ta bowiem całkowicie uspokaja i raduje. Najświętsze usta Zbawiciela powiedziały o niej: “Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni I obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię”(Mt 11,28)

Kto odnalazł doskonałą miłość Bożą idzie przez życie, jakby nie istniał. Uważa siebie w tym wszystkim co widzialne za obcego i oczekuje z cierpliwością na to co niewidzialne. Jest całkowicie przemieniony w miłość Bożą i porzuca wszelkie przywiązanie do świata. Kto prawdziwie kocha Boga uważa siebie za wędrowca i przybysza na ziemi, wszystko w nim jest skierowane ku Bogu obecnym w jego myślach i duszy, Którego jedynie kontempluje.

Szczególnie należy troszczyć się o duszę , bowiem człowiek w swoim ciele jest jak płonąca świeca. Świeca musi kiedyś zgasnąć, a człowiek umrzeć. Ale skoro nasze dusze są nieśmiertelne należy poświęcić im znacznie więcej troski niż ciału „Cóż za korzyść z tego jeśli człowiek cały świat pozyska, a na swojej duszy szkodę poniesie, lub cóż jest człowiek w stanie dać za swoją duszę?” (Mt 16:26) Jak wiadomo nic na świecie nie może służyć za okup, jeśli sama dusza warta jest więcej niż cały świat i wszystkie królestwa świata, a Królestwo Niebieskie jest nieporównanie bardziej cenne. Uważamy duszę za tak drogą według tego co mówił nam  Makary Wielki : „ Bóg nie pragnął duchowej więzi  z żadnym stworzeniem poza człowiekiem, którego kocha bardziej niż jakiekolwiek ze swoich stworzeń.”

Musimy mieć szczególną postawę wobec naszych bliźnich, nie czynić nikomu obraźliwych uwag, przytyków. Kiedy odwracamy się od człowieka lub obrażamy go, to nasze serce kamienieje. Każdy musi starać się o radość ducha, by do trudnych lub niechętnych nam osób zwracać się ze słowami miłości. Kiedy widzisz, że brat twój grzeszy, okryj go, jak poucza św. Izaak Syryjczyk : „Zdejmij z siebie swój płaszcz i okryj nim grzesznika.”

W naszych relacjach z bliźnimi musimy być przejrzyści wobec każdego równie dobrze w słowach, jak i  w myślach, w przeciwnym razie czynimy nasze życie bezużytecznym. Musimy kochać innych, nie mniej niż siebie samych, zgodnie z Prawem Pańskim: „Będziesz miłował… bliźniego swego, jak siebie samego” (Łk 10,27). Ale nie tak, aby nasza miłość ku innym wiązała nas przywiązaniem stojącym w sprzeczności z pierwszą częścią tego przykazania miłości względem Boga, jak nas naucza nasz Pan Jezus Chrystus: „Jeśli kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien, i jeśli ktoś miłuje syna i córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien”(Mt 10,37)

Jest absolutnie koniecznym być miłosiernym wobec nieszczęśliwych i tułaczy. Wielcy biskupi i Ojcowie Kościoła kładli na to ogromny nacisk. Względem tej cnoty musimy próbować zrozumieć i wypełnić wszystko zgodnie z Prawem Pańskim: „Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec”, i „Chcę raczej miłosierdzia, niż ofiary”(Łk 6,36 ; Mt 9,13) Mądrzy będą zważać, by zachować te słowa, ale głupcy na to nie zważają. Z tego powodu nagroda także jest różna dla nich, jak powiedziano :„Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie tez zbierać będzie.”(2 Kor 9,6)

Przykład Piotra Chlebodawcy, który za kawałek chleba danego żebrakowi, otrzymał przebaczenie wszystkich swoich grzechów (zostało mu to objawione w widzeniu) niech pobudzi nas do bycia miłosiernymi wobec naszych bliźnich- każdemu mała jałmużna może przyczynić się do uzyskania Królestwa Niebieskiego.

Ofiarowana jałmużna musi wypływać z duchowego usposobienia, zgodnie z nauczaniem św. Izaaka Syryjczyka :„Jeśli dajesz wszystko tym, którzy cię proszą, niech radość twojego oblicza wyprzedza twój datek i pociesza w smutkach bliźniego odpowiednim słowem.”

Jest nieprawością osądzać każdego, nawet jeśli ktoś grzeszy i tarza się w przestępstwach wobec Prawa Bożego na Twoich oczach, jak jest powiedziane w Słowie Bożym: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”(Mt 7,11). „Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę? To, czy on stoi, czy upada, jest rzeczą jego Pana.”(Rz 14,4). Znacznie lepiej jest zachowywać w pamięci słowa Apostoła: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.”(1Kor 10,12)

Nie można żywić złości i nienawiści wobec człowieka, który jest nam wrogi. Przeciwnie, musimy kochać go i czynić mu tyle dobra, na ile to możliwe, według nauki naszego Pana Jezusa Chrystusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą.”(Mt 5,44). Jeśli będziemy starali się to wypełniać na miarę naszych sił, możemy mieć nadzieję, że Boże światło zacznie świecić w naszych sercach, oświecając naszą drogę do Niebieskiego Jeruzalem.

Dlaczego potępiamy innych? Ponieważ unikamy poznania samych siebie. Jeśli będziemy dążyć do poznania samych siebie, nie będziemy mieli czasu, by rejestrować uchybienia innych. Zacznijcie osądzać samych siebie, a przestańcie sądzić innych. Sądząc zły uczynek, nie osądzajcie czyniącego go. Koniecznym jest poznanie siebie, najbardziej grzesznego ze wszystkich i wybaczenie swojemu bliźniemu każdego przewinienia. Musimy nienawidzić tylko szatana, który go zwiódł. Przewinienie to może jawić się jako coś złego tylko nam, a w rzeczywistości występujący przeciw nam miał dobre intencje. Poza tym, drzwi pokuty są zawsze otwarte i nie wiadomo, kto wejdzie przez nie szybciej- ty “sędzia”, czy też sądzony przez ciebie.

Pragnący zbawienia musi zawsze mieć serce skłonne do pokuty i skruchy: „Moją ofiarą, Boże jest duch skruszony; pokornym i skruszonym sercem, Ty Boże nie gardzisz”(Ps 51, 19) Z tak skruszonym sercem człowiek może uniknąć bez problemu wszystkich przebiegłych sztuczek szatana, którego wszystkie wysiłki skierowane są ku zaniepokojeniu ludzkiego ducha. Przez te niepokoje chce zasiać żałobę, według słów Ewangelii: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? On im odpowiedział,’ uczynił to wróg’.” (Mt 13, 27-28) Lecz kiedy człowiek walczy, aby mieć łagodne serce i zachować spokój myśli, wtedy wszystkie podstępy wroga są pozbawione mocy, a tam gdzie jest spokój myśli, tam przebywa sam Bóg: „W Salem (z hebr. Shalom- pokój) powstał Jego przybytek, a na Syjonie Jego mieszkanie.” (Ps 76,2).

Obrażamy wspaniałość Boga grzesząc przez całe nasze życie, a więc zawsze powinniśmy pokornie prosić Pana o przebaczenie nam naszych win.

Kraj gdzie rośnie Aweluk kuchenne i nie tylko refleksje

Kraj gdzie rośnie Aveluk kuchenne i nie tylko refleksje

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Właśnie aveluk?

To to takiego zapytacie?

Ci co śledzą nasz bloga wiedzą, już kilka razy pisaliśmy o nim, traktując jako jedno z większych odkryć wegańskiej kuchni ormiańskiej.

Właśnie ormiańska kuchnia.

Jej korzenie sięgają bardzo starych czasów, co ma potwierdzenie archeologiczne.

Należy do kuchni morza śródziemnego i Azji mniejszej, jednak bardzo różni się od kuchni swoich sąsiadów. W potrawach ormiańskich nie ma wielu składników, a cechą ich jest wydobycie naturalnego smaku z potrawy. Potrawy są zazwyczaj bardzo proste.

Zastanawiało nas to nie raz dlaczego przy takim bogactwie produktów zarówno miejscowych jak i zapewne przywożonych – Armenia znajdowała się na jedwabnym szlaku, a Ormianie zwani byli Żydami wschodu, są to ludzie bardzo inteligentni i błyskotliwi. – nie doszło do jej skomplikowania, ubogacenia itp.

Pytanie jest zapewne retoryczne, choć na pewno wynika faktu, że po świecie podróżowali, czy kontakt ze światem mieli mężczyźni, a kobiety były strażnikami domu, dzieci i silnej tradycji. Co zresztą do dziś jest bardzo widoczne. A może one bardzo cenią swoją pracę i czas? Wszystkie produkty wykonywane przez kobiety jak kiszonki, czy słodkości są tutaj stosunkowo drogie.

Może ta postawa doprowadziła do tego, że do dziś przetrwały potrawy proste mało pracochłonne.

Np hashlama to danie z mięsa i warzyw które wrzucane są razem do garnka i we własnym sosie gotowane. Bez zbędnych przypraw czy ceregieli z dodawaniem składników po kolei .

Duży wpływ na ubogacenie kuchni ormiańskiej na pewno miały czasy radzieckie i pojawienie się emigrantów z różnych stron byłego Związku Radzieckiego.

Z tych czasów pochodzi zapewne : barszcz, pielmieni, sałatka jarzynowa ………..

Jeszcze niedawno nie używało się tutaj oleju roślinnego tylko masło. Zresztą nie ma tu tradycji uprawiania roślin oleistych i ich tłoczenia.

Z uwagi na fakt, że lato jest bardzo gorące i organizm traci dużo wody i soli (tak uważają) kuchnia jest moim zdaniem dość słona.

Obecnie mięso jest podstawą jedzenia, w każdym razie większość by chciała aby tak było.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nie ma tradycji jedzenia po restauracjach, a bardziej biesiadowania w miejscach piknikowych, płatnych, gdzie zastawia się stoły własnym jedzeniem. Mężczyźni odpowiedzialni są za przyrządzanie mięsa.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dlatego restauracje są głównie w dużych miastach, można rzec Erewaniu czy miejscach turystycznych, czy ewentualnie na drogach – szlakach. Gdzie indziej brakuje nawet baru gdzie można by wejść na kawę.

Wszystko dzieje się w domu lub w jego najbliższej okolicy pod kontrolą kobiet.

Podstawą kuchni jest macon czyli jogurt , uważany za bardzo zdrowy (krowy chodzą po pastwiskach), choć do mięsa rzadziej jest podawany.

Z kuchni narodowej można wymienić dolmę tj., mięso kiedyś baranie teraz coraz częściej wołowe zawinięte w liście winogron.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poza tym szaszłyk z baraniny, czyli po prostu smażony baranek.

Mimo dużego pogłowia owiec nie pozyskuje się z nich mleka (choć gdyby była bieda można by było) , tylko mięso, które dziś w dobrej cenie sprzedawane jest do Iranu.

Warzywa są przyrządzane bardzo prosto, po prostu rzuca się je na blachę pomidor, bakłażan, paprykę, czy robi z nich szaszłyka.

Słynna letnia sałatka to pomidor i ogórek z zieleniną i solą, bez tłuszczu.

Zresztą w sałatkach jest go mało, wręcz w ogóle (chyba, ze w naleciałościowych z majonezem) pojawia się w niewielkiej ilości w smażonych warzywach.

Kiszonki są robione razem, kisi się pomidory często zielone, paprykę, kapustę, ogórki, kalafior. Te co jadłam miały dla mnie za dużo soli i zazwyczaj były przesiąknięte jedne drugimi.

Ryby z rzek i Sevanu ze słynną segą występującą tylko w Bajkale i Sevanie.

Armeńskie słodycze nie są słodkie, bo jak mówią Armenia ma gorzką historię.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wszystkie baklawy, chałwy przywędrowały z Turcji i krajów bliskiego wschodu, a torty z Rosji (zresztą w wydaniu armeńskim są bardzo bezsmakowe)

Najbardziej popularną słodkością jest shudzhuh, to to samo co gruzini nazywają Czurczchela, są to nawleczone na nitkę orzechy włoskie (zwane tu greckimi) lub laskowe, powleczone syropem owocowym zazwyczaj morelowym, choć syropy są różne ( winogronowy).

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Suszone owoce bardzo słodkie z uwagi na dużą ilość słońca w czasie lata.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ormianie przekonani są , że pierwszymi winoroślami praojciec Noe po potopie wylądował na zboczu góry Ararat. Zajmują się uprawą winorośli od czasów starożytnych, zresztą najstarsze ślady produkcji wina na świecie znaleziono obecnie w rejonie Areni. Gdzie byliśmy na święcie wina.

http://brygidaibartek.pl/winne-wariacje-swieto-wina-w-armenii/

Wino jest średniej jakości, najlepsze jakie piliśmy tzn. o ciekawym smaku było w Nagornym Karabachu. Pozostałe to często poprawne normalne wina.

Armenia słynie z fabryki koniaków w Erewaniu. Byliśmy tam na degustacji, koniak ze specjalnej kolekcji ma delikatny smak mimo 50 procent alkoholu, dziesięcio czy dwudziesto letnie jeszcze jakiś określony bukiet mają. Niższe roczniki to po prostu ostry palący spirytus.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Choć alkohol jest tutaj czymś powszechnym, nie spotyka się pijanych – nawet na festiwalu wina.

W Nagornym Karabachu również popularna jest wódka z morwy (tutówka), która ma i 57% – trzyletnia. Ponoć nie można robić jej degustacji, bo po dwóch kieliszkach się zasypia (my wypiliśmy jeden – delikatny posmak mimo 57 % alkoholu).

I najważniejszy napój Ormian kawa, mocna, parzona w tygielku, kiedyś na rozżarzonym piasku, teraz na gazie, czy są nawet w tygielku elektrycznym. Gotowana zazwyczaj z cukrem i podawana w maleńkich filiżankach. Tak nam się to spodobało, że zakupiliśmy sobie takie filiżanki. Tygielka nie mamy, bo żaden do nas nie zagadał, ale gotujemy w menażce. Parzenie jest podobne jak w Gruzji. I o jej parzeniu pisaliśmy http://brygidaibartek.pl/magiczny-targ-i-gleboka-medytacja/

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zioła kiedyś były pijane, teraz w knajpach dla miejscowych, czy w domach zazwyczaj preferują herbatę ekspresową europejską, oczywiście są osoby które zbierają zioła, czy je piją, ale jest to margines.

Do przetworów, soków dają zazwyczaj dużo cukru, wszystkie przepisy jakie nam podali były 1 kg owoców, 2 kg cukru. Może to wynikać z braku tych ciast.

A zapomniałabym o najważniejszym chlebie. Ormiański lawasz czyli cienki placek o którym już pisaliśmy http://brygidaibartek.pl/goris-trzecia-mozliwosc-i-produkcja-lawasza/ jest zastępowany chlebami puchatymi.

Chleb jest podstawą jedzenia i nie może go brakować na żadnym posiłku, jest jedzony na śniadanie, obiad i kolację. Widzieliśmy osoby które ziemniaki zagryzały chlebem. Tutaj to nie dziwi.

Poza tym uprawiana jest tutaj w górach pszenica durum, którą gotują i jedzą, bądź przygotowują z niej zupę Spas macon, woda, pszenica, zielenina.

Wiele potraw na właśnie taki bezpłciowy pszeniczny smak.

A co do Aveluka, bo od tego zaczęłam

Aveluk to koński szczaw rosnący również u nas.

Jest bardzo gorzki, aby ściągnąć tę gorycz poddaje się go fermentacji (świeży zawija w warkocze i suszy).

Potem przed gotowaniem moczy w zimnej wodzie, aby gorycz zeszła co najmniej 30 minut.

Odlewa wodę i gotuje 30 minut, lub dłużej

Co można z niego zrobić ?

Głównie sałatkę na zimno, zupę, lub usmażyć na patelni na oleju.

Na sałatkę taki ugotowany aweluk smażą na oleju z czosnkiem i dodają orzechy włoskie (wersja luksusowa) i podają na zimno razem z maconem z czosnkiem.

Czasem sałatka jest ze smażoną cebulą.

A sumie różnica między sałatką, a smażonym awelukiem polega na sposobie podania czy na zimno czy na ciepło.

Zupa to aweluk ugotowany, woda, trochę pszenicy, soczewicy i czosnku i w wersji luks orzechy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Polecam do przetestowania. Choć gdy gotuje się go zapach jest takiego trawska.

Często jedynym sposobem goszczenia osoby nie jedzącej mięso jest zrobienie smażonych jak frytki ziemniaków. Proszenie o pomidory czy inne warzywa często wydaje się głupie.

Sery są, ale o nich nic nie wiemy, choć jesteśmy w kraju pasterskim.

Grzyby mało popularne, podejrzewamy, że przyjechały razem z Rosjanami, którzy też posadzili tutaj sporo lasów.

Muszę przyznać , że grzyby nie są tak smaczne jak nasze. Jedliśmy tutaj – to co sami zbieraliśmy – pieczarki, kanie, maślaki.

I na koniec najbardziej pracochłonna zupa Hasz, zupa z podrobów baranich gotowana wiele godzin. Nie próbowaliśmy.

Jedno co jest bardzo widoczne to co już pisaliśmy, że warzywa zastępowane są mięsem, je się mięso z mięsem i z chlebem. Może gdyby byli bardziej zamożni to jedli by samo mięso.

Głodu i biedy z tym związanej chyba tutaj nigdy nie było, bo sposób spożywania i ilości zostawianego jedzenia na stołach o tym świadczy, w sadach owoce nie są wyzbierane (często są zmarznięte na drzewach w przydomowych ogrodach). Grzybów w lasach, czy na łąkach pod dostatkiem, ale mało kto je zbiera.

Od wielu osób słyszeliśmy, że tutaj bieda………

Chyba jednak tak nie wygląda zachowanie biednych ludzi.

Fakt wielu, nawet większości nie stać na luksusowe dobra i poziom konsumpcji jest tutaj zdecydowanie niższy niż u nas, nie mówiąc już o krajach zachodu, jednak z biedą, głodem, brakiem ciepła zimą, bezdomnością, czy ubrania (są bardzo dobrze ubrani) nie ma to nic wspólnego.

Domy są zdecydowanie większe niż nasze w Polsce – 2-3 razy ( jest to związane z tradycją spędów rodzinnych). Nasz 70 metrowy wywołuje politowanie .

Jak w każdym kraju są różnice, tutaj może bardziej widoczne. Wielu pracuje czy mieszka za granicą. Wielu narzeka jak Polacy, a inni mówią my Ormianie jesteśmy zaradni, dajemy sobie świetnie radę. Jak nie u siebie to jedziemy za granicę i zarabiamy.

Głównie pracują w Rosji.

Zresztą dla wielu jest to ucieczka od uciążliwej tradycji i kontroli rodziny, podobnie jak w Polsce.
Bartka długie włosy wywołują tu często śmiech, czy pokazywanie palcami. A większość mężczyzn ubranych jest w czarne skórkowe kurtki ( kolorowe ubranie też zbudza sensację,szczególnie w terenach wiejskich).

Ormianie to handlowcy i pasterze , a nie kucharze , rolnicy czy producenci. Dlatego targi są stosunkowo ubogie , a w mniejszych miejscowościach większość z handlujących na bazarach mówi, że wszystko przywozi w Erewania.

Jest to naturalne bo armeńskie, ale ile w tym prawdy. Potężne szklarnie wdzieliśmy (nie w takiej ilości jak we Włoszech czy Hiszpanii), ale są.

U nas też się mówi dobre polskie jabłka, świat je docenia, a przecież uprawiane przemysłowo jabłko szczególnie w regionie najintensywniejszej uprawy sadów widzi 30-40 oprysków pestycydami rocznie, nie wspominając już o nawozach sztucznych (ten temat dobrze znamy mamy tam rodzinę wśród sadowników).

Na pewno te nie uprawiane w szklarniach mają masę naturalnego słońca i to to też jest bardzo cenne (Hiszpańskie,włoskie już tego nie mają). 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Sycenie się światłem Sevanu

Sycenie się światłem Sevanu 10-13 listopada 2014

 

Niebo zeszło na ziemię między góry (M.Gorki o Sevanie )

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bezchmurne niebo w dzień niebieskie w nocy rozgwieżdżone. Księżyc kąpiący się w jeziorze, góry które zamarły w bezruchu zakładając białe świetliste sukienki.

Wszystko współgra ze sobą, i wzmacnia siebie nawzajem.

Nawet nie myśli o tym żeby wzmacniać, to dzieje się samo, wszystko jest w jedności stworzenia.

Słońce oświetlając Sevan iskrzy się tysiącami gwiazdeczek. Na drugim brzegu ośnieżone szczyty wchodzą do wody.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Świąt ludzi i Bogów. Wszystko łączy się z sobą. Ziemia połączyła się ze swoim duchem i bogowie zeszli na ziemię.

Fale uderzają o brzeg, czasem przepłynie jakaś łódką, czasem przeleci mewa….

 

Jestem światłem

 

Tu wszystko jest światłem przestrzenią. I my jesteśmy częścią tego świata .

Sevan tak nas przytula i zaprasza do siebie, że pozwolił nam się w nim wykąpać.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zapraszając i dodając otuchy gdy nieśmiało zamaczałam nogi.

A gdy jezioro puszcza do siebie to i woda wydaje się ciepła.

Wszystko tylko odpuścić umysł, pozwolić sobie wejść i zobaczyć co się podzieje.

Straszno nas chorobami przy kąpieli w zimnej wodzie. Wszystko to trzeba odpuścić.

Zaufać boskiemu prowadzeniu i pójść w nowe.

Ograniczenia rodzą się w naszym umyśle. Choć należy pamiętać,że nawet jeżeli nie będziemy mieć ograniczeń, a woda nie zaprosi, może nie być za ciekawie dla nas.

Nauka słuchania przyrody i bycia jej częścią, jej maleńką częścią.

My dziękujemy tej cudownej wodzie, że zmyła z nas resztki Nagornego Karabachu, zarówno w znaczeniu fizycznym (twardą mineralną wodę szczególnie z włosów), ale również to co energetyczne.

Dała nam siłę na dokonanie przełomu w naszym życiu, w którym każda najmniejsza walka nawet w jej obronie będzie demaskowana i transformowana do energii miłości.

A tam gdzie miłość nie trzeba o nic walczyć i z nikim.

Wszystko samo o siebie dba i wszystko dzieje się w najlepszym czasie i miejscu.

Dlatego też nie walczyliśmy z sobą tylko przyjęliśmy zaproszenie jeziora i cieszyliśmy się, że kolejne schematyczne programy umysłu odeszły w zapomnienie,

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Noc, ognisko, rozgwieżdżone niebo i spokój miejsca. Miejsca gdzie jest spokój i ruch zarazem. Wszystko płynie, porusza się we właściwym sobie rytmie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nieliczne łódki na jeziorze dodają mu uroku. A złowione przez rybaków ryby dają pokarm również innym naszym braciom.

Jakże bym chciała aby wszyscy byli na pranie, nie zabijali siebie nawzajem, bo wiem, ze dopóki zabijamy nawet dla jedzenia wtedy trwa dalej wojna.

Jednak mam świadomość jak mi trudno zrezygnować z przymusu jedzenia i ze wszystkich programów stanowiących jego otoczkę.

Mimo, że zdecydowanie lepiej czuję się gdy nie jem.

Dlatego rozumiem innych, którzy muszą zabijać aby żyć i boją się gdzieś to odpuścić.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękujemy temu pięknemu jezioru – chyba najpiękniejszemu jakie znamy (zdjęcia nie oddają jego piękna) za cenny czas zatrzymania w tak pięknej aurze.

Jezioro jest na 1900 m.n.p.m temperatura wody 5-7 stopni, otoczenia ok. 15, przy pięknym słońcu.

 

I znów kolejny wieczór przy ognisku, kolejne fale łagodnie przychodzą i odchodzą . Jak kolejne uderzenia w bęben.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jak wszystko co przychodzi i odchodzi, następują własne koleje losu.

Słońce wschodziło łagodnie oświetlając horyzont, by potem wzbić się wyżej, rozświetlało swoim blaskiem wodę która igrała ze światłem, tysiącami gwiazdeczek , aby wieczorem zajść za okoliczne góry, po nim pojawiały się gwiazdy milionami sztuk, piękne mgławice, potem wychodził księżyce by swoim blaskiem przysłonić te bardziej odległe gwiazdy.

Wszystko pojawiało się i znikało, a my byliśmy na brzegu.

Wszystko takie jakieś proste, harmonijne, przewidywalne w swojej nieprzewidywalności.

Docenialiśmy to po wizycie w Karabachu , ten spokój, tą harmonię otoczenia.

Harmonię zakłócił aparat fotograficzny, który po ostatnich 2 upadkach, teraz już całkowicie odmówił współpracy.

Fakt, gdy go kupiłam, nie byłam za bardzo zadowolona z niego, porównywałam go do poprzednika i mimo że z czasem byłam z niego bardzo zadowolona, zdecydował się rozstać z nami. Zresztą próbował tego kilka razy gubiąc się i znajdując.

Pokazał mi mechanizm, że jak już coś mam i z czegoś korzystam, robię to tu i teraz, bez porównywania, rozpamiętywania i proszę tą rzecz o najlepszą współpracę.

Czy ja lubię jak mnie porównuje się do innych i wymusza, abym była kimś innym?

 

Korzystam z rzeczy z miłością, prosząc je o najlepszą współpracę.

 

W czasie stania, troszkę eksploatowaliśmy akumulator landrynki ładując komputer, telefony, webastem (ogrzewaniem postojowym) i ………. ostatniego dnia rano odmówiła chwilowo współpracy.

Potrzebni byli inni ludzie, inny akumulator (nasz drugi akumulator też odmówił współpracy).

Na szczęście jesteśmy w kraju, gdzie pomoc jest czymś normalnym i naturalnym.

Dziękujemy dwóm przesympatycznym Panom rybakom, którzy pomogli nam odpalić nasz samochód.

Pojechaliśmy dalej, jednak wiedząc, że lepiej znaleźć miejsce i podładować akumulator.

Choć powiem szczerze nie mieliśmy pomysłu gdzie jechać ……….

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

<code>

Krótka wizyta na targu w Erewaniu

Krótka wizyta na targu w Erewaniu 30 październik 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Maliny, truskawki i typowe płody jesieni – u nas wcale nie doceniane.

 

Rokitnik, dzika róża , aweluk (koński szczaw) suszony, tarnina, różne odmiany głogu , gruszki dzikuski, grzyby maślaczki, pieczarki, boczniaki i inne mniej znane nam odmiany

Do tego jabłka, gruszki, śliwki, pomidory, ogórki, bakłażany, dynie, znany nam z ogrodu topinambur, (komu potrzeba niech da znać) i pojawiająca się się już hurma (persymona) jeszcze twarda i naszym zdaniem niedojrzała (dwa egzemplarze były koloru czerwonego – dojrzałe, galaretowate, słodkie i smaczne).

Do tego polubiona przez nas tutaj zielenina – bazylia czerwona, kolendra, pietruszka, koperek, botwinka, natka rzodkiewki, rozmaryn, mięta – jedzona praktycznie jak przekąska – zwykle zawijana w narodowy sposób z serem w chleb lawasz.

My lubimy ją zawijać z warzywami surowymi i kiszonymi w lawasz, a w większe liście (nie wiemy co to dokładnie) można zawijać np. grzyby czy sałatkę z kapusty itp.

Popatrzcie sami 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ziołowa polanka

Ziołowa polanka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Kiedy zjeżdżaliśmy z gór naszym oczom ukazał się niezwykły widok: w dolinach roztaczających się pod naszymi stopami, zapaliły się barwami jesieni zagajniki złożone z drzew liściastych. Te barwy przyciągały jak magnes. Po kilku dniach przebywania w wielkiej przestrzeni gór , koloryt czerwieni i żółci w różnych tonacjach radował oczy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

U podnóża malowniczych zagajników rozciągały się jakby nietknięte zasuszone łąki ,pełne kwiatów lub raczej ziół. Stojąc tak w swojej zastygłej formie nawoływały do zabrania ich ze sobą i uraczenia się różnymi substancjami leczniczymi. Na początku nie zachęcały do fotografii, lecz nieśmiało szeleszcząc wyschniętymi listkami odkrywały detal i szczegół swojego piękna . Piękna jesieni, gdzie nie dotarły krowy i całe bogactwo lata zastygło w specyficznej pozie. Jakże ważnej, bowiem to zapewne z takich miejsc w świat polecą informacje w postaci nasion i zapachów. By w kolejnym roku wzmocnić biotop łąk wypasanych i odtworzyć ich skład gatunkowy w jakiejś części. My także syciliśmy się zapachami , ocierając się o kępy specyficznych roślin. Na niewielkim obszarze kilkuset metrów kwadratowych naliczyliśmy ich około 30 gatunków. Te które najbardziej się wdzięczyły zamieszczamy w tym poście, zobaczcie je sami……..

 

P.S. Wrócimy tu na pewno jak będą kwitły………

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA