Turcja Kopadocja

now browsing by tag

 
 

Kopadocja zimowa i nerwowa

Kopadocja zimowa nerwowa 23-24 luty 2015

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jechaliśmy przez rolnicze tereny świetnymi tureckimi drogami. Już dawno nie widzieliśmy tyle ingerencji w przyrodę. Każda przestrzeń zagospodarowana. Czy na pewno potrzebujemy tyle jeść? Reklamy nawozów sztucznych, pestycydów, świat wojny z przyrodą.

Świat jedzenia……

I tak dojechaliśmy do Kopadocji do Goreme stanowiące gdzieś jej turystyczne serce.

Wieczorem rozświetlone pełne turystów, szczególnie z Azji, co tu się dzieje w sezonie ? – brzęczało w głowie. Takie kolejne zderzenie z dzisiejszym światem. Turcja jakże inna niż ta widziana przez setki kilometrów.

Odwykliśmy od podziału światów, może czasem denerwowaliśmy się na Kaukaz, ale dualności tam prawie nie było.

Choć muszę przyznać szczerze, że po pół roku braku kolorowych sklepików miałam dużą radość w chodzeniu po nich i oglądaniu towarów.

Emocje zaczęły się gdy nie mogliśmy znaleźć miejsca na nocleg. Czuliśmy się trochę pogubieni w tych energiach, czasu na oswojenie było mało i nic nas fajnego po ciemku nie przyciągało.

Emocje szły nie wiadomo o co, jednak nasze duszy czuwały i udało nam się znaleźć nocleg na punkcie widokowym Ortahisar.

Emocje były spore, że na nawet policja zainteresowała się nami. Jednak z braku znajomości języków zostawiła nas w spokoju.

Świat walki wdarł się kolejny raz w naszą przestrzeń pokazując, że jeszcze nie jesteśmy wolni od niego. Bo cała Kopadocja to walka. Przede wszystkim religijna.

Rano dostałam przekaz .

 

Jedzenie nie ma nic naprawdę wspólnego z emocjami. Jesteśmy tak wychowani, że jak dziecko krzyczy, płacze, uspokaja się go jedzeniem. Daje coś żeby zamknąć mu usta, aby nie mógł krzyczeć, płakać. A nic to nie ma wspólnego z emocjami, które dzieją się w środku.

Dlatego trzeba rozpoznać emocje, a nie je chować, wypierać, a do tego służy jedzenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dlatego narody najbardziej cywilizowane są najgrubsze i jedzą najwięcej. Może to ma związek z byciem na POKAZ???

 

Już teraz wiem, że jedzenie nie rozpuszcza emocji, tylko zamyka możliwość mówienia o nich. Pozwalam sobie patrzyć na emocje świadomie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I tak poczyszczeni przez tutejszą przestrzeń z radością udaliśmy się na zwiedzanie Kopadocji. Śnieg utrudniał wjazd w drogi gruntowe, więc zostaliśmy przy głównych.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Największe wrażenie zrobił na nas zamek Uchisar z widokiem na całą Kopadocję, jak z lotu balonem – których tu pełno.. Mieliśmy wrażenie, że cała chce się nam zaprezentować, nawet zaczęło słońce przebłyskiwać.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Iglice skał idących do nieba, szukających Boga.

Setki, a może tysiące pięknych stożków układających się w różne kształty. Świat nerwowości, jednostki, jej emocji.

Piękno emocji.

Iście wariackie podejście.

 

Rozpoznaję intencje tworzenia i zachwycam się z miłością nad pięknem, transformując początkowe energie.

 

A na piękne kopeczki popatrzcie sami.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W sklepiku z kamieniami koło zamku przyciągnął mnie cytryn i foksit.

Foksit wyciąga światło w ciemności. Pokazuje nam, że to wszystko co ciemne można transformować, piękne kolorowe światło.

Energia tworzenia, nie zostaje na wieki, my mamy możliwość jej transformacji.

 

Mam moc transformacji wszystkiego tego co nie powstało w miłości

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A cytryn jak balsam, rozświetla swoim biało złotym światłem całą przestrzeń wokół czyniąc ją lekką i radosną.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękuję cudownym kamykom, które chciały zawitać w moje życie. Przynosząc siłę transformacji przeszłości w światło i miłość.

 

Mam moc transformacji mojej przeszłości w światło i miłość.

 

 

Kopadocja miała dla nas jeszcze jedną niespodziankę. W Goreme znajduje się Open Air muzeum, w którym pokazane jest jak żyli ludzie tutaj kiedyś.

Generalnie uwielbiam kamienie, jednak kamienne miasta domy nigdy mnie nie fascynowały, nie wiedzieć dlaczego. Tłum turystów spory, a cena wejścia 50 lirów (75 zł.) daje nam pretekst nie wgłębiania się w tamtejsze energie.

 

Jednak w knajpce koło muzeum sprzedają świeżo wyciskany sok z granatów. Wyciskany na wyciskarce do pomarańczy, bez obierania każdego ziarenka, tylko przekroić i wyciskać.

Ciekawe czy biały miąższ daje posmak, zaczęliśmy się zastanawiać. Pamiętając nasze soki robione z cudownych granatów z Nagornego Karabachu. Wtedy gdy próbowaliśmy zemleć na maszynce razem z białym miąższem smak był gorzkawy.

Spróbujemy tego soczku zapadła decyzja cena za 0,5 litra tylko 10 lirów (15 złotych) i Pani robi na naszych oczach z bardzo czerwonych granatów.

Pierwszy łyk …………….. konsternacja.

Co to jest?

Smakuje Ci to – pytam Bartka.

No nie, ale posmaku miąższu nie ma – stwierdza dyplomatycznie.

I znów dziękujemy Bogu wszechświatowi, że dał nam możliwość nacieszenia się cudownym smakiem granatów w Armenii, że wiemy jak to może smakować. I myślę, że z czasem będziemy wybierać tylko to co ma smak, a nie to co jest uprawiane na wysokość plonu.

 

Dziękujemy Kopadocji za piękne lekcje, może mało przyjemne, ale dosadne.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4