ZU U

now browsing by tag

 
 

Sycenie się światłem Sevanu

Sycenie się światłem Sevanu 10-13 listopada 2014

 

Niebo zeszło na ziemię między góry (M.Gorki o Sevanie )

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bezchmurne niebo w dzień niebieskie w nocy rozgwieżdżone. Księżyc kąpiący się w jeziorze, góry które zamarły w bezruchu zakładając białe świetliste sukienki.

Wszystko współgra ze sobą, i wzmacnia siebie nawzajem.

Nawet nie myśli o tym żeby wzmacniać, to dzieje się samo, wszystko jest w jedności stworzenia.

Słońce oświetlając Sevan iskrzy się tysiącami gwiazdeczek. Na drugim brzegu ośnieżone szczyty wchodzą do wody.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Świąt ludzi i Bogów. Wszystko łączy się z sobą. Ziemia połączyła się ze swoim duchem i bogowie zeszli na ziemię.

Fale uderzają o brzeg, czasem przepłynie jakaś łódką, czasem przeleci mewa….

 

Jestem światłem

 

Tu wszystko jest światłem przestrzenią. I my jesteśmy częścią tego świata .

Sevan tak nas przytula i zaprasza do siebie, że pozwolił nam się w nim wykąpać.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zapraszając i dodając otuchy gdy nieśmiało zamaczałam nogi.

A gdy jezioro puszcza do siebie to i woda wydaje się ciepła.

Wszystko tylko odpuścić umysł, pozwolić sobie wejść i zobaczyć co się podzieje.

Straszno nas chorobami przy kąpieli w zimnej wodzie. Wszystko to trzeba odpuścić.

Zaufać boskiemu prowadzeniu i pójść w nowe.

Ograniczenia rodzą się w naszym umyśle. Choć należy pamiętać,że nawet jeżeli nie będziemy mieć ograniczeń, a woda nie zaprosi, może nie być za ciekawie dla nas.

Nauka słuchania przyrody i bycia jej częścią, jej maleńką częścią.

My dziękujemy tej cudownej wodzie, że zmyła z nas resztki Nagornego Karabachu, zarówno w znaczeniu fizycznym (twardą mineralną wodę szczególnie z włosów), ale również to co energetyczne.

Dała nam siłę na dokonanie przełomu w naszym życiu, w którym każda najmniejsza walka nawet w jej obronie będzie demaskowana i transformowana do energii miłości.

A tam gdzie miłość nie trzeba o nic walczyć i z nikim.

Wszystko samo o siebie dba i wszystko dzieje się w najlepszym czasie i miejscu.

Dlatego też nie walczyliśmy z sobą tylko przyjęliśmy zaproszenie jeziora i cieszyliśmy się, że kolejne schematyczne programy umysłu odeszły w zapomnienie,

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Noc, ognisko, rozgwieżdżone niebo i spokój miejsca. Miejsca gdzie jest spokój i ruch zarazem. Wszystko płynie, porusza się we właściwym sobie rytmie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nieliczne łódki na jeziorze dodają mu uroku. A złowione przez rybaków ryby dają pokarm również innym naszym braciom.

Jakże bym chciała aby wszyscy byli na pranie, nie zabijali siebie nawzajem, bo wiem, ze dopóki zabijamy nawet dla jedzenia wtedy trwa dalej wojna.

Jednak mam świadomość jak mi trudno zrezygnować z przymusu jedzenia i ze wszystkich programów stanowiących jego otoczkę.

Mimo, że zdecydowanie lepiej czuję się gdy nie jem.

Dlatego rozumiem innych, którzy muszą zabijać aby żyć i boją się gdzieś to odpuścić.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dziękujemy temu pięknemu jezioru – chyba najpiękniejszemu jakie znamy (zdjęcia nie oddają jego piękna) za cenny czas zatrzymania w tak pięknej aurze.

Jezioro jest na 1900 m.n.p.m temperatura wody 5-7 stopni, otoczenia ok. 15, przy pięknym słońcu.

 

I znów kolejny wieczór przy ognisku, kolejne fale łagodnie przychodzą i odchodzą . Jak kolejne uderzenia w bęben.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jak wszystko co przychodzi i odchodzi, następują własne koleje losu.

Słońce wschodziło łagodnie oświetlając horyzont, by potem wzbić się wyżej, rozświetlało swoim blaskiem wodę która igrała ze światłem, tysiącami gwiazdeczek , aby wieczorem zajść za okoliczne góry, po nim pojawiały się gwiazdy milionami sztuk, piękne mgławice, potem wychodził księżyce by swoim blaskiem przysłonić te bardziej odległe gwiazdy.

Wszystko pojawiało się i znikało, a my byliśmy na brzegu.

Wszystko takie jakieś proste, harmonijne, przewidywalne w swojej nieprzewidywalności.

Docenialiśmy to po wizycie w Karabachu , ten spokój, tą harmonię otoczenia.

Harmonię zakłócił aparat fotograficzny, który po ostatnich 2 upadkach, teraz już całkowicie odmówił współpracy.

Fakt, gdy go kupiłam, nie byłam za bardzo zadowolona z niego, porównywałam go do poprzednika i mimo że z czasem byłam z niego bardzo zadowolona, zdecydował się rozstać z nami. Zresztą próbował tego kilka razy gubiąc się i znajdując.

Pokazał mi mechanizm, że jak już coś mam i z czegoś korzystam, robię to tu i teraz, bez porównywania, rozpamiętywania i proszę tą rzecz o najlepszą współpracę.

Czy ja lubię jak mnie porównuje się do innych i wymusza, abym była kimś innym?

 

Korzystam z rzeczy z miłością, prosząc je o najlepszą współpracę.

 

W czasie stania, troszkę eksploatowaliśmy akumulator landrynki ładując komputer, telefony, webastem (ogrzewaniem postojowym) i ………. ostatniego dnia rano odmówiła chwilowo współpracy.

Potrzebni byli inni ludzie, inny akumulator (nasz drugi akumulator też odmówił współpracy).

Na szczęście jesteśmy w kraju, gdzie pomoc jest czymś normalnym i naturalnym.

Dziękujemy dwóm przesympatycznym Panom rybakom, którzy pomogli nam odpalić nasz samochód.

Pojechaliśmy dalej, jednak wiedząc, że lepiej znaleźć miejsce i podładować akumulator.

Choć powiem szczerze nie mieliśmy pomysłu gdzie jechać ……….

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

<code>

Radość gejzera i bezmiar wojny w jednym w najpiekniejszych miejsc na świecie

Karwaczar – radość źródła i bezmiar wojny w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie 9 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No właśnie czy miejsce może piękne i straszne zarazem?

Może gdy dotyczy to miejsca gdzie toczyła się wojna, a może toczy się tam dalej.

Wojna jest nie tylko w umysłach ludzi, ale i na wschodniej granicy Nagornego Karabachu, otwarta linia frontu, a kontrabandy w górach.

Szczególnie to czuć w Karwaczarskim rejonie, który jest terenem zdobycznym Nagornego Karabachu i Armenii, a przez lata należał do Azerbejdżanu (przed wojną mieszkało tam 80% Azerów).

 

Cały rejon jest całkowicie zniszczony, ma się wrażenie, że zbombardowany w czasie wojny był każdy dom.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyraźnie to widać w Karwaczarze gdzie 90% domów to zgliszcza, a reszta to 500-600 mieszkańców w dużej mierze wojskowych. Zresztą w jednostce wojskowej udaje nam się zrobić zakupy.

A miasteczko położone bajkowo na płaskowyżu otoczone z 3 stron pięknymi dolinami ze skałami wulkanicznymi i otoczone 3 tysięcznikami teraz pięknie ośnieżonymi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Gdy zrobiło się photoshop na zgliszcza to miało się wrażenie, ze jest się w niebie.

Dlaczego tak cudne miejsce tak wygląda?

Jaka energia się musiała tutaj rozładować?

Do czego byli przywiązani tutejsi mieszkańcy skoro zesłano im taką rzeź.

Pojawiają się refleksję nad wojną skąd się bierze i do czego prowadzi.

Gdy widzi się takie zgliszcza odpuszcza się wewnątrz walkę, walkę z innymi, walkę o rację.

Bo do czego prowadzi walka, wojna?

Widać wyraźnie tutaj. Każdemu kto uważa, że on musi walczyć o swoje , czy w ogóle o coś walczyć – polecam wizytę tutaj. Działa jak najlepsza psychoterapia.

Jest to super miejsce na warsztaty z uwalniania programów wojny. Szczególnie u nacji które bezpośrednio doświadczyły jej, niezależnie czy jako zwycięzcy czy pokonani.

Miejsce bardzo chciałoby uzdrowienia. Gdyż pod energią walki jest cudowna energia miejsca, która bardzo prosi o iskierki światła dla siebie.

Oczywiście są jeszcze ciekawsze miejsca wojenne jak słynne miasto Abgam na wschodniej granicy z Azerbejdżanem, które całe było zrównane z ziemią. Miasto, które przed wojną zamieszkiwało 20-30 tys osób. Teraz nie ma go na mapach.

Nam nie trzeba takich wycieczek, wystarczy ta w karwaczarski rejon, szczególnie do Karwaczaru.

Te obrazy zgliszcz pojawią się w moim umyśle za każdym razem, gdy nabiorę ochoty na energię walki, czy w moim przypadku bardziej na energię odwetu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Tak odwetu za coś. I co ktoś mi zrobi, czy ja muszę odpowiadać tym samym?

Tą samą energią co napastnik?

Dlaczego?

Dlaczego uważamy, ze skoro ktoś nas atakuje to jest silniejszy?

Ma siłę do ataku, więc my musimy oddać?

Co powoduje, że musimy walczyć, a nie możemy rozpuścić tej energii nawet wtedy gdy ktoś nas atakuje i wydobyć z siebie wewnętrznej mądrości?

Dlaczego uważamy, że innych siła, jest silniejsza od naszej ?

Innych myślenie, postępowanie, a nasze nie?

 

Szczególnie w takich miejscach rodzą się pytania o to dlaczego wojna właśnie tutaj?

Przecież ludzie tutejsi jej na pewno nie chcieli, czy na pewno to sprawa tylko kilku decyzji politycznych?

Wojna zaczyna się w naszych umysłach i z nich idzie energia, a za energią idzie kreacja i postępowanie.

Wszechświat materializuje to co chcemy i …………

Powiecie nikt nie chce wojny, a zobaczcie sami ile jest jej w Was…….

Ile razy się denerwujecie na kogoś,

musicie walczyć o swoje,

jesteście wojownikami światła,

trzeba walczyć z ciemnymi energiami i nie tylko,

Czy szukamy odwetu,

czy na siłę bronimy swoich racji, poglądów……..

Pytań na pewno można zadać bardzo wiele

Im więcej będzie w nas pokoju, to w pewnym momencie przeważy ta energia i zagości on na świecie.

Wszystko zależy tylko od nas wszystkich.

 

A tak na marginesie po co walczyć ?

Gdy za chwilę nie ma nas na tym świecie, traci się dorobek całego życia, traci miejsce zamieszkania (jak Azerowie).

Czy walka nie wstrzymuje nas przed iściem swoja drogą, a odwet całkowicie nie sprowadza na manowce?

 

Kiedyś byłam zaraz po wojnie w Bośni i Hercegowinie, po paru dniach uciekłam cała roztrzęsiona, zburzonymi domami, mogiłkami wojennymi moich rówieśników.

Teraz mogłam przyjrzeć się jej bardziej świadomie, uwolnić zawarte gdzieś energie moich przodków z czasów wojny, ich lęki, szarpanie się, życie w ciągłym zagrożeniu.

A przecież jedyne co nas chroni to miłość i wiara w boskie prowadzenie, a reszta nas osłabia.

 

I tak z miasteczka zjechaliśmy w stronę kolejnych termalnych źródeł Tsar.

Nagle na drodze pokazał się okrągły basen z małym gejzerem. Łada Niva podjechała do nas prosząc abyśmy nie podjeżdżali bliżej gdyż tam kąpią się ludzie.

W samochodzie siedzieli mężczyźni, a w gejzerze kąpały się kobiety.

Tak, tutejszy świat czasami wygląda jak u nas 20-30 lat temu.

Świat kobiet, świat mężczyzn .

Gdy Panie (starsze kobiety) się wykąpały, razem z dwójką młodych chłopaków wskoczyliśmy do baseniku. Koślawa rozmowa po rosyjsku pozwoliła nam dowiedzieć się, że są to chłopcy z Erewania na zasadniczej służbie wojskowej.

Woda miała ok 45-50 stopni, co troszkę parzyło.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Chłopcy widząc to, że jest nam gorąco włożyli rurę w otwór i z małego Gejzeru zrobił się 10 metrowy z którego w niektórych miejscach wytryskiwała również chłodna woda,

Ile radości.

Po doświadczeniach Karwaczaru, taka ulga.

Widać też jaką wibrację ma energia wojny, lęku, a jaką radości, miłości, wdzięczności.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Różnicę pokazano nam w ciągu godziny, abyśmy mogli ją dobrze zapamiętać i wybrać jaką drogą chcemy iść.

A woda igrała ze słońcem, wiatrem i z naszą radością. Wszechświat cieszył się na spotkanie. Obmywał nas ze starych wzorców przywiązań, wprowadzając w nie energię światła.

A woda z własną siłą wzbijała się w przestrzeń pokazując, że my również potrafimy regulować swoje światło.

I w zależności od potrzeb lśnić nim tylko w środku bądź z wielką siłą emanować na zewnątrz.

I tak bawiliśmy się razem zapominając o tym co dookoła, cieszyliśmy się, że jesteśmy i że możemy tutaj być. Gdy patrzyliśmy na wodę tworzyła się tęcza napełniając nas wszystkimi kolorami.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Chłopcy poszli, a my zostaliśmy sam na sam z wodą w środku lesistego wąwozu, na drodze.

Nagle przyjechały 2 samochody, wysiadło z nich siedmiu chłopa (po części ubrani jak w Karabachu na prowincji moda nakazuje w moro), część od razu poszła się kąpać,a jeden podleciał do nas i zaczął wypytywać skąd jesteśmy, i dokąd jedziemy. Zadawał wiele, wiele pytań……..

Chyba z 5 razy pytał nas w jakich celach tu jesteśmy, a potem przemycił niewinnie pytanie czy potem jedziemy do Azerbejdżanu……

Odpowiedzieliśmy, że nie ………..

 

Dalsze kąpanie przebiegało bardzo ciekawie, gdyż razem z Panami żołnierzami kąpaliśmy się w basenie, a jeden ze snajperskim automatem z lunetą chodził dookoła…….

Pełne bezpieczeństwo. Tylko woda taka jakaś cieplejsza się zrobiła…

Czuliśmy się dziwnie, fakt nie posłuchaliśmy naszych duchów i straciliśmy naszą siłę zawartą w miłości, radości.

I znowu zobaczyliśmy spadek energii, znów wszystko było cięższe, wolniejsze – takie szybkie wibracyjne zmiany.

Panowie starsi, którzy zapewne mieli na sumieniu wiele ludzkich istnień, byli mili, ciekawi nas i świata, jednak czujni, nerwowi , z zaciśniętymi twarzami.

Kiedy wojna się skończy – zapytałam jednego

Już niedługo – odpowiedział

Wojna to straszna rzecz – ciągnęłam dalej

Nie taka zła – popatrzył na mnie zaskoczony

No tak dla żołnierza wojna jest fajna – odpowiedziałam

Tak – dodał z błyskiem w oku.

 

No właśnie, każdy z nas walczy na jakimś froncie, jedni mają z tego tytułu poczucie winy, inni radość. Choć patrząc na tych Panów nie widziałam u nich spełnienia, a może to tylko moja własna ocena.

 

Jadąc dalej doliną miało znajdować się kolejne źródełko, jednak podróż do niego nie wydawała nam się sensowna. W gejzerze spędziliśmy wiele czasu mocząc się w gorącej wodzie i podróż do następnego byłaby tylko z czystej ciekawości. A ciekawość tego miejsca odebrało nam spotkanie z Panami….., no właśnie z kim? W przydrożnym sklepie dowiedzieliśmy się że to nie armia, tylko „kontrabanda”. Najprawdopodobniej oznacza to najemników, byłych zawodowych żołnierzy, pilnujących teraz płatnie granicy Karabachu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pojechaliśmy na nocleg do znanego nam źródełka Zuar, aby tym razem w ciszy pokontemplować go praktycznie samotnie (tylko od czasu do czasu pojawiał się samochód z mężczyznami na nocną kąpiel w świetle księżyca w pełni).

 

P.S. Na pytanie czy byliście lub jedziecie potem do Azerbejdżanu – tutaj zawsze odpowiadajcie – NIE! Na prowokacyjne pytanie – czy nie chcemy zdjęcie z uzbrojonym żołnierzem my odpowiedzieliśmy także NIE (który z nich chce prezentować swoja twarz w internecie?)

Górskie drogi Nagornego Karabachu

Górskie drogi Górskiego Karabachu 7 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W miejscowości Nareshar stojąc i sycąc się dźwiękiem strumyka, zaprosiła nas do siebie droga w góry. 

 

Należy pamiętać, że jesteśmy w kraju, gdzie niedano była wojna i część terenu jeszcze jest zaminowana, więc jeździmy nie w dzicz, ale tam gdzie są ślady opon, gówna krów itp 

Po ostatnich opadach śniegu nawet nie myśleliśmy, że wjedziemy w góry, a tym bardziej w Nagornym Karabachu. Fakt, tutaj góry są skaliste, a drogi są w dolinach na ok 1000-1500 metrach, więc nie są zaśnieżone, (wysokie przełęcze są na głównych drogach).

Na tej leśnej szutrówce były świeże ślady opon, więc bezpiecznie nią podążyliśmy.

Droga uwidoczniła nam piękno okolicznych gór i dolin. I pokazała się chyba w każdej odsłonie – suchutka piękna szutrówka, zaśnieżona, zalodzona, błotnista, kamienista i trzeba było przejechać parę razy rzeczki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wszystko w dziczy otaczających gór. Ponoć są tutaj niedźwiedzie. Troszkę jesteśmy tutaj za późno, jest późna jesień i większość liści już opadła z drzew. Na pewno ten region jest wyjątkowo atrakcyjny wizualnie , wtedy gdy lasy mają kolory jasnej zieleni. Jedno co nadal urzeka to świeże, ostre, rześkie, wilgotne powietrze. Po drodze minęliśmy osadę pszczelarza i pasterza na koniu, a na końcu dojechaliśmy do zagrody pasterskiej.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Tam poczułam, że dalsza jazda nie ma sensu i spokojnie zjechaliśmy z powrotem do miasteczka Vang.

Którego atrakcją są płoty w tablic rejestracyjnych z całkowicie zbombardowanego miasteczka Abgam.

Dziękujemy za piekną wycieczkę, a przede wszystkim możliwość wjechania w przyrodę w tym wojennym kraju. 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Goris trzecia możliwość i produkcja Lawasza

Goris – trzecia możliwość i chlebowe refleksje 5 listopada 2014

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Z kamiennych kręgów przez śnieżną i słoneczną krainę podążyliśmy do Goris.

Już na wjeździe miasto powitało nas piekarnią z piecami w kształcie beczki opalanymi drewnem, w których robione były tradycyjne lawasze. Pierwszy raz widzieliśmy coś takiego. Mimo, że w Armenii jesteśmy już prawie 6 tygodni. W najlepszym wypadku lawasz był robiony ręcznie i wypiekany na elektrycznej płycie. Zazwyczaj były to specjalne elektryczne piece do lawasza. 

W Gruzji ich chlebek Shoti zazwyczaj robiony jest w piecach w kształcie beczki opalanych drzewem, które są niemal w każdej wiosce. Więcej o chlebie Shoti http://brygidaibartek.pl/podniebne-spa/

Tutaj spotkaliśmy się z tradycyjnym sposobem, gdzie piec w kształcie beczki wmurowany był poniżej poziomu podłogi, obsługujące go Panie siedziały dookoła pieca na poduszkach na podłodze, trzymając nogi w zapewne ciepłych od nagrzanego pieca zagłębieniach w podłodze. Jedna z pań wygniatała ciasto, inna go rozwałkowywała kawałek, a jeszcze następna rozciągała go do wielkości ok 70cmx40cm, po czym kładła przygotowany kawałek na łódeczkowatego kształtu pacę i zamaszystym ruchem wkładając rękę do pieca przyklejała go do jego wewnętrznej ścianki. Lawasz jest bardzo cieniutkim chlebkiem, jego grubość wacha się międzi 1-2 mm, tak więc jego pieczenie trwa bardzo krótko i po niecałej minucie odrywa się go od ścianek pieca, zazwyczaj spryskuje się go wodą i wkłada pod folię, aby zachował swoją miękkość. W innych przypadku bardzo szybko wysycha na wiór. Oczywiście najlepszy jest ciepły wyciągnięty prosto z pieca i zjedzony do 15 minut.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Z radością kupiliśmy takie cudeńko i zabraliśmy się do zawijania w niego warzyw i popularnej tutaj zieleniny.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Taka niewielka ilość mąki z energią ognia.

Podobny piec tylko bardziej naziemny spotkaliśmy już po powrocie z Nagornego Karabachu (10 listopada) niedaleko Sevanu w miejscowości Vardenis. Trafiliśmy gdy produkcja szła pełną parą i Panie pozwoliły się z radością fotografować .

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1000

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A tutaj filmik z produkcji Lawasza, może byłoby fajnie jakby na stole byla zielenina i warzywa, ale teraz coraz częściej zastępuje ją mięso, a piece jak pisaliśmy zaczynają być atrakcją. Ormianie jedzą bardzo dużo chleba do wszystkiego, ale coraz więcej drożdzowego zwykłego jak u nas. 

 

 

A wracając do Goris, było stosunkowo wcześnie, jednak już za późno aby jechać do Nagornego Karabachu i forsować 2000 metrowe przełęcze szczególnie po ostatnich opadach śniegu i spadku temperatury do -10. Takie przejazdy lepiej zostawić na środek dnia, gdy słońce roztopi lód.

Bartek gdzieś w umysłu chciał do Tatev – monastyru do którego prowadzi najdłuższa kolejka linowa na świecie, ja kombinowałam coś z jakimś kanionem. Mi nie podobał się Tatev, Bartkowi kanion, nie mówiąc już o jeździe do Stepanakertu.

Czułam tak jakby miejsce nie chciało nas wypuścić.

Poszły emocje, jakieś wewnętrzne przepychanki, poszliśmy na kawę aby zrównoważyć umysł.

Trafiliśmy na cudowną Panię, a przy okazji świetną kawę.

A może skoro motamy się i nie wiemy gdzie jechać, pójdziemy do hotelu – zapytałam

Dawno już się nie kąpaliśmy, a w miasteczku jest sporo hoteli, może któryś będzie miał saunę – zamarzyłam.

Mi w oczy rzucił się ten duży hotel po prawej – powiedział Bartek

Też do mnie zagadał powiedziałam.

Podjechaliśmy pod hotel Diana www.hoteldiana.am,

Okazało się, że jest sauna, basen, a jak zostaniemy dostaniemy 2 godziny gratis.

Nie zastanawialiśmy się długo cena 22000 (170 zł. / 2 osoby) piękny duży pokój z łazienką, śniadaniem i 2 godzinami sauny (co prawda ogólna dostępnej, ale i tak super się wygrzać po ostatnim ataku mrozu) z basenem. W hotelu ponadto siłownia (a już myśleliśmy, że Ormianie są całkowicie antysportowi), bilard, kręgle.

Znowu czas na mycie, pranie.

Wszechświat wiedział, że mamy tutaj zostać, zamknął nam wszystkie drogi wyjazdu i cierpliwie czekał na moment aż stwierdzimy, że czas się umyć i pobyć w większej przestrzeni niż landrynka.

A z balkonu i tak mieliśmy widok na 3-tysięczne śnieżynki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

I znowu nie było na moje, nie było na Bartka, a zwyciężyła najlepsza trzecia opcja, która dała nam bardzo dużo radości i pozwoliła z czystością ciała wjechać do Nagornego Karabachu

Refleksje nad wysokością i opłaty samochodowe w Armenii

Dokumenty samochodowe i refleksje nad wysokością 24 październik 2014

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pożegnaliśmy przyjazny nam hotel i z Tsanagadzor pojechaliśmy do granicy by przedłużyć wwóz auta na kolejny miesiąc. Czy będziemy jeszcze miesiąc zobaczymy, jednak opłata za 2 tygodnie jest niewiele mniejsza.

Jadąc z Tsanagadzor odwiedziliśmy znów Sevan i Sevanvang. Tym razem jezioro migotało w słońcu, wiał od niego ciepły wiatr, a okoliczne 3500 tysiączniki pokazały swoje śnieżne czapeczki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Handlarze kamieni również już nas znali i nie byli nachalni. Mogłam spokojnie chodzić i dotykać kamieni. Żaden jednak nie gadał tak bardzo aby go kupić (no może poza jednym dużym). Gdzie go zmieścić, aby go nie uszkodzić???

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A może jeszcze to on zastanawia się, czy chce jechać z nami?

Potem zjechaliśmy do Dilijon, Parku Narodowego z lasami.

I ………… poczuliśmy się nieswojo.

Co się stało ? O co chodzi zaczęliśmy się zastanawiać. Może tu energia, jakaś nie tak, może, to, może tamto …………

Każde pytanie było dobre i złe zarazem.

Nagle nas olśniło – WYSOKOŚĆ !

Prawie cały miesiąc spędziliśmy na 2000 m.n.p.m, a teraz zjeżdżaliśmy w dół i znaleźliśmy się na 1200 m.n.p.m (to przecież wysokość naszych gór), a jednak jaka wielka różnica.

Im jesteśmy wyżej tym organizm ma mniej uznanego za odżywczy tlenu i przełącza się bardziej na boskie odżywianie ,a przy okazji oczyszcza się ze złogów. Gdyż mając mniej tlenu organizm spala starocie.

Poszerza swoje granice, staje się lżejszy. Od zawsze świetnie czuję się na wysokości 2000-3000 m.n.p.m. Czuję się lżejsza i wbrew temu co wszyscy mówią wydaje mi się, że jest tam więcej powietrza by oddychać, niż niżej.

Trzeba wrócić na wysokości. Tym bardziej, że wszyscy już przewidują zimę na 2 tysiacach metrów. No tak do 2 tygodni.

A my zjeżdżaliśmy niżej i niżej, najniższe wskazanie wysokościomierza było 800 metrów. Ojjj jak nisko. Do tego z późnej jesieni, wjechaliśmy w późne lato ( a ujechaliśmy ze 80 km), temperatury z paru stopni skoczyły do ponad 20, różnica wysokości.

Mimo, że tutaj było cieplej, można było chodzić w bluzce z krótkim rękawkiem. Nam zatęskniło się za wysokością, dwoma polarami i czasami nieprzyjemnym wiatrem. Tam czuliśmy się jak u siebie, w rześkim powietrzu. A tutaj jak to mówimy – „no fajnie”.

 

Jechaliśmy trochę  wzdłuż granicy z Azerbejdzanem, który mimo, że wzdłuż granicy były rozlokowane jednostki wojskowe i wiele opustoszałych i zniszczonych wiosek to urzekał swoim pięknem. 

Czas i pogoda zapewne napiszą swój scenariusz 

Strażnik zaprasza

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak odwiedzając dla atrakcji okoliczne miasteczka, dojechaliśmy do granicy z Gruzją.

Chcieliśmy przedłużyć opłaty, jednak ponoć się nie dało i musieliśmy zamknąć stary wwóz auta (8600 drahm – 70 zł.) przejechać do Gruzji i wjechać z powrotem do Armenii, rozpoczynając nową procedurę.

Przed granicą poprosiliśmy duchy miejsca o sprawne i spokojne załatwienie tej sprawy i mimo że musieliśmy przekroczyć granicę wszystko działo się miło i sympatycznie.

Przy wjedzie zapłaciliśmy 33000 drahm 260 zł. Za wwóz i 8000 – 65 zł – ubezpieczenia na kolejny miesiąc.

Można powiedzieć, że miesięczny pobyt samochodu w Armenii kosztuje 400 zł.

 

260 przy wjeździe

65 ubezpieczenia

70 przy wyjeździe

Dużo, nie dużo i tak to lepsze niż załatwianie wiz ( i płacenie za nie + koszty wyjazdów po nie do ambasad), a w sumie dotyczy to tylko samochodu.

Szczęśliwi, że załatwiliśmy nielubiane przez nas urzędowe sprawy, szybko znaleźliśmy nocleg nad rzeczką w kanionie rzeki .

Dziękowaliśmy za ten spokojny czas.

A rano odwiedziliśmy Wanadzor – jedno z większych miast Armenii,

Jak większość miast urodą nie grzeszy, jednak ma sklepiki, knajpki i fajny targ, a ponadto źródełko wody mineralnej w dzielnicy przemysłowej.

Nasyciliśmy się miasteczkiem i pojechaliśmy w kierunku Dilijan.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA