wegetarianizm

now browsing by tag

 
 

Od wegetarianizmu w stronę frutarianizmu…

 

Od wegetarianizmu w stronę frutarianizmu…wywiad z moim ojcem Józefem.

 

 

Filmik przedstawia pewnego rodzaju posumowanie ponad 30-letniej podróży poprzez różne diety, która poczynając od wegetarianizmu potoczyła się w stronę frutarianizmu. Jest to rozmowa z moim ojcem – 83-latkiem, który do dziś zachował kondycję fizyczną i psychiczną polskiego przeciętnego 60-latka, tylko takiego bez konieczności zażywania lekarstw.

Przekonanego o zachowaniu zdrowia dzięki połączeniu odpowiedniej lekkiej ekologicznej diety, ruchu na świeżym powietrzu i przebywaniu w przyrodzie lasów i gór. Krzewiący wiedzę o ekologii – był bowiem pierwszym sadownikiem na Śląsku posiadającym certyfikat sadu ekologicznego.

Filmik przypomina również o tradycyjnej kilkusetletniej diecie polskiego chłopa, który ze względów ekonomicznych jadał mięso sporadycznie – a pomimo to jego siła, sprawność i zdrowie były na wysokim poziomie i nie wymagały interwencji lekarza nawet przez całe życie.

P.S.

Obserwując wzrastającą wrażliwość różnych osób pragnę zwrócić uwagę na wyjątkowość diety owocowej, jako najmniej kontrowersyjnej z ziemskich sposobów odżywiania. Bowiem nie chcąc krzywdzić , czy też zabierać innym roślinom, czy zwierzętom energię poprzez ich konsumpcję – pozostaje nam owoc, który jest tak naprawdę darem od drzewa które nie ponosi przy tym żadnego uszczerbku na swoim zdrowiu. Tak bowiem fizjologicznie zaprojektowane jest drzewo, które wręcz chce aby jakaś istota skonsumowała jego owoc wraz z nasionami i tym sposobem „rozsiała” je w pewnej odległości od niego.

(osobnym moralnym tematem są sady wysokotowarowe w których zmusza się drzewa pod groźbą śmierci do wysokiego corocznego plonowania – warto zatem zadbać o dostęp do takich „szczęśliwych”)

Bartek

Francuska gościna

Francja 18-19 września 2013 Francuska gościna

1

Francja powitała nas po królewsku , jak pisałam wcześniej zapierającym w piersiach widokiem Alp Nadmorskich . Zjeżdżamy Alpami Nadmorskimi w kierunku morza , skaliste, przepadziste z głębokimi dolinami góry ciągną się w kierunku wody , na ich stokach ulokowały się domy i rezydencje z widokiem na morze . Żyjący tam ludzie mieszkają w alpejskich górskich dolinach o ostrych stokach z widokiem na piękne morze Śródziemne . Bardzo częstym elementem tych ciepłych dolin są sadzone przez nich palmy .

2

Pędzimy naszą landrynką Autostradą Słońca, poprowadzono ją wysoko , mostami i przekutymi tunelami przez kolejne doliny . Ciche jak dotąd te miejsca rozbrzmiewają teraz rykiem tysięcy samochodów i tirów . Jesteśmy zdziwieni kto wpadł na taki pomysł , profil autostrady jest dla nas niesłychany , niesłychanie ostre podjazdy, po prostej powodują, że jedziemy landrynką najwolniejszym pasem z tirami, które od czasu do czasu mrugają do nas światłami , sami nie wiemy dlaczego ……

3

Pewnie nas pozdrawiają , a może po prostu chcą abyśmy jechali szybciej . Jest to już jednak niemożliwe , tak więc ciągniemy się maks 70-tką . I tak zdobywamy kolejne szczyty po to , by rzucić się z drugiej strony w przepadziste zjazdy z ograniczeniami prędkości na poszczególnych pasach ruchu. Dobrze, że tu nie ma zimy . Ani odśnieżanie, ani posypywanie tych dróg nie byłoby możliwe . Oto Autostrada Słońca .

4

Trudna , ale piękna . Nas uraczyła jeszcze niesamowitym zachodem słońca .

. Nie mamy ochoty zjeżdżać , ani do Monako, ani do Nicei, ani do Cannes (do agromeracje) jedziemy podziwiamy , płacimy za kolejne odcinki autostrady i sycimy się pięknem Lazurowego Wybrzeża .

5

Bartek jest wielkim fanem filmów z Louise-em de Funes, więc zjeżdżamy z autostrady by odwiedzić Saint Tropez .

Poza budynkiem Żandarmerii z drzwiami zamkniętymi szczelnie . Nic nie przypomina o słynnym filmie . Jedno co nas pochłania to port jachtowy . Takich luksusowych jachtów nigdy nie widzieliśmy , już sobie wyobrażam co jest w Cannes czy Monako . Na niektórych małe imprezki . Fajnie wygląda trzech zblazowanych chłopaków na potężnym jachcie . Pewnie przyjechali zaszaleć

7

Luksus , goni luksus , . Podobało nam się , że ludzie siedzieli na swoich tarasach , tak jakby chcieli , aby inni na nich patrzyli , patrzyli i ….. widzieli , marzyli, zazdrościli .

Marzyli o czymś niedostępnym , wielkim ………..

6

A przecież siła i wielkość to stan umysłu, który wcale nie zależy od posiadanych dóbr .

Przywitaliśmy się fizycznie z wodą i powiem szczerze z ulgą odjechałam z Saint Tropez … .

Landrynka dzielnie w coraz większym słońcu pędziła w kierunku Hiszpanii , zatłoczonymi francuskimi autostradami przez Prowansje (na nocleg przygarnął nas parking z polem lawendy) i Langwedocję .

8

Często wiał silny porywisty wiatr i to najczęściej przedni. Jazda była z jednej strony spokojna , ale troszkę powodująca zmaganie z wiatrem .

15

Na odpoczynek zaprosił nas Leucate , mekka windsurferów , przyroda zrobiła tutaj zatokę morską na której bardzo dobrze wieje . Bartek pływał tutaj tutaj wiele lat temu i chciał mi je pokazać . Miejsce gdzie wiele lat temu nocował , przywitało nas tym razem zakazem postoju . Pomimo tego na niewielkiej przestrzeni nadal tłoczy się kilkadziesiąt camperów . Jak widać amatorów tego dzikiego przylądka jest wielu.

9

Na początku miejsce było zamknięte na komunikację , jednak gdy wiatr przewiał mnie , miejsce nie tylko stało się bardzo przyjazne , ale wręcz namawiało do osiedlenia .

10

Spacerowaliśmy więc nad zatoką oglądając tutejszą roślinność , pożywiając się gorzkimi dzikimi migdałami (ponoć niejadalne) i opuncjami . Zrywaliliśmy dziką lawendę i macierzankę . Podglądaliśmy mewy i cieszyliśmy się sobą razem z miejscem  . Byliśmy jednym , przenikaliśmy się nawzajem. Wiatr przenikał nas , miałam wrażenie , że przechodzi z jednej strony ciała na drugą .

11

Gdy człowiek poddał się niemu , pozwolił przewiewać , zapomniał o przekonaniu, że silny wiatr może przewrócić, to nagle okazywało się , że iście pod silny wiatr może być bardzo lekkie . Sami nie wiedzieliśmy kiedy zeszły nam 3 godziny . Pojechaliśmy jeszcze do miasteczka zjeść w miejscowej piekarni najlepsze quiche na świecie , a potem do portu pochodzić po plaży i spróbować ostryg.

19

Lubię próbować nowych smaków , czasami mam wrażenie, że jestem wręcz na nie chciwa . Tutaj miałam wrażenie, że chciałam zaczerpnąć energii od zwierząt morza . Zamówiliśmy najmniejszy zestaw 3 małe ostrygi, trzy mule i trzy coś jeszcze . Wszystko świeżutkie surowe , do tego chlebek i lokalne winko .

20

Co do smaków ….. Ostrygi mi najmniej smakowały , ale i tak koneserem nie jestem . Popróbowałam , nacieszyłam się tym , ku przerażeniu Bartka , który na sam widok nie chciał spróbować . Śmiałam się , że gdyby to mięso miał np. na chlebku ładnie podane , to może by spróbował, a tutaj jakieś obrzydzenie.

18

Choć to obrzydzenie może czasem przydałoby się wszystkim , którzy jedzą mięso . Bo ilu tak naprawdę z mięsożerców jest w stanie zabić zwierzę , wybebeszyć , zobaczyć co tak naprawdę się je ….??? Ilu jest w stanie oglądnąć film o dzisiejszych fermach kur , świni, w międzyczasie zajadając mięso …..???

13

Podejrzewam , że gdyby miejsca gdzie hoduje się zwierzęta były ze szkła, 80% populacji przeszła by na wegetarianizm . A czemu …..??? Poszukajcie filmików na YouTube .

21

Pożegnaliśmy się z Leucate , podziękowaliśmy za cudowną gościnę i podążyliśmy w kierunku Hiszpanii .

Dziękujemy Francji za jej miękkość , piękno , a przede wszystkim za ciepłe przyjęcie , czuliśmy się tutaj jak długo oczekiwani goście .

16

No właśnie w liceum uczyłam się francuskiego i całkiem dobrze po nim mówiłam , a był to mój pierwszy pobyt we Francji (kiedyś jadąc autobusem do Anglii przejeżdżałam przez Francję nocą ) , długo czekałyśmy na spotkanie , ale wypadło bardzo sympatycznie . Choć języka trzeba się praktycznie uczyć na nowo.

14

Do zobaczenia ……

 

12

O przyrodzie raz jeszcze

O przyrodzie raz jeszcze .

2

Przyroda północy mimo swojej obecnej dzikości nie zachowała oczywiście swojego pierwotnego charakteru , w wielu książkach poświęconym parkom narodowym Finlandii są zdjęcia intensywnego wyrębu lasów w Laponii i Finlandii. Były lata1800-1900 , gdzie rodził się w Europie przemysł i spławianie drzew miało największą skalę. Jak więc wyglądał ten naturalny dziewiczy las?

Wygląda na to, że był złożony z nieco grubszych drzew niż te , które pokazujemy na zdjęciach. Poznajemy to po „niektórych” okazach sosen i świerków spotykanych gdzie nigdzie. Mają grubość u podstawy nawet do 80 cm średnicy!!! To trochę nie pasuje do opisów Laponii i ogólnie północy gdzie w szkole była mowa o skromnym lesie złożonym z ubogich drzew i krzewinek. Powodem tego miał być „srogi” klimat. Jednak powód może być nieco szerszy.

3W jednej z informacji turystycznych spotkaliśmy plaster ściętego drzewa, tak na oko około 80 cm , który miał policzone słoje i datowany był na 300 lat! Krótko mówiąc nawet na północy Laponii rosły grube drzewa, tylko zostały wycięte 100 lat temu i następne jeszcze nie urosły , bo rosną wolno, w tym srogim klimacie – ale rosną w piękny las. Wcześniej Saamowie – pasterze reniferów nie prowadzili przemysłowego wyrębu lasów, brali tylko na domy z bali i opał. Z informacji od naszego gospodarza Saama, wynika, że ich natura koczowników polegała na posiadaniu domu letniego i zimowego. A przemieszczanie dotyczyło głównie okresu spędu reniferów na wiosnę i nie dotyczyło całej społeczności (obecnie wielu właścicieli reniferów ma 2 domy letni i zimowy, jak kiedyś ) .

5

Inna sytuacja dotyczy wyglądu płaskowyżu Finmarksvida oraz terenów północnych obecnej Norwegii, gdzie była klasyczna tundra. I znowu te informacje ze szkoły są jakieś takie „nie bardzo”.

Ten surowy klimat miał tu siać spustoszenie wśród fauny i flory – ale czy na pewno? Wielkie obszary niegdyś klasycznej tundry dziś zaczynają w wielu miejscach porastać drzewami, głównie brzozami i nie tylko. Brzozy te mają już całkiem niezłą wysokość i nawet do 10 metrów i niezły pień (widzieliśmy to w Finlandii i Norwegii). Jak to się dzieje, że kiedyś była tu klasyczna tundra , a teraz robi się całkiem gęsty las?

Brakuje poza klimatem drugiego czynnika – jest nim wolny renifer – , który zamieszkiwał te tereny w ilościach set tysięcy. Ponieważ lubi szczypać gałązki więc kontrolował wzrost brzozy i innych większych krzewów , a że rosną wolno były cały czas karłowe. Nasz gospodarz wspominał swoje dzieciństwo i obraz zupełnej tundry , opowiadał , że rosły wtedy sterty pięknych kwiatów, które dziś w lesie nie rosną , zagłuszone krzakami. Narzekał na ludzi i ich zachowanie , mówił, że mógłby być teraz chociażby ładny las brzozowy , ale jak jakieś drzewo urośnie , że w końcu wygląda fajnie , to przychodzą i je wycinają.

I tak teraz wygląd północnych terów kontroluje człowiek. Po wyłapaniu reniferów do zagród nadaje mu wygląd krzakowiska. Ciekawy eksperyment miał miejsce niedaleko domu tego samego saamskiego gospodarza. 100 lat temu grupa dzieci szkolnych posadziła tu kilkaset sosen, zagajnik ma około 1 hektara i drzewa są całkiem duże , jak nasze 30 letnie (10 metrów). Nikt ich się nie tyka, poletko się rozsiewa – może za 300 lat nie będzie tundry tylko las. Wszystko to ma miejsce w miasteczku Polmak , który jest troszkę niżej niż NordKapp.

1

I tu rodzą się refleksje nad eksploatacją naszej planety w poszukiwaniu energii. Kiedyś było to drewno (i teraz też), obecnie gaz , ropa , węgiel, minerały. Ta ekspansja za energią doi i niszczy naszą planetę. Ciekawy jest pewien proces, który obserwujemy, niegdyś miało miejsce wiele odkryć w dziedzinie energetyki ogólnie. Era węgla, silniki, parowy, benzynowy, diesel, rafinacja ropy, era elektryczności , preście atom. Od jakiś 30 lat widzimy wyraźna stagnację w pomysłach, choć nauka na wybitnie wysokim poziomie, elektronika, podróże w kosmos , a my cały czas ten „węgiel do pieca” i ani rusz mimo odkryć Tesli i innych po drodze. No może napęd wodorowy , geotermy (bo hydroelektrownie , wiatrowe i słoneczne to już stare odkrycia). Skąd ludzkość nawiedziła taka niemoc odkrywcza w dziedzinie nowych źródeł energii?

Dlaczego w tej dziedzinie jest zastój?

Wydaje się nam, że energia to kluczowe zagadnienie dla zachowania naturalnego piękna planety i jej przyrody. Odpuścilibyśmy zasoby leśne , odwierty i kopalnie i nie niszczyłyby terenów, a przemysł chemiczny nie zatruwałby ziemi, powietrza, wody.

Oczywiście wynalezienie takich źródeł energii zmieniłby cały system gospodarczy świata, niektóre państwa straciłyby dotychczasowe źródło utrzymania, ale wydaje się , że i tak warto . Wydaje nam się również , że ten postęp w poszukiwaniu innych źródeł energii jest sztucznie wstrzymywana przez tych, którzy teraz czerpią zyski z obecnej sytuacji.

Ale już czas!

Ostatni czas by nie zdegradować do końca naszej planety, TAK , to kluczowe zagadnienie dla ochrony przyrody. Walka o kilka niedźwiedzi czy wilków to tylko walka. Zresztą to jest wielki paradoks (hipokryzja) ludzkości, walczymy o jakiś skrawek Parku Narodowego z kilkoma drapieżnikami,a tuż obok w milionach sztuk zabijamy np. dzikie ryby (optymiści mówią, że 2050 roku oceny będą puste) , znika fauna. 5 lat temu na półwyspie Kola – gdzie byliśmy w zimie – prowadzący skuter Rosjanin był zdumiony niewielką ilością tropów zwierząt , a jeszcze kilka lat temu …………

Należy mieć nadzieję, że to skierowanie uwagi na te parę drapieżników, za jakiś czas przełoży się na świadomy stosunek do wszystkich zwierząt , w tym hodowlanych.

Dzielimy się z Wami przygodami, ale też refleksjami o tym co widzimy i musimy tu przytoczyć jedną prawdę – „do wyhodowania” 1 kilograma mięsa jest potrzebne około 16 kg zboża. Osoba , która chciałaby się żywić tylko mięsem zje w 2 dni 2 kg mięsa , ten kto chciałby się żywić tylko zbożem , nie przeje 32 kilogramów zboża miesięcznie. Recepta na głód na świecie ….???

Produkując mięso w sposób przemysłowy, zamieniamy tereny przyrody na pastwiska i pola uprawne pod uprawę paszy.

Dzisiejsze mięso to koktajl antybiotyków, hormonów i konserwantów chemicznych. To może zabrzmi jak przechwałka (ale trudno) , na diecie bezmięsnej obecnie biegam na nartach w formie treningu do 30 km dziennie . Siła, wytrzymałość , wydolność i mięso to oddzielny temat. Zresztą polecam wspaniałą książkę weganina , ultramaratończyka „Jedź i biegaj „ (Scott Jurek) . Książka ta jest wspaniałą podróżą , nie tylko przez świat ultramaratonów (biegi powyżej 100 km) , ale również osobistą historią przechodzenia na dietę wegańską , opisami jego dylematów , przekonań , a potem wzrostu wydolności i siły. Zawiera również sporo przepisów wegańskich.

Eksploatujemy planetę każdy na swoim poziomie my też . Jednak podstawą i pierwszym celem jest nabranie świadomości pewnych procesów .

Świat jest taki jakim go tworzymy, jak będziemy chcieli go zmienić to go zmienimy .

P3289102